Zbigniew Kresowaty - APO 2012 poemat nowoczesny FACECIK - BZDECIK

(czyli o nietypowych wydawnictwach i wydawcach)

Pisarka Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska z Poznania podarowała mi swój tomik „wierszy". Ujmuję  słowo wierszy w cudzysłowie dlatego, że będę poddawał pod dyskusję fakt, iż „Pani Egucka pisze wiersze", czy są to wiersze, czy tylko frazy do wiersza? – Spróbujmy to rozstrzygnąć. Po zapoznaniu się z treścią tomiku, rozpoznaję, że są to stricte - dedykacje wydane w 2011 roku. A podarowane mi na spotkaniu w Poznaniu, które zorganizował mi Klub Literacki Jerzego Grupińskiego w 2012 roku późna jesienią. Jest to książeczka kolorowa o treściach humorystyczno ironicznych, gdzie autorka neguje wszelkie zapędy tzw. „facetów" podszywających się pod ambitnych mężczyzn: odważnych, zuchów… startujących do kobiecego „puchu marnego" – Muszę, zatem w tym samym tonie, również ironicznie opowiedzieć o tym wydaniu z kolorowymi erotycznymi obrazkami artysty Grzegorzewskiego pt. „ PANI EGUCKA pisze wiersze" poobcować - Autorka jest pisarką, i jak mi wiadomo, jest to jej pierwszy tomik z zawartościami poetyckimi, który na użytek krytyczny nazwałem dedykacjami. Jak wspomniałem ogólnie Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska pisze prozę i to nowatorska bo z tzw. „wersalikami", pisze opowiadania , a nazywa ją „naukową" – ponieważ sama wymyśliła tę formę pisania i wprowadza do pisowni ją jako innowację postmodernistyczną w których to działaniach iście jest wiedza, żeby było bardziej ironicznie dodam, że tomik jest niezwykły, choć złości i oburza czytelnika i wprowadza go w stan lżenia a nawet złości z jego „ godności" osobistej…  Styl pisania pani Elżbiety jest iście dość nowatorski, a po przez to jakby jedyny w swoim rodzaju. Trudno nie reagować! - A dlaczego nazwałem te wiersze „dedykacjami" ? - Już na pierwszej stronie dedykacja odręczna brzmi: Prawdziwej Damie…i Wielce Szanownemu Mistrzowi Zbigniewowi Kresowatemu – zaszczycona spotkaniem Pani Egucka? czy autorka?" – poniżej następuje nieczytelny podpis Delesz… Hmmmm, otóż kiedy zajrzałem do wewnątrz od razu poczułem się jako pierwszy ważny w tej kolorowej książce, który ma dedykację łączącą się z pozostałymi, okazuje się, że dedykacja otwiera cały tok dalszych dedykacji innym mężczyznom ważnym dla pisarki - poetki, które są tytułami poszczególnych wierszy, a to brzmi m. innymi: NAWIEDZONEMU (str.13), CYNIKOWI (str.15), JUROROWI (str. 17), PRZYJACIELOWI (str.19), BLAGIEROWI (str.21),  teraz przeskakuję poszczególne dalsze strony, które są okraszone kolorowymi akwarelami , równie  rysunkami erotycznymi, a dalsze tytuły - wszystkie z dużej litery, brzmią: „A aaa KANTOWI" ( str. 25), „KAZIRODCY"(str. 29), „CNOTLIWEMU CASANOWIE" ( str.33),"SADYŚCIE" ( str.39), „ANDROPAUZUJĄCEMU" ( str. 41), „PSOTKOWI" ( str.51)," SNAJPEROWI" (str.63), „DWOM FACETOM Z RAJU" (str. 71) , „FINANSIŚCIE" (str.67), „RECENZENCIKOWI" (str. 75), itd.,… Później pojawia się poemat postmodernistyczno - nowoczesny pt. „APO 2012"gdzie na odwrocie strony tytułowej autorka dopisuje: „Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone"- Zatem czas przytoczyć kilka WIERSZY, a raczej aluzji do OWEGO męskiego świata przeżytego na nowo w tym tomiku dedykacyjnego...

NAWIEDZONEMU

W jakim pan towarzystwie
bywa, redaktorze B.
że ma pan czas, by każdej pani
włosek podzielić na czworo, na…
No, nie! A FE!!!

Niech pan zacznie grać/ w brydża, bo/ kto w brydża grywa/ widzi tylko głowy/ znikają grzeszne widoki/ dolnej dam połowy/ Gdzie ów damski włosek/ tkwi niepodzielony./

- Celowo cytuję dedykację NAWIEDZONEMU wg zapisu, a dalszą część szeregowym wersem, niech będzie także po nowatorsku, stąpając za urokiem pani Eguckiej, czyli pół wiersza inaczej i dalszą część tekstu inaczej, żeby było jeszcze oryginalniej, spróbujmy odczytać to słowami od tyłu!

JUROROWI

NA FALI pływali
jak RYBY W UKAJALI,
świń ci u nas przy korytach dostatek –
neosocrealiistycznie poetyzowali,
nawet BIAŁĄ FLAGĄ swych neopoglądów
powiewali – i  wygrywali!

Nagrody zebrali. Drukowali.
- Ławą, przyjaciele – w grupie recenzji siła –
nawoływali.

Nad losem DIE SCHONE SEELE się nie zatrzymali.

I ty mu wierzysz biedna dziewczyno, z poetki miną?
Twe szlachetne słowa nie zginą za jurora przyczyną!

On zajmuje się przecież przy korycie
ŚWINIĄ.

Z lewej strony tekstu widnieje kolorowy rogaty diabełek, nakreślony pędzelkiem jakby rysunek akwarelami, w ręce prawej coś trzyma, jest to NIC. Pani Egucka śmiało poczyna sobie, czasem usiłuje i pisze limerykami, czasem rymuje…tudzież mówi… kontynuuje fraszkami i aforyzmami lub synonimami?
Przejdźmy do dalszych tekstów, dedykacji zapisanych w tytule dużymi literami alfabetu, bo dużymi literami pani Egucka pisze także niektóre wyrazy w środku wersu, wyróżniając je, chyba jako bardziej donośne...



A aaa... KANTOWI?

Mimo męskiego kantu
przysłoniętego listkiem akantu
każda Maria Magdalena
jak trzeba
dostanie się do
NIEBA…
(…)

Przytacza Magdalenę braną jako pannę „złych" obyczajów w Piśmie Świętym przez cały ród ewangelistów męskich…  „Poetka", wbrew pozorom, pisze zaczepnie do męskiego rodu, głównie stylem Erosa.
Kolejna dedykacja wierszem na stronie obok, gdzie zbyt urodziwa DAMA  i  MEN z perfidną miną:

CNOTLIWEMU CASANOWIE

Pewnie klejnoty rodzinne
były bardzo intymne
i choć żądały od pań
cnoty
miały zawsze dużo
roboty.

Wnioskuję, że Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska „EGUCKA" działa z premedytacją, celowo naciera na „facetów", zapisuje frazy tak, żeby się rymowały… do śmiechu? - okraszone dość często już znanymi  powiedzonkami przekształconymi w „nie dokazuj Miła , nie dokazuj...". Na rysunkach - akwarelach, które towarzyszą wierszom celowo: malunek i wierszyk, idzie jako CAŁOŚĆ. Do każdej dedykacji kolorowy obrazek –scena erotyczna w trójkącie – istne marzenie dla kobiety dojrzałej, ukryty EROS… podobizna kobiety i mężczyzny w bliskości gotowej, żeby się nawzajem przelecieć, ale sprawcą jest zawsze FACECIK, a po orgazmie to już BZDECIK, niewart nawet wspomnienia: ÓW mężczyzna winien - przeważnie w roli kusiciela ogoniastego Czarta, albo figlarnego przebiegłego Rokity z „ogonem" z przodu, lub z tyłu i koniecznie z różkami, tudzież trafia się nagi kolejny AMANT, który dopada NAGĄ bezbronnie pokazaną Nanę, INNY zaś obłapuje CIAŁO DAMY. Te wesołe rysunki, które nazywam celowo  malunkami artysty pędzla Jana GRZEGORZEWSKIEGO, co tu dużo „gadać", dodają uroku całemu tokowi wypowiedzi i przyznać trzeba, że COŚ w tym zabiegu jako tomiku jest!
Egucka  przywdziewa tutaj maskę, jako „biorąca za udział" nieznanej kobitki, lub kocicy, która wczuwa się w rolę środowiska niełatwego, takiego co to nie dba o ambicję, ale ma swój honor! – niepoprawnych uliczników, nawet obszczymurów itp. facetów, jako mar nocnych, szukających przygód. A być może nawiązuje do środowiska deptakowego kolesiostwa... Jest pisarka TUTAJ jakby chwilowo poetką, bywa i słowiarzem – słowiarką, o ile tak można to podbarwić. Egucka próbuje wypracować jakieś nowe jakości w literaturze, które denerwują i psują świadomie czar namiętnych spotkań,  przywołuje łagodne wulgaryzmy, z autopsji (?) - czasem klnie, co stwarza pewnego rodzaju określenie W-PROSTactwo, takie jakie pasuje do danej wyróżniającej się postaci. Autorka zbioru próbuje  dostosować dedykację dla danej osoby, otoczenie i atmosferę i czaru, który pryska jak bańka mydlana, lub chce nawiązać do pewnych tendencji negatywnego bohatera, jaki daje się zauważyć i uchodzi w sztuce, np. w dzisiejszych interpretacjach muzycznych, tam gdzie potrzebny jest grymas twarzy, lub obskurne zachowanie, wytykanie brudnymi obgryzionymi paznokciami i palcami do oka kamery, lub pragnienie sprania frajera na przysłowiowe „kwaśne jabłko" po prostu za „żywota"…To środowisko bardzo pretensjonalne… Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska prowokuje i czerpie antropologicznie z zachowań, jakby już ugruntowanych – wyśmiewa nie prawdziwych mężczyzn, prawdziwych CYGANÓW, ale FACETÓW przygodnie napotkanych, i nie tylko tych, którzy "robią" rozrywkę, ale takich, którzy przeważnie bywają - są bawidamkami podrywaczami, czasem hochsztaplerami, bez sercowymi atrapami, niezdolnymi do kopulowania
i ambitnego współżycia… o kochaniu nie ma tu mowy! - którzy deklarują - a NIC nie mogą. Pisze autorka już na wstępie: „ Autorka MALOWANEGO FACECIKA - BZDECIKA  nosi duże kapelusze, bo rozmiar jej PUSZKI MÓZGOWEJ – 58,5 cm – tego wymaga: taki ZNAK CZASU – puszki kobiece się powiększyły. Istnieje tendencja dalszego ich wzrostu, choć nie będą to rozmiary BARANICH GŁÓW, ani głów z WODOGŁOWIEM.
Te rozmiary zarezerwował WŁĄCZNIE dla siebie pewien FACECIK – BZDECIK"

Autorka
Słowa w/w również na wstępie zbiorku od autorki pt. " Informacja Antropologiczna" zamieszczone są na str. 7, są dość wymowne i bardzo śmiałe. Pisarka próbująca  stać się  oryginalną używa celowo w zapisach WIELKICH liter, żeby powiększyć i pogłębić znaczenie tych zapisanych przez siebie słów, które dla niej są bardzo celem niż tytułem idące ku walorom estetycznym oraz znaczenia… Otóż zapytał mnie znajomy, znany, krytyk literacki: dlaczego piszę o tak dziwnej książce – odpowiedziałem - dlatego, że jest dziwna, prowokująca, kolorowa, erotyczna i zmysłowa, nie tylko z pomieszczonych w niej wielu zakładkach między dedykacjami. Jest pewnego rodzaju ekstrawagancją i demonstracją, chyba osobistą, przeciw naiwności. Idąc tropem Witkacego, przypomnę ci przyjacielu - mój kolego, co dokładnie powiedział Gombrowicz, a brzmi to mniej - więcej tak: „należy pisać TYLKO tak jak się czuje… czym głupiej tym mądrzej" - i coś chyba jest TUTAJ  NA RZECZ SAMEJ, w tych BZDETNYCH czasach.

- A na koniec „wiersz" (str. 11), który sankcjonuje co zauważyłem podsumowując, a co możemy zastać w zawartości tomiku i oglądania bardzo oryginalnych ciekawych plastikonów.

MALOWANY FACECIK – BZDECIK

Malowany FACECIK – BZDECIK
stale w natarciu na PANIĄ ZECIK
ona – DEBEŚCIAK
od A do Z,
a on tylko: BZDET.

Podziwiajmy więc, co to za
zuch,
gdy tak uparcie pragnie
panią ZET wprowadzić w
ruch.

Jej PUSZCZE racji bytu
Odmawia.
chcąc, by dolną część ciała
w obieg puszczała

Trudno, aby PANIĄ ZECIK
przebił swym ostrzem
MALOEWANY BZDECIK.






Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska, PANI EGUCKA pisze wiersze, Druk i oprawa: Perfekt – Gaul i wspólnicy sp.j. Poznań 2011 r.,  90 s.