Elżbieta Stankiewicz – Daleszyńska - CZERWONE USZY MECENASA(3)

– Dzisiaj będziesz musiała bawić się z nimi dłużej - Duliniec nie wrócił. Wszystkie jego lekcje spadły na mnie - zawołała Gertruda - Żanna, dźwigając całą naręcz uczniowskich zeszytów w granatowych okładkach, z białymi naklejkami, na obrzeżach powycinanymi fantazyjnie w ząbki.
Duliniec zazwyczaj - obwiązany swym cieplutkim szalem - znikał na całe noce, a kiedy wracał nad ranem, mawiał przestraszony do napotkanej przy wygrzebywaniu popiołu z pieców PANI EGUCKIEJ :
– Dziecko. Wszystko to tajemnica ! Wielka tajemnica… cichooo… przykładał palec do ust, i skradając się przez pokoje na palcach, rozglądał się.
Uprzejma PANI EGUCKA, bagatelizując swoje pospolite czynności, odpowiadała wytwornym głosem, cytując słowa matematyka Kluskowskiego z nauczycielskiego Seminarium:
– Tak, tak ! Kto wie, to wie, a kto nie wie nigdy wiedział nie będzie…
– Cóż za inteligentna dziewczynka, wszystko zrozumiała - jęknął Duliniec i znikał w pokoju masonów.

Tak, dziwne, dzisiaj rano PANI EGUCKA nie spotkała go, toteż pobiegła do pokoju masonów. Drzwi zastała rozwarte na oścież, stanęła w progu - ich czarne ściany pozaklejane były niebywałymi plakatami, w pokoju masonów walały się na podłodze jakieś przedwojenne księgi rachunkowe, a ich dwumetrowe nieomal karty z kremowego papieru, poprzedzielane były poziomo - czarnymi, zaś w rejestrach czerwonymi liniami.
Duliniec wyrywał te karty i kaligrafował na nich i po polsku, i po francusku jakieś tajemnicze napisy - jeden z nich głosił:
RZECZYWISTOŚĆ JEST ZAWSZE ZMYSŁOWA: drugi - TAJEMNICA, WIELKA TAJEMNICA, trzeci: - JEŚLI ZNIKNĘ TO BĘDĘ W ZAŚWIATACH.
Oprócz plakatów, w pokoju na podłodze leżał materac, stół - zarzucony starymi foliałami, po kątach stały butelki po francuskim winie, wysokie okna o kryształowych, ręcznie lanych szybkach, zasnuwały pajęczyny.
Odkrywszy, co stało się z Dulińcem, PANI EGUCKA zbiegała do klasy i przerywając Gertrudzie - Żannie naukę rosyjskiej piosenki: - BURJA MGŁOJU NIEBA KROJET, krzyknęła przerażona, jednym tchem !
– Duliniec jest w ZAŚWIATACH !!! Widziałam ! Zniknął wieczorową porą. Miał długi czarny płaszcz, przewiązany w pasie białym, jedwabnym szalem.
Nigdy już nie wrócił. Szeptano, że był SZPIEGIEM , ale czegóż to ludzie nie wymyślą. Jego skromny dobytek Galareta kazał wynieść do starej kuchni.

– O czym ja rozmyślam ! Po co mi ten Duliniec - zdenerwowała się sama na siebie PANI EGUCKA. - Mało mam zmartwień i oczekiwań na werdykt białego ? A te kiczowate hasła Dulińca ? Czy tylko wytwory zamroczonego starymi rocznikami francuskich win umysłu. Czy jakieś konkretne dla kogoś informacje. Może to nie tylko szczury buszowały po nocach w tunelach ścian pałacu pana von HOFF. Może uchylone drzwi ROTTE WERANDE, stanowiły łatwy dostęp do informacji pozostawianych w masońskim pokoju - na systematycznie przez Dulińca wydzieranych kartkach z przedwojennych, ksiąg rachunkowych. Czemu Duliniec tak przykładnie, o określonych godzinach pełnił dyżury na ROTTE WERANDE ? Czego się bał ?
A jednak nie zniknął ! Był w zaświatach i z nich powrócił. Po latach Gertruda - Żanna spotkała go w przedziale pociągu relacji Berlin - Poznań - musiała przyznać, że tym razem PANI EGUCKA nie fantazjowała - miał na sobie czarny znoszony paltot przewiązany białym jedwabnym szlem. Przechodząc obok Gertrudy - Żanny, szepnął konfidencjonalnie:
– TAJEMNICA. WIELKA TAJEMNICA. Wróciłem z ZAŚWIATÓW.

Czy ona - PANI EGUCKA - nie powinna również wybrać się w zaświaty ? Wszystko, przecież obecnie wokół jej spraw sądowych dzieje się na powierzchni - W ŚWIECIE. Wszystko, czego nie rozumie, lub nie wie, dzieje się pod powierzchnią ! Nie, to nie są dulincowe  ZAŚWIATY. Są to raczej jakieś brudne PODŚWIATY, ścieki ŚWIATÓW, kanały - straszne miejsca w których fermentują fekalia tak ohydne, że popioły z żadnych popielników ich nie zasypią.
Zatem tylko ZAŚWIATY mogłyby pokonać PODŚWIATY - Duliniec musiał to wiedzieć - musiał wprzód bardzo dobrze poznać otaczający go PODŚWIAT, by udać się dobrowolnie do ZAŚWIATÓW.
Ależ ! Czyż brnąc od tyłu już lat przez ową stale zaciemnianą sprawę sądową Szlacheckiego - juniora - zaciemnianą na każdej kolejnej rozprawie sądowej, nie dotarła już do tego PODŚWIATU ? Jego odór nawet dla zaizolowanej zapachami jaśminu, płynącymi z wiszących ogrodów dzieciństwa - pięknych NADŚWIATÓW - PANI EGUCKIEJ - staje się wyczuwalny.
Najwyższa pora rozpoznać możliwości przeciwnika.
Prędko ! Nie dysponuje przedwojennymi księgami rachunkowymi, ale mogą się przydać ogromne karty - starych kalendarzy ! Tak. Już pisze na odwrocie jednej z nich mazakiem ! Gryzmoli nerwowo - nie zna kaligrafii - tego piękna zaklętego w literę.

NIE ZNIKNĘ. SPRAWDZĘ TYLKO, CO SIĘ DZIEJE PODŚWIATACH. PANI EGUCKA.

Nie, nie pójdzie do kancelarii Viktorii - na to za wcześnie. Ponownie się uda do kancelarii NAUKOWCA. BEZJAJECZNEGO ?! Viktoria w swej zacności go nie doceniła ! Ładne mi skrzyżowanie nauki z owcą, a jeszcze gorzej: z baranem ! Raczej: z wilkiem.
Ładny mi bezjajeczny ! Toż ta jego nauka, to skrzyżowanie ŚWIATA Z PODŚWIATEM, a jeszcze gorzej: z czarną dziurą. Toż to ANTROPOFAG !
Antropofag, który nienawidzi ludzi, on się ich boi. Dlatego ich pożera.
Dopiero teraz PANI EGUCKA zrozumiała, że takim antropofagiem był Galareta - był tchórzem.
Postanowiła ponownie się spotkać z mecenasem - antropofagiem.
W poczekalni kancelarii było tłoczno - na mecenasa oczekiwała spora grupa Romów - ze szczępów rozmowy można było wywnioskować, że chodzi o jakąś groźną kolizje drogową. PANI EGUCKA przysiadła lekko na metalowym stojaku na parasole - tuż przy wejściu – wszystkie fotele wypełnione były po brzegi, a nawet poza brzegi zwalistymi ciałami Cyganów. Był tam również jakiś młody człowiek, który nerwowo ściskał w ręku teczkę z dokumentami - jak koło ratunkowe. Przysłuchując się jakimś zaskakującym argumentom tych krewkich mężczyzn, zapytał naiwnie:
– I Sąd wam w to uwierzył ?!
– Sąd może i nie uwierzył, ale najważniejsze, że mecenas uwierzył - odpowiedzieli chełpliwie i się zaśmiali, jakimś dwuznacznym śmiechem.
– Dobrze, że tu przyszłam - szepnęła do siebie PANI EGUCKA. - Trzeba jednak wiedzieć, co dzieje się w PODŚWIECIE.
Wbiegł mecenas, zaskoczony widokiem PANI EGUCKIEJ siedzącej na stojaku na parasole, zażartował:
– Mam rozumieć, że przyszła pani do Canossy, bo między dżentelmenami o pieniądzach nie może być mowy, prawda - dodał ironicznie, podając jej uprzejmie rękę, by łatwiej było PANI EGUCKIEJ wstać z twardej konstrukcji.
– Najpierw pani - rzekł do grupy mężczyzn. Był tą wizytą wyraźnie poruszony. Ciekawość kazała mu mieć ją jak najprędzej za sobą.
– Ma pani dla mnie ponownie pełnomocnictwo pana Szlacheckiego ?
– Nie - powiedziała sucho PANI EGUCKA.
– Więc mam zapewne świadczyć pani jakieś porady prawne. Jestem ciągle gotów. Opłaciła pani moje usługi - rzekł ironicznie.
– Można to chyba tak ująć - zastanowiła się PANI EGUCKA. – Ściślej mówiąc: chciałbym się dowiedzieć, co się dzieje w PODŚWIECIE sprawy. Mija przecież kolejny rok, a ów biegły, na którego pan mecenas tak skwapliwie przystał, milczy - do tej pory nie przysłano mi jego ekspertyzy z Sądu.
– Czy może mi pani łaskawie wyjaśnić, co pani rozumie przez PODŚWIAT SPRAWY - wykrztusił mecenas, domyślając się jakieś pułapki.
– Pan profesor wie to najlepiej, zajmuję się pan przecież taką nauką która jest skrzyżowaniem ŚWIATA z PODŚWIATEM, a jeszcze gorzej: z CZARNĄ DZIURĄ - wie pan, w moim przypadku, jest to RURA W DZIURZE, a może DZIURA W RURZE - mówiła bardzo poważnie PANI EGUCKA. - Na persyflaż nie ma paragrafu - prawda ? Ale to, co mówię, to nie persyflaż - żeby dotrzeć do sedna sprawy, muszę poznać jej PODŚWIAT - powiedziała nieomal groźnie PANI EGUCKA - Muszę pana przekonać… zmusić - jeśli będzie trzeba… PANI EGUCKA zacisnęła mocno dłonie na brzegu biurka.
– Do niczego pani nie może mnie zmusić, a to co pani mówi, to prawie groźby karalne. Może jeszcze tydzień temu, inaczej bym zareagował na pani emocjonalne wystąpienie, ale dziś… Mogę tylko tyle pani powiedzieć, że nasz cały - jak to pani nazwała nie bez racji - PODŚWIAT się zawalił. - powiedział jakby do siebie mecenas, wpatrując się w złotą stalówkę swego parkera.
– NASZ ? To znaczy czyj - powiedziała już spokojnie PANI EGUCKA. - Tak, tak - powiedziała w duchu - DYZIO miał rację, jak chcesz wiedzieć, co myśli przeciwnik, - zdenerwuj go ! Udało się odegrać rolę skutecznie - była przecież zawsze najlepszą aktorką w teatrzyku Gertrudy - Żanny.
– Nieważne… - mówił mecenas wpatrzony w blat biurka. - Wszystko już nieważne.
– Dla mnie najważniejsze ! - rzuciła stanowczym głosem. - Co z tym biegłym, czemu nic nie robi od roku?
– Bo od roku nie żyję. No… bardzo rzadko, bardzo rzadko takie sprawy się w sądzie zdarzają, ale - jak pani widzi - zdarzały się. W związku z tym wydarzeniem, nowy sędzia wystąpi w sprawie, nowy biegły będzie powołany - w sumie: za jakiś miesiąc… dwa, sprawa ponownie stanie na wokandzie.

PANI EGUCKIEJ naraz zakręciło się w głowie, usiadła bliżej okna, na fotelu stojącym przy bocznym stoliku. Jej jasna cera stała się nieomal przeźroczysta. Ujrzała drapieżne oczy, okolone pełnymi brodawek powiekami - z nadmiaru cholesterolu w organizmie - i krzaczastymi brwiami, i usłyszała chrapliwy głos Cyganki:
– Śmierć urzędowej osoby wszystko zmieni na lepsze, jeszcze ty swoje szczęście zobaczysz.
– Dobrze się pani czuje - denerwował się mecenas. - chyba mi pani nie zemdleje ! - wołał bardziej z troski o swój spokój, niż o zdrowie PANI EGUCKIEJ. - Może wody… nie… może koniaczku ?
– Jeszcze mnie otruje - przeraziła się PANI EGUCKA. - Wszystko jasne - nie ma już żadnego PODŚWIATA. - głośno dodała:
– Poczekam na wezwanie z sądu… dziękuję za informację… dojdę do wyjścia sama. - wyszła, nie podając mecenasowi ręki.
Tuż za nią, ogromna czereda Romów, gestykulujących i krzycząc, wtargnęła do kancelarii. Mecenas budował nowy PODŚWIAT.
Była późna jesień, PANI EGUCKA ciaśniej okręciła wokół szczupłego ciała swoje karakułowe futerko, nowy popielaty botek uciskał ją w palec - zawsze dokuczał, był dłuższy od innych - i przywoływał do przytomności. - wciąż jeszcze była blada; - jak bym nałożyła na twarz maseczkę wybielającą z twarożku - skonstatowała, przyglądając się sobie w lustrzanym oknie wystawowym jakiegoś pasażu.
Z czego buduje się taki PODŚWIAT - rozmyślała, by zapomnieć o za ciasnym buciku ? Na pewno z wszystkiego co jest POD… A więc: z podszeptów podłości, podszczypywań, podsłuchów, podmizgiwań, podkopywań, podrabiań, podstawiań, podmieniań, podkęceń, podszczuwań, podsuwań…
No, jeszcze: podburzań, podbechtań, podchmielań, podejrzeń, poderżnięć, podglądań, podjudzań, podniet, podtekstów ! Oczywiście ! Jeszcze z PODWAŻAŃ - PANI EGUCKA - świadek niewiarygodny.
To na pewno nie wszystko. Są jeszcze takie POD o których się nie śniło filozofom !!!
Wszystkie je zna i stosuje mecenas nazywany przez PANIĄ EGUCKĄ ANTROPOFAGIEM – bo już nawet nie NAUKOWCEM.

W mieszkaniu nie było nikogo - Szlachecki wyszedł do agencji, zapłacić rachunki za media, tylko że ścian - z aprobatą - spoglądały na PANIĄ EGUCKĄ konterfekty. ICZÓW i SZLACHECKICH.
PANI EGUCKA z ulgą zrzuciła z nogi przyciasny botek, odstępując od wszelkich szanowanych przez nią zasad, rzuciła karakułowe futerko na dywan wyszarpnęła szufladę sekretery, bez żadnego szacunku dla leciwego BIERDERMEJERA, przetrząsając bezceremonialnie jej zawartość. Po chwili wydobyła z niej jakiś druczek, wyszukała zapisany na nim numer telefonu i połączyła się z nim. Odezwał się głuchy sygnał, po sygnale - nieomal natychmiast - ochrypły, gruby kobiecy głos zapytał;
– Słucham.
PANI EGUCKA zdecydowanym głosem zapytała:
– Mieszkanie inżyniera Wańtucha ? Można go poprosić do telefonu ? Ja w sprawie systemów grzewczych…
– Bardzo mi przykro - ochrypły głos lekko zawirował - mąż już od roku nie żyję.
– Coś takiego - udała zdziwienie i przykre zaskoczenie PANI EGUCKA - każdego roku sprawdzał moją instalację grzewczą ?  Jak to możliwe ? Taki energiczny człowiek. Bardzo pani współczuję - łgała, niczym kapitan Sowa na tropie. - taki detektyw serialowy, bo przecież choć raz i PANI EGUCKA musiała obejrzeć jakiś serial.
– Proszę pani - rozgadała się naraz OCHRYPŁA - to przez ten Sąd !
– Miał w sądzie sprawę ? Czy to możliwe ? Taki fachowiec - przedłużała rozmowę PANI EGUCKA, nie bacząc, że Szlachecki znowu będzie w amoku, kiedy dostanie do ręki rachunek telefoniczny.
– Nie on - zaprzeczyła Ochrypła - był biegłym sądowym. Przyniósł jakieś akta z sądu, całe popołudnie je czytał. Bardzo się nimi przejął. Wieczorem dostał telefon od jakiejś BABKI, która go czasem zatrudniała, - w takiej zagranicznej firmie, budzie przeklętej, bo z jakimś Budą się kumał - inżynierowa chrypiała pospolitym językiem - Babka musiała mieć o te papiery jakieś pretensje, czy coś takiego, bo mąż krzyknął głośno: - Niech mnie pani nie straszy. Nie mogę zrobić więcej niż mogę. Potem cisza - babka pewnie gadała - znowu mąż krzyczał: - Wiem, że może mnie pani wykończyć… przez noc się zastanowię… koniec tematu !
Wyszedł z pokoju cały czerwony na twarzy, pewnie ciśnienie mu skoczyło. Powiedział do mnie: - Helcia, zrób mi kawę - ale szatana - bo będę do rana pracował. I nie przeszkadzaj mi - i SZLUS !
Jak pracował, to zawsze mnie OCHRZANIAŁ, jak zaglądałam do pokoju, to mu tam nie przeszkadzałam. Rano weszłam po filiżankę, a on na tych papierach leży, twarz strasznie wykrzywiona taka - załkała - pogotowie od razu powiedziało, że pewnie już po nim, choć żył jeszcze.
Żył jeszcze jedenaście dni, ale przytomności nie odzyskał - zakończyła pełną bólu opowieść inżynierowa.
– Trudno wprost tego słuchać, a cóż dopiero przeżyć coś takiego - powiedziała szczerze PANI EGUCKA. - Naprawdę pani współczuję i życzę spokoju, serdecznie pozdrawiam.
Odłożyła telefon: - To niesamowite ! Żył jeszcze JEDENAŚCIE dni - Jedenastka - nowy numer ich domu - w odróżnieniu od trzynastki, przyciągającej złe moce, chroni ! Przypadek to jakiś czy może znak ? Czy omen dla niej, czy dla tej ISTNEJ KANT ?
ŚMIERĆ URZĘDOWEJ OSOBY ? - a JEDNAK. - zamyśliła się.
Zaczyna się oto ZWROT W SPRAWIE : nowy sędzia, nowy biegły, nowa mecenas Viktoria… jeszcze wróci do ciebie szczęście…
Chwilę ważyła telefon w ręku i po zastanowieniu, ponownie wybrała numer.
Tym razem mecenas odebrał natychmiast.
– To pani - rzekł niepewnym głosem.
– Tak, to ja. Powiem krótko: z tej góry pieniędzy, którą panu zapłaciłam odda mi pan połowę - powiedziała stanowczo.
– Któż to mnie zmusi ? - zapytał wyniośle - mało ma pani kłopotów w sądzie.
– Nie będzie żadnych kłopotów - powiedziała PANI EGUCKA - a zmusi pana do tego pański honor i honor pańskiego zawodu.
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała martwa cisza i PANI EGUCKA sądziła, że rozmówca się rozłączył, ale naraz odezwał się przesadnie grzeczny głos:
– Wypłacę pani tę sumę, proszę przyjechać od razu, bo właśnie dostałem gotówkę od Romów. -  prosta sprawa.
– Dziękuje. Będę za pół godziny - odpowiedziała PANI EGUCKA dystyngowanym głosem.
– Ależ boli mnie ta stopa - muszę zanieść botek do szewca - no, ale coś za coś - jestem wręcz w szoku - mówiła po powrocie do domu, potrząsając i przytupując bucikiem, by go nieco rozruszać i ściągnąć z nogi.
– Przecież nie masz pieniędzy, więc co to jest to COŚ i ZA CO ?
– To jest to COŚ za obolałą stopę ! - krzyknęła PANI EGUCKA podekscytowana wykładając, metodycznie opakowaną przez mecenasa, paczkę pieniędzy.
– Ten człowiek zwrócił ci pieniądze ? Jak tego dokonałaś ?
– Nasi ojcowie dogadali się w ZAŚWIATACH, no bo nie PODŚWIATACH.
– Znowu coś wymyślasz - cała PANI EGUCKA.
– Wymyśliłam też, że połowa z tego, dla Viktorii, a połowa… nie będziemy tu całe  Boże Narodzenie rozmyślać o czekających nas rozprawach, ani niańczyć wiecznie niezadowoloną KETY, niech choć raz zrobi święta dla swojej rodziny sama, damy im prezenty i wyjedziemy na tydzień do Zdrojowiska.
Zdrojowisko nas uszczęśliwi i da zapomnieć o złych chwilach, no i przestrzeń, pokona CZAS oczekiwań na ostateczny werdykt.
– Pomysły PANI EGUCKIEJ… cóż warte by było bez nich moje życie… z PANIĄ EGUCKĄ - wszystko, jak w bajce - kończy się szczęśliwie.
– Bo PANI EGUCKA ma szczęście wypisane na dłoni ! - rzuciła, przebierając się w swój domowy, spodenkowy strój.
– Ja też - ucieszył się Szlachecki - też mam szczęście, bo spotkałem na swojej drodze PANIĄ EGUCKĄ.
– Bo szczęście się po prostu ma, jeśli jest wypisane na dłoni, no… nie tylko - czasami SPADA Z NIEBA. Taka IMPRESJA AKARDII.