Stefan Pastuszewski - Palenie czyichś papierów w moim piecu

Pamięci Marii Kaczmarek


nie zmieściły się ani w moim domu
ani w całym świecie
twoje fotografie, listy i inne papiery
komu?
rzeczywiście - złapały czas za gardło:
ty nad tym wodospadem
i w zalotnym przekrzywieniu bioder
ty ciągle ty i reszta
można by tak patrzeć bez końca
i bez słowa, ale to już boli
bo słowa u człowieka cisną się jak mocz
i coś więcej
można by tak nie wiedzieć co robić
i siedzieć i siedzieć

dokąd wysłałaś tę dziewczynkę z mysimi kitkami
co będzie gdy wróci?
w czyją wejdzie suknię?

płonie wszystko
i te chwile, w których ty te swoje śmieci skrzętnie układałaś
osobami, zdarzeniami
i jakąś miłością
jak zwykle ciemną

nie wiedziałaś co z czasem zrobić
i ze sobą
to wszystko boli
głupi jest ten, który nie wie, że życie jest raną
którą wciąż trzeba opatrywać
czy to papierosem
czy pisaniem wiersza
lub równie wielkim stukaniem młotkiem w blachę, drewno, kamień
może się otworzą

ale ja też mam swój czas
i też nie wiem co z nim zrobić
chłopiec mówi: nudzę się
kobieta: zatańczmy

z trudem odczytuję z pamięci twoje imię
ale to nie ty mnie tak dotykasz
tylko prawo odchodzenia na zawsze
prawo zacierania śladów
ze względu na nowość, miejsce i porządek
wiatr, woda i piasek zawsze będą górą

ani to brutalne prawo
ani nazbyt mądre
takie jak prawo zwierzęcia do pokarmu
a trawy do słońca
czuję w tym rękę Boga
którego jak zawsze nigdy nie rozumiem
mówi, że wszystko co żywe się kończy
ale życie trwa
to On?

a może ja tylko się boję
spłonąć tak jak ty w czyimś piecu
na chwilę słońca w jego ciemnym domu
i popiół zadumy

tak, to tylko popiół
nawet gdy to piszę
tak, to chwila oddechu
mimowolny przystanek

ktoś stuka do drzwi…

 

Również tego autora