Zbigniew Kresowaty - BARDZO BLISKA DAL

„Krajobrazy bliskie i dalekie" to tytuł tomiku poetyckiego Witolda Hreczaniuka z Gostomi. Klasyfikując semantykę tego zbiorku wierszy, należy z pewnością zaliczyć go do wszelako rozumianej twórczości dotyczącej „Małych Ojczyzn". Hreczaniuk zamieszkuje na ziemi autochtonów, choć sam nim nie jest! Zakochany w regionie pełni tu różne społeczne funkcje, był nauczycielem w Szkole Podstawowej, jest historykiem, pisze nie tylko historię tej Ziemi, ale ujawnia wszem i wobec, że warto kochać swoją ziemię, warto oddawać się temu specyficznemu klimatowi, zielonej krainie, słynącej z gospodarności, arce o uroku
bajeczno – sielskim, poeta sławi krajobrazy w zbiorze wierszy wydanym w tym roku w Wydawnictwie Towarzystwa Słowaków w Polsce. W poszczególnych rozdziałach: cud istnienia, Anioł w ogrodzie, Na wschód od Wisły, Opowieści rodzinne. Mało! – jako animator kultury co roku zaprasza na spotkania poetyckie do swej Gostomii oraz na Plenery Poetyckie wraz z żoną Teresą.  Używają różnych sposobów, żeby sławić ducha swych stron, Witold jest także prezesem Stowarzyszenia Odnowy Wsi Gostomia. W w/w rozdziałach oddaje pełny pokłon „cudowi istnienia", rozkoszowania się „boskimi" i bliskimi sercu widokami, cieszy się i uczy radowania unoszącego ponad horyzontami każdej pory roku i dnia:

Wiersz ( str.9):
Wstałem o poranku, by dotknąć świtu/ obudzić kwitnący sad/ posłuchać jak noc zasypia/ i płaczą trawy (…) Solecki dzwon/ zagrał panoramą gór/ Cud istnienia/ był ze mną.

Wydaje się, że poeta rodem z poezji Marianny Bocian, inspiruje się sekwencjami z tomu nieżyjącej wybitnej poetki, bo podtrzymuje semantykę opowieści o rodności ziemi w klimatach „Bliskie i konieczne" , pełni rolę piastuna codziennych czynności, utwierdza się skargą, że: „ wszystko przychodzi za późno" w wierszu „Boskie krajobrazy", mówi, że u niego wszystko jest za wcześnie; gotowość, czasu, radość z postrzegania bliskich, pochwała prac polnych, a słońce senne nad bruzdami… otulające szczapy ziemi, porównuje do dziecka…W wierszu pt. „Lato" ( str.13 )dodaje:

Jak szkrab niesforny w kapeluszu,
ubrane w resztki z liści brzozy,
przetkane trawą, tatarakiem,
jaśminem, szałwią, bzem czerwonym.

Cichutko przyszło bez rozgłosu
(…)
Zatem niesforne lato przyszło cichutko, jakby na stopach dziecka, nieustępliwe pełne słońca i rozkoszy…Lato jakby nie z tego świata, rozdające słowiki i zeszłoroczne pąki, rwące  się w spełnienie jak panna… Można by powiedzieć, że następstwo corocznego rytuału, ale poeta, jako serce i sumienie małej ojczyzny, co roku w tym przemijającym trwaniu, inaczej
w potrzebie pochwały, żeby utwierdzić się w swej krainie, jako w jedynym dobru i szczęściu. W dzisiejszym czasie w jego porywczym dążeniu, trudno jest dokonywać takich świadczeń, mówić językiem okresu poetów młodopolskich…Poeta uparcie i odważnie pokazuje nam co należy doceniać w życiu pozamiejskim poza gwarem i szumem,że najważniejsze jest to co ścieli się u stóp, i nie trzeba daleko szukać własnego szczęścia –    Powie w dalszej części w wierszu „Żniwne": żniwne gwiazdy/ zapalają wszechświaty, choć wszystkie noce przeżywa bardzo surrealistycznie, oznajmia w wierszu „Demony nocy", wiersz (str15): (…) Niesie na skrzydłach kruczych/ rumaki, rącze zjawy,/ demony piekieł. (…)
- Poeta pragnie jak najwięcej światła, tak że rozświetliłby sny – „Tańczą moce tajemne,/wirują dusze/ w objęciach nocy/ (…)

Październik, to wiersz (str.17) czas rozpamiętywania, refleksji wewnętrznej i bardzo osobistej pochwały krajobrazu, który jawi się być krajobrazem oryginalnym, gdzie mówi miedzy innymi słowy:
(…)
Solecka wieża w tym prześwicie
wystrzela bardziej wyrazistsza,
jest jak dostojna wież królowa,
taka wniosła, smukła, czysta.
(…)

Poeta – człowiek żywy… tutaj jak apostoł „świadek naoczny „ choć przybladł, jak zmierzch, rozświetlił niebo, tysiące planet…" jakby dostojnieje i pokornieje cały sobą oddany pośród dobytku, na końcu wiersza dopowiada ;
Widzisz – to okruch życia spada…

Ale przejdźmy do innych kreacji w dalszych wierszach…Strona 52, wiersz „Kasztanka":

Koń to był piękny, bo rasowy
inteligentny, zgrabna szyja,
jadł mi z ręki.

Od niej potomstwo miało klasę,
dziadek był koniarz od pradziada.

Najlepsze kare w okolicy
były od Jaśka i Mariana
(…)

Otóż wydaje się ta obserwacja bardzo znajoma, opisywana u innych poetów chwalących orność ziemi, jak u Tadeusza Nowaka może i Józefa Barana, ale znów z przejściem i rodem z semantyki poezji Marianny Bocian, choć wiem, że ta zbieżność jest na pewno przypadkowa. Autor mówi podświadomie o sobie, o swej młodości, wspomina nie tylko pradziada, „ śni mi się tętent naszych karych". Odchodzi i osuwa się, z tych krajobrazów w pojedynkę, jakby „ostatni Mohikanin" i bardzo powoli dokładnie, gdyż nikt dzisiaj taką radością nie płacze jak Witold Hreczaniuk z Gostomii. I kto wie, czy do takiej poezji mniej metafizycznej, nie surrealistycznej pasowałoby malarstwo surrealistyczne z krajobrazami wsi i miasteczka Marca Chagalla z Witebska, lewitowanie z Bellą, krówkami, dostojnością koguta, z kozłem nad płotami, falowanie – wirowanie we wspomnienie z przyszłości, w sen, który następuje już w kolorze spokojnego rozświetlonego wieczoru. Wydaje się, że poeta takiego zamysłu nie miał, ale moją rolą jest zauważyć, jakby z zaplecza: sielskość „Małej Ojczyzny" dziania się…w radosnym niepokoju rzeczy. Ale w tym tomiku są też wątki erotyczne, opiewające uroki najbliższej osoby Muzy Teresy, nasycone sacrum i profanum: wiersz pt." Anioł w ogrodzie" (str.35) mówi o zaczarowanym ogrodzie, z wątkami jakby z okresu młodopolskiego:
(…)
Modlił się anioł/ zauroczony miejscem, podparty skrzydłami/ zasnął, nie bacząc, że jest podglądany. /Obraz to czy złudzenie? Pora jest rześka/ - myśl jest pokusą:/ chcę go dotknąć./…/- Poprzedza poeta to wyznanie wierszem „Doznanie": „Zamykam usta dotykam warg/ każdym pocałunkiem/ przechylam puchar/ szczęścia.
Są to słowa nader wymowne, bez czuwania w erotyce  nie byłoby najmniejszego szczęścia, nie byłoby pochwały duchowej, a człek nie widziałby na wskroś. Obecny wszędzie poeta zaskarbia sobie miłość swoją opiekuńczością, nie tylko w tej którą kocha, ale i w otoczności krajobrazów „Bliskich i dalekich"…

Kończy poeta „Małej Ojczyzny" swój tom wierszy rozdziałem „Opowieści rodzinne" – jest to poemat wierszem zaczynający się od roku 1862, po przez szarugi i zawieje zaborów, gdzie rodzina piszącego o „Krajobrazach bliskich i dalekich" zapisała się w dziejach na dobre…"

Jan i hrabia dostali po dwadzieścia pięć lat katorgi./ Trzeci dzień, jak wysiedli z wagonów/na północy majaczał ciemny las tajgi./…/ - W szóstej zwrotce poematu poeta przytacza takie słowa: Od Rejowca gościńcem szedł zarośnięty człowiek./ Przez plecy miał przewieszoną wilczą skórę/ na ramieniu torbę, strzelbę i ładunki/ zmierzał do dworu./…/ Powiedz, że Jan Przychodzki/ przynosi wieści z Sybiru/ od Jaśnie Pana Janisławskiego/ dla syna.

W tej ostatniej części tomiku, przewijają się wątki historyczne, jakby sankconujace i potwierdzające eschatologię pisania Witolda Hreczaniuka, są one nakreślone w skrócie, lecz
o dziejach i tradycji rodzinnych. Poeta staje się  kronikarzem rodziny, poczuł w sobie „niepisany obowiązek" powiedzieć o tym co drzewiej swoim potomkom, choć nie będą zapewne rozumieć wielu spraw, w tym dzisiejszym obrazkowym świecie, w świecie dóbr materialnych, włączeni tresurą elektroniczną w nowy rytm świata. W swoim tomiku poezji na tych 70 stronach zakreślił poeta, jako historyk, owo koło tantryczne, którego trzymali się wszyscy w rodzinie, czekając na okrzyk: PUŚC! - Nakreślił słowiarz i tradycjonalista opowieść o „Małej Ojczyźnie" Gostomii. Iście to „ krajobrazy bliskie i dalekie" i potrzebne, tutaj podnoszą walor tego tomiku, gdyż pozostanie on chyba jako książka dziejów rodu
i Okolicy, chociaż poeta rodem z Plechowca z ziemi chełmskiej, tutaj kończył szkoły i Studium Nauczycielskie tu wrastał edukacją... Witold Hreczaniuk posiada wiele wiadomości o historii Polski ogólnej, nie tej której się sam był się uczył jako młodzieniec. Hreczaniuk zna prawdziwą historię latami zamazywaną zwłaszcza w okresie zamordyzmu gomółkowskiego, a później w czwartym zaborze Polski przez sowietów. Warto zajrzeć do tomiku pt. „Krajobrazy bliskie i dalekie", to żywe spotkanie z tradycją, nie tylko rodzinną polską. Te wiersze są zaledwie ułamkiem czasu, który dziś się nam już tylko nad ranem śni…



Witold Hreczaniuk, Krajobrazy bliskie i dalekie, Towarzystwo Słowaków w Polsce. 
Kraków 2012, s. 70.