Roman Godlewski - Biologia nie zabija, lecz bada. Odpowiedź Dziemidowiczowi

Z przyjemnością dowiedziałem się, że mój publikowany na łamach „Akantu" (nr 6-12/2011) tekst spotkał się z polemiką. Jak zostałem poinformowany, ukazuje się ona w bieżącym numerze pisma. Autorem jest Czesław Dziemidowicz, a jego tekst nosi tytuł Etyka zneutralizowana, czyli witaj w stadzie. Jest to polemika płomienna, a zawsze miło przekonać się, że wciąż istnieją na tym świecie ludzie żywo zainteresowani poszukiwaniem prawdy. Oto moja odpowiedź na zarzuty, które udało mi się dostatecznie zrozumieć.

1. ZARZUT NIENAUKOWOŚCI
Jak rozumiem, w świetle akapitów poprzedzających jego wygłoszenie, zarzut ten dotyczy braku w mojej pracy empirycznych podstaw dla wygłaszanych twierdzeń, a w szczególności tego, iż nie wskazałem, jakiego rodzaju dane podważyłyby moje twierdzenia. Rozumiem, że można to odebrać jako poważne uchybienie, jednak argumentację (w tym empiryczną) na rzecz przedstawianych tez pominąłem celowo. Informuję o tym czytelnika w szóstym akapicie pracy („Akant" 6/2011, s. 21). Z tego też powodu sam określam własny tekst jako naukowy częściowo. Zabieg swój wyjaśniam tam w ten sposób, iż celem wykładu nie jest argumentacja na rzecz postawionych tez, ale przedstawienie obrazu, jaki się wyłania, jeśli konsekwentnie zastosować przyjętą przeze mnie metodę wyjaśniania etyczności. Zarzut ten nie dodaje zatem nic do tego, co sam na temat własnego tekstu napisałem. Poza tym tezy moje są jak najbardziej falsyfikowane, gdyż albo ludzie posiadają szczególne postulowane przeze mnie popędy, albo nie; oraz albo odpowiadają one za zachowania, które staram się wyjaśnić, albo też tak nie jest.

2. ZARZUT REDUKCJONIZMU
2.a. Emergentyzm
Jeśli dobrze rozumiem, Dziemidowicz zarzuca mi redukcjonistyczny sposób wyjaśniania, twierdząc zarazem, iż jedyny godny uwagi sposób patrzenia na złożone przedmioty ma charakter emergentny. Ogólnie biorąc, nie ma on racji dlatego, że niemożliwe jest wyjaśnianie bez redukcji, czyli bez sprowadzania tego, co złożone, skomplikowane, zawiłe, do tego, co proste, acz występujące w szczególnym przypadku czy kombinacji. Atomizm czy teoria cząstek elementarnych to tylko jeden z wariantów redukcji – redukcja konstrukcyjna. Złożona całość zostaje tu wyjaśniona przez kombinacje prostych elementów. Jednak wyjaśnianie przez prawa ma równie redukcyjny charakter. To, co szczegółowe a złożone, wyjaśnione zostaje jako szczególny przypadek ogólnego, acz prostego prawa. Przykładowo śmiertelność Sokratesa wyjaśniona zostaje jako szczególny przypadek śmiertelności istot żywych. Sokrates zostaje zredukowany w tym wyjaśnieniu do jednej cechy – do tego, że jest żywy.
Dodam, że wszystkie uwagi Dziemidowicza dotyczące relacji między całością a częścią o tyle chybiają, że w żadnym punkcie mojej pracy nie ma mowy o tym, że człowiek zbudowany jest z atomów (inna rzecz, że skądinąd nie odżegnuję się wcale od redukcjonizmu atomistycznego). Popęd zdefiniowany zostaje zaś jako mechanizm tkwiący w istocie żywej. Pojęcie to ma charakter funkcjonalny, podobnie jak pamięć, wyobraźnia czy wiedza. Nie ma tu zatem mowy o wyjaśnianiu własności całości przez własności części. Podobnie behawioryzm, choć ma charakter redukcjonistyczny, nie odwołuje się do wyjaśniania zachowania człowieka przez własności jego części, ale wyróżnia w jego umyśle istotne w jego perspektywie segmenty funkcjonalne umysłu. Identycznie postępuje każda inna teoria psychologiczna.

Nigdzie nie twierdzę, że człowiek jest zbiorem atomów i popędów. Twierdzę, że człowiek posiada popędy. Trudno temu zaprzeczyć. Twierdzę ponadto, że zawiłości etyki dają się wyjaśnić przez odwołanie do popędów. Teza ta nie ma jednak nic wspólnego z relacją między całością i częścią. Twierdzę wręcz, że moje ujęcie jest prawdziwie holistyczne, gdyż zrywa z podziałem umysłu na część popędową i wyższą, a oferuje prawdziwe zjednoczenie wszelkich ludzkich emocji na jednej płaszczyźnie.
Ponadto Dziemidowicz nie ma racji dlatego, że pojęcie emergencji jest sprzeczne wewnętrznie. Jeśli atomy zostały powołane po to, aby wyjaśnić własności przedmiotów makroskopowych, to twierdzenie, że istnieją właściwości przedmiotów makroskopowych, które z zasady nie dają się wyjaśnić za pomocą atomów, podważa sam sens powołania ich do istnienia. Gdyby takie własności rzeczywiście istniały, właściwy wniosek brzmiałby: albo atomy w ogóle nie nadają się do wyjaśniania własności ciał, albo też istniejącą teorię atomów należy zmodyfikować. Gdybyśmy nawet jednak porzucili w ogóle atomy, nie oznaczałoby to porzucenia redukcjonizmu, każde bowiem wyjaśnienie ogólne ma charakter redukcjonistyczny (oznacza wyprowadzenie szczególnych własności z ogólnych), choć nie musi polegać na redukcjonizmie konstrukcyjnym (gdy wyjaśniamy całość przez części). Natomiast twierdzenie, iż aczkolwiek człowiek zbudowany jest z atomów, to jego własności nie dadzą się wyjaśnić przez własności atomów, jest sprzeczne wewnętrznie. Nie można bowiem zarazem twierdzić, że istnieją obiekty powołane li tylko do tego, by wyjaśnić wszelkie właściwości ciał, oraz że obiekty te z zasady nie nadają się do tego wyjaśnienia.
2.b. Humanistyka a psychologia itd.
Dziemidowicz pisze, że gdyby nauka miała charakter redukcjonistyczny: wyjaśnieniem zagadnień humanistyki zajmowałaby się socjobiologia i psychologia, psychologię wyjaśniałaby biologia, biologię krótko i węzłowato wyjaśniałaby chemia, a fizyka zastąpiłaby chemię, sugerując, że tak nie jest. Nie ma jednak racji. Fizyka wkracza w chemię, chemia w biologię, biologia w psychologię, ta wraz z socjobiologią w humanistykę, o ile to możliwe. Dziemidowicz błędnie interpretuje powody ograniczoności tego rodzaju przedsięwzięć. Są one wielorakie, ale nie mają nic wspólnego z emergencją, ani z tym, że redukcjonizm jest błędny.
Najogólniej biorąc, ograniczenia w stosowaniu teorii redukcjonistycznych wynikają z tego, że:
1. Istniejące teorie są niedoskonałe
2. Przedmioty badań są trudne do zmierzenia (opisu niezbędnego do zastosowania danej teorii)
a. przez wzgląd na trudny dostęp
b. przez wzgląd na złożoność
3. Istniejące techniki obliczeniowe nie pozwalają na opracowanie pojawiającego się ogromu danych.
Wyobraźmy sobie, że mamy teorię psychologiczną (tak jak jej nie mamy), która doskonale pozwala przewidzieć efekty działalności artystycznej. Wymagałaby ona jednak w celu zastosowania dokładnego przebadania danego człowieka pod względem niezwykle subtelnych niuansów jego osobowości. Bez przeprowadzenia owych pomiarów teoria byłaby nie do zastosowania. I nigdy nie zastosujemy już żadnej tego typu teorii do autora Giocondy. W przypadku stosowania mechaniki kwantowej do przedmiotów makroskopowych pojawia się inny problem. Nawet jeśli posiadalibyśmy dokładny opis układu złożonego z cząstek elementarnych, nieprzezwyciężoną trudność stanowi obliczenie, co się będzie z nim działo dalej. Wymaga ono bowiem olbrzymich komputerów i na dzień dzisiejszy możliwe jest jedynie w skali kilkudziesięciu atomów, jest to więc nic w porównaniu ze skalą ludzkiego ciała. Problem ten dotyczy większości zmatematyzowanych teorii przyczynowych, gdyż pojawiające się w nich równania różniczkowe nie mają analitycznych rozwiązań, więc przewidywań dokonywać można jedynie wyliczając kolejne stadia małymi kroczkami, a to wymaga mocy obliczeniowej większej o wiele rzędów wielkości. Wskazane powody nie mają charakteru zasadniczego. Sprawiają one jednak, że wiele obszarów i aspektów rzeczywistości jest wciąż niedostępnych dla deterministycznego wyjaśniania, a w opisywaniu ich jesteśmy ograniczeni do przyrodzonych zdolności poznawczych, w jakie wyposażyła nas natura. Humanistyka bazuje na naszej empatii i zdolności porozumiewania się, czyli zdolności naszych mózgów do przypisywania innym osobom stanów mentalnych na podstawie ich mowy ciała, działań i wypowiedzi. Na chwilę obecną psychologia tylko w niewielkim stopniu potrafi powiedzieć o człowieku więcej, niż mówi intuicja doświadczonego, uważnego i wrażliwego człowieka. Jest dziś na poziomie, na którym fizyka była za czasów Arystotelesa. Nie znaczy to jednak, że postęp nie jest możliwy. Gdyby fizyka znajdowała się dziś w tym samym miejscu co humanistyka, polegałaby zasadniczo na opisie tego, co postrzegamy za pomocą zmysłów. To stoi tu, a to leży tam, to jest ciepłe, a to chropowate, to zielone, a to głośne, to się przesunęło szybko, a to przeleciało powoli, tamto da się łatwo przesunąć, to jest bardzo ciężkie, a tego nie da się oderwać. Opisy humanistyczne różnią się od tego rodzaju opisów fizycznych jedynie tym, że dotyczą stanów mentalnych, mają jednak jedynie równie intuicyjny, naturalny charakter. Matematyzacja fizyki możliwa była nie dzięki temu, że ciała nieożywione różnią się istotowo od żywych czy myślących, ale dzięki temu, że fizyka (ta, jaką mamy) dotyczy przedmiotów względnie łatwo dostępnych, niezłożonych i podlegających prostej matematyce. Matematyzacja humanistyki nie jest niemożliwa, jest jedynie niezwykle trudna.

2.c. Przykład z ognia, wody, wodoru i tlenu
Dziemidowicz pisze: Badacz, który przekracza granicę analizy całości do elementów prostych, przypomina człowieka, który chcąc wyjaśnić, dlaczego woda gasi ogień, rozkłada wodę na tlen i wodór, a w rezultacie widzi ze zdziwieniem, że tlen i wodór podtrzymują palenie, a wodór się pali. Przykład ten pokazuje, że być może przez redukcjonizm Dziemidowicz rozumie coś całkiem innego, niż to, jak rozumiany jest on zazwyczaj w nauce. Jeśli by tak było, to jego zarzut polegałby na nieporozumieniu. Fizyce cząstek w żadnym razie nie przyświeca redukcja podobna do tej, jaka naszkicowana jest w przykładzie z ogniem, wodą, wodorem i tlenem. Redukcja, jaką mam na myśli, nie polega na tym, że elementy proste posiadać mają te same własności, co całość. Redukcja tak rozumiana nie miałaby zresztą nic wspólnego z redukcją służącą wyjaśnianiu. Prowadziłaby bowiem do wniosku, że woda może składać się tylko z maleńkich kropelek wody. Istotą wyjaśniającej redukcji konstrukcyjnej jest odwołanie się do przedmiotów, które mają inne właściwości niż całość, ale przez kombinacje tworzą strukturę taką, że własności całości są funkcją własności części.

3. ZARZUT MOŻLIWOŚCI NIHILIZMU
Kolejno Dziemidowicz pisze, że mój sposób analizy (rozstrzyganie poza całością) może prowadzić do nihilizmu. W świetle tego, co wyżej napisane, twierdzę, że nie ma żadnej alternatywy. Każde wyjaśnianie musi polegać na wyodrębnianiu funkcjonalnych segmentów rzeczy i redukowaniu złożonych zdarzeń do poszczególnych aspektów podlegających prostym prawom. Co więcej, nie da się w ogóle nic zrozumiale powiedzieć, nie wyodrębniając aspektów rzeczy. Każde mówienie jest zawsze cząstkowe. Czym zaś jest mówienie całościowe, pozostaje zagadką. Zgadzam się z tym, że poznanie prawdy może prowadzić do podważenia sensu i do nihilizmu. Zdarza się tak, jeśli sens wspiera się na fikcyjnych lub wadliwych logicznie przekonaniach. Jednakowoż ostrzeżenie Dziemidowicza, by nie rozstrzygać niektórych spraw poza całością, odczytać mogę jedynie jako wezwanie do tego, by zaprzestać badań. Albowiem nie istnieje żadna alternatywa. W każdym razie Dziemidowicz jej nie przedstawia.

4. ZARZUT FASZYZMU CZY TEŻ ZAGROŻENIA UPADKIEM CYWILIZACJI, A TAKŻE BRAKU SZACUNKU DO SAMEGO SIEBIE I TEGO, ŻE POWINIENEM BYĆ ZWOLNIONY Z PRACY, GDYBYM BYŁ FIZYKIEM
Tak samo – jako wezwanie do zaprzestania badań – odczytuję negatywną ocenę etyczną, jaką Dziemidowicz wystawia redukcji człowieka do elementów prostych. Dwie rzeczy jednak należy starannie oddzielić. Czym innym jest dążenie do prawdy, a czym innym kwestia, czy owo dążenie jest rzeczą dobrą. Dziemidowicz zagadnienia te miesza. Prace naukowe, które doprowadziły do złych w jego ocenie skutków, określa jako błędne z metodologicznego punktu widzenia. Rozumując w ten sposób, można by dojść do wniosku, że mechanika kwantowa jest błędna, gdyż zbudowana w oparciu o nią bomba atomowa jest zła, a to dlatego, że spowodowała śmierć dziesiątek tysięcy ludzi. Niestety, teorie naukowe (zarówno prawdziwe, jak i fałszywe) można wykorzystać zarówno do dobrych, jak i złych celów. Nie ma to jednak nic wspólnego z ich wartością logiczną. Zgadzam się natomiast z tym, że odkrycie niektórych praw, a także samo sformułowanie niektórych teorii, przyczyniło wiele zła. Mogę nawet rozważyć kwestię, ile zła, a ile dobra przyczynią ludzkości moje własne badania. Ciekawość może bowiem wieść do piekła i nie jest wcale jasne, czy dobrze jest wiedzieć niektóre rzeczy. Jest to jednak zupełnie inna sprawa, niż poprawność metodologiczna głoszonych tez. Z drugiej strony róża nie przestanie nas zachwycać, nawet jeśli dokładnie dowiemy się, jakie procesy w naszym mózgu za to odpowiadają; nie przestanie smakować nam czekolada; a także nie znudzi nam się seks, nawet jeśli dokładnie zbadamy, jakie pobudzenia jakich neuronów są za to odpowiedzialne. Lęk o to, że poznanie fizjologicznej strony wartości obali je, wynika raczej z tego, że za słabo w nie wierzymy. Nihilizm grozi jedynie ludziom słabej wiary.

5. ZARZUT DOTYCHCZASOWYCH NIEPOWODZEŃ
Dziemidowicz pisze, że szkole Jerzego Kmity nie udało się zredukować humanistyki do psychologii. Jest to argument niekonkluzywny. Niepowodzenie innych nie oznacza tego, że danej rzeczy nie da się zrobić. Trzeba by to dopiero udowodnić. Prawdziwe dowody niemożliwości zdarzały się w historii nauki, jednak większość z nich okazała się błędna. Jak choćby dowody na to, że loty kosmiczne są niemożliwe. Udowodniono za to, że nie można wykonać pewnych konstrukcje geometrycznych, jak kwadratura koła lub trysekcja kąta. Niemożliwa jest również konstrukcja perpetuum mobile. Jednakże niemożliwość redukcyjnego wyjaśnienia etyczności jest nader daleka od podobnie nienagannego dowodu. Jest on po prostu niemożliwy. Wyjaśnianie musi mieć charakter redukcyjny, a to, że ludzie są istotami materialnymi oznacza, że wszystkie aspekty człowieczeństwa muszą być wyjaśnialne przez prawa dotyczące materii.

6. ZARZUT NIEPOPRAWNOŚCI DEFINICJI POPĘDU
Dziemidowicz zarzuca mi brak poprawnej definicji popędu. Jest to zarzut gołosłowny, gdyż nie wskazuje on, gdzie leży błąd podanej przeze mnie definicji.

7. ZARZUT BRAKU DEFINICJI ETYKI
Zarzut ten jest jak najbardziej słuszny o tyle, że takiej definicji w tekście nie podaję, czynię tak jednak całkowicie celowo. Etyka jest pojęciem wieloznacznym, a w większości sensów niejasnym. Mimo to czytelnik wiąże z nią szereg skojarzeń i wynikających z nich oczekiwań co do tematyki tekstu. I to mi całkowicie wystarczy. W mojej pracy nie zamierzam go rozczarować. Podaję tam (w kolejnych częściach drukowanych w kolejnych numerach pisma) definicje takich pojęć, jak dobro, szczęście, sens życia, sprawiedliwość czy miłość.

8. ZARZUT POPĘDÓW OGÓLNOZWIERZĘCYCH
Dziemidowicz przywołuje Kołakowskiego i cytuje następujące jego słowa: Gdyby ktoś twierdził, że popędy ogólnozwierzęce dostarczają wystarczającego wyjaśnienia dla całej cywilizacji ludzkiej, nie byłoby w rzeczy samej nierozsądne zadać sobie pytanie, dlaczego do tej pory żadna krowa nie napisała „Fenomenologii ducha" i nie zbudowała katedry w Mediolanie.
Zarzut ten jest całkowicie chybiony, gdyż nigdzie w mojej pracy nie twierdzę, że człowiek posiada identyczne popędy co inne zwierzęta. Idea popędów ogólnozwierzęcych jest w ogóle mylna. Każdy gatunek, o ile w ogóle posiada popędy, czyli podlega warunkowaniu, posiada swoisty sobie właściwy ich zestaw. Oczywiście można mówić o popędach analogicznych z powodów funkcjonalnych (czyli służących podobnemu celowi, np. prokreacji lub zaopatrywaniu w substancje odżywcze), albo też o popędach homologicznych, czyli o strukturach popędowych pokrewnych ewolucyjnie. Nie zmienia to faktu, iż zestaw popędów cechujący określony gatunek jest jego cechą charakterystyczną tak samo, jak budowa ciała w ogóle. Różne gatunki posiadają podobne narządy jak nogi czy serce, ale żaden narząd nie występuje u wszystkich zwierząt, a wiele z nich ma charakter unikatowy, jak żądło czy aparat do echolokacji u nietoperzy. Tak też jest z popędami. Co więcej, w toku pracy twierdzę, że ludzie posiadają szereg wyjątkowych, a przynajmniej nieprzeciętnie rozwiniętych popędów, jak popęd szczęścia, popęd wzajemności czy popędy rozumowe. Odróżniają nas one od pozostałych zwierząt, dokładając się do naszych swoistych cech gatunkowych. Nawiasem mówiąc, niewystępowanie piśmiennictwa u innych zwierząt nie wynika z różnicy w popędach, ale z różnicy w zdolnościach intelektualnych, które u człowieka są w tym kierunku nieprzeciętnie rozwinięte. Podobnie to, że gepard jest szybszy od człowieka, nie wynika akurat z różnicy w popędach, ale z różnicy w budowie ciała, w tym aparatu lokomocyjnego.

9. ZARZUT ATEIZMU
Dziemidowicz słusznie twierdzi, iż moja analiza zakłada, iż ludzka etyczność jest wynikiem ewolucji. Jeśli zaś przez Boga rozumieć istotę, która stworzyła ludzką etyczność, to słusznie wyprowadza dalej wniosek, że moja teoria zakłada, iż Bóg nie istnieje. Dalej Dziemidowicz twierdzi, że zakładając nieistnienie Boga, moja teoria przestaje być naukowa, ale przechodzi do ideologii światopoglądowej. Jest to wniosek błędny. To, że twierdzenia naukowe mogą być wykorzystywane przez ideologie, nie czyni z nich twierdzeń nienaukowych. W ten sposób za nienaukowe trzeba by uznać wszystkie twierdzenia nauki o przyczynach konkretnych zdarzeń, gdyż zawsze można Boga zdefiniować jako istotę, która była sprawcą. Przykładowo można zdefiniować Boga jako istotę, która wywołała tsunami z 2006 roku. Idąc w ślad za Dziemidowiczem, trzeba by twierdzenia geologów, że było to zjawisko naturalne, uznać za przynależne do ideologii, gdyż tym samym geologowie twierdzą, że tak rozumiany Bóg nie istnieje, nikt bowiem nie był sprawcą owego zdarzenia. Dalej natomiast Dziemidowicz pisze coś, co sprawia, że mam wątpliwości, czy należycie odczytałem jego intencje i czy w ogóle miało sens, abym odpowiadał na jego polemikę, a jeśli już, to czy uczyniłem to w należyty sposób. Pisze bowiem: Światopogląd raczej nie potrzebuje logiki. Ja też uważam, że ewolucja przyrody i ewolucja człowieka jest nie do podważenia. Rozmaite systemy społeczne, systemy kultur i religii kształtowały się ewolucyjnie. Ale to akurat nie ma nic wspólnego z eliminacją Boga. Rozumiem przez to, że jego zdaniem wszystko to, co dotyczy Boga i etyki, leży poza obrębem logiki i nauki. Jeśli tak, to cała jego płomienna filipika nie ma w jego intencji mieć charakteru racjonalnego wywodu, ale właśnie irracjonalny i ideologiczny. Być może w walce o całość i sens Dziemidowicz ujrzał we mnie należytego wroga – wcielenie diabła – którego w ramach symbolicznego gestu – rytuału – trzeba zaatakować i nie przebierając w środkach (im bardziej erystycznie, tym lepiej, bo jako istota podła nie zasługuję na honorowy pojedynek) zniszczyć? Czy to, co napisałem, to właściwe słowa diabła w tym dramacie? I czy mam ochotę grać rolę diabła? Jedno jedyne zdanie zatem w ramach dramatu (dam się na mgnienie oka sprowokować): pewne jest, że jeśli mam wątpliwości czasem, czy należy ludziom wręczać błękitną pigułkę i wyjaśniać, co tak naprawdę czynią, robiąc to czy tamto i jaki jest naprawdę sens ich wierzeń, to postawa takich ludzi jak Dziemidowicz sprawia, że rozwiewają się. Nabieram ochoty do walki o prawdę oraz do mówienia głośno tego, co myślę! Dalej Dziemidowicz pisze, że: stawianie teorii ewolucji jako argumentu przeciw Bogu jest (…) nielogiczne, nieracjonalne i nienaukowe. W kontekście tego, co wcześniej napisane, jest to wniosek błędny. Zgadzam się, że mówienie o Bogu w ogóle jest nielogiczne, nieracjonalne i nienaukowe. To zaś dlatego, że całkowicie nie jest jasne, kim lub czym Bóg miałby być. A nie ma prawdy bez precyzji. Jeśli jednak nadać tej nazwie ściślejszy sens, jak stwórca etyczności ludzkiej, można o tak rozumianym Bogu logicznie, racjonalnie i naukowo stwierdzić, że nie istnieje, jeśli w wyniku badań ustalone zostanie, że nikt stwórcą ludzkiej etyczności nie jest.

PONADTO
Szereg wypowiedzi Dziemidowicza jest zwyczajnie niezrozumiałych. W szczególności nie wiem, co to znaczy, że:
1. Każda istota żywa jest obrazem Wszechświata;
2. Człowiek jest mikrokosmosem;
3. W całości jest sens, źródło i horyzont, życie i śmierć;
4. Czym innym jest twierdzić, że ludzkie sposoby zachowania się są genetycznie zakorzenione we właściwościach niższych gatunków, a czym innym głosić, że te pierwsze są niczym innym jak tymi drugimi – tzn. nie rozumiem, jak ludzkie sposoby zachowania mogą nie być właściwościami naszego gatunku.

NO I WRESZCIE
Dziemidowicz pisze, że Wszechświat jest skończoną całością. W świetle obecnej wiedzy jest to wątpliwe, jednak kwestia ta nie ma bezpośredniego związku z jego zarzutami pod moim adresem.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież