Milena Andrzejewska - Euroamerykański raj? MADE IN POLSKA…

Dyskusja na temat Euroamerykańskiego raju odbija się coraz to szerszym echem. Temat jak najbardziej godny refleksji. Problem wręcz wymagający pochylenia się nad nim.
Stefan Pastuszewski numerze VIII s. 18 pisze o człowieku żrącym, jako  konsumpcyjnym niewolniku własnego ego. Porównuje ludzi do nażartych oszołomów, istoty wyposażone w subiektywną jedynie wolność, w rzeczywistości podatne na uzależnienia, tracące kontrolę nad własnym życiem. Krytykuje współczesną organizację świata euroamerykańskiego, świata konsumpcyjno - prodykcyjnego.
I to właśnie ta organizacja jest obszernym problemem i jednocześnie centrum dyskusji.
W numerze X  s. 19 Ariana Nagórska zatytułowała swój artykuł „Jaśniepaństwo bełkotu". Przywołuje wypowiedź Stefana Pastuszewskiego i podany przykład kobiety, której mieć bilet równa się mieć mandat. Jednak nie tylko ubytki w zasobie słów są sporym problemem. Autorka krytykuje „reformę" szkolnictwa, która tak naprawdę niczego nie poprawiła.
Moim zdaniem krytyka jak najbardziej uzasadniona. Dzieci w szkołach uczą się najpierw historii Ameryki i krajów europejskich a dopiero na szarym końcu Polski. Zwykle temat ten poruszany jest w czerwcu, traktowany po macoszemu, gdy wszystkim w głowach wakacje. Przeciętny gimnazjalista doskonale wie kim był Steve Jobs, zna odpowiednią kolejność prezydentów USA i potrafi dokładnie wskazać datę, kiedy padły wieże WTC, ale ma już ogromny problem z tym, w jakich latach były rozbiory Polski, dlaczego tak głośno o Katyniu i co niesie z sobą święto 3 Maja.
Młodzi ludzie nafaszerowani wiadomościami spoza granic kraju, usilnie przenoszą amerykańskie wartości na polskie tradycje, kulturę i język. Paradygmat słownictwa polskiego zmienia się jak w kalejdoskopie, niestety, na gorsze. Ulega dewastacji, regularnie gwałcony przez Polaków język polski. Nie ma on już czasem siły aby się bronić. Bo przecież zamiast „przepraszam" jest „sorry", które doczekało się takiego „zadomowienia", że staję się nawet „soreczką" i „sorką". W piątkowe popołudnie na starym rynku jest  ful ludzi, a nie dużo. I tak oto mamy ful serwis i ful wypas w mega zmakdonaldyzowanym, o zgrozo, społeczeństwie.
Amerykanizacja języka polskiego objawia się także w produkcjach telewizyjnych programów, inspirowanych wzorcem  zza Oceanu, jak obrazuje  to Michał Pasternak w nr X s.29. Klony Big Brother, Idol, Must be the Music, Mam talent, X Factor etc.
Warto również  wspomnieć o nazewnictwie sklepów: Auchan, Caffefour, Géant czy Leroy Merlin. Jak wymówić gdzie zrobiło się zakupy?
Stefan Pastuszewski neguje sposób nauczania czwartoklasistów, prezentuje przykład domu, w którym to pokój z kinem domowym i komputerem staje się dla mieszkańców swoistą świątynią. Krytyka słuszna.
A gdzie miejsce dla rodziny? Gdzie jadalnia, w której wspólnie zasiada się przy stole i porusza zróżnicowana gamę tematów, gdzie bliskość, czas na  spacer, kawę?
Te wartości zostały zdeterminowane przez kanały Cyfrowego Polsatu i to w rozdzielczości HD, bo jakżeby inaczej. Model współczesnej rodziny zaczyna mnie przerażać.
Małżeństwo siedzące na kanapie, z niebywałą ignorancją dla całej reszty gapi się w gadające, plazmowe głowy. Dzieci z laptopem na kolanach lub tabletem w ręku. Umysły tragicznie zniewolone, karmione szczątkowymi faktami, zubożały przekaz w 3D.
Człowiek, którego konsekwentnie wdeptuje w ziemię era komputera.
Andrzej Chodacki w numerze IX s.3  porusza motyw wolności, która współcześnie okazuje się źródłem zła. Bowiem wolności, z której korzystają dziś ludzie, coraz częściej brakuje granicy.
Trafnie analizuje społeczeństwo, klasyfikując je jako „przeżuwaczy chipsów", dodałabym jeszcze kebabów, frytek i jakże amerykańskich cheeseburgerów.
Tyle lat nasz kraj bronił się przed zniewoleniem, gdy tymczasem niektórzy świadomie
i bez żadnych skrupułów ,sami sobie oprawcy, dają się zniewolić. Z rozpierająca dumą czynią sobie dobrze. A co się będą ograniczać, skoro istnieje na to masowe przyzwolenie!
Nikt nie chce sobie niczego żałować.
W marketach i klubach postawiono automaty, można tam bez problemu zakupić prezerwatywy, oczywiście dla bezpieczeństwa, bo rzadko kto pomyśli, że to już deprawacja, sfera intymna wymieszana z błotem, teraz wszystko takie bez zobowiązań, wolny związek, najpierw łózko potem więzi, moda na burzenie konwencji i odwracanie kolejności, sfera seksualna nie jest już intymna, miłość można sobie kupić a fizyczność dostać za 1 zł  z automatu. Obraz rodem z Ameryki, brakuje tylko powielenia tego pomysłu w szkołach. Bo przecież sfera duchowa i emocjonalna nie ma tu żadnego znaczenia, seks już nie jest tabu a skromność dawno odeszła do lamusa. A jeśli cos jest tabu?
To facebook powie Ci wszystko!
Model dzieciństwa sprzed kilkunastu lat już jest niepowracalną utopią.
Wspólne spacery, skakanie w gumę, mali pogromcy zła. Dziś- pokolenie facebook’a  nie rozmawia. Pisze. Właściwie wypluwa treści, które Internet pochłania niczym gąbka. Bo na fejsie można powiedzieć wszystko, skomentować co się lubi a czego nie, z kim tym razem tworzy się związek, jak wyglądały ostatnie wakacje i nowonarodzone dziecko. Żałosny obraz wirtualnego życia. Zdecydowanie wolę być offline.
Człowiek żegluje po wzburzonym morzu nieprawdy i ociemniałości, wpółświadomie coraz bliższy Scylli i Charybdzie. Nie mieliśmy szklanych domów a teraz coraz mniej domów pełnych tradycji i miłości.
To nie jest raj.
Człowiek staje się bezmyślną maszyną, sprytnie  sterowaną i odporną na kulturę, ulega naturalistycznym popędom. Przylgnięty na stałe do kanapy, karmi się próżnością.
Czy na ulicach za kilkanaście lat będziemy oglądać nowy gatunek homo americanus?
Niekoniecznie.
Należy łaskawiej potraktować problem i zastanowić się nad jego przyczyną.
Może ludzie poszukują za oceanem czegoś, w co Polska jest uboga? Niestety zdarza się tak, że rynek naszego kraju i to, co może on zaoferować,  nie odpowiada gustom. Wolimy bazować na amerykańskich produkcjach, ponieważ są bardziej interesujące, łamią pewne konwencje, odzwierciedlają to, co dzieje się w „Wielkim świecie". Nawet ci, którzy stronią od takich zachowań, sami wpędzają się w pułapki. Prawie każdy przynajmniej raz był w
Mc Donaldzie , używa zagranicznych perfum, nosi odzież z metką kompletnie nie polskiego pochodzenia, słucha nie polskich, a amerykańskich piosenek i zna na pamięć angielskojęzyczne frazy. Dziś już prawie każdy jest użytkownikiem popularnych portali społecznościowych typu facebook, żyje w biegu i zdarza mu się powiedzieć za to  „sorry". Nie oszukujmy się, gdyby oddzielić to, co zagraniczne i korzystać wyłącznie z tego, co polskie, to mogłoby się okazać, że nawet lodówka opustoszeje. Nie ma co ukrywać, społeczeństwo podziwia nowości i udogodnienia z zachodu, tylko dlaczego?
Może to nie Polak jest podatny tylko nasz kraj jest zbyt ubogi w atrakcje atrakcje?
To należy przedyskutować ze swoim sumieniem. Wszędzie jest granica, choć cienka , ale dla chcącego-widoczna.