Mateusz Wabik - Science fiction i kostka Rubika.- O poezji Elżbiety Lipińskiej.

Niestety „Na końcu języka" Elżbiety Lipińskiej to pierwsza książka jaką przeczytałem tej urodzonej w Warszawie, ale mieszkającej we Wrocławiu poetki. Wcześniejszych trzech nie znam, nawet wydanego w 2011 w ramach „Biblioteki Tyskiej Zimy Poetyckiej" tomu wierszy „Rejestry". Znam tylko dwa tomiki wierszy wydane w ramach tego konkursu, trochę to szkoda, że ogólnopolskie sieci księgarskie ich nie rozprowadzają. Poezja Elżbiety Lipińskiej jest raczej poezją intelektu i wierszowanej anegdoty, konceptu niż obrazową poezją sentymentalno–uczuciową. Słychać, że poetka bardzo dobrze czuje się w dzisiejszym świecie. Bunty, rozpady, poezja natchnienia nie jest dla niej. Tu częściej coś do powiedzenia mają takie cechy charakteru podmiotu lirycznego jak błyskotliwość, dowcip czy chęć zaskoczenia, jednak wiersze z „Na końcu języka" są raczej chropowate niż wygładzone. Wiersze Lipińskiej także nie są przeładowane środkami artystycznymi, choć jak można się zorientować poetka lubi zaskoczyć czasem czytelnika odległym skojarzeniem. Czasami przypominają jej wiersze krótkie prozy postmodernistyczne jak np. wiersz „Wizyta", w którym na „kozetce doktora Freuda" pacjentka przemienia się w odaliskę. Poetka czerpie motywy zarówno z kultury wysokiej jak i popularnej – kryminałów i science fiction. Dużą rolę w poezji Lipińskiej odgrywa nie pojedyncze słowo, ale zdanie, szczególnie pierwsze, które pozwala rozwijać się akcji wiersza. Często to pierwsze zdanie od razu zaskakuje jak np. w autotematycznym wierszu „Bardzo długi wiersz noir" – gdzie czytamy „Postanawiam napisać wiersz noir." W tym wierszu ze stron 10 i 11 mamy dosyć dowcipną sytuację liryczną, autorka niby stara się napisać wiersz w stylu noir (czy chodzi tu o nawiązanie do filmów noir?), ale ukazuje jak jej to trudno przychodzi i w końcu się okazuje, że tego wiersza poetka nie napisze. Także w tym wierszu obok opisu swoich niemocy pojawiają się różne refleksje np. dotyczące współczesnej literatury: „To cholerny dyskomfort wiedzieć, / że prawie wszystko już było, / że szukanie skazane jest na klapę. / W każdym razie znalezienie samorodka / graniczy z cudem". Tak też można zauważyć, że opis trudności z napisaniem wiersza w stylu noir przyniósł, krótki wiersz dygresyjny. Być może zważywszy na tytuł, poetka jednak w jakiś sposób zatriumfowała –opisanie trudności z napisaniem wiersza noir, samo spowodowało napisanie takiego wiersza. Jest w tym jakiś paradoks. Znać też w poezji Lipińskiej echa poezji amerykańskiej, jeden wiersz np. dotyczy lektury poematu Schuylera. Nawiązania do kultury rocka znajduje się w „Na końcu języka", w „No Chance" słychać frazę z tekstu Yoko Ono, a tytuł jednej piosenki The Beatles posłużył jako budulec wiersza pt. „Zachowane w plikach tymczasowych". W nim po wersie, w którym można znaleźć odległe i ciekawe skojarzenie autobiograficzne, czy quasi–autobiograficzne – „Jestem poukładana jak kostka Rubika" znajduje się zdanie „Let it be". W wierszu o nieco futurystyczno–dadaistycznym tytule „Galaktyka b1ó31321u" można przeczytać manifest poetki: „Decyduje się na język s z dodatkiem f, / bliski mi od dzieciństwa". Łatwo rozszyfrować skrót sf, poetce chodzi w tym wierszu o język literatury science fiction. W tym tekście pojawiają się różne pejzaże kosmiczne. W „Polowaniu" pojawia się motyw około fantastyczny – UFO, choć można także odczytać ten wiersz jako sfingowanie czy użycie motywu manii prześladowczej, gdyż podmiot liryczny kreuje świat, w którym jest śledzony przez obcych. Niestety nie znam tak dobrze spuścizny science fiction, by odgadnąć na czym polega nowatorstwo języka poetyckiego autorki, jednakże wiem, że taki podział na literaturę poważną i literaturę fantastyczną, nie do końca jest sprawiedliwy. Gdyż to proza współczesna, powieść wywodzi się z frywolnej, jarmarcznej barokowej prozy fantastycznej, nie na odwrót. Nasz romantyczny wieszcz Adam Mickiewicz, doceniał wartość fantastyki w swoich wykładach paryskich pomieszczonych w „Literaturze słowiańskiej", uważał fantastykę za wymiar duchowości człowieka. Jakoś ten wywód wieszcza nastąpił tuż po omówieniu polskiej spuścizny oświeceniowej, autor „Pana Tadeusza" opisywał choroby psychiczne twórców oświeceniowych, gdyż kilku z nich załamało się po 3–cim rozbiorze Polski.
W polskiej współczesnej poezji bardzo mało mamy nawiązań do fantastyki, oprócz tych kilku wierszy Lipińskiej, wiersz inspirowane science fiction uprawiał zapomniany Krzysztof Gąsiorowski, poetyka horroru znalazła się w kilku wierszach Marcina Świetlickiego. A jeśli chodzi o poetykę kryminału to sięgało do niej też kilku twórców m.in. przywołany autor „Zimnych Krajów". Uczciwie przyznam, że poezja Lipińskiej nie do końca do mnie trafia, z uwagi, że wolę uczuciową poezję kobiecą. Awangardowa poezja kobieca, czy skupiona na języku nie ma we mnie żadnego oddźwięku. Trzy razy czytałem czasem wiersze Lipińskiej by cokolwiek z nich wynieść, choć te wszystkie środki artystyczne – ciekawy epitet „zagubiony autobus", animizacja jak „wiatr wrzuca chmurę przez okno", porównania „szorstkie jak psi język", „wisimy na nitkach bólu jak pająki", „księżyc jak wycięty z kuponu białej tafty", których dosyć skąpo używa autorka, są frapujące i na dobrym poziomie. Nawet odległe skojarzenia przy budowaniu metafory, czy porównania, nie rozbijają sensu wiersza jak w poezji Romana Honeta, u którego jakby porównania są wybite z kontekstu wiersza. Jednakże obiektywnie muszę zauważyć, że poezja Lipińskiej jest dosyć dobra, a nawet ma w sobie coś nietuzinkowego i niekonwencjonalnego jeśli chodzi o poszukiwania poetyckie i poezjo twórcze wśród poetek. Tzn. potrafię raczej docenić jej warsztat językowy, zrozumieć niż odczuć tą poezję, czy doczuć się po celanowsku do świata autorki, czy też zauważyć wspólny światopogląd. Wydaje mi się, że autorka ma także szansę na to by jej poezja była niezależna, a jej charakter pisma odróżniał się od poetyk innych autorek. Jeśli już bym do czegoś miał porównać poezję Lipińskiej, to raczej przypomina mi poezja autorki „Na końcu języka" poezję Wisławy Szymborska, bardziej niż Ewy Lipskiej, Julii Hartwig, Urszuli M. Benki, czy Urszuli Kozioł. Nie chodzi mi o to, że poetka z Wrocławia coś zapożycza z poezji nie żyjącej noblistki, nie, chodzi mi raczej o to, że jej intelektualizm, pewne skupienie wiersza, powolne i logiczne jego rozwijanie mimo używania paradoksu, prowadzenia gier z czytelnikiem, a także trzymanie języka w ryzach precyzji i logiki jest czasem podobny. Czego gratuluję autorce.

Elżbieta Lipińska, Na końcu języka, Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2013

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież