Piotr Marek Stański - „Opus posthumi"

Właśnie ukazał się pośmiertny zbiór wierszy krakowskiego poety Stanisława Garbarza (1953-2001), skromnie zatytułowany „Mój tomik".
         W minicyklu o Ikarze, stanowiącym podzbiór w tym tomiku poetyckim, podmiot liryczny wpisuje swoje relacje z ojcem w stary mit z kręgu prometejskiego, w którym realizuje się odwieczne marzenie o wyrwaniu się spod tyranii bogów i symbolizowanych przez nich wszelkich autorytetów i sięgnięciu przez samego człowieka po boskie atrybuty, czego metaforą staje się lot ku słońcu (w opowieści biblijnej jego odpowiednikiem jest wznoszenie wieży Babel), z którego cząstkę ognia ofiarował ludziom tytan, a w tradycji biblijnej jest to sięgnięcie po owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego, co w dyskursie mitycznym oznacza przejście od egzystencji bezrefleksyjnej ku świadomej siebie, co stanowiło zatem pilnie strzeżony przez Boga sekret, tym razem wykradziony przez samych  ludzi przy pomocy innego tytana, który zbuntował się wobec tyranii...  Zrehabilituje go dopiero Bułhakow, przywracając demonizmowi grecki sens, odnoszący się do siły (s)twórczej. Dedal i Ikar zamierzają dolecieć na kraniec świata, by odnaleźć tam trwanie poza czasem i wieczny pokój, niczym  bohaterowie „Mistrza i Małgorzaty", lub adepci minnesängera Klingsora („Czas skonał!), bądź historycznego Buddy – Gautamy. Aliści, Ikar Garbarza jest już chrześcijaninem i tym razem, niczym Mickiewiczowski Konrad, zapragnie spełniającego się w czasie misterium eucharystii  („tęsknię za winem i chlebem"), a jego lot stanowić może figurację stanu upojenia, po którym następuje stan zapaści i chwila przebudzenia Samsona, a upadek oznacza pomieszanie zmysłów, będące konsekwencją zbyt bezpośredniego obcowania ze świętością (Bóg każe zuchwalców odebraniem rozumu, czyli poczucia i rozeznania rzeczywistości). Niekiedy jest ono częściowe, lub tylko pozorne („Ikar"). Dopełnieniem kręgu rodzinnego jest „Mój pierwszy wiersz", poświęcony z kolei relacjom z własnymi dziećmi, zamkniętym w impresji z pewnego letniego dnia. Otwiera on zarazem podróż poprzez twórczość tego poety, a zamyka ją powrót do znanych miejsc, odmienionych przez upływ czasu, a zarazem trwających na jego przekór („Byłem dziś nad tą samą rzeką…"), a więc nie wszystek zdaje się płynąć, jak chciał tego Heraklit.
    A zatem Stanisław Garbarz stawia w swych poezjach fundamentalne pytania o tajemnicę stworzenia i zasadę świata, przemijanie i nieśmiertelność, a także tożsamość, zarówno tę zbiorową, jak i indywidualną. Jest przy tym nieodrodnym dziedzicem cywilizacyj: grecko-łacińskiego antyku oraz judeochrześcijańskiej, skoro do Najwyższego płynie się przez Styks łodzią Charona („Miłosz mi pana spotkać…"). W ogóle pociąga go wielokulturowość, o czy świadczy  z kolei „ĎéęďőěÝíç".
    W zbiorze tym wyróżnić można kilka kręgów tematycznych. Pierwszym jest  poszukiwanie Absolutu, przybierające formę apostrof („Modlitwa", którą zadebiutował w na łamach „Tygodnika Powszechnego", „Litania"), lub dialogów z Bogiem, w którego wiara niewolna jest od wątpliwości ( „Czyś jest? Czyś pustką/materią albo wymiar czwarty/energią lub czasem" z „Litanii", „Czy pozwolisz wierzyć czy też zwątpić?" z „Co mi Panie jeszcze przeżyć każesz?..."), zasiewanych miedzy innymi za sprawą stykania się z okrucieństwami  świata, który wyrzekł się Stwórcy („Walczą dzikie zwierzęta…")  - „Trzecia wyprawa rycerzy łacińskojezycznych", „Kaukaz". Pojawia się nawet oskarżenie o to samego Przedwiecznego: „Ile jeszcze nieszczęść z Twej przyczyny/spadnie na nas według Twojej miary?" („Co mi Panie jeszcze przeżyć każesz?..."). Bo wiara według tego poety to nie dar dany raz na zawsze, lecz zadane, wciąż na nowo, żmudne poszukiwanie i dochodzenie do Boga.
    To także motyw cierpienia, zarówno tego, stanowiącego archetyp kultury (Chrystus), jak i najbardziej namacalnego, a wiec własnego, związanego z chorobą. Siedem szpitalnych drzwi, zamykających się na podobieństwo siedmiu, tym razem otwieranych pieczęci Apokalipsy („Szpital"), ale także komnat zamku Sinobrodego. Z kolei związany z tym lęk przybiera barwę szarości („świat za oknem był zimny i szary" z „Byłem u dzieci…", „pragnę - dalekich szarości" i „szare dnie ubarwiać" z „Byłem młody i głupi", „szara zima" z „Byłem dziś nad tą samą rzeką", dalekiej, za oknem).
    Do znaczących słów, stanowiących klucze, otwierające przejście do jego świata poetyckiego,  zaliczyć należy między innymi „plecenie": „gdzie piekło z rajem pospołu się plecie" z „Modlitwy", „pleciemy trzy po trzy o nieśmiertelności"  („Słyszę głosy"), „pleść złość" („Gdybym był…"), którego wariantem są „pienia niebiańskie" z „Miłosz mi pana spotkać…",  oraz  „sposób": „i nic nie chciałbym zmieniać/skoro jedyny to sposób" („DNA"), „Inaczej żyć było po prostu nie sposób" („Varius"). „Nieboską"  z kolei bywa ludzka wiedza („Ikara lot i kara"), a także ludziom przez ludzi siłą narzucane prawa („Walczą dzikie zwierzęta…"). To także nieco archaiczne „odpocznienie"  („Któryś przed dniem odpocznienia" z „Litanii", „Zapragnąłeś wiecznego odpocznienia" jako peryfraza samobójczej śmierci z „Epitafium Tomkowi Drajewiczowi"). W ogóle autor ten wykazuje pewną predylekcję do dyskretnej archaizacji, odnoszącej się zarówno do słownictwa i form gramatycznych, jak i mowy wiązanej z rymami (zarówno dokładnymi konsonansami, jak i bardziej swobodnymi asonansami).
    Niektóre z wierszy zawierają pewne odniesienia do swobodnie potraktowanej formy sonetu (np. „Dylemat Ikara", „Ikar", „Walczą dzikie zwierzęta…"). Przeciwstawia im epigramaty (wytrwale uprawiał też krotochwilne limeryki), w których z upodobaniem sięga do gry słów (samotrzecia „Przyjaźń"", czyli jaźń przy jaźni chodząca w parze i ze śmiechem do towarzystwa), by w „Chwilach szczęścia" oddać w ten sposób względność i zawodność perspektyw czasowych. W innych, jak na przykład w „Kaukazie" , wyprowadza z aforystycznej zwięzłości tym bardziej porażającą wizję przemocy, przy czym dla zwielokrotnienia ekspresji przerażenia, wywołanego przez terror, wprowadza efekt echa, z powtarzaniem w kolejnym wersie ostatniego słowa, lub ich  grupy z poprzedzającego. Pojawia się także anafora, kiedy ten sam wyraz inicjuje kolejne strofki. Ponadto niektóre z wierszy wzbogacone zostały o element zapisu graficznego, jak w przypadku przywołanej „Przyjaźni" czy „Chwil szczęścia" oraz „Nie pokazuj" i „Dla B".


Stanisław Garbarz „Mój tomik". Wydawnictwo Prof.-Net, Kraków 2012.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież