Ariana Nagórska - Nieosiągalni chwilowo

Marzy mi się telefon co zbyt materialnym
do głów (dla edukacji) wbija jedno słowo:
Abonent zmarły zawsze jest nieosiągalny
chwilowo…chwilowo… chwilowo…

Na określenie nieosiągalni chwilowo nowocześni nie reagują obłędem, stuporem czy amokiem tylko dlatego, że go zwykle nie rozumieją. Kiedy wyjaśnię, że nieosiągalnymi chwilowo nazywam zmarłych – od razu mają bajobongo! Im ktoś bardziej zmaterializowany i przyziemny, tym ostrzej mu pod czaszką zaczyna kołować paralotnia. – Och…słabo mi, ach…wody! ...och…niegazowanej!; – Horror, skandal!; – Zamach w biały dzień na prawo do szczęścia! Na siłę i przy bardzo złej woli można by to określenie uznać ewentualnie za obrazę uczuć niereligijnych. Religijny i bez moich metafor powinien z dawna wiedzieć, że swych zmarłych kiedyś spotka (czyli są dla niego nieosiągalni chwilowo). Jeśli tego nie wiedział, najwidoczniej jest „wierzący" tak bardzo inaczej, że właściwie wcale.
Choć liczba nowocześniaków rośnie w ostatnich latach, ich awangarda ujawniała się już znacznie wcześniej. W latach 60. XX wieku telewizja emitowała serial Pan Wołodyjowski. Zaczyna się on pobytem głównego bohatera w zakonie, gdzie postanowił odciąć się od świata po nagłej śmierci młodej żony. Mnisi spacerują tam w skupieniu, powtarzając tylko słowa Memento mori [Pamiętaj, że umrzesz]. Ależ się wtedy niektórzy przed ekranami pokładali ze śmiechu! – Co za głupoty, żeby stale gadać o śmierci! Mój 12-letni koleś od razu odszedł od telewizora, wziął piłkę i powiedział: – Idę na podwórko! Jak coś lepszego pokażą, to zawołaj. O umarciu se pogadam, jak będę starym dziadem! Nie pogadał se. Zmarł po trzydziestce.
Już w latach 70. znałam psychopatycznego typka podobnego do dzisiejszych „ludzi sukcesu". Syn najbogatszych w okolicy geszefciarzy, któremu rodzice obiecali luksusowy jak na tamte czasy samochód, jeśli tylko raczy zdać maturę i dostać się na studia. Muszą to być jednak studia wyłącznie prawnicze lub ekonomiczne. Słuszne to było żądanie, bo ich syn prawnicze i ekonomiczne talenty miał chyba od poczęcia.  Gdy zmarła babcia naszej wspólnej znajomej, ten 17-latek w kółko owej znajomej nawijał, że ma wraz z rodzicami namawiać dziadka, by wykupił zakładowe mieszkanie, „zanim się zmyje za babcią". Taki wykup był za komuny praktycznie niemożliwy, jednak gówniarz dokładnie informował, gdzie, ile i komu trzeba „podsmarować, żeby poszło z górki". Do mnie powiedział, że „te ćwoki" powinny mu „na kolanach dziękować za darmowe porady", bo jak już zostanie prawnikiem, radzić będzie wyłącznie za najwyższą kasę. Jednak wobec własnych rodziców postąpił bardzo nieprawnie i nieekonomicznie, bo nawet grosza nie zarobiwszy, naraził ich na wielkie koszty. Zdał na studia prawnicze, samochód dostał i się nim rozwalił. Pogrzeb był ponoć tak bogaty, że najstarsi ludzie podobnego nie pamiętali. Kto się napatrzył, nie żałował!
Pewien intelektualista-ateista stwierdził, że do jego zmarłych moje określenie nieosiągalni chwilowo nie ma zastosowania, bo zawsze będą nieosiągalni, jako że nie zostało po nich nic. Powiedziałam więc, że właśnie to NIC będzie dla niego kiedyś osiągalne. Ten wprawdzie nie zasłabł i wody niegazowanej nie prosił, ale za to powiedział, że „przy takich tematach człowiek ma chęć jedynie upić się i zasnąć". Nie znalazł jednak u mnie zrozumienia, bo alkohol uważam akurat za psychostymulant, czyli specyfik do euforii służący. O śpiącym nie da się powiedzieć, że „używa życia" lub „ma używanie", nasenne więc użycie alkoholu to marnowanie zawartego w tej używce potencjału!
Gdy wspomniany intelektualista nie potrafił wyjaśnić, w jakich okolicznościach stał się ateistą, pewna pani bez intelektu wyjaśniła to łopatologicznie, a więc nad wyraz przystępnie. Bliski znajomy umierając obiecał jej, że „przyjdzie powiedzieć, jak po śmierci jest". Gdy nie przyszedł, została osobą „niespecjalnie wierzącą". Jest absolutnie pewna, że gdyby po śmierci „coś tam było", znajomy do TAKIEJ JAK ONA kobiety powróciłby na pewno z informacjami. Tłumaczenie jej, że mogą istnieć przekazy informacji dla naszych nędznych zmysłów nieodbieralne, byłoby typowym waleniem grochem o ścianę (żelbetonową). Dałam więc przykład, który jako osoba pisząca powinna pojąć. Zapytałam, czy gdyby swe dzieła usilnie chciała przeczytać na przykład bakterii, taki „odbiorca" byłby w stanie jej przekaz przyswoić, czy też nie? Dawałam do zrozumienia, że analogiczna bariera odbiorcza może istnieć właśnie między zmarłym a nią, jednak wnioskowanie przez analogię, które niby do najtrudniejszych nie należy, też na nieszczęście wymaga jakiegoś intelektu. Sadzę, że z racji nowoczesnego prawa do szczęścia osoba ta nigdy nie zgodzi się na straszliwą w jej przypadku mękę myślenia i dociekania czegokolwiek.
W pewnym moim opowiadaniu o stuprocentowo nowoczesnej rodzinie, które zaprezentuję w karnawale (o ile oczywiście będę jeszcze tymczasowo osiągalna), pan domu leży w agonii, a pani domu opowiada przy kawce lekarzowi, jak cwany jest jej mąż i jak dużo zarabia. Gdy w końcu lekarz stwierdza, że wkrótce jej mąż jako zmarły nie będzie już mógł zarabiać, u nowoczesnej następuje reakcja standardowa: – Och…słabo mi, ach…wody! ...och... niegazowanej! Po czym padają zdania-symbole naszych czasów: – W tym domu nigdy nie mówi się o śmierci. W TYM DOMU SIĘ PO PROSTU ŻYJE! Syn nowoczesnych chciał pobić poruszającego tak niewłaściwy temat lekarza, jednak odstąpił od tego zamiaru, stwierdzając: – Masz szczęście, że na szczęście szanuję twoje prawo do szczęścia. W żadnym wypadku nie jest to jednak finał tego opowiadania. Życie nowoczesne dostarcza stokroć mocniejszych puent!
Od roku 1989 przytaczałam ludziom pewien fakt z życia wzięty (czyli zakończony śmiercią), by na koniec zadawać pytanie dotyczące naszych epokowych przemian ustrojowych. Żył sobie w komunizmie facet, który od czasu I wojny światowej miał w czaszce wszczepioną platynową płytkę zastępującą pourazowy ubytek kostny. Nie był zamożny, wszyscy więc mówili, że to istna ironia losu klepać biedę, mając w głowie taki majątek. Mimo owego majątku gość miał niezłe zdrowie i zmarł w sędziwym wieku. Gdy jednak w kaplicy cmentarnej czekał na pochówek, w nocy rozwalono drzwi (i nie tylko). Platynowa płytka zniknęła, sprawców nie wykryto. Zadawałam więc pytanie: – Czy poza łajdackim komunizmem takie coś w ogóle byłoby możliwe? – spodziewając się, że biedę i bezrobocie wszyscy uznają za motywy bardziej skłaniające do takiego czynu w demokratycznym kapitalizmie niż w niehumanitarnym komunizmie. Oczywiście większość tak uważała. Znacznie więcej jednak o naszych czasach mówiły wypowiedzi, które brzmiały  mniej więcej tak: – Kapitalizm stawia na ludzi operatywnych, zdecydowanych pokonywać trudności i przeszkody, pragnących jak najszybciej osiągnąć sukces materialny. Na pewno więc dziś nie czekano by  cierpliwie, aż ten facet umrze!
„Człowiek sukcesu" obecnie niczym jakieś bóstwo obecny jest we wszystkich miejscach naraz zupełnie na trzeźwo. Przy tym dzięki telefonii komórkowej w każdym miejscu jest osiągalny, co bez wątpienia do jego osiągnięć ziemskich się przyczynia. Gdy więc ze słuchawki dobiega głos: – Abonent chwilowo nieosiągalny – od razu myślę, że ów abonent zachował się nienowocześnie…i zmarł.

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org