Andrzej Walter - Malarz uczuć

TADEUSZ MAKOWSKI   (1882-1932)

   Obrazy Tadeusza Makowskiego nikogo nie pozostawiają obojętnym. Zapadają głęboko w pamięć plastyczną formą i tkwią w niej, bodaj na zawsze. Kubistyczne przesłanie oraz pewien poetyczny nastrój są tak wyjątkowe, iż niemal bezwiednie mamy je przed oczami nawet nie chcąc.

   Artysta tak określił przesłanie swoich prac – „Credo moje artystyczne wyraża się w rytmie formy i jej transpozycji lirycznej, światłocieniu nierealnym i kolorze również transponowanym”. Należy tu uzupełnić malarza, że nie zamknął się tylko w jednej dziedzinie sztuki: był muzykalny, grał na skrzypcach i mandolinie, uzdolniony literacko pisywał wiersze i tłumaczył poetów francuskich, a nawet pisał małe traktaty o sztuce, a interesując się teatrem, pisywał też recenzje paryskich spektakli teatralnych i baletowych.

   Pochodził z małopolski. Urodził się w Oświęcimiu, lecz mentalnie i bytowo był związany z Krakowem, gdzie się wykształcił. Szybko wyjechał do Paryża i tam pozostał już do końca. Wiele lat zapisywał swoje refleksje w dzienniku, który nazwał Pamiętnikiem. Wiemy dzięki niemu o Makowskim – człowieku, bardzo dużo. Myślę, że ciekawa to lektura, gdyż stan świadomości artysty jest zawsze tematem pasjonującym.

   „Dzieciństwo spędziłem w Krakowie. Po ukończeniu Gimnazjum św. Anny , studiowałem na Uniwersytecie nauki filologiczne i literaturę polską, a równocześnie wstąpiłem do Akademii Sztuk Pięknych, gdzie byłem uczniem Stanisławskiego i Mehoffera. Po jej ukończeniu ze srebrnym medalem, wyjechałem za granicę i po krótkim pobycie w Monachium przybyłem do Paryża. Stąd już na krótko wyjeżdżałem do Holandii i Belgii dla zwiedzania muzeów.
   W Paryżu była to epoka przeciw impresjonistycznemu kierunkowi w sztuce i rozkwit kubizmu, którego wpływowi jakiś czas ulegałem. Te poszukiwania pomogły mi później do rozszerzenia wizji formy, jej możliwości i rytmu, zwłaszcza do odszukania mej własnej wizji lat ostatnich. W ciągu tego czasu zawsze chwilami szukałem zetknięcia z naturą bezpośrednio i z niej czerpałem wiedzę malarską. Zawsze byłem malarzem niezależnym i w tych zasadach wytrwałem do końca…”

   Jak widzieli go inni?

   „Wysoki, smukły, ciemny, w berecie na głowie, palący fajkę, nieco powolny w ruchach i w mowie, ale nie przez nonszalancję, lecz raczej z racji skupionej uwagi i jakiegoś zamyślenia. Makowski dzięki swej sztuce i słowiańskiemu pochodzeniu przedstawiał się nam jak jakaś istota urzekająca, mało realna, pochodząca z głębi Polski męczeńskiej, ale nie uległej w zdobywaniu prawdziwych wartości intelektualnych, moralnych, duchowych” – pisała o nim francuska poetka, Clotilde Cariou, u której w rodzinnym domu w Bretanii bywał artysta w latach 1915-1917.

   Tadeusz Makowski jest jednym z najwybitniejszych i najbardziej cenionych malarzy polskich XX wieku. Stworzył malarstwo w pełni oryginalne i autonomiczne w stosunku do współczesnej mu sztuki europejskiej. Szerokiej publiczności znany jest jako malarz, który w swej twórczości przedstawiał w sposób swoisty i nowoczesny świat dziecka - jego radości, smutki, zabawy i zajęcia.                      

   Tadeusz Makowski spędził we Francji dwadzieścia sześć lat dorosłego życia, nawiązał wiele przyjaźni z artystami francuskimi i, jak mało kto z polskich malarzy, wtopił się w świat paryskiej bohemy. Pozostał jednak artystą polskim, zawsze czułym na wiadomości z kraju. Krytycy francuscy podkreślali obecny w jego malarstwie liryczny, „słowiański wdzięk".

   O ile twórczość Makowskiego jest charakterystyczna i łatwo rozpoznawalna, o tyle życie malarza, z natury samotnika skupionego głównie na pracy, wydaje się bezbarwne, monotonne, pozbawione spektakularnych wydarzeń. Makowski był jednak człowiekiem powszechnie lubianym, zwracającym uwagę wszechstronnym wykształceniem, wrażliwością i delikatnością usposobienia. „Było w nim coś z niewinnego dziecka, jakaś świeżość, naiwność... Ubóstwiał dzieci, był nimi zawsze otoczony, szczególnie na wsi nie odstępowały go". Temat dzieci pojawił się w jego twórczości około 1918 r. Pierwszym znaczącym obrazem, poprzedzonym licznymi szkicami, była Kapela dziecięca, obraz z 1922 r., o liryczno-naiwnej atmosferze, uproszczonych kształtach, rytmicznej kompozycji i wyraźnym kolorycie. Był to jedyny obraz, który zakupiono do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie za życia artysty.

   Pod koniec lat 20. artysta wykrystalizował własny, oryginalny na tle sztuki europejskiej, sposób obrazowania. Zawarł w nim wszystkie dotychczasowe doświadczenia formalne: wprowadził jasną, czytelną kompozycję, zgeometryzował kształty, uprościł bryłę do kuli, stożka i walca, ograniczył gamę barwną do brązów rozbitych niekiedy czerwienią, rozświetlał ziemistą tonację efektami luministycznymi. Tymi środkami artysta przedstawiał świat poetyckiej metafory, zaklęty w figurkach dzieci, podobnych do drewnianych pajacyków, marionetek, kukiełek, o okrągłych główkach nakrytych trójkątnymi, spiczastymi czapkami, oczkach-węgielkach, bezbronnie patrzących na świat. Najczęściej pokazywał je grupowo, na podwórku, we wnętrzu chaty lub w pracowni. Przebierał je też w stroje maskaradowe, nakładał maski z ptasimi dziobami, budząc nastrój niepokoju i grozy.

   Tadeusz Makowski „poetyzował codzienność” (tak ujęła to Maria Janion) i to chyba najtrafniejsze określenie jego sztuki. Sztuka ta poprzez ów dar, którego nie da się empirycznie wyjaśnić – wzrusza. Poprzez wzruszenie oddziałuje głęboko w sferę uczuciową widza. To bezcenne. To coś, co wynosi jego sztukę wysoko i stawia ją ponad nami, a jednocześnie wnika w nas z siłą trudną do określenia. Uległ temu Tadeusz Różewicz.

Kopytka
pamięci zmarłego we Francji malarza Tadeusza Makowskiego

Czyje to kopytka
Czyje to kopytka
komu szyje buty
na tych kopytkach
stary szewc

na niebieskich aniołom
na złotych pszczołom
na czarnych kominiarzom
na czerwonych katom

wrósł w stołek
jak huba w dąb
pod stołkiem
ni to butelka ni aniołek
szyjką świeci

pociągnie łyk
kopytka z miejsca ruszają
pociągnie drugi
kopytka do drzwi pukają
pociągnie trzeci
pełno tu ptaków i dzieci

                               Tadeusz Różewicz

   Makowski zmarł nagle 1 listopada 1932 roku na wylew krwi do mózgu w paryskim szpitalu Hŏtel-Dieu. Miał pięćdziesiąt lat … „Nie ma go już. Ale dusza i dzieło nie giną.” pisał Louis Léon-Martin w dniu śmierci Makowskiego. Władysław Jahl tak opisał ostatnie pożegnanie – „Wracamy z pogrzebu Tadeusza. Odbył się w tak piękny sposób, w tak cudny dzień i w tak prześlicznym miejscu, że mimo wszystko nie jest nam tak ciężko jak przez te dni ostatnie. I tak go ludzie kochali, że pogrzeb nie miał nic z tej zwykłej w tych razach atmosfery. Masa kwiatów, mnóstwo ludzi. Wszędzie biało czerwone wstęgi. To najpiękniejsze miejsce, gdzie pochować można Polaka we Francji – obok Norwida, Kniaziewicza, Niemcewicza i tylu innych.”

(…)
A co sny po kątach splatają,
to się zaraz wszystko rozplotło
(…)
   To dzień jedno okno otworzył.
Zaraz zamknie.
I znowu nas nie będzie

Promień słońca , fragment wiersza – Jerzy Ficowski

   Życzę każdemu artyście takiego życia i takiej śmierci. I takich przyjaciół. Polaków i Francuzów. Przyjaciół nie podzielonych słowami czy granicami. Życia: pełnią form, barw, oddechu. Życia krótkiego, lecz domkniętego. Miał rację Makowski, gdy pisał: „Aby umieć przeżyć swój czas, trzeba go umieć wyprzedzić”. Sądzę, że go wyprzedził. I sądzę, że jak mało kto może być nam dziś Drogowskazem. Nauczycielem przenikania - piękna oraz uczuć, w nasze małe życie, z tychże uczuć dziś bezwzględnie odzieranego …