Roman Sidorkiewicz - Wietnam żrący

Euroamerykański raj?
Naród wietnamski jest znakomitym przykładem zapatrzenia się w euroamerykański raj.
Natomiast państwo, reprezentowane przez partię zwaną siebie – komunistyczną – robi co może, aby ten proces choć trochę wyhamować. Wysiłki ich idą w większości na marne. Ale do rzeczy.
Po wojnie z Ameryką zakończoną w roku 1975 kraj był zrujnowany. Nie tylko wojną ale przede wszystkim doktrynalną polityką gospodarczą ówczesnych władz. Fantastyczna pracowitość Wietnamczyków, ich przedsiębiorczość ograniczała się do pracy w zacofanym rolnictwie i w przestarzałych fabrykach. Dumnym ze zwycięstwa nad Amerykanami a wcześniej nad Francuzami można było być, ale jak długo?
Przykład przyszedł z Chin. Reformy Deng Xiao Pinga w roku 1978 zaczęły odnosić błyskawiczny sukces. Wietnam nie mógł dalej tkwić w ideologicznym maraźmie. Zaczęto w roku 1986 reformować kraj i gospodarkę. Sukcesy przyszły szybko. Dziś Wietnam jest nie tylko pięknym krajem bo takim zawsze był. Jest krajem, w którym kipi życie, gdzie nowoczesność doskonale harmonizuje z tradycjami. Jest krajem bezpiecznym, gościnnym, nowoczesnym. Kwitnie turystyka, wielu Amerykanów zwiedza dawne pola walki. Muzeum Pozostałości Wojennych w Sajgonie jest tłumnie przez nich odwiedzane, podobnie jak pobliski pałac prezydencki, skąd kierowano wojną. Jeżdżą też do Da Nang, blisko dawnej granicy z Północą. Była tam potężna baza US Army, dziś są ogromne, luksusowe hotele dla niedawnych wrogów. Ludzie o europejskich rysach są wszędzie mile widziani. Muzeum, o którym wspomniałem przez lata nazywano Muzeum Zbrodni Wojennych. Nazwę wyretuszowano, aby złagodzić stosunki z USA. Nikt nie lubi jak mu wypomina się krwawą historię. A z Wujem Samem trzeba dobrze żyć, boć to on symbolizuje euroamerykański raj.
Kraj ma oczywiście, jak każdy inny, swoje problemy. Głównym problemem jest zapewnienie pracy i przyszłości młodym ludziom. Po wojnie z USA nastąpiła niebywała eksplozja demograficzna. W latach 60 – tych na terenie podzielonego Wietnamu żyło 30 milionów ludzi/17 na północy, 13 na południu/.Podczas wojny zginęło ich 3 miliony. Dzisiaj jest ich – o zgrozo – 89 milionów!
Analogicznie nas Polaków winno być obecnie 110 milionów!
To właśnie młodzi ludzie są najbardziej otwarci na konsumpcjonizm. To fala jak tsunami – nie do zahamowania. Byłem tam i na własne oczy widziałem jak władze są rozdarte. Z jednej strony muszą propagować wartości narodowe /nie bynajmniej komunistyczne, bo takowego ustroju tam w praktyce nie ma/ a z drugiej strony walczyć z niesłychanym naporem owego tsunami. Wietnamczycy żądni są świata. Każdy chce być nowoczesny. Króluje europejska moda, kuse spódniczki, makijaż w ręku komórka. Nie widać żadnej biedy i zacofania. Kawiarnie i restauracje są pełne gości. Ludzie są uśmiechnięci, chętnie pomagają turystom, ale bez żadnej czołobitności.
Wszyscy jeżdżą japońskimi skuterami, ale tęsknią za autami. Te jednak dostępne są tylko dla bogatych, których jest sporo bo ok.10% czyli 9 milionów osób. Infrastruktura drogowa jest jednak daleka od ideału dlatego rozwój motoryzacji jest sztucznie hamowany. Słusznie, bo by się ludzie masowo pozabijali.
Wpływy euroamerykańskiego raju wydają się być ogromne. W lokalach w Hanoi czy w Sajgonie często słychać muzykę. Jest to muzyka oczywiście z raju, grana na żywo. Królują przeboje angloamerykańskie. Czasami zagrają coś francuskiego lub hiszpańskiego. Kiedy ogląda się telewizję to ma się wrażenie, iż nic nie jest ważniejsze dla nich jak piłka nożna, oczywiście europejska. Bez przerwy pokazują mecze z komentarzami, a jakże. Gwiazdy piłkarskie są ubóstwiane. Na okrągło – Messi, Ronaldo, Ibrahimowić, Mourinho itd itp. Aż głowa boli. W lipcu do Hanoi przyjechał Arsenal–Londyn. I znowu – Wenger, Podolski, Szczęsny. Naszego bramkarza ciągle pokazywali, nakręcali nawet film jak to on żyje w Londynie ze swoją panną nazwiskiem Dziwiszek. Jazdę autobusu piłkarskiego z lotniska w Hanoi eskortowały tysiące skuterów. Tak chętnie przyjmują to współczesne opium dla ludu.
W gazetach to samo – piłka, piłka i piłka. Niestety nic o naszych klubach, no bo o czym tu pisać.
Władze próbują z tym walczyć. W telewizji propagują kulturę narodową: pieśni, zwyczaje, ubiory.
Młodzież obowiązkowo uczy się patriotyzmu, składa wieńce podczas różnych uroczystości, odwiedza weteranów licznych wojen. Żyją jeszcze staruszkowie, żołnierze spod Dien Bien Phu, gdzie zwyciężyli Francuzów. Niedawno zmarł w wieku 102 lat generał Giap – ojciec zwycięstwa w obu wojnach. Jego pogrzeb był manifestacją narodową.
Wydaje mi się, że fali konsumpcjonizmu zachodniego nie da się jednak zastopować.
Młodzi lgną do cywilizacji Zachodu. Wpływ niedawnego wroga – Ameryki jest przeogromny. To oni najwięcej inwestują, tworzą miejsca pracy, narzucają swe wzory. Dosyć łatwo im to przychodzi, bowiem Wietnamczycy jako jedyni na kontynencie azjatyckim przyjęli alfabet łaciński. A to ułatwia ekspansję.
Ciekawa jest sprawa z wpływami francuskimi. To przecież Francuzi tu byli przez dziesiątki lat. Zbudowali piękne gmachy w centrum Hanoi. Miasto jest wspaniałe – łączy tysiącletnią własną tradycję z architekturą francuską. Paryż dbał także o ochronę zdrowia, budowali leprozoria działał tu Ludwik Pasteur. Ponadto przekonali Wietnamczyków do zmiany alfabetu. To zdecydowanie przyspieszyło modernizację kraju. Hoszimin i inni studiowali w Paryżu. Potem Francuzi zostali przegnani z kraju, bo byli przecież kolonizatorami. Dzisiaj język Moliera znika wraz z najstarszymi inteligentami. Tylko angielski, angielski i angielski.
W skali ogólnoświatowej euroamerykański raj triumfuje. Wynika to z prostej przyczyny, USA to potęga gospodarcza. Tam najwięcej „ulokowało" się ludzi twórczych, przedsiębiorczych. Głównie Anglosasów czyli potomków niemieckich Sasów z dzisiejszej Dolnej Saksonii i jutlandzkich Anglów, którzy w V wieku podbili Brytanię. A także Żydów, których zawsze cechowała przedsiębiorczość. To oni stworzyli Hollywood – tubę amerykańskiej propagandy. Przypomnę choćby ogólnoświatową histerię z ich Oscarami. Przy dobrej, bogatej gospodarce prosperują inne sfery – nauka, kultura, sport. Są pieniądze na propagandę.
Sytuacja może się zmienić tylko wtedy, gdy do głosu dojdzie jakiś konkurent gospodarczy. W tej chwili mogą być to Chiny. Na razie jeszcze im daleko do Stanów. Liczy się przecież dochód na głowę.
Mają ludności cztery razy więcej niż USA. I tyleż razy większy winni mieć tzw. produkt krajowy brutto. Zatem daleka droga. Niedawno wyprzedzili Japonię, ale ma ona ludności dziesięć razy mniej niż Chiny.
Innym konkurentem mogłaby być Unia Europejska, lecz tu nie idzie najlepiej w pogoni za Stanami.
Traktat Lizboński stanowiący o konieczności inwestowania w najwyższe technologie nie jest respektowany.
Politycy w trosce o swój byt wolą przeznaczać górę pieniędzy nie na innowacyjne rozwiązania, lecz na np. dopłaty bezpośrednie dla rolników, które nie są w praktyce odpowiednio wykorzystywane. Dla naszych chłopów to po prostu pomoc socjalna. Prawie połowa funduszy z Unii idzie od wielu lat na podtrzymywanie małoefektywnego rolnictwa. W konserwacji tego systemu celują Francja i Polska. Prawda jest jasna – to chłopi głosują na wyborach a nie jakieś technologie.
Jak z powyższych spostrzeżeń wynika dla euroamerykańskiego raju nie ma na razie konkurencji.
Możemy tylko wpływać na instytucje państwowe, aby eliminowały takie potworki językowe jak np. Bydgoszcz Smooth Festival, Sopot Top Trendy. Trzeba wyrzucić nowomowę, choćby te różne mobbingi, coachingi, newsy, briefingi itd. itp. Wygonić z telewizji dziwaczne tytuły Got to Dance,The Voice of Poland, Must be the Music i inne podobne. Jest przecież ustawa o języku polskim, którą niestety mało kto respektuje. W radiu i telewizji porządek winna zrobić Krajowa Rada Radia i Telewizji. Ale ona nic nie robi.
Zatem niewesołe są perspektywy w Polsce i na świecie. Euroamerykański raj długo będzie trwał. Z wyjątkiem może Rosji, która skutecznie opiera się tej nawałnicy. No, ale jest jej łatwiej, gdy Rosjanie mają genialną literaturę, muzykę, genialny balet. A także tradycje imperialne, które wpływają na ich godność.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora