Piotr Stareńczak - SAMOTNOŚĆ ARTYSTY

„Samotność płynie całymi rzekami".
Rainer Maria Rilke


Poniższe rozważania nie pretendują do wyczerpującego omówienia problemu samotności artysty, naświetlenia wszystkich jego źródeł w celu ich skatalogowania i zrozumienia, a są jedynie kolejnym głosem – być może zbyt niepewnym, by został usłyszanym, być może nic nie znaczącym – w toczącej się od lat dyskusji.


Zdaniem Kingi Kaśkiewicz „Każdy artysta, aby jak najpełniej oddać spostrzegane zjawiska buduje własne królestwo zasad, adekwatnych tylko dla danego problemu artystycznego. Na tej drodze w niewielkim stopniu, a czasami i w żadnym nie może być mu pomocny inny człowiek" . Jeszcze dalej w swej argumentacji idzie Konstańczak: „Artysta zmierza ku doskonałości ponadczasowej, ale na tej drodze musi pozostać sam. Nawet już umrzeć zwyczajnie mu nie wypada" . Podobnych cytatów mógłbym mnożyć bez liku. Pytanie natomiast pozostaje: czy każdy, kto świadomie i dobrowolnie wkracza na drogę sztuki skazany jest nieuchronnie na dożywotnią samotność, czy też istnieje jakaś alternatywa pozwalająca tworzyć wartościowe dzieła nie zaniedbując kontaktów społecznych? Zapewne wiele zależy od osobowości samego twórcy i najrozsądniej byłoby twierdzić, że proporcja między jednym typem a drugim jest doskonale zachowana. Jednakże cóż nam po zdroworozsądkowych spekulacjach – ktoś by powiedział – gdy fakty historyczne pokazują, że tylko „wyrzeczenie się życia" może powołać prawdziwego geniusza. I miałby rację. Wystarczy zapoznać się z biografiami wybitnych kompozytorów lub literackich noblistów, aby samemu się o tym przekonać. Możemy więc powiedzieć – nie obawiając się zarzutu operowania sofistycznymi antylogiami – że samotność należy do wiernych towarzyszy ludzi sztuki.


W celu lepszego uchwycenia tego fenomenu zobaczmy, jak rola artysty zmieniała się na przestrzeni dziejów. Otóż starożytni nie posługiwali się ogólnym pojęciem obejmującym malarza, rzeźbiarza, poetę, architekta i aktora . Hezjod utożsamiał poetę z mędrcem, z tym, który „wie z natury", a nie dlatego, że się czegoś nauczył. Dla Pitagorasa poietes był typem uczonego, który zna prawa rządzące światem. Sofiści natomiast podważali autorytet artystów nazywając ich tanimi iluzjonistami. Z podobną krytyką wystąpił Platon: poeci dostarczają nam złudy ulegając zmysłom i emocjom, ukazują daleki obraz rzeczy, ponieważ nie mają dostępu do idei. W ich obronie stanął Arystoteles. Głosił, że artystą jest ten, kto „posiada sztukę" wytwarzania rzeczy w sposób świadomy, tzn. zna cel swej produkcji i potrafi do jej osiągnięcia zastosować odpowiednie środki. Sztuka rodzi się w umyśle, potrzebna jest wiedza ogólna, znajomość reguł, nabywana przez regularne ćwiczenie sprawność, a także trwała dyspozycja zapewniająca doskonałość tworzonej sztuki, która skierowana jest na materialny wytwór .
Średniowiecze wypracowało następujący schemat artysty: był sługą Boga oraz władcy i musiał odpowiadać na potrzeby szerokich kręgów społecznych . Działalność artystyczną uważano za swoisty rodzaj nauki, stąd termin „artysta" obejmował również matematyków, astronomów, historyków. Należy pamiętać, że „służebny" charakter artystycznej pracy był źródłem „bezimienności" twórcy – dzieła sygnowano znakami pracowni.
Renesans powraca do starożytnego przekonania o wyjątkowości artysty, jednakże jego gloryfikacja idzie znacznie dalej, osiąga apogeum: Grecy uważali twórców co najwyżej za natchnionych, tj. szczególne medium boskie – nowożytny humanizm zrównał ich z Bogiem.
Romantyzm wykreował kult geniusza, poety – wieszcza, kreśląc nieprzekraczalną granicę między głęboką samoświadomością i indywidualnością artysty a gorszym, „nie dorastającym do sztuki" społeczeństwem. Ponadto romantyka cechuje mistrzostwo wykonania oraz ideowe zaangażowanie.
Dopiero XX wiek przynosi zmianę w dotychczasowym rozumieniu zjawiska artyzmu – z jednej strony rośnie międzynarodowa sława najwybitniejszych twórców, z drugiej traktowani są jak każdy człowiek pracy . Zresztą czasy dzisiejsze oferują całe spektrum artystycznych kursów (pisarskich, malarskich, wokalnych, tanecznych) pozwalających nabyć odpowiednich umiejętności. Chyba nie trzeba dodawać, że takie „odbrązowienie" twórcy wzmaga samotność, przede wszystkim wśród tych największych.
Nasza kultura dewaluuje artystę: „Twórcę traktuje się jako nadawcę pewnego komunikatu, a wartość estetyczna pojawia się na skutek określonego stosunku odbiorcy do owego komunikatu" . Niegdyś miano artysty zastrzeżone było dla nielicznych, dziś traci swą niezwykłość rozciągając się na szerokie rzesze ludzkie. Dawniej twórcą był ten, kto świadomie, na przekor wszystkim i wszystkiemu, wypracowywał oryginalne i ważne dla ludzkości wartości – dziś przedmioty wartościowe wytwarzać może maszyna. Sztuka, ale także nauka i – być może – filozofia powstają automatycznie, bez wkładu zalet osobowości twórcy: „Słowo ‘twórca’ ginie wśród maszyn cybernetycznych i w różnorodnych przejawach sztuki masowej, tworzonej przez ludzi, do których wzniosłe słowa wcale nie pasują, wśród wielorakich form twórczości amatorskiej w różnych dziedzinach życia [...]" .
Sztuka była odbierana ongiś wyłącznie przez inteligencję, zaś reszta społeczeństwa obcowała ze sztuką sakralną i tylko, gdy bezpośrednio dotyczyła funkcji religijnych oraz sztuką użytkową, do której zaliczają się np. fontanny, nagrobki. Odbiór sztuki odbywał się w zamkniętym gronie, jak szlacheckie salony. Dopiero udostępnienie dzieł szerszej publiczności, poprzez wprowadzenie ich do muzeów, zmieniło ten stan rzeczy. Nastąpiła szczególna separacja twórcy i odbiorcy – żaden szanujący się artysta nie mógł sobie pozwolić, by jego cele pokrywały się z potrzebami masowego odbiorcy. Jak wcześniej pokazaliśmy, zwłaszcza XIX w. silnie akcentował tę dychotomię. Pociągnęło to za sobą oddzielenie krytyki od filozofii (estetyki): „[...] całkowitej zmianie uległa sama estetyczno – metakrytyczna perspektywa oglądu fenomenu krytyki" . Według Schellinga [...] poza filozofią i bez jej pośrednictwa nie da się o sztuce niczego wiedzieć w sposób absolutny" . Już Hegel ogłosił kres złotego wieku sztuki: „Straciła ona dla nas swą autentyczną prawdę i prawdziwe życie [...] swą dawną konieczność [...] swe wysokie dostojeństwo" .
Musimy sobie uświadomić, że sztuka czym innym jest dla artysty, a czym innym dla odbiorcy. Artysta ze względu na dzieło przekształca swą rzeczywistość. Odbiorcę może szokować coś, co dla artysty jest codziennością. Twórcy nie traktują dzieł jak przedmioty, lecz jak żywych ludzi. Dla nich sztuka to życie, dla odbiorcy coś przelotnego. Psychika artysty nie toleruje żadnych ograniczeń . Szersza publiczność odczytuje sztukę powierzchownie, w sposób społeczno – pragmatyczny. Kant udowodnił, że sąd smaku nie może być interesowny, toteż łącząc ów sąd z uczuciem moralnym, poznaniem naukowym, czy głosem fizjologicznym dyskwalifikujemy artystę. Weźmy jakiś pejzaż marynistyczny Claude’a Lorrain’a i pokażmy go pierwszej lepszej osobie na ulicy. Jeśli uzna go za piękny, to zapewne dlatego, iż przyjemnie byłoby udać się w przedstawioną na nim podróż.
Albert Camus powiedział: „Naszą epokę charakteryzuje wtargnięcie mas, wraz z ich nędzą, we współczesną wrażliwość" . Nie zmienią tego żadne humanistyczne lamenty. „Zajmować się dziś twórczością – to igrać z niebezpieczeństwem" . Dlaczego? Ponieważ sztuka traci swą wartość, gdy nie jest zaangażowana społecznie. Artysta kłamie lub rzuca słowa na wiatr, gdy nie uwzględnia historyczno – społecznych katastrof . Skutkiem tego jest wstręt artystów do sztuki i samych siebie: „Racine w roku 1955 usprawiedliwiałby się, że napisał Berenikę – zamiast bronić Edyktu Nantejskiego" . Wstyd artysty do samego siebie i swych przywilejów stanowi dziś zjawisko powszechne. „Przede wszystkim musi odpowiedzieć na pytanie, które sobie stawia: czy sztuka jest dzisiaj luksusowym kłamstwem?" .
Artysta, któremu udało się wybić poza gusta i mody, literackie dyskusje, głosy krytyki, naciski odbiorców, które pozwalają rozeznać mu się w sytuacji artystycznej, stawia mur między sobą a resztą świata. Staje się wówczas niepotrzebny, wyjęty poza nawias sytuacji estetycznej. To paradoksalne, ale może wtedy stać się sobą. W samotności artysta jest wolny. Wybiera ją, gdyż ma poczucie misji. Zdaniem Blake’a – uznanie społeczne, tzn. zapomnienie o samotności, jest życiem w raju głupców. Niepowodzenie, niechęć innych rozwija zdolności twórcze. Artysta powinien dążyć do ekspansji, nie uległości.
Z drugiej strony nie wolno nam zapominać o całej kolekcji artystów zamykających się w kręgu ludzi sztuki i obojętnych na wszelkie inne sprawy. Twórców tych częstokroć charakteryzuje estetyzacja życia, czyli kształtowanie siebie na podobieństwo dzieła . Dobrym przykładem jest Marek Hłasko. Tacy ludzie zachowują się „sztucznie", zależy im na rozgłosie, mówią nienaturalnie stylizowanym językiem, czując na sobie wzrok innych chcą być podziwiani. Co gorsza, zjawisko to występuje także wśród odbiorców – w przypadku Hłaski są to tzw. „hłaskoidzi". Naśladują oni sposób ubierania, sposób bycia swoich idoli. Ale może być też tak, że artysta decyduje się na grę, pozór, kreację, aby świadomie stworzyć coś, co nie tyle wyraża jego samego, ile stanowi wartość dla innych. Oczywiście brak tu autentyczności, jednakże może ją kompensować dyscyplina artystyczna. Człowiek ma coś do powiedzenia i pragnie to wyrazić nie po to, aby wzbudzić wzruszenie ukazaniem innym samego siebie, lecz dlatego, że chodzi mu o jakąś sprawę, jest krytyczny, dalekowzroczny i jasnowidzący. Chyba właśnie taki był Marek Hłasko. Niejednokrotnie tacy właśnie artyści pozostają w pamięci potomnych, w przeciwieństwie do tych, którzy hamują ekspresję – żeby nie powiedzieć, iż całkowicie rezygnują z prób uzewnętrzniania siebie – z obawy przed niezrozumieniem, wyśmianiem, obojętnością względem tego, co „z głębi ich duszy". Bezosobista wizja świata jest bardziej przekonująca. Nawet sztuka masowa może być dobra, jeśli artysta pozostaje wierny swoim wartościom .
Przybliżony przeze mnie konflikt dwóch nurtów estetycznych – podkreślający wyjątkowość sztuki i artysty oraz traktujący twórcę jako jednego z nas – występują zapewne od zarania istnienia sztuki, natomiast czasy współczesne dokonały jedynie uwypuklenia w tym zakresie. Pytanie, czy artysta powinien ukazywać zwyczajność, wspólność i solidarność ze zwykłym człowiekiem, czy też opisywać niezwykłość świata chyba nigdy nie zostanie rozstrzygnięte. Trudno ustalić granicę między osamotnieniem a konformizmem. Nie powinniśmy tworzyć nowego mitu geniusza, ale musimy poważnie zastanowić się nad tym, czy sztuka ma być nieśmiertelna, czy raczej dostępna dla jak największej liczby odbiorców.