Józef Czechowicz 1903–1939

Miał w sobie norwidową nutę
W tym roku dużo piszemy i mówimy o Miłoszu. Okazją jest setna rocznica Jego urodzin, także specjalna uchwała Sejmu dotycząca Roku Czesława Miłosza. Jednak w 2013 roku czeka nas kolejna ważna rocznica, bo związana ze 110 rocznicą urodzin Józefa Czechowicza, poety, którego Miłosz bardzo cenił, o jego śmierci dowiedział się w Lublinie, gdzie akurat przebywał we wrześniu 1939 roku, gdy z przyjaciółmi opuścił Warszawę. A znali się m.in. z radia.


Józef Czechowicz, to przedstawiciel tzw. II Awangardy, jeden z najoryginalniejszych poetów polskich XX wieku, ale ja chciałbym podkreślić, że także autor niezrównanej liryki dziecięcej. O czym może nie wszyscy wiedzą. I właśnie temu aspektowi chciałbym poświęcić mój artykuł.
Przypomnijmy pokrótce podstawowe fakty. Józef Czechowicz urodził się 15 marca 1903 r. w Lublinie, jako czwarte i ostatnie dziecko Pawła Czechowicza i Małgorzaty z Sułków.
Z wykształcenia i praktyki był nauczycielem, czyli bardzo dobrze poznał dziecięcą psychikę. Miał opinię urodzonego wychowawcy. „Gdyby nie poezja – nic by go nie oderwało od zawodu nauczyciela", twierdzi Kazimierz Miernowski.
„O wczesnym dzieciństwie i młodości Józefa Czechowicza nie wiemy prawie nic" – napisał Tadeusz Kłak. Jednak coś nieco wiemy. Dorastał w wielkiej biedzie spowodowanej m.in. I wojną światową, na jego życie wywarł także wpływ psychicznie chory ojciec. Obrazy z wczesnych lat młodości odnajdujemy np. w wierszu jedyna zadedykowanym prof. Marii Grzegorzewskiej:

dzieciństwo złe szczenię szczekało w dni wodospadach
głodnego na tapczanie gorączka mnie żarzyła i jadła
połatane ubranko szeptem opowiada
ręce chropawe od pracy dla mnie kradły
[...]

Sabina Sebyłowa sugeruje, że „Radości dziecka, których może w atmosferze rodzinnej nie przeżywał, odtwarzał w poezji dla dzieci". Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w Seminarium Nauczycielskim w Lublinie, czyli, podobnie jak siostra Katarzyna (Kazimiera) i brat Stanisław, był ambitny, pragnął kształcić się dalej. Naukę w seminarium przerwał, by zaciągnąć się jako ochotnik na wojnę polsko-bolszewicką 1920 roku. Z natury przeciwnik wojny i przemocy, nadto „dzikus, Naturmensch i abnegat" (opinia brata), jak wspomina Wacław Gralewski w Stalowej tęczy został oceniony pozytywnie przez jego dowódcę z frontu, kpt. Wójcika, „jako młodziutki żołnierz", który „nie naruszał porządku rzeczy wojskowych".
Po powrocie z wojny ukończył seminarium i od 1921 r. nauczał m.in. w takich miejscowościach jak Brasławie, Słobódka, Marianówka-Smolany, by na koniec przenieść się do Lublina.
O jego pracy pedagogicznej pisze wnikliwie Jan Smolarz na łamach lubelskiego almanachu Nie tylko pamięć (cz. II, 1991). Odsyłam zainteresowanych do jego rzetelnie udokumentowanego artykułu. Po ukończeniu Wyższego Kursu Nauczycielskiego Czechowicz dalej uczył m.in. we Włodzimierzu Wołyńskim. Później w Lublinie był organizatorem życia literackiego, swoistym mistrzem dla wielu, podjął współpracę z pismem „Reflektor", „Ogniskiem Nauczycielskim" i innymi; ponadto w latach 1926–1933 pracował tam w Szkole Specjalnej, czego dowodem m.in. jego Dziennik nauczyciela („Kamena" 1968, nr 3). Inspektor szkolny w Lublinie Bolesław Kaczorowski, po wizytacji z 2 kwietnia 1928 r. napisał o jego pracy: „Stosunek nauczyciela do dzieci bardzo sympatyczny, posiada wielką dozę cierpliwości, pracuje w szkole specjalnej z zamiłowania. Należałoby go w tej szkole zatrzymać na stałe". On sam notował w Dzienniku... m.in.: „Na lekcji [...] czułem się doskonale i bardzo świeżo, moment zaś ostatni: śmiech dzieci, wprawił mnie w doskonały humor. Chwilę, przez pryzmat marzenia, wydawało mi się, że jestem już w takiej klasie, jaką od dawna pragnę mieć". Prawdopodobnie to wtedy powstały jego pierwsze utwory dla najmłodszych.
Praca z dziećmi stanowiła podstawę jego egzystencji oraz matki Małgorzaty – woźnej w Banku Handlowym, o którą bardzo się troszczył. Zajmował się też dziennikarstwem i pracą związkową.
W 1927 r. debiutował tomikiem Kamień wydanym na... pakowym papierze, na dodatek wiersze wyróżniał brak interpunkcji! Sebyła nazwał jego poezję „cennym kawałem szlachetnego kruszcu". Nie był odosobniony w pochwałach.
W roku szkolnym 1928/29 Czechowicz otrzymał płatny urlop i skierowanie na roczny kurs w Państwowym Instytucie Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, dzięki czemu 24 czerwca 1931 r. uzyskał dyplom nauczyciela moralnie upośledzonych. To wówczas poznał m.in. prof. Marię Grzegorzewską, która po latach napisała o poecie, że miał „nutę norwidową w sobie".
W Warszawie Czechowicz znalazł się ponownie w połowie 1933 r. i został sekretarzem „Głosu Nauczycielskiego", a po roku objął obowiązki redaktorskie w „Płomyku" i „Płomyczku".
Anna Świrszczyńska, w tamtym czasie również redaktorka „Płomyczka", tak go opisała: „Pamiętam dobrze jego dość wysoką, masywną sylwetkę, piwne oczy i liryczny lok opadający na czoło. Miał z lekka wydęte wargi, niewydatny nos, zaokrągloną, trochę niesymetryczną twarz, poruszał się powoli, miękko podawał rękę. Do tego uśmiech dobroduszny i trochę drwiący i flegmatyczna fajka". Tyle znana poetka dla dzieci, a kto chciałby więcej dowiedzieć się o poecie z lokiem, niech zajrzy np. do tomu Spotkania z Czechowiczem. Wspomnienia i szkice (1971). Np. Seweryn Pollak wspomina, że Czechowicz „swoje obowiązki spełniał jak gdyby mimochodem. Przy biurku redakcyjnym niejednokrotnie pisał wierszyki do bieżących numerów, pisał łatwo i szybko, jak gdyby na pokaz – nie krępowała go przy tym obecność innych, przeciwnie, zdawała się go podniecać". Kazimierz Miernowski dodaje, że „Nieraz do swych wierszy, szczególnie tych dla dzieci, dorysowywał na papierze, na którym wiersz napisał, ludowe stylizowane kogutki lub kwiatki".
Dzięki niemu w prasie dziecięcej publikowało także wielu lubelskich poetów, a wśród nich Franciszka Arnsztajnowa, „jedna z najważniejszych osób w życiu Czechowicza", choć daty ich urodzin dzielą 32 lata.
Czechowicz w „Płomyczku" i w „Płomyku", publikował poezję i prozę pod różnymi nazwiskami i inicjałami. Dzięki Czesławowi Janczarskiemu odnajdujemy jego utwory poetyckie, choć nie wszystkie, w tomie Wiersze (Lublin, 1963). Z pominiętych przypomnę np. W Krakowie, w kościele Franciszkanów („Płomyk" 1936/37, nr 4).
„Szczególnie – pisze krytyk – interesująco przedstawia się ta grupa wierszy dla dzieci, które, licząc się z możliwościami małego czytelnika czy słuchacza, zachowują wiele cech »dorosłej« poezji Czechowicza, żyją jej motywami odpowiednio uproszczonymi i przystosowanymi. Często świetne efekty uzyskuje poeta dzięki nawiązaniu do kołysanki i innych form poezji ludowej".
Za przykład niech posłuży wiersz pt. Już nocka opublikowany w numerze 8 z 1935 r. „Płomyczka":

Lipka, lipka, lipka.
będzie z tej lipki śliczna kolebka.

Mama, mama, mama,
kołysać syneczka będzie sama...

Świerszcze, świerszcze, świerszcze,
zagrają, zagrają za piecem jeszcze...

Nocka, nocka, nocka,
zamruży synkowi siwiuśkie oczka...

Dobranoc...

To kołysanka ułożona w formie dystychów. Matka przemawia do synka głównie powtórzeniami, dźwiękami, i to takimi najprostszymi, którym na dodatek towarzyszą... świerszcze, ważni świadkowie dzieciństwa i ważny rekwizyt liryki dla dzieci.  
Inny krytyk dodaje: „Matka jest podmiotem lirycznym wielu wierszy Czechowicza skierowanych do dziecka, zwłaszcza kołysanek. Świadczą o tym: bezpośredniość uczuciowa, atmosfera czułej serdeczności, bliskość emocjonalna, delikatna tkliwość".
Arcydzieła liryczne Czechowicza można odnaleźć w pismach dla dzieci koncernu wydawniczego ZNP, często „włamane" są w kolumnę jakby przypadkowo lub znajdują się na ostatniej stronie. Należy do nich np. utwór Dawno już ucichł:

Dawno już ucichł
złoty kogucik
i królik biały kwiatów nie depcze.
Ogromna Wisła
pod niebo wyszła,
z gwiazdami szepcze...

Gliniany konik
wszedł za wazonik,
by się  spokojnie zdrzemnąć do świtu.
Synku maluśki,
do swej poduszki
i ty się przytul...

Nie mogę nie zacytować prof. Jana Zygmunta Jakubowskiego:
„Złoty kogucik i królik biały! Realny świat zainteresowań dziecka. I zarazem podniesiony do rangi poezji sugestywnym kontrastem złota i bieli. Jest tu i typowy rekwizyt dziecięcych zabaw, przyniesiony jakby z jarmarku, kiermaszu, czy odpustu – gliniany konik. Ale zauważmy, że wiersz jest nie tylko opisem rejestrującym przedmioty i zjawiska dostępne percepcji dziecka. Zgodnie ze świadomością dziecięcą gliniany konik jest żywy. Ukrywa się za wazonikiem, idzie na nocny spoczynek. W ten sposób poeta wprowadza ruch i atakuje fantazję czytelnika. Co więcej, Czechowicz łączy elementy autentycznej obserwacji z żywą, poetycką wyobraźnią. Szczególnie wówczas, gdy przywołuje krajobraz, rzekę widzianą w nocy:

Ogromna Wisła
pod niebo wyszła,
z gwiazdami szepcze...

Ten pełen ruchu i tajemnicy obraz zostaje na trwale w wyobraźni i pamięci. Wróci do nas, ilekroć staniemy nocą nad rzeką, gdy woda wydaje się do nas przybliżać i wieść rozmowę z niebem".
„Oskarżony o niemoralny tryb życia" w artykule Quo vadis ZNP w nr 7 „Zeta" z 1936 r, chociaż bez nazwiska, Czechowicz musiał rozstać się z pracą w dziecięcych czasopismach. Podejrzewał, że autorem artykułu był jego kolega z Lublina, poeta Antoni Madej, który redagował tzw. edycję wiejską „Małego Płomyczka". Nie była to jednak prawda.
Wacław Gralewski wspominał, że po rezygnacji z pracy w „Płomyczku" jego „sytuacja życiowa pogorszyła się, ale nie stała się tragiczna. Miał oparcie w Horzycy, przyjął pracę zleconą – przygotowanie wypisów z literatury do użytku szkolnego, pracował dla radia i umieszczał w prasie felietony, krytyki  i utwory oryginalne". Współpracował też do końca z prasą dziecięcą.
Zaglądając do Bibliografii literatury dla dzieci i młodzieży 1918–1939 okazuje się, że nie opublikował samodzielnej książki poetyckiej dla dzieci, chociaż, jak zapamiętał Gralewski, tom taki przygotował.
Zginął tragicznie 9 września 1939 r. w czasie bombardowania Lublina pod gruzami domu, w którym mieścił się zakład fryzjerski. Swoją śmierć przewidział w wierszu Żal (Nuta człowiecza, 1936):

ja przy foliałach jurysta
zakrztuszony wołaniem gaz
ja śpiąca pośród jaskrów
i dziecko w żywej pochodni
i bombą trafiony w stallach
[...]

Kazimierz Wyka napisał po latach: „ta śmierć jakąś dziwną i przepowiedzianą przeczuciami poety klamrą zamyka jego życie. Czechowicz bowiem urodził się w Lublinie [...] i poetycko, i węzłami uczuciowymi pozostał Czechowicz zawsze wierny Lublinowi, aż po ten węzeł ostateczny, który znaczy śmierć".  
Pisał wiersze, poematy i fraszki, prozę poetycką, słuchowiska radiowe, sztuki teatralne i scenariusze filmowe, ponadto felietony, recenzje, zajmował się także krytyką i przekładami z literatury rosyjskiej, czeskiej, angielskiej oraz francuskiej, a ponadto fotografią. Poeta jest obecny w antologiach przeznaczonych dla małych czytelników, wypisach i czytankach szkolnych. Kompozytorzy tworzą muzykę do jego wierszy dla dzieci.
Dla dzieci, po wojnie, ukazały się m.in. jego: Bawię braciszka (1962); Jak groch wędrował (1962); Jesień (1963); Przy sianokosach; Srebrne nitki (1966); Wiersze dla dzieci (1967, 1983); Kołysanki (1975, 2005); Matusiu, Lublin tak srebrny twe baśnie mi przypomina (1983); Sny szczęśliwe (1984); Uśnijże mi, uśnij... (1985); Kołysanki i inne wiersze (2005).
Na poetę wciąż „trwa moda", przykładem choćby trzy kolejne numery czasopisma „Scriptores" (2006–2008) w całości mu poświęcone.  
Chciałoby się, by z okazji 110 rocznicy urodzin Józefa Czechowicza powstała wreszcie pełna edycja jego twórczości dla dzieci, co ułatwia fakt, iż jego autorskie prawa majątkowe zgasły po upływie lat siedemdziesięciu lat od śmierci (2009).

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież