Helena Romaszewska - SPEKTRUM MYŚLI ( użytecznych?).

…przerzucone przez furtkę

Myślę, że trzeba cicho myśleć, pozytywnie.
Tak niewiele trzeba myśli, żeby właśnie tak myśleć,
ale to nie jest takie łatwe. Krzykliwe myśli,
jak krzykliwi ludzie cisną się na sam przód i krzyczą
i trzeba mieć niemało odwagi, aby je przepędzić z myśli.
Dziś nie było to takie trudne. Poranne słońce rozpędza chmury,
rozjaśnia myśli, zsyła uśmiech na twarz.
Do kogo się tak promiennie uśmiecham?
Może do ciebie.
Może do siebie samej, do serca, do świata za oknem.
Myśli uśmiechnięte z samego rana, najprzyjemniej budzą.
Zapas radości zawsze staram się mieć, to taki niekosztowny,
raczej cudowny pokarm duszy na cały dzień.

          *
chodzę po ulicy
ulica chodzi mi
po głowie

          *
Ulica, to ruchome piaski.
Zaśmieconą wiedzą obarczony coraz bardziej,
coraz brudniej, coraz trudniej ciężarny człowiek,
po rozpędzonych zakrętach pytań nie może za sobą nadążyć.
Coraz boleśniej myli się i błądzi w ruchomych piaskach
przekazów nachalnych grzęźnie samotny człowiek.
Rozpowszechniona niewiedza węchem ocenia
przypadkowym paragrafem na oślep sądzi. Wolność niczyja
nie odróżnia w próżniach, nie wybiera. W ciemnych zaułkach
umiera miłość bez sumienia. Nie rozmnaża dobra, nie potrafi
wyjść poza roszczenia, nie doświadcza obdarowywania
nie zna przebaczania.
Za to sprytnie potrafi pogrążyć. Człowiek w niemocy
maleje do rozmiaru gadżetu, grzęźnie, coraz bardziej
w wymyślnych komórach.
A człowieczeństwo jego w chmurach?

Czy idę przez ruchome piaski?
Zaśmieconą wiedzą obarczona coraz bardziej?
Coraz trudniej ciężarna początkiem? Coraz bardziej
obarczona końcem dnia? Po rozpędzonych zakrętach pytań,
czy nie mogę za sobą nadążyć? Coraz boleśniej mylę się i błądzę?
W ruchomych piaskach przekazów nachalnych, grzęznę?
Ja?  Człowiek? Przestaję być sobą? Zredukowana
do rozmiarów rzeczy? Nie umiem zaprzeczyć? Złu?

Tyle pytań zaraz po wiadomościach porannych?
To może napiję się mocnej, gorącej, słodkiej kawy?

          *
Pisać jest mi łatwo. Kocham pisać, tworzyć, kreować,
opisywać. Słowa w misterne węzełki wiązać, artystyczne
kokardki ze słów we włosy upinać dziewczynom…
Niezręcznie jest wysyłać w świat swoje myśli. Obarczać świat
swoimi myślami jest mi najtrudniej. Jakaż to ogromna odwaga
być musi, jakaż odpowiedzialność kosmiczna wprost, to boli.
Obnażyć duszę jest stokroć trudniej niż obnażyć ciało, a ja
nie nauczyłam się, nawet ciała nie potrafię, nie chcę obnażać
całemu światu. A duszę obnażam, myśli wysyłam z samej głębi duszy.
Co mnie do tego zmusza? Dlaczego właśnie teraz staram się,
param się uzewnętrznianiem, publiczną wylewnością?
Dlaczego trudnię się twórczością, pisaniem z wnętrza, z serca?
To jest trudne, to jest nie do udźwignięcia. A jednak…
Kocham tworzyć. Miłość jest wyrzutnią, katapultą,
dźwignią twórcy. MIŁOŚĆ jest siłą.
To pisz o miłości, mówię do siebie. To jestem, sobie posłuszna.

          *
Zmierzch. Koniec dnia. Coraz ciemniej. Ciemno.
Lubię tę niezwykłą porę. Szarówkę dnia zagęszczoną.  
Siedzę w fotelu ciszy sama (nie samotna) i jest dobrze.
Jestem otulona olbrzymim puchatym czarnym szalem
ciepłej ciemności. Czuję się, jakbym była wtulona w ramiona
czarnego, ogromnego kota. Jego ciepłe, miękkie łapki
delikatnie zakrywają moje oczy, zachęcają do drzemki.
Czerń jest miękka niczym futro i grzeje.
Jest przyjemnie, sennie. Może to ja zmieniłam się
w czarnego, puszystego kota, bo kto tu, tak cichutko
pomrukuje ze szczęścia? Z dobrze przeżytego, spokojnego dnia?

          *
Uwielbiam ciszę.
Lubię słuchać i mam to szczęście, słucham ciszy,
w której wyraźnie wybrzmiewają moje myśli.
Myślę cicho, spokojnie, lubię słuchać uważnie,
lubię słyszeć wyraźnie, lubię słyszeć dokładnie.
Nie mówię, że się siebie słucham zawsze, ale jestem
raczej przekonująca i trudno mi się oprzeć.
Lubię myśleć ciszej niż szeptem, myślami lubię trafiać do serca.
Nie lubię myśli głośnych, hałaśliwych, nachalnych.
Krzyczące myśli obijają się boleśnie o czaszkę,
ranią się, zniekształcają i…dudnią w głowie, boleśnie.

          *
Ciszę
        noc rozsyła
                         dla bezsennych i…
                                                   …  jednak jest to jakieś ukojenie.

          *
Wyłączyłam media. Telefon nie dzwoni sam z siebie.
Rozdzwoniła się cisza nade mną, obok mnie i we mnie.
Trochę to trwało nim zorientowałam się, że to dzwonek domofonu
dzwoni i dzwoni. To jeszcze ktoś…mnie zna? To ja jeszcze żyję?

          *
Nie nudzę się. Umiem ubarwić każdy dzień. Przeróżnie.
Nie często, ale czasami lubię wchodzić w baśnie.
Nakładam na czubek głowy kapelusik prawnuczka
i zaraz  robi się jaśniej w pochmurnym, ołowianym świecie.
Kiedy zamykam oczy, zaprzyjaźnione myszki zaczynają
zbierać okruszki ciastek przy fotelu, udaję, że to krasnoludki.
Krasnale śpiewają najprawdziwiej, akompaniując dzwoneczkami
konwalii i… te kwiaty przy ławie, pod ławą rozrośnięte
tak pachną w całym mieszkaniu. To są moje ulubione frezje.
One też są prawdziwe, przecież nie rosłyby tak bujnie.
Dzieci już dawno wydoroślały i wnuki i… wiem, już wiem
z całą pewnością, mnie się dorosnąć nie uda. Tak szybko?
Już wiadomości?
O! To takie irytujące klimaty dnia.
Krasnoludki strzelają napalmem, mamy uciekają, dzieci płaczą,
ludzie żywi nie są… Nawet jak wiadomości kłamią, nawet wtedy.
To takie smutne i niestety okrutnie prawdziwe przebudzenia.

Nie wyrażam mojej zgody na żadną wojnę. Nigdy.

          *
Lata zostawiają ciężary na plecach. Z każdym rokiem
Coraz bardziej okazalsze, cięższe. Dlatego coraz częściej
przysiadam w fotelu i segreguję ten cały balast i przekładam niczym
olbrzymi, najbardziej okazały tort, warstwa po warstwie.
Każdą warstwę nasączam łzami, na przekór światu, bardzo często
są to łzy szczęścia, bo inaczej tort byłby nie do przełknięcia.
Starannie uformowany, przy okazji udekorowany
przysłowiową wisienką na szczycie jest jakby doskonały.
Tak przygotowany ciężar, owszem ciężki jest,
ale jest też do udźwignięcia, bo ja go teraz
nie wkładam na plecy, teraz stoi obok mnie siedzącej
i cieszy oko. Aż się chce polizać, aż się chce
palcem zaczerpnąć słodkości, pojeść tej słodko-gorzkiej
masy czekoladowej, jeszcze raz skonsumować samo dobro.
Roztropnie nie czynię tego, boję się dogrzebać,
do jako tako zabliźnionego środka, do bolesnego wnętrza.
Z każdym rokiem tort jest coraz bardziej mniejszy
i paradoksalnie coraz cięższy. Słodkiej masy jakby ubywa
a ołowiany środek jakby wypiętrza się nieznośnie.

Z czego ja składam ten tort? Z ołowianych kul?
Czy ten mój materiał zależy tylko ode mnie, czy też ktoś
podsuwa mi go, podtyka pod nos, wkłada w ręce,
w coraz bardziej drżące. To zagęszczenie materii świata,
dlaczego wzbiera się w moim torcie? Ciężar indywidualny,
metr kubiczny, ciężar właściwy, dlaczego jest taki wielki,
taki niewłaściwy? Nie wkładać go sobie na plecy?
Nie wstawać z fotela? To jak żyć? Jak żyć?
Krótko – podpowiada zgrywus.

          *

wiosną
młodość unosi na skrzydłach
          które rosną
jesienią
starość opada na skrzydłach
          które się lenią?

          *
Noce są takie długie, coraz dłuższe.
Noc czarna wlewa się do czarnej filiżanki
do krwiobiegu smołą do dna…Przecież nie lubię kawy.
Właśnie, że lubię, że polubiłam. Nocą? Piję do siebie,
do rana, właściwie sączę do ostatnich fusów, nie wiem dlaczego,
do późnych godzin czarnych piję. To mi się nie wydaje?
- na trzeźwość umysłu piję  – .jak zwykł mówić ten
którego nie ma ze mną. Popijam współczesny eliksir
smutku, zamulenia, braku zaludnienia – głodu miłości,
młodości starej nektar czy jak byś to tam nazwał.
Czarny bezsens niczym nie osłodzony, bez kropelki mleka,
bez łez. Gdy tak na sucho płaczę wszystko smakuje inaczej…
Ty też ?

          *
Naturalnie, że mogę podejmować decyzje.
Okropna ciemnobrązowa futryna, prawie czarny
przedsmak świata pozostawiony dla mnie. Wpatruję się w to
uporczywie i coraz mniej mi się podoba. Przekornie postanawiam
i zdecydowanie na biało pomaluję ściany, rozświetlę sufit.
Przedtem pozrywam sztuczne kwiaty, krzykliwe kolorem
obsesje zedrę z tapety, zrzucę zmięte do zsypu.
Do wnętrza otwieram drzwi na oścież światłu, pogodę ducha
wnoszę na tacy z poranną herbatą. Patrzę z nadzieją do przodu,
nawet jak jestem zmuszona iść do tyłu. Nie czekam,
wciąż jestem w akcji w samym środku atrakcji (?).
                                                                    ---------------------------
Na biało maluję ściany i już mam jasno pod sufitem.
Jeszcze tylko włączam komputer i…
…i gotowa, prababcia internetowa,

           *
Znów dzień nowy, bardziej zwyczajny…Niż internetowy?
Ocalenie niespodziewanie spadło z nieba…
Pocałunkami w nadmiarze? Gorące dłonie zmysłowym
oskrzydleniem otuliły rozkosznie, spokojem…I dreszczem?
Bezszelestnie wypłoszyły narosły latami smutek skrzepłego serca.
Ocaliły mnie ode mnie samej. Myśli na tyle pojaśniały, że
od samego myślenia jasnego weszły w zasięg słońca.
Poszerzył się krąg wartości. I tak przecież niemierzalny, więc
dlaczego mam czekać na słoneczną pogodę obiecywaną
niepewnie od jutra stąd dotąd, nie wiadomo dokąd..
Będę pogodna cała sobą, już dziś.

          *
Desygnat spacerowy. Tak sobie myślę idąc z Tobą.
Piękne znaczenie słowom przypominasz, prostą formułą
wybrzmiewasz misterne przesłania… Prawda nie zmyśla
prawda jest przyjemna. Tak sobie myślę idąc w zasłuchania
idąc bezszelestnie w szlachetne, w delikatnie połączone zdania.
Czas podróżuje szybko, bez przystanków. My przystajemy
nacieszyć się nami na ścieżkach zielonych, tylko naszym stopom
rozścielonych. Myśli rymują się, a my nie możemy nasycić się sobą.
Teraz patrzymy w wyobraźnię patrząc sobie w oczy, głęboko.
Nie chcemy od siebie odejść, nie chcemy rozstać się,
nie chcemy pozostawać sami. Tego sobie nie wyobrażamy.
Nasze gorące dłonie wciąż złączone, nasze myśli mówią do nas
coraz piękniej, coraz mocniej, nasze serca czują, pulsują…
Coraz głębszym do nas mówią wpamiętaniem…Z każdym zdaniem
coraz większy niedosyt, siebie chłoniemy. Siebie nam za mało.
Pragnienie rośnie z każdym oddaleniem.
Niestety, dobrego nie wystarcza na krótkich drogach życia

          *
Jakie dialogi? Ludzie krzyczą. Spokój towar deficytowy.
Poszatkowana Internetem spójność myśli, hałaśliwe nośniki
mediów, masmediów, mefisto-chwastów. Zła energia.
Emanacja złem z zamyślenia wyrywa tok myślenia, zielsko
bujne w głowie zostawiając, przeczuwania niepokojące siejąc,
coś, co być może bezlitośnie groźne jest i… te straszne odległości
coraz dalsze, najdalsze miedzy bliskimi, najbliższymi ludźmi.
Obecne w każdej chwili w najbliższej bliży, tajemne siły sprawcze
nacierają ze wszystkich sił. To nie są niestety kłamstwa.
Tasiemcowe filmy, w odcinkach codziennych dzieją się
realnie, na naszych oczach, na naszych ulicach strzelanina,
za naszymi drzwiami… krzyk!!!
- panie, spokój dziś towar deficytowy jest

          *
Myślę,
         jakby tu
                    nie myśleć.

          *
Czas zatrzymał się, stoi, jak paszkwil, jak zły los
patrzy na skulone w embrion ciało.
Wypadek
Przestrzeń skurczyła się do rozmiarów śladowych.
Noc wypędzona z wieczora blaskiem świec wróciła
zwielokrotnioną ciemnością, wróciła, może nie wróciła.
Może nie cała wróciła, może najdroższą, największą
częścią nas została pieścić krzyże przydrożne na skrzyżowaniach
na bezdrożach, na drogach ledwie rozpoczętych.

Na smutną nutkę mi się zapisało.


 Helena Romaszewska

noc

myśl
przedziera się
przez zimną ciszę
odległości skraca
na wyciągnięcie
spiętych ramion
otchłań

dzień

oczy kamieni
patrzą
kiedy
wpatruję się
w za okienną
pustkę

bez nas

drogi
gdzieś się krzyżują
przecinają się
gdzieś pędzą

dziwnym trafem
nie łączą

codziennie
odchodząc
w przeciwne strony

cierń

jest
przedtem
zanim spadnie
łza
przedtem jest
zmierzch
róży


zwątpienie

nadzieja
najjaśniej przyświeca
początkom

zanim z zamyślenia
ocknie się w pustce
rozpaczliwa ciemność
             

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież