Adam Majewski - Moda na antyliberalne manifesty

Podczas porządków w domowej biblioteczce postanowiłem uszczuplić ją o dwie książki – Wędrujący świat Grzegorza W. Kołodko i Nowomowę neoliberalną Alaina Bihra. Zbędne egzemplarze zasilą tradycyjnie księgozbiór biblioteki publicznej w mojej dzielnicy.
Pierwszej z tych pozycji nie można odmówić płynnej narracji i autorskiego zacięcia. Nie można się także oprzeć wrażeniu, że jest pokłosiem kwerendy w bibliotece i godzin spędzonych na surfowaniu w Internecie. Ciekawa być może ze względu na faktografię, zręcznie wkomponowaną w wywód, okazuje się w gruncie rzeczy mało odkrywcza. Kołodko pisze w Wędrującym świecie o globalnych zjawiskach przez pryzmat obiegowych opinii, powielanych do znudzenia przez „społecznych wrażliwców". Do ogranych stwierdzeń na temat nierównomiernej redystrybucji dóbr na świecie zdążyliśmy się przyzwyczaić oglądając telewizję, czytając gazety, także sieciowe serwisy. Po tej klasy ekonomiście, sądząc przynajmniej po znakomitym biogramie, jako autorze oczekiwałbym czegoś więcej – czegoś na wzór recepty, a nie jedynie niby-manifestu. Manifesty wyrażają intencje ich twórców, są wyartykułowanym żalem, czasem groźbą. Natomiast recepta jest świadectwem dokonania chłodnej oceny, kalkulacji i programem zapobieżenia lub ograniczenia szkodliwego wpływu dolegliwości czy choroby. Niektóre manifesty oczywiście zawierają taką receptę i mają wówczas moc sprawczą – nie są tylko manifestami do poczytania, w najgorszym wypadku książkami do pociągu lub samolotu.
Najlepszym „podsumowaniem" wrażenia z lektury tej książki, od pewnego miejsca siłą rzeczy dość pobieżnej, jest poniższy fragment, brzmiący niczym ostrzeżenie dla czytelnika, którego nie posłuchałem:
„Poszukując sedna sprawy, nie sposób nie posługiwać się słowami. Można jednak używać ich, także na gruncie ekonomii, w sposób, który miast wyjaśniać – gmatwa, miast upraszczać – komplikuje, miast uczyć mądrości – ogłupia. Tego trzeba się wystrzegać. Zwłaszcza języka bełkotliwego i pokrętnego, który figurami słownymi i manierami niewiele, jeśli cokolwiek, objaśnia. I aczkolwiek wybitny racjonalista Michel de Montaigne już w 1580 roku w dziele Próby – jednym z wielkich traktatów renesansowego humanizmu – zauważył, że „… nikt nie jest wolny od mówienia bredni; źle jest jedynie mówić je z wysiłkiem…", wielu niestety wysiłki te czyni" (s. 12).
Autor Wędrującego świata nie zaprzestaje wysiłków. Pod koniec ubiegłego roku ukazała się książka Świat na wyciągnięcie myśli (Prószyński i S-ka, Warszawa 2010). Jeśli nie na wyciągnięcie ręki, to co? Kolejna kwerenda?
Po Nowomowie neoliberalnej spodziewałem się wręcz naukowej rozprawy francuskiego profesora, w której – we właściwy dla nowej lewicy sposób – zostałby zdemaskowany język używany przez zwolenników wolnorynkowej orientacji w gospodarce. Nie uczyniono tego na kartach książki, która okazała się jedynie wyliczeniem – innego rodzaju nowomową – istotnych problemów społecznych ostatnich dziesięcioleci. Słownik komunałów neoliberalizmu, zamieszczony na końcu książki, przekonuje mnie, że wydawca powinien wydać tę pozycję w postaci zina i rozpowszechniać podczas punk-rockowych koncertów – lecz dziś takie koncerty należą do rzadkości.
Neoliberalizm stał się dla Bihra synonimem wszelkich wad kapitalizmu – nierówności ekonomicznych, uprzedmiotowienia jednostki, wyzysku itd. W tej części Europy lepiej pamiętamy, że wymienione wady są udziałem także ustrojów opierających swój ład na myśli socjalistycznej. Autorem książki jest paryski akademik, który w „rewolucyjnym" 1968 roku uzyskał pełnoletniość. Widocznie majowe wydarzenia wywarły na nim silne piętno i zdeterminowały przyszłe zainteresowania naukowe.
Adam Majewski

Grzegorz W. Kołodko: Wędrujący świat, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008;
Alain Bihr: Nowomowa neoliberalna. Retoryka kapitalistycznego fetyszyzmu, przeł. A. Łukomska, Biblioteka „Le Monde Diplomatique", Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2008.