Stanisław Grabowski - „MAM DWADZIEŚCIA MORGÓW, PÓŁ GLINY PÓŁ PIASKU..."

Współczesne biblioteki pełnią różne funkcje. Daleko wyszły poza tradycyjną rolę. Bardzo mi się podoba, kiedy spełniają się, np. jako edytorzy, czy współedytorzy. Z pewnością to dla tych bibliotek rola pionierska, ale efekty, jeśli tylko zaangażują się fachowcy, są bardzo pozytywne.
Takim pozytywnym przykładem stałego poszerzania zakresu działalności jest Publiczna Biblioteka im. Juliana Ursyna Niemcewicza na warszawskim Ursynowie.
Jej Dyrekcja postanowiła nie tylko promować i przybliżać nam imię, które ma w swej nazwie, co zresztą od lat skutecznie czyni, ale jakby dotrzeć od nowa do tego pisarza, odkryć go na nowo. I chociaż w zbiorach tej placówki znajduje się kilkadziesiąt niemcewiczowskich dzieł, w tym tak znanych jak Jan z Tęczyna, Śpiewy historyczne czy Dwaj panowie Sieciechowie, także wiele wydawnictw biograficznych, wycinków prasowych i rozpraw, to Niemcewicz z pewnością zasługuje na więcej. To przecież pod wieloma względami postać wyjątkowa w naszej literaturze. Powieściopisarz, poeta, satyryk, publicysta i redaktor, pamiętnikarz, ale i działacz polityczny i kulturalny, społecznik i filantrop, ceniony kolekcjoner, żołnierz, wyższy urzędnik senatu, dyplomata... To jego S. Witwicki określił krótko: „wcielony naród, człowiek-Polska". To on przywrócił Polakom po wiekach „Bogurodzicę". Na dodatek był w tylu miejscach i znał tylu wielkich ludzi, że z pewnością zasługuje na miano świadka epoki.
Licealiści pewnie nie lubią Powrotu posła, ale gdyby tylko zechcieli głębiej wniknąć w jego twórczość, nieco się w niej rozsmakować. Sądzę, że dla najlepszych uczniów, tych z humanistyczną żyłką, nie byłoby to chyba zbyt trudne. Ciekawi z pewnością natrafią w poezji i prozie Juliana Ursyna na utwory wielkiej urody, napisane świetnym językiem. Biblioteka Jego imienia od kilku lat im to ułatwia. Oczywiście, tak uczniom, jak i wszystkim innym zainteresowanych tą postacią. KOLEKCJA NIEMCEWICZOWSKA, tak nazwano serię porządnie wydawanych tomów, bo w twardej oprawie, i przy udziale znakomitych uczonych i redaktorów, którą firmuje ta ważna na Ursynowie placówka kulturalno-oświatowa. A patronuje jej od początku Burmistrz Dzielnicy Ursynów.
Pierwszym tomem wydanym w tej KOLEKCJI była powieść Niemcewicza, dotąd znana tylko specjalistom, pt. Władysław Bojomir (2009), jakoś tak się składa, że i dziś aktualna, i także o randze wydarzenia literackiego. Jej publikacji sprzyjała 250 rocznica urodzin J.U. Niemcewicza w 2007 r.
Drugi tom w nowej serii nosi tytuł Dziennik z czynności moich w Ursinowie 1822–1831. Kolejny pt. Mowy Sejmowe 1788–1792 (2011) przynosi 168 mów Niemcewicza, stanowiących „ważną część spuścizny politycznej i intelektualnej Sejmu Czteroletniego", którego, jak pamiętamy, największym dziełem było uchwalenie Ustawy Rządowej, zwanej Konstytucją 3 Maja. Autor wyboru tych mów, ich opracowania i komentarza dr Aleksander Czaja pisze, że do ustanowienia Konstytucji „swoją aktywnością i patriotycznymi mowami, przyczynił się w dużym stopniu poseł inflancki Julian Ursyn Niemcewicz". Doprawdy są to „perełki polskiej mowy", a wiele z nich brzmi bardzo, ale to bardzo współcześnie, np. mowy w obronie chłopów, czy za przykładną karą dla spiskujących zdrajców...
Ale ja chciałbym przede wszystkim skupić się na tomie, który zrobił na mnie największe wrażenie, i trzymając go na podorędziu, od czasu do czasu, nie mogę się powstrzymać, by do niego nie zajrzeć. To Dziennik z czynności moich w Ursinowie 1822–1831. Praca ma charakter nieledwie pomnikowy i trudno wyobrazić sobie, że piszący o czasach Niemcewicza nie będą sięgali do niego. Ale tak to już bywa, że często to, co autor chciałby zostawić po sobie czytelnik mija obojętnie, a to co pisał, być może wyłącznie na własny użytek, staje się odkryciem nie tylko o charakterze artystycznym. Tak jest przecież np. z niektórymi powieściami Żeromskiego, nad które znawcy przedkładają jego Dzienniki.
Delektowanie się literacką i intelektualną zawartością Dziennika z czynności moich... zaczyna się właściwie od pierwszych stron i kończy na ostatnich. Dla Niemcewicza, nota bene absolwenta warszawskiej Szkoły Rycerskiej, w której rozpoczynał pisarską karierę, nie było nieważnych chwil w życiu. Notował i stan ozimin, i kradzieże w sadzie czy nazwiska gości, ceny kapusty i cebuli, pamiętał o każdym posadzonym drzewku, nie zapomniał zapisywać dat podorywek, doprawdy budzi zdumienie zarówno pamięć i dociekliwość pisarza, jak i jego ogromna wiedza z różnych dziedzin.
Chociaż zimą mieszkał w Warszawie, prawie przez dziesięć lat, każdego roku, w maju, kiedy tylko się ociepliło wyruszał do swej posiadłości, którą kupił 22 października 1822 roku. Tamtego dnia Niemcewicz podpisał akt kupna niewielkiej posiadłości Rozkosz położonej na skraju skarpy wiślanej pomiędzy Służewem i Natolinem i stał się jej prawowitym właścicielem. Nazwał ją Ursinowem, choć pierwotnie myślał o nazwie Ameryka. Folwark był zrujnowany. Poetę czekał długi i żmudny i remont, który kosztował go kolejne ogromne sumy. A jednak szczęśliwy pisał w wierszu Dumania w Ursinowie: „Mam dwadzieścia morgów, pół gliny pół piasku [...] Co zostało z rozbicia, pióro zarobiło / Wkładam w moją zagrodę".
Właśnie, mało kto wie, że Niemcewicz był tak ówczesnym poczytnym pisarzem i publicystą, iż z pisania potrafił utrzymać nie tylko siebie, ale i najbliższą rodzinę, a pamiętajmy, że samych sióstr i braci miał aż piętnaścioro!
Dumny z roli gospodarza, choć pewnie nie przeczuwając, jak trudny będzie jego żywot właściciela ziemskiego, zaprowadził specjalny Dziennik z czynności moich..., który skrupulatnie i regularnie zapełniał uwagami o charakterze gospodarczym, ale także zapisywał to wszystko, co wydawało mu się ciekawe i ważne. Poza nazwiskami znamienitych gości, a było ich multum, notował ponadto stan pogody, kłopoty z własnym zdrowiem, ale i kłopoty z domowymi zwierzętami, siewami i zbiorami, nazwy zakupionych roślin. Wzruszają zapiski o pierwszych własnych dożynkach, kiedy żniwiarze śpiewali mu: „Niesiemy plon, w gospodarza dom". Poczuł się wtedy naprawdę prawdziwym gospodarzem, na swoim.
To w tym Dzienniku... spotykamy się z informacją o przyszłym wieszczu Słowackim: „9 września [1830 r.] Czytał mi młody p. Słowacki wyjątek z tragedyi Mindowe. Niepospolity talent". Poeta zrewanżował mu się w liście do matki takim wyznaniem: „Śliczny stary Ursinów, zarosły wielkimi drzewami, bardziej do dzikiego lasu niż do ogrodu podobny – w wielu miejscach widać łąki, na których wybiera paszę jedyna krowa Niemcewicza: z tej krowy jak nam mówił, ma dwa złote na tydzień przychodu".
Julian Ursyn Niemcewicz herbu Rawicz, jak znakomita część polskiej szlachty, urodził się w wiejskiej posiadłości, dokładnie w Skokach pod Brześciem Litewskim, ale na zarządzaniu gospodarstwem się nie znał. A jednak własny folwarczek zmobilizował go do pogłębionych lektur ksiąg rolniczych, do kontaktów z ogrodnikami, w tym z francuskimi, do gospodarskich wizyt i rozmów z właścicielami sąsiednich majątków, wreszcie do bezpośredniego nadzoru nad swoją niesforną czeladzią.
Czytając Dziennik z czynności moich... zaskakuje nas żywotność i energia autora – ma 65 lat, kiedy kupuje folwark – jego ciekawość świata i ludzi, bystrość obserwacji, stała troska o pomnażanie zbiorów i przychówku, ale i o służbę zajętą głównie swoimi problemami, to także oni przysparzali mu nieustannych kłopotów, co pewnie wynikało i z jego dobroci, i z tego że bolał nad „niedolą ludu" i jak mógł tak starał się ją poprawić, co było jednak wyłącznie jego prywatną sprawą i nikogo poza nim nie interesowało. A przedstawiciele polskiej wsi z okolic Lublina i innych miejscowości, na ogół nie zachowywali się wobec niego fair. On sam w swoich zapiskach nieraz nie bawił się w dyplomację pisząc: „Lud niezmiernie niemoralny, pijaństwo, złodziejstwo, łgarstwo, lenistwo, to są jego cechy [...]". W innym miejscu pisze: „Lud nasz pospolity czy mężczyźni czy kobiety choćby im było i błogo żyć bez karczmy nie mogą".
A skoro już cytuję nie mogę się oprzeć, by nie wypisać z Dziennika... takiej oto myśli: „Co to jest za niepojęta machina człowieka, czemu są dnie, gdzie imaginacja łatwa, obfita, wylewne rymy bez pracy, są dni drugie, gdzie dwóch wierszy sklecić nie można".
Z jego zapisków poznajemy nie tylko nazwiska osób istotnych dla ówczesnego życia politycznego czy społecznego, takich, chciałoby się powiedzieć, z pierwszych stron gazet, ale i to, że fundował im przyjęcia imieninowe czy urodzinowe, że gościł ich czym chata bogata, choć przybywali do Ursinowa często bez uprzedzenia. Dość ekstrawagancki był też jego pomysł, by posiadać własną lodownię, której spartaczona budowa, i następnie nieustanny jej remont, stały się kolejnym źródłem jego zgryzot.
Dziennik z czynności moich... pokazuje nam raczej życie nie męża stanu czy polityka, lecz codzienność żywota człowieka mądrego i życzliwego, pozbawionego zawiści, dobrego i serdecznego, który troszczy się, w co wierzę bez zastrzeżeń, o to, by np. kobiety pracujące u niego w sadzie czy w ogrodzie miały stały zarobek, choć majowy chłód ściął w nocy rośliny, które w dzień pieliły. A sam jakże często jest wykorzystywany wprost nieprzyzwoicie, np. gdy ryby w jego stawie kradną okoliczni chłopi i żołnierze, gdy giną mu sadzonki i owoce.
Zapiski mają różny charakter. Ale bije z nich mimo wszystko optymizm, wiara w ludzką przemyślność i wiedzę, niektóre odczytujemy jako kapitalne refleksje o ludzkiej kondycji, ale i wnikliwe uwagi dotyczące egzystencji roślinnej czy zwierzęcej. Jest w nich ponadto i pogodny humor, i anegdota, także uwagi o charakterze uniwersalnym. Podpowiadają nam, chociaż może dziś wydaje się to staroświeckie, że nigdy nie należy tracić nadziei, i że zło należy zwalczać dobrem.
Niemcewicz, choć na co dzień zajęty sekretarzowaniem w senacie, od maja do października żyje tym swoim Ursinowem, z taką intensywnością i z takim przejęciem, że uśmiechamy się, ale i troszeczkę zazdrościmy mu roli gospodarza. Zazdrościmy też tej wielkiej pilności, którą dobrze oddaje łacińska sentencja Nulla dies sine línea, i która każe mu prowadzić codzienne zapiski. Czy z myślą o kolejnych pokoleniach. Trudno powiedzieć.
Ale zdarzyło się, że pani profesor Izabella Rusinowa pochyliła się nad rękopisami jego Dziennika... przechowywanymi w Bibliotece Narodowej i z wielką pieczą je opracowała i przekazała do druku. Ona jest także autorką kompetentnego wstępu do Dziennika z moich czynności..., który przynosi nam pogłębiony portret pisarza, m.in. jako człowieka związanego z Czartoryskimi, adiutanta Kościuszki, członka masonerii i jednego z tych Polaków, wówczas nielicznych, którym los przyniósł obywatelstwo Stanów Zjednoczonych.
Książka kończy się na zapiskach gospodarczych w czerwcu 1831 roku, ale uzupełnia ją jeszcze kapitalny Aneks, który daje przegląd przychodów i wydatków Niemcewicza na utrzymanie i rozbudowę Ursynowa, takoż na woźniców, fornali, dziewki kuchenne, ogrodnika, najemników, mularzy, kucharki, etc. etc., a dokładając wydatki na tabakę, szlafrok letni, płótno na gatki, wannę blaszaną, cukier, lekarstwa, wino, sól, mięso owies, cele filantropijne... To trzeba samemu przeczytać, czy wręcz przestudiować. Jest to doprawdy bardzo inspirujące zajęcie. Na dodatek na wysokim literackim poziomie. A przecież naczytaliśmy się ostatnio wielkich dzienników, np. Nałkowskiej, Dąbrowskiej, czy Iwaszkiewicza... Niemcewicz w niczym im nie ustępuje.
________________________
Julian Ursyn Niemcewicz, Dziennik z czynności moich w Ursinowie 1822–1831, do druku przygotowała i opracowała Izabella Rusinowa, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2010.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież