Ludwik Filip Czech - Poetyckie żywioły

Poeta Piotr Bednarski wydał w ubiegłym roku autorski wybór wierszy pt. „Żywioł wszelki". Publikacja obejmuje utwory z 16 tomików. Jest zatem bardzo obszerna, liczy sobie 305 stron. Nie sposób odnieść się do wszystkich wierszy, można je jedynie ogarnąć całościowo. Taka metoda daje rezultaty, gdyż są to wiersze jednorodne, pomimo upływu lat ich stylistyka nie uległa zasadniczym zmianom. Już w „Arce przymierza" widzimy zamiłowanie autora do form klasycznych, rzetelnego poetyckiego komunikatu, który stroni jednak od stylistycznych przerostów. Wiersz „Ćmy" ma jedną ważną cechę, która określa relację poety z rzeczywistością – nie stawia diagnoz, nie wieszczy. W tej poezji pewność ustępuje zwątpieniu. Refleksje nie kończą się autorytarną konkluzją mędrca, ale kolejnym znakiem zapytania, charakterystycznym dla filozofa. W „Ćmach" czytamy:


Dokąd idziemy i co nas tak pędzi
Że wszystko w ręku i pod stopą się pali
Kto nam miecze daje kto sądzić będzie
Kiedy śmierć i samotność jednością się stanie

Gdzie jesteśmy i o czym myślimy
Kiedy serce odwracamy jak fałszywą monetę
Czy jeszcze w nas coś pozostało przychylnego ziemi
Czy wraz z nią do ognia jak ćmy polecimy


   Chrześcijańskie motywy są ważne w tej poezji. Stanowią jej kulturowy kod. Choćby w tomiku „Abba", czy „Jerychońskie róże". Ale nie tylko. W zbiorach „Barka słońca" i „Popiół" znajdziemy wiele przykładów boskiej obecności, która w sposób oczywisty splotła się z życiem artysty  /„Och jaki byłem wielki"/. Ta obecność, poczucie, że jest nieodzowna sprawiły, że poeta z lękiem patrzy w przyszłość, która odrzuca Boga w imię laickiej filozofii /"Filozoficznie"/. Z tym większą przyjemnością wraca do czasów, kiedy humanistyka szła pod rękę ze sztuką, była podwaliną intelektu. Przywołuje zatem w „Spojrzeniu przez ramię" Osipa Mandelsztama, Marca Chagalla, Izaaka Babela. Przygląda się im z dystansu, chce zrozumieć ich wielkość i tragizm. W wierszu „Osip Mandelsztam" czytamy:


Na zachodzie ziemia krztusiła się krwią
Na wschodzie wlokła sznur wisielca
Marzyłeś Arkadię kiedy gwiazdy wyludniły oczy
A w dłoniach zamarł ostatni pieczony kartofel

Straszny to był rok od narodzenia Pana
Tysiąc dziewięćset czterdziesty i czwarty
/…/


   W tomiku „Wiersze Prometeusza" dzieciństwo autora splata się z historią, szacunek i umiłowanie poezji z tajemnicą śmierci. To rozdział pełen prywatności, podobnie jak wiersze z tomiku „Złotowłosa Izolda". Prywatność ta nie ma jednak akcentu osobności, jest głęboko osadzona w realiach naszych czasów. Można zatem wyczytać z niej nie tylko emocje, ale też kontekst historyczny. Nic nie dzieję się tutaj w próżni, nawet za najgłębszymi uczuciami widać tło współczesnej cywilizacji. Dla poety / rocznik 1938/  pojęcie wspólnoty jest ważniejsze od indywidualnych doświadczeń. Nawet śmierć jest tutaj mniej prywatna, niż zazwyczaj. W utworze „Śmierć" czytamy:


Nie czuję jej w sobie lecz kiedyś
Wślizgnie się albo obudzi

I zacznie się odliczanie
Widzę ją najczęściej wtedy kiedy
Brakuje sił na podniesienie się z kolan
/…/
Czy nasz czas zgaśnie z nami?
Czy życie upomni się o nas?


   W „Żywiole wszelkim" są też utwory lżejszego kalibru, jak choćby „Szczupak" z tomiku „Przelot żurawi". Autor, który porusza się swobodnie po narodowych galeriach, potrafi jednocześnie zadziwić opisem zwykłego krajobrazu /"Miasto nad Parsętą"/. Ta wszechstronność przysporzy mu czytelników. Będzie to jednak grono specyficzne, rozmiłowane w języku dalekim od potocznego. Młody odbiorca uzna te wiersze za rodzaj klasyki, pochyli się nad nimi z szacunkiem, ale bez nadziei na inspirację. W interesie dobrej, rzetelnej literatury – chciałbym się mylić.
   Książkę polecam.


Piotr Bednarski  „Żywioł wszelki"
Wydawnictwo „ Adam Marszałek"
Toruń 2012
Str.305

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org