Marian Florkow - Trzej musz-aferałowie

Idzie Grześ przez Sejm
wór skandali niesie,
z tyłu cwany elliro snuje się
za Grzesiem.
Zbycho gdzieś w oddali
górskie świerki kosi,
przy okazji figę do budżetu wnosi




Zdrowaśka Antoniego

Macierz, macierz moja droga
Mnie się nie podwinie noga.
Wierzyć w swą teorię muszę
Choćbym z „posad bryłę" ruszył.
Póki co, niech będzie trwoga.




Wyznania magistranta

A mój tata był Sowietą
Dziś już nie przeszkadza mi to.
Do nikogo nie mam żalu
bo się nachapałem szmalu.
Wolę mieć to incognito.