GABRIELA BRYGMAN - A niech to!

Edziu–  katecheta, mąż wychowawczyni
Wychowawczyni – żona Edzia, katechety
Gimnazjaliści:
 Julka  – grzeczna córka nauczycielki i katechety
Ala – zbuntowana nastolatka
Emilka – zbuntowana nastolatka
Marysia  –  zbuntowana nastolatka
Oliver Sycha – dealer dopalaczy i nie wiadomo czego jeszcze
Piotr  – grzeczny gimnazjalista, później chłopak Julki
Bonifacy – zwykły gimnazjalista
Jędrzej – zwykły gimnazjalista
Aneta  – dziewczyna po detoksie,  była kiedyś bardzo uzależniona, odbiła się od dna.
  Scena I
Dziewczyny siedzą w parku na ławce.
Julka
( przeglądając się w lusterku)
– Dobrze nałożyłam podkład?
Ala
– No …..spoko podkładzik gicio się prezentuje.
Emila
– Gdybyś umyła włosy było by jeszcze lepiej, ale w sumie oryginalnie ci z tym smalcem na głowie.
Ala
( poprawia grzywkę, patrząc cały czas w lusterko)
– A tam. Może zwiejemy z  lekcji co? Pierwsza godzina to wychowawcza. A mi się nie chce siedzieć na jakiś nudnych zajęciach.  
Emilka
– Sama nie wiem, my z wychowawczej uciekaliśmy już 10 razy w tym roku szkolnym …może wybierzemy inny przedmiot dla odmiany np. matmę?
Ala
– O to dobry pomysł matma jest 2 razy w tygodniu ostatnia!
Julka
– A wiecie, że do naszej klasy przyjdzie nowy kolega?
Ala
– Coś tam słyszałam.  
Emilka
– Czego ty nie powiesz….
Scena II
Sala lekcyjna.
Uczniowie rozrabiają, rzucają papierami w siebie, żują gumy z których dmuchają balony, jedzą, piszą po ławce.
Julka, Emila, Ala wchodzą do sali, siadają w ostatniej ławce. Po chwili wchodzą Bonifacy i Jędrzej. Siadają tam gdzie wolne.
Ala
( wstając na ławce )
– Hej ludzie!!!! Słyszeliście sensacje?
Wszyscy
– Jaką ?
Ala
– Mamy nowego kolegę! Podobno jest pedałem!
Emila
– Słodki  homo nie wiadomo!
Ala
– Ma podobno  oryginalny styl bycia….
Julka
– Oryginalny to może być, ale przyjaciół w tej klasie nie znajdzie…
Ala
–  W ogóle nigdy nie miał dziewczyny i nosi ciuchy z lumpeksu!!!
Emila
– Musi być pewnie nieźle walnięty skoro nigdy nie miał żadnej laski, no i podobno ciągle zakuwa z tych swoich książek ….tak  mówią ludzie z III a.
( słychać dzwonek na lekcje, lecz w klasie nadal jest głośno)
Wchodzi wychowawczyni.
Wychowawczyni
– Dzień dobry
Wszyscy
– Dzień – do – bry.
Emila
( widząc że Bonifacy i Jędrzej jedzą chipsy).
– EEEE Boniek podziel się.
Bonifacy
– Sam dostałem.
Jędrzej
( dając Emilii garść chipsów)
– Emila …weź.
Emila
( biorąc)
– O dzięki
W tym samym momencie Oliver czytając gazetę pod ławką  krzyczy
– O ja pierd …pierniczę. LOOB przegrał z Mnichami 0 do 4, ale siara!
W tym momencie Emilii wypadają chipsy z rąk na podłogę.
Emila
( wściekła)
–  Zobacz co przez ciebie się stało!
Oliver
– Wynagrodzę ci to.
Emila
– Ciekawe jak!?
Wychowawczyni
– Dzieci przestańcie!
Ala
– Dzieci to pani miała w podstawówce, a my jesteśmy dorośli.
 ( wyciąga papierosa i próbuje go zapalić, lecz Olivier wyrywa jej i krzyczy)
Olivier
– Dawaj, bo długo nie jarałem. (wybiega z klasy).
Ala
– A to cham, widziała pani to kradzież, on popełnił grzech!
Wychowawczyni
– Ty bez winy też nie jesteś. Dostajecie uwagi do dziennika.
( do sali wchodzi  Piotr – nowy uczeń)
Piotr
– Dzień dobry pani, przepraszam za spóźnienie.
( w klasie nastaje absolutna cisza)
–  Jestem nowy, nie znam szkoły, dlatego nie mogłem znaleźć klasy.
( siada w pierwszej ławce)
– Jaki mamy przedmiot?
Wychowawczyni
– Godzinę wychowawczą
Piotr
– Czy odmawialiśmy już modlitwę?
Wychowawczyni
– Nie. Chyba ci się przedmioty pomyliły.  
( w klasie śmiech)
Piotr
– Acha. Przepraszam. Pomyliło mi się. W poprzedniej szkole zaczynaliśmy zajęcia od modlitwy, chodziłem  do szkoły katolickiej.
Wychowawczyni
– Oj dziecko, ty do tej bandy łobuzów nie pasujesz.
Scena III
W parku.
Bonifacy
– Ale ten nowy wygląda…
Ala
– Jak mutant jakiś.
Emilka
– A jaki przygotowany do zajęć, słyszeliście jego wypowiedzi na biologii, że niby mucha ma rozum, bo ma jakieś zwoje mózgowe czy tam komórki neuronowe wszystko jedno. Kujon i burak w jednym.
Ala
– A jak wyleciał z eksperymentem Pawłowa o tym psie, to brechałam przez pół lekcji. Na chemii też błysnął jak jakiś profesorek. I z nikim nie gada, tylko zakuwa z książek, totalny dzięcioł i oszołom.
Bonifacy
– Żeby on jeszcze  był normalny,  to bym z nim pogadał.
Ala
– A o czym?
Bonifacy
– No nie wiem… może o sporcie, dziewczynach
Jędrzej
– O dziewczynach z tym mutantem weź przestań ściemę walić tylko daj fajkę.
Bonifacy
(szukając)
– Nie mam. Ostatnią zjarałem na dużej.
Julka
– A wiecie, że  Piotr wygrał olimpiadę matematyczno – fizyczną  pokonując rywali z warszawskich gimnazjów. Sam chodził do maleńkiego wiejskiego , katolickiego gimnazjum, pojechał do stolicy i patrzcie, zwyciężył z największymi kujonami
Jędrzej
( przerywając bezczelnie)
– A co nas to interesuje?
Bonifacy
– To nie nasza broszka, że będąc wieśniakiem wygrał z warszawiakiem.
Jędrzej
– I co ty o nim tak przecudnie opowiadasz? Zakochałaś się czy co? Ej Boniek ja mieszkam na wsi i nie uważam się za wieśniaka, więc mnie nie obrażaj.
Bonifacy
– Ale ten kujon nim jest.
Emilka
– Gadacie o Fąflu jo? Ja uważam, że kujon kujonowi równy czy mieszka na wsi czy w mieście, jak kuje całe dnie i noce, to na jedno wyjdzie  czy to w bloku czy gdzieś na wsi albo w lesie. Kujon to kujon i nikt tego nie zmieni. Do tego pedał czaicie, nie dość, że kujon to jeszcze homo nie wiadomo, tak gadała Hania z III a.
Julka
– A ja słyszałam, że to plotka, że on jest pedziem.
Bonifacy
– A ja słyszałem, że to nie plotka tylko fakt.
( przechodzi Olivier, Ale go zaczepia)
Ala
– Oddawaj fajkę słyszysz.
Olivier
– Odczep się plastikowa Barbie.!!!
Ala
– Plastik to ty masz w głowie. Oddawaj złodzieju.
Olivier
– Trzeba się dzielić z tymi co nie mają, chciwa smarkula niegodziwa.
Ala chwyta Oliviera za plecaki przewraca od tyłu
Olivier
– Pogięło cię wariatko?
Ala
– Ja ci pokaże.
Bonifacy
– Bijcie się
Ala skopuje Oliviera, Olivierowi udaje się wstać i rzuca się na Alę, w jej obronie staja Bonifacy i Jędrzej zastawiając drogę chłopakowi.
Jędrzej
– Czego? Wiesz, że dziewczyn się nie bije. Spadaj na drzewo zrywać kasztany. Bu! Nie ma cię już.
Olivier wycofuje się
Ala
– Dzięki.
Jędrzej
– Nie ma za co.
Ala
– To co może skoczymy do jakiejś Galerii połazić trochę.
Emilka    
– Pewnie, będzie odjazdowo.
Wszyscy odchodzą.
Scena IV
W parku, rano.
Piotr siedzi na ławce i czyta książkę. Podchodzi do niego Marysia.
Marysia
– Cześć.
Piotr
– Cześć
Marysia
– Uczysz się?
Piotr
– Tak, z mojego ulubionego przedmiotu, matematyki.
Marysia
– Nie cierpię matmy.
Piotr
– A jaki lubisz najbardziej przedmiot?
Marysia
– Żaden.
Piotr
– Nie lubisz się uczyć?
Marysia
– Nie cierpię. Po gimnazjum idę na same praktyki, bez szkoły, a jak skończę 18 lat to spylam stąd do Anglii. W Polsce nie ma pracy, to po co się uczyć, szkoda życia, jak mam ryć dniami i nocami, to wolę iść na imprezę, albo paznokcie koleżankom robić za kasę, sama się nauczyłam. Tipsy, żele, akryle i takie tam, fajne rzeczy, a nie zakuwać. Idzie nawet zarobić przy tym, i masz wtedy na ciuchy, imprezy, a nie najlepsze lata w książkach spędzać.
Piotr
– A ja po gimnazjum idę do Liceum. Potem na studia, chcę zostać nauczycielem fizyki i matematyki.
Marysia
– Pogięło cię, idzie niż demograficzny, dzieci się nie rodzą, a ty chcesz w szkole pracować, ty weź się zastanów co?
Piotr
– Ale ja nie chcę tak jak ty iść do głupiej zawodówki, ani garów myć na zachodzie, mam ambicje.
Marysia
– Sam jesteś głupi frajerze jeden! ( odchodzi)
Po chwili przychodzi Julka.
Julka
– Cześć
Piotr
– Cześć
Julka
– Co ty jak taki smutas siedzisz?
Piotr
– Chyba mnie nikt nie lubi w tej klasie…
Julka
– Nieprawda, ja ciebie lubię, jesteś grzeczny, miły, uprzejmy, jesteś innym chłopakiem niż ci wszyscy których poznałam w życiu… jesteś czarujący. Może  wyskoczymy do galerii nikt tam nam nie będzie przeszkadzał?
Piotr
– Ja bym wolał do kościoła, tam jest mniej ludzi, może na chór?
Julka
( ze śmiechem)
– Może od razu do ołtarza?
( oboje wstają chwytają się  za dłonie i idą).
Scena V
Sala lekcyjna
Uczniowie rozrabiają, rzucają papierami w siebie, żują gumy z których dmuchają balony, jedzą, piszą po ławce,.
Julka, Emila, Ala wchodzą do sali, siadają w ostatniej ławce. Po chwili do sali wchodzą Bonifacy i Jędrzej. Siadają tam gdzie wolne.
Nagle wchodzi wychowawczyni, wszyscy siadają grzecznie w ławkach.
Wychowawczyni
– Dzień dobry.
Wszyscy
– Dzi–eń do– bry
Wychowawczyni
– Kto ma dziś usprawiedliwienie proszę na biurko.
Ala rzuca papierem w Piotra i szepce.
– Ej ty Fląfel.
Piotr
– Nie rób.
Ala
– Fląfel to pierdoła.
Nagle Piotr wstaje i krzyczy.
– Proszę pani Ala mnie przezywa Fląfel i rzuciła we mnie papierem!
Wychowawczyni
– Alu, dziecko przestań.
Ala
– Ale ja nic nie robie. I nie jestem dzieckiem..
Wychowawczyni
– Dobrze już, zajmijcie się czymś ja musze uzupełnić dziennik. Mam tyle zaległości, że głowa boli. ( sięga do torby) może Ketonal Forte mi pomorze.( po chwili)  Marysiu wstań proszę.
Marysia
( wstając)
– Tak.
Wychowawczyni
– Masz uwagę u pani od matematyki.
Marysia
– Ja, a za co?
Wychowawczyni
( rozgryzając tabletkę)
– Nie pamiętasz? To ja ci odświeżę twoją pamięć. Marysia Suchomska na wieść o ocenie niedostatecznej na I semestr zagroziła zrobieniem sobie krzywdy i wybiegła z sali trzaskając drzwiami, w między czasie używała  wulgarnych słów, po chwili wróciła, usiadła w ławce i powiedziała, że to nie była ona tylko demon który nią steruje. Marysiu czy to prawda?
Marysia
– Tak, to nie byłam ja, tylko demon.
Wychowawczyni
– Jaki demon, dziecko….
Marysia
– Ja nie jestem dziecko.
Wychowawczyni
– Pani Pisarek na pewno da ci szansę w tym semestrze i otrzymasz ocenę pozytywną z matematyki na świadectwo kończące trzecią klasę gimnazjum.
Marysia
– A jak mi nie da  szansy?
Wychowawczyni
– No to trudno powtórzysz klasę.
Marysia
( agresywnie)
– Ale ja nie chcę kiblować kretynko zeszmacona! Zapłacisz mi za to !
( zrzuca wszystko  ławki wybiega trzaskając drzwiami)
Wychowawczyni
(zaskoczona)
– Ta dziewczyna potrzebuje pomocy specjalisty.
Emilka
– Chyba egzorcysty.
( w sali śmiech)
Wychowawczyni
– Dzieci ciszej. Nie mam czasu na dyskusje.
Piotr
– Proszę pani. Mogę coś powiedzieć?
Wychowawczyni
– Tak….
Piotr
– Ludzie mający kilkanaście lat buntują się gdy nazywa pani ich dziećmi. Ja mam 15 lat i jest mi głupio jak słyszę, że jestem dzieckiem.
Wychowawczyni
– Ale wy jeszcze jesteście dziećmi…
Emilka
– Nieprawda, rodzice nawet do mnie nie mówią dziecko, tylko …no mówią  nie jesteś już dzieckiem wiesz co robisz, ale jesteś jeszcze młoda …..niby jeden szczegół, ale robi różnicę.
Wychowawczyni
– Dzieci jestem zajęta mam mnóstwo papierkowej roboty. Nie mam czasu na jakieś bzdury. Dla mnie jesteście dziećmi. Osoba dorosła to taka która ma 18 lat.
Julka
– Inni wychowawcy rozmawiają ze swoimi uczniami, dla nas nie masz czasu. Zamiast wysłuchać Marysi to lepiej ją ochrzanić i załamać totalnie. Zresztą w domu ze mną też mało rozmawiasz.
( słychać dzwonek na przerwę)
Scena VI
Na ławeczce
Oliver, Bonifacy, Jędrzej siedzą. Obok nich przechodzi Marysia.
Oliver
– Ej ty.
Marysia
– Z łobuzami nie gadam.
Oliver
– Dam ci zajarać.
Marysia
– Co ty myślisz, że nie mam na paczkę fajek?
Oliver
– Ale to nie jest zwykła fajka, mówię ci.
Marysia
– Nie gadaj że masz …daj ( wyrywa z rąk Olivera i sama pali).
Oliver
– Mogę coś powiedzieć?
Marysia
– Co? Jarałam już mocniejsze.
Oliver
– Jesteś bardzo ładna. Masz piękne włosy, uśmiech i to spojrzenie.
Marysia
– No co ty?
Oliver
– Serio. Jesteś bardzo ładna i ….mądra nie to co laski z paczki Ali, plastikowe Barbie. Ty jesteś inna. Poważna, inteligentna. Chciał bym się z Tobą umówić, ale nie wiem czy zechcesz się ze mną zadawać.
Marysia
– Z tobą …pewnie, że tak.
Oliver
– To co może skoczymy razem do klubu u Stacha Zdzichowskiego?
Marysia
– Spoko, możemy skoczyć.
Marysia i Oliver odchodzą.
Bonifacy
– Ty  taki nieśmiały, dziewczyny nie może znaleźć, a widzisz.
Jędrzej
– Czekaj, czekaj, on zarywał do Emilki, ale ona go niby olała, potem z nim zaczęła chodzić, przedtem zarywał do Ali…
Bonifacy
Coś mi tu nie pasuje. Skoro Emilka z nim kręci to po co by zarywał drugą laskę?
Jędrzej
– Ale zrozum, Oliver trzyma z chłopakami z osiedla Liga Ochrony Orłów Bielików, tak? Ma z nimi układy, no ma. Chłopaki z LOOB sprzedają towar młodym pośrednikom tak? Skoro Oliver sprzedaje trawkę , dopalki i  doskonale wie, że my nie damy się w to wciągnąć, to potrzebuje kogoś do pomocy … bardziej naiwnego.
Bonifacy
– Acha….
Nagle przychodzi Ala, Emilka, Julka.
Bonifacy
– Siema laski.
Ala
– Nie widzieliście Marysi?
Bonifacy
– Yyyy, a o co chodzi?
Ala
– No bo Marysia…  zmieniła się nie do poznania. Kiedyś z nami się trzymała, ostatnio jest jakaś dziwna, wszędzie chodzi sama, nie gada z dziewczynami z klasy.
Jędrzej
– Może nie pasujecie do siebie jako koleżanki?
Julka
– Nie nie, Marysia zawsze nam się zwierzała i była normalna, a te numery które odwala na lekcjach są nie do zaakceptowania. Jak mnie nauczyciel wkurzy nieraz to ja się tak nie zachowuje. Mam to w nosie co do mnie gada i tyle, a na przerwie się koleżankom wyżalę i jest git majonez.
Ala
– Ale pierw te koleżanki trzeba mieć.
Emilka
– Nie widział nikt Olivera?
Bonifacy
– A co?
Emilka
– A nic. ( po chwili) Ja chyba wiem czemu Marysia się zmieniła.
Ala
– No czemu?
Emilka
– Nie mogę powiedzieć, ale ja ją rozumiem.
( nagle do Emilki dzwoni telefon, odbiera)
Halo?
Oliver
– Heja, co robisz?
Emilka
– Ja? Nic szczególnego.
Oliver
– To może kochanie da się namówić na spotkanie? Mam nowy towar dostaniesz całą paczkę za darmo gratis.
Emilka
– No dobra, a gdzie?
Oliver
– Tam gdzie zawsze na osiedlu LOOB.
Emilka
– Oki za chwile tam będę.  Ja musze lecieć, na razie.
( odchodzi)
Bonifacy
– To my też zmykamy do chaty. Nara wszystkim.
Bonifacy i Jędrzej wychodzą.
Scena VII
Następnego dnia. Sala lekcyjna. Pan Edziu prowadzi lekcję.
Piotr wchodzi do sali w której odbywają się już zajęcia.
Piotr
– Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.
Edziu
– Dzień dobry, siadaj synu. Dlaczego się spóźniłeś?
Piotr
– Spóźniłem się ponieważ widziałem coś dziwnego dzisiaj na ulicy.
Edziu
– Co takiego?
Piotr
– Jak Oliver Sycha otrzymuje jakieś pakunki i wymienia się pieniędzmi z  podejrzanymi typkami.
Edziu
– Gdzie to było?
Piotr
– Nie daleko parku szkolnego, teraz nie dawno.
Marysia
– Już nie żyjesz! Wydałeś mojego chłopaka!
Emilka
– Marysia to ty też?!
Marysia wybiega z sali, za nią Emilka.
Edziu
– Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co chodzi?
Piotr
– Zrobiłem zdjęcie aparatem cyfrowym.
(podchodzi i pokazuje nauczycielowi)
Edziu
– Przecież ci chłopacy byli karani za przemyt i rozprowadzanie dopalaczy, i innych świństw. Trzeba wezwać policję do szkoły i przeprowadzić dokładną rewizje wszystkich plecaków.
( Edziu wychodzi)
Ala
– Piotr ty wiesz co sobie narobiłeś?
Piotr
– Nie rozumiem.
Ala
– Już po tobie.
Scena VII
W parku
Oliver siedzi na ławce. Emilka i Marysia przybiegają do niego.
Marysia
– Kochanie czy to prawda?
Emilka
– Koteczku to nie możliwe, powiedz coś!
Oliver
– Co?
Dziewczyny razem
– Że nas zdradziłeś?
Oliver
– To nie tak.
Marysia
– A jak?
( nagle słychać sygnał wozu policyjnego)
Oliver
– O sieta, spadamy gliny nas namierzyły, a mam towar do rozprowadzenia. Po drodze wam wszytko wytłumaczę. Chodźcie.
Dziewczyny uciekają z Oliverem.
Scena VIII
W sali lekcyjnej.
Wszyscy uczniowie siedzą wystraszeni, po chwili przychodzą Edziu i wychowawczyni.
W między czasie Ala zakłada rękawiczki, wyciąga śniadanie z plecaka Piotra, owija papierem śniadaniowym paczuszkę, chleb rozdaje koleżankom, paczuszkę podkłada do plecaka Piotra.
Wychowawczyni
– No tak, tylko w mojej klasie są tak poważne problemy. Który to?!
Edziu
– Oliver Sycha. Nie ma go dziś w szkole.
Wychowawczyni
– Trzeba wezwać rodziców całej klasy, bo nie wierzę, że problem dotyczy tylko wybranych.
Edziu
– A co z zajęciami?
Wychowawczyni
– A co ma być, prowadź  dalej, a ja zrobię swoje. Na pewno Marysia Suchomska i Emila  Kwiatkowska współpracowały z Oliverem i pomagały mu w handlu. Dzieci biorą się za rozprowadzanie dopalaczy! Wstyd i hańba!
 ( wychowawczyni wychodzi)
Ala
– Ale to nie my handlujemy tylko Marysia, Oliver i ….
Edziu
– I kto jeszcze?
Ala
( wskazuje palcem na Piotra)
– On!
Piotr
(oburzony)
– Ja nigdy w życiu!
Ala
– To pokaż co masz w plecaku! ( podchodzi do Piotra bierze jego plecak i wysypuje cała zawartość na ławkę).
– A ta paczka to co!?
Piotr
– To na pewno nie moje.
Ala
– Akurat!  Tu są  twoje odciski!
Edziu
– Nie dotykajcie tego.
Piotr
– To nie moje, ktoś mi to podłożył.
Wszyscy
– Kto!?
Edziu
– Synu, jeśli przyznasz się go grzechu…
Piotr
– To naprawdę nie moje!
Wszyscy
– A czyje?!
Edziu
– Cała klasa jest przeciwko tobie, kto mieczem wojuje od miecza ginie, wydałeś kolegę Olivera, by samemu mieć więcej klientów prawda?  Popełniłeś ciężki grzech.
Piotr
– Nie, ja naprawdę jestem niewinny! ( zaczyna płakać)
Edziu
– Płacz tu nic nie pomoże, trzeba przyznać się do winy i poddać karze.  
( nagle słychać pukanie i donośny głos)
– Otwierać policja.
Scena IX
Ala (sama rozmawia przez telefon)
– Halo. No cześć Kamila. Słuchaj mam problemy. Obiecaj, że nie powiesz rodzicom. Mam paczkę do przekazania chłopakom z LOOB pomożesz mi? Czemu? Piotr ma najwięcej oskarżeń, siedzi w  poprawczaku. Podłożyłam mu paczkę z dopalaczami, nikt o tym nie wie. Emila i Marysia handlowały, tylko częściej miały towar do… Czaje o co biega, ale ostatni raz, nikt się nie dowie… Dobra poradzę sobie sama, tylko nie gadaj starym. Dzięki, no to pa.
Sama do siebie rozmyślając.
Czemu Fląfel nie chce na siebie wziąć winy?
 Całą rozmowę podsłuchiwała Julka.
Scena X
Następnego dnia w parku.
Ala siedzi na ławce czyta gazetę, Julka przechodzi obojętnie.
Ala
– Cześć
Julka nie odpowiada.
Ala
Cześć!!! Julka nie poznajesz mnie?
Julka
– Nie chcę z tobą mieć nic wspólnego.
Ala
– Ale dlaczego?
Julka
– Bo postąpiłaś jak  potwór i wrobiłaś niewinnego Piotrusia w handel dopalaczami.
Ala
– Ale o co ci chodzi? On przeszkadzał nam w interesach.
Julka
– Ty też handlowałaś?
Ala
– No pewnie, że tak  tylko nikt o tym nie wie, matka mnie podejrzewała, ale naściemniałam co trzeba i jest Oki.
Julka
– To masz przesrane, bo powiem wszystko naszej wychowawczyni.
Ala
– Nie możesz tego zrobić! Jesteśmy przyjaciółkami! A zresztą ona ci nie uwierzy mimo, że jesteś jej córeczką.
Julka
– Byłyśmy, byłyśmy. Nie pozwolę  by Piotruś zniszczył sobie życie przez ciebie w poprawczaku!!!
Ala
– Co ty go tak bronisz?
Julka
– To moja sprawa.
Ala
– Nie mów, że ten konował ci się podoba.
Julka
– Nie on mi się  nie podoba! Ja go kocham i nie mogę znieść tego jak go traktujecie!
Ala
– Ty zdrajczyni jedna nie daruje ci tego!
( dziewczyny zaczynają się szarpać)
Nagle pojawia się Aneta.. . i rozdziela dziewczyny.
Aneta
– Hej co jest?
Ala
– Kim ty jesteś?  A niech to!!! Ja chyba mam schizy!  To ty żyjesz?
Aneta
– Nie, to nie schizy, ja jestem prawdziwa. To ja Aneta.
Ala
– Co ty mi tu za pierdoły farmazonisz?  Aneta….
Aneta
– W własnej osobie.
Julka
– Ona wrobiła Piotrusia w handel dopalaczami i sama na tym nieźle zarabia.
Ala
– Ale ona kłamie!
Julka
–  Nigdy bym nie skłamała, bo to grzech.
Aneta
– Ja też kiedyś handlowałam i też brałam, zaczęłam szybko. Miałam chłopaka dealera. Alu… rzuć to, rzuć handel!  Przeszłam detoks, to było straszne, najgorszemu wrogowi tego nie życzę.
Ala
( złamanym głosem)
– Ale ja nie mogę. …
Aneta
– Jak będziesz na dnie będzie za późno. Pamiętacie jak było głośno i w gazetach nawet o tym pisali, gdy najarałam się, wzinęłam motocykl ojca i wylądowałam na drzewie? Cudem przeżyłam wypadek! Potem szpitale, detoks… pamiętam jak leżałam połamana na oddziale  tak bardzo chciałam żyć i nadal chcę!  Nie warto ćpać, Alu rzuć to, olej prochy, jeszcze masz szansę i nie wciągaj innych w to bagno,  to syf, kiła a na końcu mogiła. Nie handluj , bo handlując wciągasz innych w to, a życie krótkie jest.  
Ala
– Ale…
Aneta
– Ktoś ciebie w to wciągnął?
Ala
– Tak, Oliwer Sycha. Były chłopak.
Julka
– Ale dlaczego ze mną nie chciał chodzić i nie obiecał łatwego interesu?
Aneta
– Bo ty jesteś córką katechety.
Julka
– I co z tego?
Aneta
– Nigdy byś nie zgrzeszyła, no i fakt,  że chcesz zostać zakonnicą…
Julka
–  To nie prawda!
Aneta
– Przecież twoi rodzice moim chwalili się, że ich jedyna córeczka dotrzyma ich rodzinnej tradycji…
Julka
( wściekła)
– Ale ja nie chcę, ja się zakochałam i na pewno nie będę zakonnicą!
Aneta
– Rozumiem, że rodzice wywierają na ciebie taki wpływ.
Julka
– Ale ja nawet nie mogę zostać już zakonnicą. Bo jestem w ciąży z Piotrusiem! Ja go kocham!
Ala
– Ale numer!
Aneta
– Rodzice wiedzą?
Julka
– Nie i się szybko nie dowiedzą. Mam inne pomysły na życie. Oni sami to na pewno wymyślili bym została zakonnicą, bo jest duże bezrobocie i ja nawet po studiach nie znajdę pracy, bo mnie trzeba we wszystkim wyręczać. Nie chcą bym miała dzieci i męża, bo twierdzą, że nie podołam obowiązkom… u nas w rodzinie jest taka durna tradycja by przynajmniej jedno z dzieci założyło habit, ojcu powinęła się noga i nie mógł spełnić marzenia swoich rodziców i dlatego chce bym ja zrealizowała jego ambicje.
Aneta
– Twoi starzy powinni się cieszyć, że nie bierzesz, że żyjesz, a nie zawody marzeń wybierać!
Julka
– Dość tych dyrdymałów. Idziemy na zajęcia, powiem wychowawczyni o Piotrusiu.
Ala
– Razem powiemy ( zastanawiając się) W sumie co mi szkodzi spróbować zmienić drogę?
( Julka i Ala odchodzą)
Scena XI
Sala lekcyjna
Wychowawczyni pisze coś w papierach, jest bardzo zajęta.
Julka i Ala podchodzą.
Dzień dobry.
Wychowawczyni
– Dobry, dobry.
Julka
– Ala chciałaby coś powiedzieć.
Wychowawczyni
– Tak, słucham dziecko.
Ala
– Nie jestem dziecko, ale nie to jest teraz ważne.
Wychowawczyni
– Do rzeczy, jestem strasznie zajęta tą całą papierologią.
Ala
– Pani jest zawsze  tak zajęta, że nawet nie jest w stanie zauważyć co się tak naprawdę dzieje w naszej klasie.
Wychowawczyni
(ciężko  wzdychając)
– Taki już los pedagoga.  ( zastanawiając się) Słucham? Coś się stało?
Ala
– To ja podłożyłam Piotrowi paczkę z dopalaczami.
Wychowawczyni
– Nie może być dziecko!!!!!
Ala
– Żałuje tego co się stało, chcę się zmienić i mam wyrzuty sumienia, że Piotr jest teraz w poprawczaku przeze mnie. Oliver Sycha mnie namówił do tego, bo miał być moim chłopakiem. Wciągnął w to Emilkę i Marysię, każdej z nas wmawiał, że jesteśmy najpiękniejsze, cudowne, najmądrzejsze i takie tam bzdety. A mi nikt nigdy nie powiedział, że jestem mądra, on był pierwszą osobą.
Scena XII
Ławeczka w parku.  Wychowawczyni i Edziu siedzą na ławeczce wpatrzeni w siebie. Nagle podbiega Julka chcąc coś powiedzieć zasłania usta.
Edziu
– Co się stało na litość boską Juleczko?
Wychowawczyni
– Odebrało ci mowę?
Julka
– Jestem …
Edziu
– Tak, jesteś tu z nami w parku i co jeszcze chcesz  powiedzieć? My właśnie szukamy dla ciebie dobrego zakonu… powoli trzeba pomyśleć o twoim życiu duchowym.
Julka
( ze wściekłością)
– Nie! Nie chcę do żadnego zakonu, nie macie prawa za mnie wybierać co jest dla mnie dobre a co nie!!!
( odchodzi na bok zapłakana)
Wychowawczyni
–  Edek chyba … ona chce nam coś ważnego powiedzieć.
Edziu
– Co może być ważniejszego od pójścia do dobrej szkoły katolickiej i do zakonu?
Wychowawczyni
– Życie.
Edziu
– Co?
Wychowawczyni
– Powinniśmy cieszyć się, że nasza córka jest z nami, nie bierze dopalaczy… nie pije, nie pali… nie wagaruje… nie jest w ciąży,  my tego nie potrafimy docenić co mamy. Nie można za kogoś decydować o jego życiu, jedynie pomóc wskazać drogę.
Edziu
– Masz rację nie chciał bym takiego dziecka jak Oliver Sycha. Rozwydrzony bachor!
Julka
(wracając się)
– Piotr został wypuszczony i jest niewinny, ktoś mu podłożył paczkę…
Edziu
– Wiemy, wiemy. My tutaj omawiamy kwestę wyboru zakonu dla ciebie, powoli trzeba o tym pomyśleć.
Julka
( zapłakana krzyczy na cały głos)
– Nie, nie!!! Ja…
Wychowawczyni
– Co się stało, kochanie? Co chcesz nam powiedzieć, córeczko?
Julka
– Nie mogę zostać zakonnicą.
Edziu
( rozwścieczony)
– Jak to nie możesz?!!! Ty musisz, to jest rodzinna tradycja! Wszyscy moi bracia  tylko nie ja… ja się nie dostałem do seminarium, ale ty założysz habit. Ty musisz!
Wychowawczyni    
– Edek! ( oboje spoglądają na Julkę w ciszy)
Edziu
– Co jest ważniejsze niż zakon?
( chwila ciszy)
Julka
( ocierając łzy)
– Jestem z Piotrem w ciąży.
Edziu i Wychowawczyni razem:
– A niech to!!!
KONIEC

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież