Anna Błachucka - Wiersze niekonkursowe

Zofia Korzeńska sygnalizuje tom swoich ostatnich wierszy tytułem Dumania Kasandry. Zbiór wydany został w 2013 r. przez Stowarzyszenie Katolickie "Civitas Chrystiana" w Kielcach. Ilustracje Edo Tuza wspaniale współgrają z tematyką zbiorku.
Kasandra to postać z mitologii greckiej. Była córką króla Priama i Hekuby. Ukochana Apollina, który obdarował ją przewidywaniem przyszłości, lecz sprawił, iż w jej przepowiednie ludzie nie wierzyli (przepowiednie o upadku Troi).
Autorka zatytułowała swój zbiorek Dumania Kasandry. Niezwykle trafny tytuł. Tak ją wielokroć widzę. Widzę ją bardzo często zadumaną nad losem Polski i nad kondycją duchową człowieka. Zaznacza w wierszach swój niepokój. Nie przepowiada, ale głośno się zastanawia nad ludzkim losem i w powiązaniu z tym nad jego duchem. Gdzieś ten duch się zapodział w stercie dobrobytu i wygody. Niemalże, jak igła w stogu siana.
Jej wyobraźnia spragniona dobra, prawdy i oczywiste przy takim pragnieniu piękna, obserwuje „co dzieje się z ludźmi” i „z naszym duchem”. Trwoga o zagrożony sens duchowości człowieka sąsiaduje z ogromną ufnością w Boga i myślącego człowieka. Taki kontrapunkt dostrzegam w każdym wierszu. Operuje nim, jak dobry kompozytor symfoniczny.
Przydaje się ta umiejętność ogromnie. Już w pierwszym wierszu lęk o nasze pokolenie tańczące „w takt werbli chocholej muzyki mediów” budzi wielki apel skierowany do –– myślących Rodaków. Czytam ten tekst któryś już raz – z ciarkami na umyśle. Wiele wierszy z tego zbiorku wcześnie znałam, ale dopiero teraz w tym zestawieniu, podkreślone przenikliwymi rysunkami Edo Tuza utwory te stawiają mnie na baczność. Chciałoby się powiedzieć „jestem”, jak w szkole. Ale to za mało dla mnie. Chciałabym uczestniczyć w tej wielkiej lekcji wiary i miłości. Chciałabym przy jej pomocy ocalić niepewność znaczeń, przywrócić przestrzeń dobrym słowom i czynom, aby miały czym oddychać. Chciałabym pomaszerować w jej rytmie trwania, aby kiedyś „Wyjść na ludzi”. Czym mogę wesprzeć jej poczynania? Wiele wierszy jej jest osobistym wołaniem o przebudzenie, wołaniem o myślenie, o używanie swojego umysłu do tego celu. Zbiorek jest rzeczywiście pięknym wprowadzeniem do takiej lekcji. Lekcji trudnej, bez możliwości skrycia się za kimkolwiek. Bo Korzeńska pyta wprost, pyta każdego o rzeczy istotne, o prawdy wielkie, o sprawy zasadnicze. Cierpienie jest wpisane w każdy krok tego marszu. „Jak to jest z tym cierpieniem?”. Po przeczytaniu tego wiersza przed oczy wyszli mi „zwykli kolejkowicze do wieczności”, ludzie znani tylko mnie, których ja mianowałabym na świętych. Wiem, że cierpią, ale wiem też, że ufają Panu, że wierzą w sens tego wielkiego doświadczenia, jakie Bóg zesłał dla nas.
Gdzieś natknęłam się na tekst o Witkacym. Nie mogę teraz przytoczyć dosłownie jego myśli, ale sens tej wypowiedzi dotyczącej wyobrażenia końca kultury i sztuki co raz nawiedza moją pamięć. Padały tam ostre słowa. Było coś o „zbydlęceniu”, o zatraceniu „uczuć metafizycznych”. Artystów i twórców według Witkacego czekał będzie straszny los. Będą mieli miejsce jedynie w zakładach dla obłąkanych. Masowy odbiorca dobrze zaszczepiony modą i wygodą, nie usłyszy nawet głosu prawdy. Uszy od dziecka nastawi mu się na określone „fale”. Czyżby już taki czas, czas wielkich myślicieli i czas głębokiej sztuki się kończył? Autorka sama określiła, że jej wiersze są „niekonkursowe”. Zgadzam się z nią. Ale przecież to właśnie tam powinna się spotkać różna poezja, a wygrać powinna ta wielka, ta szukająca dobra w człowieku. To z konkursów powinna iść czwórkami  w świat siła trwania i sensu życia.
Niezwykle poruszający cykl pięciu wierszy poświęconych Halinie stawia przed oczy obraz śmierci. Na poziomie wrażliwości poetki i możliwości literackich czytamy o śmierci nagłej, spowodowanej wypadkiem. Jeszcze parę dni nadziei, ale już podszytej bojaźnią. Takie szybkie uczestnictwo w odchodzeniu na tamten świat rodzi tyle pytań. Odejście bliskiego człowieka jest zawsze przymierzana do śmierci nas samych. Kiedy umiera ktoś bliski w nas umiera też jakąś cząstka. Doświadczyłam tego tak niedawno. Nie umiałam i nie umiem ująć tego zjawiska w słowa i do dziś nie wiem, jak słowem ocalić jedyność i wielkość trwania ojca dla mnie. Uchylił swoją śmiercią kurtynę ostateczności i znikł.  Czytam w wierszu „Bądź wola twoja”, że „Halina też tu – BYŁA/ a nie JEST.” Bezwiednie powtarzam za autorką „Jak trudno się z tym pogodzić…”
Wiersz „Daj im wieczne spoczywanie” pozyska chyba każdego myślącego czytelnika. Poetka dzieli się swoimi przemyśleniami i przeżyciami dotyczącymi śmierci przyjaciółki. Odszedł człowiek, a świat sobie z tego nic nie robi. Kręci się dalej. Nawet nie drgnął. Zwykłość życia zespolona z niezwykłością, realizm z ulotnością, pamięć z niepamięcią –przecina śmierć. Nie na ludzki rozum i nie na ludzki rozsądek takie sprzężenie. Nadzieja w Bogu, w jego nieskończonym miłosierdziu i mądrości. On umie wyłowić z człowieka to „czyste” i nagrodzić to wyjątkowe. Wołanie poetki „I odwiąż Ją od świata… i od nas.” jest dla mnie jednocześnie wstrząsające i kojące. Bo zaraz poetka dodaje „Niech zatonie w Tobie”. Odwieczna sprzeczność. Modlimy się o wieczne spoczywanie, a tego spoczywania nie szanujemy, nie umiemy honorować.
Spokojna fraza wierszy zrodzona z doświadczenia i wiedzy, z dociekliwości i ze staranności w podaniu tematu sprzyja kontemplacji i leciutko popycha w nadrealizm. Ado Tuz śmielszy i wyrazistszy w tym, co robi dopełnia teksty pani Zofii, jest jak zapach, który kusi szukać źródła z którego pochodzi. Wspaniałe porozumienie obojga twórców. Tkwimy więc z autorami w  tym, co niewyrażalne, idziemy z nimi na poznawanie świata, a właściwie fruniemy na skrzydłach sztuki.
Osobnego zaznaczenia wymaga proza poetycka. Kilkanaście krótkich tekstów zdumiewa lekkością podania wielkich i fundamentalnych spraw. Jakby się rozmawiało przez telefon. Nawet jeden z tytułów brzmi „Komórkowe wieści”. Ale z tych tekstów wyłania się zatroskanie o czystość sumienia, o wielkość ducha katolickiego. Poeci to armia walcząca o prawdę, osumienie, o godność. Rozmawiajmy ze sobą, uczmy się nawzajem od siebie, nie dajmy się manipulować. Nie wierzmy ślepo komentarzom. Tekst „Argument”. Króciutki. Ale nic tam dodać. Tylko czytać.
Chciałbym zwrócić uwagę na wielowymiarowość tego zbiorku. Każdy wiersz jest tak nasycony treścią, że omówienie i analiza każdego z nich wymaga kilku stron tekstu. To kondensatory myśli. Skupię się zatem bardziej na zagadnieniach, słupach podtrzymujących cały zamysł.

1. Człowiek jest istotą transcendętną, inną od otaczającego świata. Jest istotą myślącą. Czyha na niego jednak wiele pułapek. Choćby kultura. Sprowadzona dzisiaj do postaci cielesnej – zajmuje zmysły bez reszty, mami umysł. Człowiek dzisiaj „bawiony” przez media i bawiący się jak dziecko nie ma czasu, albo nie ma kiedy dostrzec właściwej mu potrzeby szukania prawdy i szukania dróg ku Bogu w dążeniu do zrozumienia sensu swej egzystencji. Tak daleko dziś zaszły sprawy, że często człowiek, a szczególnie kobieta sprowadzona została do przedmiotu, który można kupić. Kupić za pieniądze, za luksus, za obiecaną wygodę życia.
Związek duchowy z drugim człowiekiem – staje się, przeszkodą, bo wymaga stałości, trwałości. A więc najlepiej zredukować człowieka do zmysłów.

2. Godność człowieka jest najwyższą i najpiękniejsze wartością człowieka. Namysł i działania w tym względzie są zatem konieczne. Na nic majętność, jeśli służy tylko do poniżania innych. Na nic technika, jeśli służy tylko do osaczania ludzi, na nic siła, jeśli służy tylko do obezwładniania, na nic umysł, który służy tylko do ubezwłasnowolnienia innych. Wieli dar dawania, dzielenia się, kompromisu, wsparcia drugiego człowieka, pochylenia się nad potrzebami innych może być wykształcony w sferze ducha człowieka. Poparty rozumem, rozsądkiem przekształci się w korzyść dla wielu, w korzyść ogólną. Godność człowieka, pierwszoplanowa potrzeba bez względu na rasę, pochodzenie, religię -– powinna stać się dziś fundamentalnym wezwaniem do zastanowienia się w podejmowaniu wielkich, ale i małych decyzji dotyczących każdej sfery ludzkich potrzeb, bez świadomego omijania sfery duchowej.


3. Wspólne dobro.
Benedykt XVI powiedział: „Tam, gdzie panuje wyłącznie rozum pozytywistyczny – a tak się dzieje w znacznym stopniu w naszej świadomości publicznej – nie dopuszcza się do głosu źródeł o etosie i prawie”.
Bank celów pustoszeje, a banki pieniędzy pęcznieją. Ten temat wymaga publicznej rozwagi, rozmowy i działań.
Ale dobro wspólne nie dotyczy tylko sfery materialnej i sfery techniki. Dobro wspólne dotyczy także stery szeroko pojętej kultury i tradycji, jej poszanowania i korzystania z mądrości wieków. Te dobra należy pielęgnować i udostępniać, dbać o nie jak o skarb największy. Nasunęły mi się tu słowa prostej pioseneczki „bogactwo uroda szybko minie, miłość prawdziwa nie zaginie”. Niby wszyscy śpiewają a ilu się zastanawia, a ilu pielęgnuje takie uczucia?

4. Poszanowanie życia.
Żyliśmy w kulturze, która życie postrzegała jako dar. Ja w dzieciństwie byłam przez babcię uczona podziękowania Bogu i rodzicom za życie. Nie rozumiałam tego. Po odmówieniu pacierza „zapominałam” o wygłoszeniu tego podziękowania wyuczonego przez babcię. Jakbym się czegoś wtedy wstydziła. Czas ciąży określano jako – stan błogosławiony. Może dzięki tym naukom tak bardzo nie umiem pogodzić się z eutanazją. Może dzięki temu do dziś zaglądam do wózeczków i cieszę się z narodzin każdego spotkanego dziecka.
Te refleksje nawiedziły mnie po przeczytaniu wiersza „W prawie czy poza prawem”.
„Giniemy haniebnie bezkrwawo” – pisze poetka. I choć czasy Nerona minęły, chrześcijanie giną. Kto, komu i kiedy zezwolił na przecinanie żywota? Jakiekolwiek tłumaczenia są tutaj zbędne..

5. Zagadnienie miłości
Ta boska, matczyna, bratnia, ta małżeńska to nie własne uczucie, ale wielka wartość w budowaniu zasad społeczeństwa chrześcijańskiego i każdego społeczeństwa. Od miłości tak blisko do sprawiedliwości, do wybaczania, do zrozumienia i do radości. W wierszu „Sen” możemy doczytać się, ile można zrobić „promieniami radości”. Skuteczność każdej miłości jest ogromna. Szczególnego omówienia wymaga miłość chrześcijańska. Kościół apeluje, widzi niedostatki w tej dziedzinie, widzi złamywanie się porządków społecznych. Poetka czuję potęgę tych uczuć i szuka u ludzi uczuć wyższych. Domaga się wręcz korzystania z takiego skarbu, jaki każdy w sobie nosi. Tylko „wydobycie” kosztuje. Trzeba płacić czasem i życiem. To twarda waluta. Poznajemy ja w utworze „Każdym calem życia”, ale nie tylko w tym. Wiele tekstów wprost lub domyślnie tchnie potrzebą miłości.

Lektura tekstów zawartych w tym zbiorku wymaga skupienia, czasu ale i wiedzy kulturowej i religijnej. Wiem, że mam braki we  wszystkim, ale na swoją wrażliwość i wiedzę to przekładając – korzystam dużo, doświadczam wiele. Stanu ludzkiego ducha nie da się budować bez jasno określonych związków z Bogiem. Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie, by opowiadać wszystkie jego dzieła. Psalm 73,28
Ten cytat jest mottem zbiorku. Wracam więc do początku książki, by czytać ja drugi raz, by znowu zadumać się z autorką nad czasem danym człowiekowi tu, na Ziemi. To dla mnie drogowskaz gdzie patrzeć i co widzieć, to dla mnie podręcznik trwania i bycia na tym świecie.

___________________________________________
Anna Błachucka, Dumania Kasandry, Kielce 2013, „Civitas Christia

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież