Wojciech Kawiński - Dobra kobieto, nie śpiewaj-

brak deszczu
nadmiar płynów

nie ustajesz
w tej swojej rutynie.

los kusi
bo jest nie-ustanny

tę prawdę
może jednak skłammy.

bo wiedza
nas nie ułaskawi

weszliśmy
bowiem w stary nawyk.

brak słów
nadmiar do-słowności

sens jego
nie chce się uprościć.

afryka
tutaj buduje nowy klimat

w którym
wiosna po lecie a przed latem zima.

już słychać
jak zza równika się wynurza

bez-deszczowa
zimno-oka burza.

2007


Momenty bez-zwrotne

skwir jaskółek, będzie deszcz
wzdłuż przestrzeni, wzdłuż (i wszerz)

pod mostami, starych gwiazd  
gdzie nie sięga nowy czas

cieknie światło, mówi pejzaż
w lesie błądzi, zła piosenka

mowa gestów, będzie jeszcze
dłużej żyła, niźli wiersze –

chwile jawy, z jawą sprzeczne
nowoczesne, jak sto nieszczęść

ryk silników, będzie droga
dalsza niż trwoga, do boga

uskrzydlona ptasio, jakby
mało się udało, (naszej) wyobraźni

za wyjątkiem, technicznych nowinek
z których najbiedniejszy kraj, kiedyś zasłynie —

po co komu, wietrzny śnieg
jak rozpłynie się, ten wiek

i jaskółki lot, i dreszcz
neutronów, wpięty (w zmierzch)

mowy nie-zależnej, która
wspina się, po szklanych górach

tam wre praca, oraz skrzypi
technika, anty-liryki –
2007

Przeczytana obecność -

tutaj się idzie i idzie
K. Hoffman


Surowa powściągliwość
suchy rytm a-
rytmia za-ciśnięty wers ale i jego nie--
ukrywana swoboda

Rozpoznawalna przejrzystość
która nie-muzyczna jednak muzy-
cznieje
ani piórkiem ani światłem
poplamiona

Wie co milczy on po-
między słowami
biel czerń stokrotna
malarskość wysnuwająca
zapisany obraz

Odsłonięta dal
jej stygnąca faktura
zawiera kontrasty
zanim nie-skończony sonet się rozpadnie
niech słowo bez-słowie rozwarstwi

2007

***

toń nie tonie nigdy w kwiatach
a „jedynak" nie zna brata

lato nigdy nie skostnieją
zaś nienawiść się nie przeje

ręka w rękę czas nie spłonie
poziom będzie plonem w plonie

rzeczowników nie przeliczy
nikt choć-by to był leśniczy

zła idea może ożyć
w tle oceanicznej zorzy

gdzie nie topi się marzanny
pośród zjaw i mgieł porannych

toń się marszczy oleista
jak ta długoszyja wisła

kosmyk wieków i odnoga
z gliny s piachu z ręki boga

utopionych słów i znaczeń
sama nigdy nie zobaczy

spławna zbiegłych zdarzeń „siostra"
z gór zrodzona żyła morska

2007

Monotonne spadanie sekund -


Tek się
rozbraja wyobraźnię

żadnym krzykiem
słowem żadnym.

Tak się
przywołuje mit

każdy z każdym
z nikim nikt.

Tak się
na powrót nie wraca

w prywatne
wertepy świata.

Tak się
kurczy oczywistość

kanciasta kula
zawieszona nisko.

2007

Dedykacja dla T. Ch. (1920-2005)

upał milczy
a więc jesteś;
córka mówi
udało ci się przeżyć

bo chociaż przemijalność
jest
stanem koniecznym;
i tak pamiątki umysłu
pozbędą się ciebie

miasto wpłynęło
na głębinę
jakby było łodzią;
świt zaistniał
w bladej dosłowności

dotykalnie obejmują nas
minione chwile;
ja twoje widzę
a od własnych
już się nie uchylę

one spisują
cień po cieniu;
zza szkieł okularów
każda odległość i szczegół
wydają się bez miary

2007

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org