Stefan Pastuszewski - Produkcja z odpadami

Euroamerykański raj? (winieta)

 

Produkcja z odpadami

Poskarżyła się mi Pani Mirosława, od 30 lat prowadząca aptekę z bezpłatnymi lekami, że musi tę placówkę zamknąć, gdyż nie ma już bezpłatnych leków, bo jeśli medykamentów jest za dużo, choć nie są przeterminowane, to się je po prostu niszczy. Pani Mirosławo, Pani się dziwi?
Mamy obecnie do czynienia z drapieżnym, czyli zwierzęcym kapitalizmem. Istotą jego jest wielkie żarcie ponad naturalne potrzeby i wielka produkcja, na którą zapotrzebowanie jest oczywiście sztucznie stymulowane. W ten sposób kreuje się mutacja człowieka konsumującego to, czego jego natura nie potrzebuje, a zarazem wpisanego – bez pełnej przy tym świadomości - w obłędny obieg pieniądza. Istotą kapitalizmu konsumpcyjnego jest szybki bieg pieniądza; wygrywa ten, kto najwięcej na tej karuzeli schwyci banknotów i monet, ale też zaraz obskubują go inni wydzieracze, jako, że za wszystko dziś trzeba płacić. Działanie bezinteresowne jest naganne; za darowizny urząd skarbowy wlepia horrendalne podatki. Współczesny mutant musi być bowiem przywiązany do pieniądza i wraz z nim wirować w szalonym tańcu, jako że współcześni kapitaliści nie mają swych realnych kapitałów w bankach (tam są tylko wirtualne liczby, którymi manipulują bankierzy; ta część kapitału nie ma pokrycia w produkcji), tylko opierają się na owej karuzeli rynkowej, choć ich karuzela jest już wirtualna. Nie chcą więc nic stracić poprzez oderwanie towaru od kapitału, a taką stratą jest właśnie darowizna towaru. Współczesna gospodarka nie jest więc gospodarką towarowo-pieniężną, tylko pieniężno-towarową, a to wielka różnica. To nie pieniądz jest środkiem wymuszającym obieg towaru, tylko towar, obojętnie jaki, dobry czy zły, potrzebny konsumentowi czy nie, jest narzędziem obiegu pieniądza. Wszystko więc stanęło na głowie, nogi człowieka oderwały się od ziemi i biegną gdzieś w sztucznym świecie betonów, ceramicznych i plastikowych płytek, giełdowych parkietów.
W tej indywidualizacji konsumpcyjnej, bo zatłoczony dzisiejszy rynek daje wiele możliwości wyboru i każdy konsument może poczuć się zindywidualizowany, na swój sposób wolny i inny, nawet lepszy, bo kupujący inne, nawet lepsze towary niż jego sąsiad. W tej wolności-niewoli wielkiego żarcia i pracy bez realnego sensu współczesny człowiek zrywa tradycyjne więzi z religią, państwem, narodem, kulturą, społecznością lokalną, rodziną. Ma dobre samopoczucie, gdyż cieszy się ze swobody konsumpcji. Daje mu ono subiektywne poczucie wolności. Paradoksem jest, iż ta hedonistyczna wolność pozostaje zniewolona przez popędy.
Jego przestrzenią życiową, powietrzem wręcz jest konsumpcja i stymulujący ją rynek. Rynek – władca, bo człowiek w takiej sytuacji jest tylko dodatkiem do rynku i zmienia się w towar, bo tak też traktują go współcześni kapitaliści. Komuniści mówili o masach, kapitaliści XXI wieku mówią o kapitale ludzkim. Tak, kapitale, bo do niego, na tej szalonej karuzeli rynkowej przyklejony jest pieniądz. Ludzie są więc współczesnym kapitalistom bardzo potrzebni jako konsumenci towarów i dlatego też podtrzymują ich egzystencję produkcją taniej, choć niezdrowej żywności. Ale na tyle zdrowej, że przez tych 30-40 lat aktywności włączą się ci podtruwani konsumenci w bezmyślny proces żarcia, wydalania (wielkie kapitały zbija się na odpadkach), wydatkowania energii w nikomu niepotrzebnej pracy, zabiegania i rozrywki. Taki człowiek-niewolnik rynku, człowiek-towar jest najbardziej pożądanym modelem w niemiłościwie nam panującym kapitaliźmie konsumpcyjnym.
A może jednak miłościwie, Pani Mirosławo? Coś musi przecież ten świat organizować, coś go w kupie trzymać. Jeśli nie Bóg, który podobno umarł, to co? Kapitał i towar, konsument i producent. To chyba nawet nie jest jednak najgorsze, bo nażarty i zblazowany człowiek nie wszczyna wojen. A że czasem kogoś w swej, pozbawionej moralności egzystencji zarżnie czy skrzywdzi, to już tylko odpad produkcyjny. Czy widziała Pani kiedyś produkcję bez odpadów?

Również tego autora