Marek Słomiak - N i k e d w u l i c a

I.    Tobie
II.    Samotrake
III.    Powroty  do  ciebie  zwycięskiej
IV.    Po  co  tyle  opowiadasz
V.    Śniegi  co  roku
VI.    I  oto  brama
VII.    Niedokończona  pieśń


I.    Tobie
–  daję  skrzące  klucze
nocnych  komnat  snu
wspólniczko  glorii
obecna  nie  dłużej
niż  słońca  garść
w  pochmurnym  niebie
nie  dłużej
niż  sensu  trwanie
zwycięskiej  chwili
rozproszonej  w  myślach
i  pogubionej  nagle
w  pogorzelisku  złudzeń

II.    Samotrake
–  jak  samotność  z  morza
trwa  dla  chwały  u  brzegu
szukając  odkrywców  słów  żeglarzy
z  kraju  pogańskich  bożków  Kabiru
–  oto  sieć  grobów  delikatna
przygotowuje  wojnę  zdradliwie
a  Samotrake  naga
przeciąga  się  po  brzegach
–  pusta  –  napina  skroń  i  liczy
na  bogatą  ofiarę  Nike


III.                  Powroty  do  ciebie  zwycięskiej
–  ogłuszająco  piękne  –
w  strojeniu  się  w  szaty
złote  Luwru
–  bezgłowego  natchnienia
w  bezrękim  tropie                                                                                                                                          –  oto  ty
tętnica  świata  wabiąca
w  sens  boju  zaklinająca
w  niebyt  łzy  oddechu
tniesz  powietrze
–  cisza
tniesz  ziemię
–  milczenie
tniesz  z  piersi  słowo
–  cierpienie
–  odsłaniasz
ziarno  ust  prawdy  zapomnianej
z  gałązki  oliwnej  miecza

IV.             Po  co  tyle  opowiadasz 
–  jak  wiesz
usta  w  tobie  ogniem  tarcz
dźwięczą  powabnie
słowa  nagłe  z  wiosny
jak  ziarna  kryją  się  w  pamięć
krwawych  korzeni  chaosu
–  nie  odchodzisz
nie  żegnasz  tej  drogi
wyłożonej  płytami  grobów
–  ty  jesteś  miejscem  tylko
czasu  nikłym  zaznaczeniem
niecnych  zamiarów  prochem

–  chmury  dymów  z  palenisk
dobywają  się  jak  kroków  pył
bo  tylko  włos  dzieli  nas
od  podjęcia  gorejącego  oręża
i  w  podszepcie  zbrodniczym
pójścia  na  odsiecz  zdradzie
na  odsiecz
mitom  kłamliwym  –  Nike
i  po  co  tyle  opowiadasz  ( ? )

V.     Śniegi  co  roku
–  topnieją  w  tobie:
ile  trzeba  rozpalenia  myśli 
ukrycia  istoty  zwięzłej  walki
rozwiązania  zagadek  zwycięstwa
w  ziemi  topnienia  deszczu  oziębłości
pamiętania  muru  kolczastego  nawyków
ile  trzeba  jeszcze  okruchów  płaczu
drzew  zasypywanych  śnieżycą  niezrozumienia
i  ptaka  wielkiego
zawodzącego  skrzydłem
nad  krwawym  pobojowiskiem  człowieka
–  –  śniegi  topnieją
–  otwarto  przestrzeń
twojego  wieku  dojrzałego
kobiety  rozwarły  szeroko  spragnione  łona
–  a  ty  krocząc  powoli  jak  w  las
duktem  miłości  pęczniejąc  dumnie
ziarnem  ślepym
nie  mając  ku  temu  żadnej  przyczyny
ulegasz  metaforom  ciała
–  jak  ptak
rozpościerający  się  niczym  symbol  śmierci
niczym  krzyż  zwycięskiego  zatracania

VI.     I  oto  brama
twoje  wejście  do  edenu
–  kobieta  pali  za  sobą  mosty  –
już  bez  odwrotu  trwa  nieposkromiona
–  ideą  bytu  dla  samej  siebie
wkracza  w  stadium  rozrodu
wskrzesza  oczy  i  uszy
zatwierdza  smak  ciałem
które  staje  się  nieodzownym  atrybutem
władzy
buławą  przed  ołtarzem  świata
niedokończonym  zapisem  bytu
–  –  brama
jak  wejście  skończone
dualizmem  postrzegania
–  oto  Nike
zwycięska  –  (?)


VII.    Niedokończona  pieśń 


łopocze  jeszcze  w  gardle  puls  pieśni
przywraca  dumę  pamięci  herb
w  garści  dzień  dzierży  dzisiejszy
kamienny  ciężar  co  w  serca  spadł

oto  nasz  nałóg
w  Nike  przybrany
z  mitycznej  wyspy
nieodczytany  tren
wiecznie  nas  zbliża
do  niezagojonej  rany
ten  romantyczny  polski  pęd

kobieta  krzyku  bielą  ust  pełna
czerwieni  kroplą  w  gorączki  gest
z  ziemi  grób  ludu  płaczący  woła
pytaniem  o  czas  nasz  o  Boga  sens

oto  nasz  nałóg
w  Nike  przebrany
mesjanizm  narodu
w  pustosłowiu  legł
ten  prawdy  przybysz
wolności  sens  trwały
rozpadł  się  wniwecz
w  grzeszną  egoizmu  pieśń  –




Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież