Janusz Orlikowski - Pierwsze zdarzenia

Dzieciństwo. Pierwsze ważne wydarzenia, które się pamięta. A tu: nie pamiętam swojej Pierwszej Komunii Świętej, na myśl tylko mi przychodzi, że dostałem rower i zegarek.  Ponieważ nie byłem zbyt wysokiego wzrostu rower był zbyt duży i trzeba było drugiej osoby, abym mógł na niego wsiąść. Przeszkadzała mi wysoka rama z przodu. Gdyby była to tak zwana „damka", czyli pojazd z poprzeczną ramą niżej, tak by nogę prawą po podaniu lewej na pedał prawą by można przenieść przed sobą na drugą stronę roweru, nie miałbym problemu. No, ale przecież byłem facetem. „Damka" nie wchodziła w rachubę. Jeszcze długo potrzebowałem pomocy, by móc na nim jeździć.
Ale przecież piszę o Pierwszej Komunii Świętej, eucharystii, gdy po raz pierwszy przyjąłem Chrystusa, tym samym uznając swą przynależność do Kościoła katolickiego. Nic z tego nie pamiętam. Mogę tylko słusznie podejrzewać, że ubrany zostałem w granatowy garniturek z białą koszulą, a rzecz miała miejsce w kościele św. Zygmunta w Częstochowie. Tak mówią zdjęcia. A o co chodziło…? Ksiądz z pewnością coś mówił podczas przygotowań, co jak widać nie skupiło mojego wystarczającego zainteresowania, skoro nic takiego sobie nie potrafię przypomnieć.
Co do kompilacji z bierzmowaniem sytuacja ma się podobnie. Może gdybym zdecydował się napisać o tym kilkanaście, czy daj Boże kilkadziesiąt lat później moja pamięć by przywołała i inne fakty, może natury bardziej sacrum. Mówią bowiem, że człowiek w późnej starości odzyskuje obrazy wczesnego dzieciństwa. A tak przyjęcie sakramentu bierzmowania również jawi się jako tabula rasa z wyjątkiem, że zdecydowałem się przybrać trzecie imię tak jak miał na pierwsze mój dobry kolega z podstawówki, z którym nie utrzymuję żadnych kontaktów poza tym, że przejeżdżam obok jego domu gdy odwiedzam rodziców. Nie pamiętam prezentów, może ich nie było. Bo bierzmowanie to w tradycji taka mała uroczystość. Jakby o wiele mniej ważna. A przecież w istocie jest inaczej. To przecież naznaczenie duchem świętym. Uświadomienie sobie sensu religijnego świętej trójcy. Jako piętnastolatek  z pewnością nie mogłem tego objąć. Nawet nie próbowałem, nie w głowie mi to było. Może też mówił o tym ksiądz, z pewnością tak, lecz dla mnie wtedy to były tylko jakieś słowa na które nie zwracało się uwagi, bo ich rozumienie działo się poza możliwością percepcji, podobnie jak sens przyjęcia pierwszej komunii. Bardziej zainteresowany byłem tym, kto z kim zagra w drużynie podczas następnego, podwórkowego meczu piłki nożnej. 
Pierwsze ważne sacrum wydarzenia w życiu, by powinny mieć swą nienaganną genezę, swoje nie podlegające dyskusji w umyśle źródło, by na bazie którego mogły dziać się zdarzenia. Nic z tego. Źródło tak ujęte czy jest pewne, skoro opiera się na zasadzie nieuświadomionego przyjęcia? Wymaga, wcześniej czy później, weryfikacji.
Oczywiście towarzyszy tym wydarzeniom nastrój święta, szczególności, który w jakiś sposób zapada w pamięci, lecz są to zdarzenia zewnętrzne, natomiast wnętrze w żaden sposób nie może być odkryte. Nie uświadamia się bowiem w tym czasie, nie czuje się co znaczy: przekładając z języka metaforycznego na dosłowny przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej, a tym bardziej podczas sakramentu bierzmowania – Ducha Świętego. Trzy w jednym to jeszcze tchnie reklamą jakiegoś szamponu lub tym podobnych wynalazków ścigających się w sprzedaży koncernów kosmetycznych, ale  - ale jeden w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty…?
Czesław Miłosz w Traktacie teologicznym pisze brutalnie tak:

Katolickie dogmaty są jakby o parę centymetrów
za wysoko, wspinamy się na palce i wtedy
przez mgnienie wydaje się nam, że widzimy.

Ale tajemnica Trójcy Świętej, tajemnica Grzechu
Pierworodnego i tajemnica Odkupienia
są opancerzone przeciw rozumowi.

Który na próżno próbuje dowiedzieć się o dziejach
Boga przed stworzeniem świata, i o tym, kiedy
w Jego Królestwie dokonał się rozłam na dobro i zło.

I co z tego mogą zrozumieć biało ubrane dziewczynki
przystępując do pierwszej komunii?

Tajemnice, dogmaty Kościoła katolickiego „są opancerzone przeciw rozumowi". Tym bardziej są obce na biało ubranym dziewczynkom czy chłopcom w granatowych garniturkach z białymi koszulkami. Chodzi o to, że rozumienie faktu tej świadomości jest dla nich całkowicie obca. To nie ten czas, by móc sobie uzmysłowić z czym mają do czynienia. Z jaką tajemnicą i dlaczego z nią? Przepraszam, ale przypomina to rzeź niewiniątek.  
Nie wspomniałem o sakramencie chrztu. Tu rzecz ma się jednak inaczej. Ten przyjmowany w okresie niemowlęctwa nie rodzi we mnie pytań. Jego głównym, by tak powiedzieć, zadaniem jest obmycie ze stanu grzechu pierworodnego. A któż by nie chciał być pozbawiony grzechu? Tu więc zadecydowano za nas, czyniąc tym samym członkami wspólnoty chrześcijańskiej Kościoła katolickiego. Pierwsza Komunia Święta ma być oczyszczeniem z grzechów poczynionych po chrzcie.
Pamiętam jak spisywałem na kartce swoje grzechy. Wciąż wydawało mi się, że jest ich za mało i nie będę miał ich w wystarczającej ilości by przedstawić je księdzu. Nie wiedziałem dlaczego tak czynię. Trzeba było, sądziłem, przedstawić pewną listę grzechów i basta. Pamiętam, że pożyczaliśmy sobie grzechy za drobne parę złotych, by dobrze wypaść w obliczu konfesjonału. 
I to jest dramat. Z jednej bowiem strony jest przynależność do Kościoła katolickiego, z drugiej brak świadomości, dlaczego się do niego należy. Już nie chodzi tu o te „sprzedawane grzechy", a o to co było tegoż powodem. To nieświadomość w obliczu religii, do której przynależność się pojawiła. Trzeba przyjąć Pierwszą Komunię Świętą  i być czystym. Te nasze targi o grzechy pamiętam, jak i mamę która proponowała by je na kartce spisać. To było wszystko jakoś nie tak. Nie czułem tego w obliczu mającej nastąpić, by tak powiedzieć  wielkiej ważności pierwszej komunii. Nie pamiętam samego aktu, dnia. Jak się pojawił.
Weryfikacja przychodzi później. 
Jawi się chęć odpowiedzi na pytanie: czy chcę? Gdy już uświadomię sobie znaczenie i tegoż konsekwencje - jest już za późno. Bo przecież jest już poza tym.
Oczywiście zdarzają się przypadki opuszczenia i przyjęcia innej wiary.  One wymagają szacunku, tym bardziej że proces wykorzenienia jest trudny, a zakorzenienia podejrzewam tym bardziej. Nie mam co do tego słowa, poza tym że mogły by mnie dosięgnąć  podobne i inne dylematy. Nie będę tu ich rozwijał, bo nie o to chodzi. A byłoby też kilka. Chodzi o rzecz „naszą". O autentyczną świadomość wiary. Wiedzieć co i dlaczego? Tego nie daje nam młodość, ta wczesna, w zasadzie dzieciństwo. Istotę tego co poczyniliśmy przyjmując fakt chrztu, komunii, bierzmowania uzmysławia nam dopiero wiek dojrzały, gdy tylko zdobywamy się na refleksję w imię dociekania prawdy. Sadzę, że to dobra myśl. Dlaczego postanowiłem przyjąć Pierwszą Komunię Świętą, dlaczego chciałem być Bierzmowanym? Czyli, czy czuję istotę Eucharystii i namaszczenia Duchem Świętym, orientuję się co to autentycznie w metaforyce mojej wiary znaczy?

Nasza religijność, która niejako jest nam nadana z uwagi na niemożliwość racjonalnego objęcia rzeczywistości, uzależniona jest zazwyczaj od miejsca naszego stałego pobytu, tego wewnętrznego, tym samym stwarza możliwość ambiwalentnej do niej koligacji.  To dobrze, to antidotum na to, co nakazuje tradycja. A tu nasze zakorzenienie powodowane od chrztu obrzędami ma priorytetowe znaczenie. To dobrze pomyślane przez kościół pierwsze wydarzenia, tak aby kolejne dziecko (młodzian) pozostał. Działa tu prastara zasada ciągłości zdarzeń. Tak jak dziad, tak ojciec, tak syn. Bezpieczeństwo kolejnych wydarzeń (tradycji)  nadaje rytm następującym po sobie zdarzeniom i jest od nich uzależniona przynajmniej w swej, by tak powiedzieć, dogmatycznej warstwie.
To chyba Czesław Miłosz, autor tomu poezji Druga przestrzeń  powiedział: że żyjemy w świecie na niby.


Janusz Orlikowski


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora