Edward Szopa - Biała sarenka

Wyrosła bielsza ponad górski śnieg, bielą, jakiej jeszcześ w baśni nie spotkał, mimo iż zapewne podziwiałeś białe ręce Pięknej Damy, Izoldy Złotowłosej, ślubną suknię Śnieżki, skrzydło sowy w prześwicie nocy z dniem. I żagiel samotny.
W baśniach często występują zwierzęta obdarzone przymiotami zgoła niespotykanymi. Ale ta obecna, to inna parafia baśni, albo inna para kaloszy, jak ktoś powiedział o siedmiomilowych butach.
Nikt więc nie mógł jeszcze słyszeć o Białej Sarence, bo i też z rzadka przewija się nawet w opowieściach o myśliwych, a wiadomo, jacy to łgarze.
Czyli dotychczas nie otrzymała obywatelstwa baśniowego, i niniejszym – meldujemy ją zatem na pobyt stały.
Nawet poeta, przejęty przebogatą materią na wielki poemat, zaledwie uszczknął jej wdzięków na parę strof. Zapamiętaliśmy ninie, iż posiadała wietrzne, przenikające na wskroś knieje, a wilgotne jak rosa poranna, zapowiadająca upalny dzień, spojrzenie. Że w werblach kopyt – najdelikatniejszym kamertonie lasu – przenikała przez szczeliny zmierzchów, przepadała w bielonych ścianach śródleśnych chatynek.
Tak urzekająco piękna, jak i jednocześnie straszliwie samotna – stado bowiem pierzchło spłoszone jej urodą...! Ba, zbójcy, nieczuli na piękno, które dla nich przejawia się w pobrzęku dukatów wsypywanych do zapaski karczmarki, na jej widok niechali zdobycz i czym prędzej porzucali kryjówki w ostępach.
Opryszkowie, dla odżegnania się od niechybnej przestrogi, splądrowali kościół jedynie po to, aby świątka zeń wynieść i powiesić jako voto na ścianie lasu.
Wszystko się sprzysięgło wobec jej urody, ścigały ją nawet brzozowe lasy, wpisując kredą swoich pni zaklęcia i zdradzieckie zaproszenie na transparencie horyzontu.
Jedyną przyjazną jej porą roku była zima – mogła wówczas hasać z siostrzycami i żaden myśliwy ani też drapieżnik nie mógł jej dostrzec.
Wszelako wypatrzył ją zły czarodziej, który ostrzegł swego króla, iż Biała Sarenka, uosobienie fatum, przyniesie nieszczęście temu krajowi, na którego obszarze aktualnie przebywa. Madej, z hakiem zatkniętym za piątym żebrem, w mękach wyznał, gdzie ostatnio widział sarenkę, ale wolał wbić się na pal niż w gęstwę leśną.
Naganka za naganką gnała w kierunku granic, przy okazji wypędzono spiskowców, błędnego rycerza, dwóch samozwańców, rokoszanina, lecz na trop sarenki nie natrafiono. Próbowano nawet topić śnieg, przemalowano białe ściany na różowe, chcąc przy okazji ulżyć ludowi.
W państwie tym panowały, co prawda, wszystkie warunki klimatyczne i można by się było ewentualnie zrzec krain północnych, a wraz z nimi całego kłopotu, ale nie leżało to w zwyczaju królewskim, wprost przeciwnie – hołdował raczej manierom, które ustawicznie gorszyły sąsiadów.
Niestety, o nieszczęściu rozniosło się po całym świecie i każdy z panujących bał się, że może do niego dotrzeć fatalistyczne piękno, i kiedy nadchodziła zima, ludy jęły się przemieszczać na południe... Dało to początek wędrówce narodów, co oczywiście doprowadziło do kataklizmów. Wojnom nie było końca.
Świat z niewłaściwego odczytania piękna popadł w chaos i anarchię. Aż, jak to bywa, zapomniano w końcu o właściwym powodzie zamętu.
Pewien koniokrad, późniejszy koniuszy, uciekł się do podstępu i złapaną przez kłusownika pierwszą lepszą sarenkę czym prędzej przemacerował na białą.
Gdy zaszlachtowano nieszczęsną – odetchnął cały świat! Niebawem jednakże wydało się szachrajstwo...
I znów wkroczył w sprawę ów czarownik, który podszeptał, iż nie jest to sprawa pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, w tym zresztą jedynym przypadku nie do wygrania, lecz w obrębie całego gatunku, a więc Białą Sarenkę może wytropić...
Ustępującej zimie, która z przyjaźni dla Białej Sarenki powstrzymywała się przed wiosną, kłem o kieł bił podzwonne wilk Albinos!          


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież