• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Wojciech Kawiński - Dobra kobieto, nie śpiewaj-

    brak deszczu
    nadmiar płynów

    nie ustajesz
    w tej swojej rutynie.

    los kusi
    bo jest nie-ustanny

    tę prawdę
    może jednak skłammy.

    bo wiedza
    nas nie ułaskawi

    weszliśmy
    bowiem w stary nawyk.

    brak słów
    nadmiar do-słowności

    sens jego
    nie chce się uprościć.

    afryka
    tutaj buduje nowy klimat

    w którym
    wiosna po lecie a przed latem zima.

    już słychać
    jak zza równika się wynurza

    bez-deszczowa
    zimno-oka burza.

    2007


    Momenty bez-zwrotne

    skwir jaskółek, będzie deszcz
    wzdłuż przestrzeni, wzdłuż (i wszerz)

    pod mostami, starych gwiazd  
    gdzie nie sięga nowy czas

    cieknie światło, mówi pejzaż
    w lesie błądzi, zła piosenka

    mowa gestów, będzie jeszcze
    dłużej żyła, niźli wiersze –

    chwile jawy, z jawą sprzeczne
    nowoczesne, jak sto nieszczęść

    ryk silników, będzie droga
    dalsza niż trwoga, do boga

    uskrzydlona ptasio, jakby
    mało się udało, (naszej) wyobraźni

    za wyjątkiem, technicznych nowinek
    z których najbiedniejszy kraj, kiedyś zasłynie —

    po co komu, wietrzny śnieg
    jak rozpłynie się, ten wiek

    i jaskółki lot, i dreszcz
    neutronów, wpięty (w zmierzch)

    mowy nie-zależnej, która
    wspina się, po szklanych górach

    tam wre praca, oraz skrzypi
    technika, anty-liryki –
    2007

    Przeczytana obecność -

    tutaj się idzie i idzie
    K. Hoffman


    Surowa powściągliwość
    suchy rytm a-
    rytmia za-ciśnięty wers ale i jego nie--
    ukrywana swoboda

    Rozpoznawalna przejrzystość
    która nie-muzyczna jednak muzy-
    cznieje
    ani piórkiem ani światłem
    poplamiona

    Wie co milczy on po-
    między słowami
    biel czerń stokrotna
    malarskość wysnuwająca
    zapisany obraz

    Odsłonięta dal
    jej stygnąca faktura
    zawiera kontrasty
    zanim nie-skończony sonet się rozpadnie
    niech słowo bez-słowie rozwarstwi

    2007

    ***

    toń nie tonie nigdy w kwiatach
    a „jedynak" nie zna brata

    lato nigdy nie skostnieją
    zaś nienawiść się nie przeje

    ręka w rękę czas nie spłonie
    poziom będzie plonem w plonie

    rzeczowników nie przeliczy
    nikt choć-by to był leśniczy

    zła idea może ożyć
    w tle oceanicznej zorzy

    gdzie nie topi się marzanny
    pośród zjaw i mgieł porannych

    toń się marszczy oleista
    jak ta długoszyja wisła

    kosmyk wieków i odnoga
    z gliny s piachu z ręki boga

    utopionych słów i znaczeń
    sama nigdy nie zobaczy

    spławna zbiegłych zdarzeń „siostra"
    z gór zrodzona żyła morska

    2007

    Monotonne spadanie sekund -


    Tek się
    rozbraja wyobraźnię

    żadnym krzykiem
    słowem żadnym.

    Tak się
    przywołuje mit

    każdy z każdym
    z nikim nikt.

    Tak się
    na powrót nie wraca

    w prywatne
    wertepy świata.

    Tak się
    kurczy oczywistość

    kanciasta kula
    zawieszona nisko.

    2007

    Dedykacja dla T. Ch. (1920-2005)

    upał milczy
    a więc jesteś;
    córka mówi
    udało ci się przeżyć

    bo chociaż przemijalność
    jest
    stanem koniecznym;
    i tak pamiątki umysłu
    pozbędą się ciebie

    miasto wpłynęło
    na głębinę
    jakby było łodzią;
    świt zaistniał
    w bladej dosłowności

    dotykalnie obejmują nas
    minione chwile;
    ja twoje widzę
    a od własnych
    już się nie uchylę

    one spisują
    cień po cieniu;
    zza szkieł okularów
    każda odległość i szczegół
    wydają się bez miary

    2007

    Również tego autora