Konstanty Balmont - Do kresu życia - Smutek księżyca

Spis treści

Smutek księżyca


Ty siostrą byłaś mi, to czułą, to gorącą;
Kochałem ciebie ja – i dziś też kocham cię.
Tyś drogą zjawą jest, gasnącą i blednącą…
W ten księżycowy czas wspomnienia dręczą mnie.

Ja marzę, aby nas skrzydła nocy okryły
I spowił cały świat łagodny, cichy mrok.
A ja bym wtedy chciał w poczuciu swej bezsiły,
By spojrzeń moich żar mógł twój rozpalać wzrok.

Wciąż pragnę abyś ty, w rozkoszy słodkiej męce
Zbladła, opadła z sił – i całowałbym ja
Twe usta, oczy, twarz i delikatne ręce,
A ty szeptała byś : „spójrz, cała jestem twa!"

Mogło być tak, że nam kwiaty by rozkwitały;
Jak księżyc w lustrze wód, tak we mnie miłość drży.
Wzdycham i płonę wciąż, wołam jak oszalały:
„Źródłem miłosnych mąk zawsze mi będziesz ty!"

   

Również tego autora