obojętnie gdzie by to nie było
należy uznawać nienawiść (i miłość)

wchodzić do tej samej rzeki, znów
wystrzegać się szczurów i modliszkowatych wdów

wyrywać stare zęby wędrować nie za daleko
urazy zachowywać (najlepiej pod powieką)

albowiem w logice musi być też bezsens
dlatego do cna nie oszaleliśmy, jeszcze

Z kroniki przypadków –
    dla Kingi

Zamilkły już sowy i słowiki jakby Bóg
Się szykował do walki  z hufcami szatana
Odchodzi człowiek w niebyt z pustymi
rękami po życiu które było pokutą za
akt urodzenia Tak długo czekał na
list od Boga O zmierzchu żywił się
tępą rozpaczą O północy wyprawiał
ucztę dla swoich Aniołów Stróży  
i z trwogą czeka na okrucieństwo
świtu W końcu spada na niego
gilotyna śmierci i nie ma
odwołania od tego wyroku
Już słychać kroki twego losu kata
i to jest już koniec jałowego lata

tam gdzie szatan udaje Pana Boga
jest miejsce na rozpacz i zgnuśniałe dni
pustą radość tę dobytą z ego gdy
czar wieczoru którego jeszcze nie ma

bo:

tam gdzie szatan udaje Pana Boga
plan zarysowany przez jego ogon
goni dni wspomina – nigdy teraz
które jest mu jak kropidło i woda

bo rzeka płynie  jakby w miejscu była
gdy patrzeć na nią nie cielesnym okiem
a śmierć przychodzi łatwiej i choroba
rozpacz nie zna teraz zna ją tylko czas

ten zabójca radości wiecznej chwili
konfident marzeń i wspomnień które są
lancą i koniem jeźdźca co bez głowy
gna w to miejsce na rozpacz i zgnuśniałe dni

Strona 1 z 13

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org