Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Znana powszechnie pasja wędkarska Lecha M. Jakóba zaowocowała książką „Po kiju, fotoopowiadania", pięknie wydaną, skierowaną do szerokich kręgów odbiorczych. Warto też może wiedzieć, że autor w zasadzie nie uprawia barbarzyńskiego rybożerstwa i mordowania mieszkańców naszych wód. Pamiętam jego opowieści – łowcy rekordowych szczupaków, zadowalającego się wyrwaniem ze szczęki drapieżnika pamiątkowego zęba, bez szkody dla zdrowia ryby. Bo szczupak, w odróżnieniu od nas – dwunogich, ma tę „zdolność", że po utracie zęba, wyrasta mu nowy – i tak, bodaj, do trzech razy sztuka. Tacy łowcy – nie – mordercy oznaczają swe łodzie białą chorągiewką. Jakże rzadko widuje się taką łódź, najczęściej wypełniają ją „mięsiarze", biorący wszystko „jak leci", nie oglądający się na regulamin sportowego połowu. Bo „na klopsy" albo dla kaczek.
    Ale obok wędkowania (a może przede wszystkim), Lech M. Jakób zajmuje się pisarstwem… Od lat czytamy redagowaną przezeń w internecie „Latarnię Morską" (ongi i wydanie papierowe), pismo wysokiego lotu, zawsze opatrzone świetną grafiką, malarstwem. Autor znany i popularny przez swe powieści, frapujący poeta, dość wspomnieć tom „Zielony promień" nagrodzony w Poznaniu Medalem im. Ryszarda Milczewskiego – Bruno („Okolica Poetów", red. Jerzy Szatkowski). Życie w łonie Naszej Zielonej Matki, woda, zwierzęta, wiatr i żagle – to Jakóbowe żywioły, od zawsze obecne na kartach. Z ciekawością i satysfakcją przeczytałem ongi „Drapieżców" – książkę, której bohaterowie – zwierzęta, myślą, pamiętają, cierpią. Obdarzone jakby świadomością, a jednak nie uciekające się do aktu antropomorfizacji, zachowują swój zwierzęcy rys, osobne ścieżki, często splątane. „Drapieżców" zaczyna bowiem zagadkowy, tragiczny obraz. Gajowy znajduje zbite w jeden węzeł ciała trzech zwierząt: wilka, orła bielika i szczupaka. Powieść wiedzie nas „tropami" bohaterów, by doprowadzić do zagadkowego finału. Próbowałem dołączyć do tej trójki pisząc w cyklu „Kronika wypadków" wiersz pt. „Było tak?"

    Wygrzebane z budyniu


    W wielu nadmorskich miejscowościach każdego lata stoją duże namioty, w których handluje się czym popadnie. Reklama „Wszystko po 3 zł" wabi znudzonych wczasowiczów i zachęca do grzebania w koszach pełnych tandetnych wyrobów „Made in China". Namiotowy handel nie omija literatury – w pawilonach z napisem TANIA KSIĄŻKA, w takich samych koszach, niczym wyprzedaż przecenionej bielizny, piętrzą się książki o najróżniejszych tytułach: „Kochliwa Augustyna" obok „Potraw z podrobów", poradnik „Jak doprowadzić do łez kochankę swojego męża" (autentyczne!) sąsiaduje z „Morderstwem w Komitecie Centralnym", „Wstęp do psychologii konia", – tuż obok tomiki wierszy i wspomnienia pod, jakże zachęcającym, tytułem„Kochałam hazardzistę". W następnym koszu dla naiwnych:„Jak w ciągu miesiąca odmłodzić się o 10 lat" – pod spodem powieści o wampirach, o drugiej światowej wojnie, a nawet „Kazania" Skargi. Kosze ogromne i głębokie, namioty duże i liczne (w małym Rewalu aż trzy punkty sprzedaży). W takim namiocie można stracić wiarę w literaturę i pisanie. Stałam pośród ludzi grzebiących w słowach i przypomniałam sobie Orwella, który tak opisał wypożyczalnię książek i księgarnię – miejsce pracy Gordona Comstocka bohatera powieści „Wiwat aspidistra":

    Niestety „Na końcu języka" Elżbiety Lipińskiej to pierwsza książka jaką przeczytałem tej urodzonej w Warszawie, ale mieszkającej we Wrocławiu poetki. Wcześniejszych trzech nie znam, nawet wydanego w 2011 w ramach „Biblioteki Tyskiej Zimy Poetyckiej" tomu wierszy „Rejestry". Znam tylko dwa tomiki wierszy wydane w ramach tego konkursu, trochę to szkoda, że ogólnopolskie sieci księgarskie ich nie rozprowadzają. Poezja Elżbiety Lipińskiej jest raczej poezją intelektu i wierszowanej anegdoty, konceptu niż obrazową poezją sentymentalno–uczuciową. Słychać, że poetka bardzo dobrze czuje się w dzisiejszym świecie. Bunty, rozpady, poezja natchnienia nie jest dla niej. Tu częściej coś do powiedzenia mają takie cechy charakteru podmiotu lirycznego jak błyskotliwość, dowcip czy chęć zaskoczenia, jednak wiersze z „Na końcu języka" są raczej chropowate niż wygładzone. Wiersze Lipińskiej także nie są przeładowane środkami artystycznymi, choć jak można się zorientować poetka lubi zaskoczyć czasem czytelnika odległym skojarzeniem.

    Opowiadania w tej książce są bardzo dobre i nieco gorsze. To naturalne. Jeśli jest ich kilkanaście to przecież każde powstało w innym czasie, i za każdym razem inne stały za pisarzem doświadczenia, inne lektury czy refleksje. W lesie nie wszystkie drzewa są proste, ale dopiero wszystkie tworzą las, coś nowego i wspaniałego, to zdaje się mówił Wańkowicz, gdy grymaszono na jego pisarstwo.
    Te najlepsze posiadają jednak bezsprzecznie walory, którymi są potoczysta narracja, bogaty język, bogactwo szczegółów, a jednocześnie duża wyobraźnia dotycząca fabuły, tzw. zwrotów akcji, czy też jednym celnym słowem budowania charakterystyki postaci, i przeróżnych relacji pomiędzy nimi.

    Chciałabym przybliżyć w tym krótkim tekście dwie młode poetyki, które zaistniały jako współautorki zbiorku poezji „Powiązane gesty".
    Pomysł napisania zbiorku „na dwie myśli" powstał na zajęciach grupy „Słowniacy Świętokrzyscy". Ta sama myśl, która wypłynęła w trakcie zajęć wracała w ich przypadku wierszami Stąd pomysł wydania wspólnego zbiorku. Wiersze spięte są hasłami. Trzydzieści jeden haseł i sześćdziesiąt dwa wiersze.

    Strona 1 z 19