• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ariana Nagórska - Boża Ewa w Koziorożcowych rewirach

    […]
                                                                Nieposłuszny umysł staje w poprzek Bożej Łaski
                                                                     Jutro ugotuję metaforę Podsmażę epitet na skalę planetarną
                                                                     Pycha
                                                                     To już coś – mówi Jezus
                                                                     […]
                                                                                       Z wiersza Ewy Klajman-Gomolińskiej, Samotność w sieci

              Gdy Jezus szykuje się do urodzin, imieniny obchodzą: Adam i (oczywiście!) Ewa. Wszystko to dzieje się na dodatek pod znakiem Koziorożca! Ci obywatele, których wiara usztywnia (zamiast uskrzydlać), mogliby się tylko żachnąć. Znaki zodiaku są niechrześcijańskie, myśl zwodzą ku demonicznej astrologii i horoskopom, Bóg więc ani z pyszałkiem-Koziorożcem, ani z grzeszną Ewą na pewno nie podkreśla swego związku. Gdyby jednak miał szczerze dosyć takiego towarzystwa, to przecież już u zarania naszej ery mógł natchnąć ludzkość, by nie Adama i Ewy, tylko np. Józefa i Marii było w Wigilię, nie mówiąc już o przeniesieniu swych urodzin jak najdalej od tych miesięcy roku, kiedy to Koziorożce świętują, chłodów zimy nie czują!
              Zaraz na początku muszę wykombinować, jak spławić piszących Adamów, bo ma być o Ewie! Najsłynniejszy wieszcz Adam (Koziorożec, bo jakżeby inaczej) zapewniam, że nie żyje, miał więc szczęście polskiego kapitalizmu nie doczekać. Adam Zagajewski wprawdzie żyje, ale co to za życie być poetą poprawnym. Z kolei godny uwagi poeta Adam Ochwanowski podpadł mi już dawno, nie podziękowawszy na Facebooku za życzenia urodzinowe. Tym sposobem z Adamami mam święty spokój. Pozostaje Ewa „z wyobraźnią jak reaktor" (to z felietonu październikowego). W lubelskim Wydawnictwie Werset wydała ona w 2010 roku tomik pt. Milczenia z Bogiem. Obiecujące słowo tomik  natychmiast kojarzy mi się z mdłym, zakadzonym klajstrem, który współcześni określają mianem recenzja. Recenzji z mej strony nie daj Boże, bo ta forma piśmiennictwa tak spsiała, że widać tylko uniesione łapy i wytrwałe podlewanie. A przecież wiadomo, że najokazalsze nawet drzewo podlewane przez psiarnię uschnie. W porze okołosylwestrowej słowo recenzja działa na mnie tak, jakby korek od szampana strzelił mi w oko i rykoszetem utkwił w gardle. Nawet w radosny czas wiosny, gdy pewien bezczelniak nakazał mi odłożyć wszystko co piszę i w pierwszym rzędzie napisać pozytywną (!) recenzję (!) z dzieł (!) jakiejś tam kobieciny – posłałam go do diabła priorytetem, aż sam Lucyfer podkulił ogon.
             Ewa Klajman-Gomolińska tymczasem od razu punkt wyjścia do refleksji uniwersalnych znajduje bardzo nietuzinkowy. Mówi o tym wiersz Milczenia z Bogiem (s.11-12), który nadał tytuł całej książce (i z tego wiersza pochodzą dalsze cytaty). Zaczyna się on od stwierdzenia: Żyjemy w szafie. Jakkolwiek by nie patrzeć, szafa to rodzaj NISZY! W niszach, które ja namierzam, nie mogą siedzieć osoby zbyt skromne, bo wtedy uważałabym, że są to dla nich kryjówki, a nie punkty wyjścia do niezależnego, efektownego startu. Ewa ze swej niszy mówi do Boga tak: Codziennie zbliżam się do ciebie/ Jak do wielkiej tajemnicy/ I za każdym razem odkrywam/ Naszą wspólną doskonałość. Jednak doskonałość to nie jest relaks i raj: W twoim ogrodzie kultywujesz strach/ Ja w swoim sieję rozpacz/ Chrystus ujmuje zawsze moją twarz gdy długo klęczę/ Idź Pohuśtaj się z dziećmi Nie klęcz tyle. Piękna poetka ma bawić się, cieszyć…i w ten sposób zbliżać się do Boga. (…) wyjdź ku słońcu Wyjdź z szafy Wyjdź ku mnie/ I patrz na mnie poza kościołem/ Poza świadomością Między wierszami/ (…) Będę stać ze słońcem w dłoni/ W otwartej bramie życia. W najświetniejszej frazie (którą podkreślam dużymi literami) Bóg mówi do poetki tak: POSTAW BAGAŻE PRZYPILNUJĘ CI BY SŁOŃCE NIE ZASZŁO.
            W żadnym wypadku nie jest to jednak autorka pragnąca tylko myśleć pozytywnie, patrząc na słoneczko. Najwięcej mówi o niej taka obietnica Boga: (…) dzięki światłu nie będziesz chwalić ciemności [podkreślenie moje]. To osoba całkiem chętna do poznawania ciemności i skłonna do fascynacji nią (jakże inaczej mogłaby ciemność chwalić?). Potrzeba dopiero boskiej (łagodnej) interwencji, by od chwalenia ciemności tę kobietę odwieść. Erupcja mocy kreacyjnych w pełnym świetle następuje jednak dopiero wtedy, gdy Bóg stanowczo stwierdza:  Czasami nie będę się do ciebie odzywał/ Pomilczymy razem (…)/ Posłuchamy (…)/ Twego zderzenia z tobą jak dwóch planet. Zderzenie z samym sobą (a nie jałowa i nudna harmonia wewnętrzna) występuje tu jako „kataklizm" kreujący, wyzwalający nowe światy. Wymiary kosmiczne, metafizyczne, ale też najzupełniej ziemskie: Więc módl się nie tylko do nieba/ Daj szansę ziemi i módl się też twarzą do ziemi/ Aż mech się nawróci/ Naprostują ścieżki Wygładzą aleje. Ciekawa jest tu sugestia, że to modlitwa może być jednym ze sposobów tworzącego nowe jakości zderzenia z samym sobą i światem. Najważniejsze przy tym, że chodzi głównie o MILCZENIA z Bogiem, a nie „rozmowy", o których lubiący sobie pogadać grafomani napisali już chyba miliony stron. Odkrywcze jest tu również uznanie milczenia Boga za atut, bo przecież na ogół pchający się wszędzie ze swymi poglądami  „nowocześniacy", nawet gdy w Boga nie wierzą, mają Mu za złe, że się ponoć nimi nie zajmuje, bo milczy! Z Ewą Bóg i milczy, i rozmawia, słucha, pyta, udziela odpowiedzi i rad, prezentując też atrybuty czysto ludzkie. W jednym z wierszy Jezus z bohaterką je zupę z jednego garnka i chętnie dokłada sobie makaronu.
              To, że nieprzewidywalna Ewa zgrzeszy  nieraz wierszem niezbyt strawnym lub nijakim w smaku, nie martwi mnie ani trochę. Przy stole uginającym się od delicji robaki w niektórych rajskich jabłkach przełknąć mogę bez wstrętu i skutków ubocznych.
              Ewa wydała też książkę prozatorską o powalającym tytule Rzeź komunistów (Bydgoszcz 2009). Choć nie znam ani zdania z tej książki, nie mam wątpliwości, że dosłowne rozumienie tytułu byłoby drogą w maliny. Sama dokonałam specyficznej „rzezi kapitalistów" w utworze Szybki rynek, na krok nie wychodząc z domowej fortecy. Jak Ewa dała do wiwatu komunistom, nie potrafię sobie jednak wyobrazić nawet przy konsumpcyjnej kumulacji dóbr z rynków wyzwalających najszybsze obroty!
              Niezależnie od tematów poważnych, humorystycznych czy satyrycznych, NISZA w numerze trzynastym z dwunastu nie może się obejść bez treści zwanych odlotowymi. – Cóż to za kosmita co się chwyta płotów, cóż to za poeta co nie ma odlotów! – powtarzam od dziesięcioleci. Odlotowiec (czyli osobnik obdarzony niesamowitą wyobraźnią) – to zawsze z mej strony największy komplement dla poety i nie mogłabym Ewy akurat w tym miejscu przywoływać, gdyby takiego waloru nie miała! Tyle że jest to odmiana odlotowca dramatycznego, a nie tragikomicznego (jak w moim przypadku). Tak czy owak, obie panie to nadrealistki, czyli ewenement w czasach konkretynizmu i napierającej zewsząd  realistycznej łopatologii (na nieszczęście także w literaturze).
             Na zakończenie w formie dygresji przytoczę krótki dialog: – Czy mógłby istnieć duet literacki nadrealistyczno-nadrealistyczny? – To dość trudne, ale mógłby. – Kiedy? – Gdyby pisało dwóch wybitnych odlotowców. – Nie wierzę! Zawsze byłem wybitnym odlotowcem i wiem od lat, że do moich pomysłów nikt ani zdania nie jest w stanie dodać. Każdego zatyka już na starcie! – To podaj jakieś zdanie. – Lecąc nad Atlantykiem na ułamek sekundy wyskoczyła z samolotu na papierosa. No i co? Dasz radę kontynuować? – Zapomniała jednak zapalniczki, odpaliła więc od mijającej ją rakiety.
             Życzę, by w Nowym Roku 2014 jak największej liczbie poetek i poetów (tak palących, jak i niepalących) odpaliła wreszcie iskra boża w ich paralotniach.
                            Do startu wzwyż, Ewy i Adamowie z wystrzałowych nisz!

    Również tego autora