Patryk Chrzan - Cmentarz słów

Jednolicie biała okładka tomiku „Nic" autorstwa Janiny Barbary Sokołowskiej koreluje bardzo wyraźnie z jego tytułem. Nawet wielkość wykorzystanej czcionki zdaje się przewrotnie pomniejszać zawartość, co nie tylko rozbudza ciekawość czytelnika, ale może wprawiać w pewien niepokój. Już pierwsze strofy wiersza rozpoczynające tomik prowadzą czytelnika w kierunku rozwiązania zagadki dotyczącej tytułu książki:
wiersz/przecież nie potrafi nic zmienić/słowa- karły więc tylko papier (…) wiersz nic nie  zmieni/nie zmieni nic.
Można uznać te słowa za pewien manifest poetyckiej bezradności albo przyznania, iż wiersze są zbyt słabym narzędziem i środkiem, a sama poezja nie rozwiązuje problemów, nie naprawi ani nie zmieni rzeczywistości. Czy tak jest naprawdę? Przywodzi to na myśl sprzeczną pozornie sentencję Lukrecjusza: Nic nie powstaje z niczego. Zatem na tytułowe „Nic" składa się wszystko to, z czym odbiorca poezji Sokołowskiej mógł się spotkać we wcześniejszych wydawnictwach. Znajdziemy tu wiele dowodów na tak postawioną tezę. W porównaniu do starszych wierszy więcej jest tutaj naturalizmu, oznak nihilizmu i piętna śmierci, która wraca w reminiscencjach z dzieciństwa i dotyczy wcześnie zmarłego ojca, a następnie dziadka, babć oraz siostry. Surowy realizm i manifestacja pojawia się także w kolejnym tekście „bez pointy":
(…) wychodzimy z kamienia masztem do pionu/zlepieni porcją bagiennego błota/ namaszczeni strużką krwi nad brwią/(…) wszystko musi iść w stronę północnego/nic (…) i nad pointą jedynej zaczarowanej bajki.
    Podobnie jak w poprzednich książkach pojawiają się religijne inklinacje, które tutaj wydają się być szczególnie wyraziste, z jednej strony nabierają ironicznego i humorystycznego zabarwienia, a z drugiej – dotykają bolesnej warstwy istnienia „tu i teraz". Tak dzieje się np. w wierszu „pobożne życzenie":
jeśli stworzysz mnie jeszcze raz/daj mi łuski syreny lub szorstką sierść kota (…)/byle nie dżdżownicą/nie lubię szpadelka.
Czy choćby w wierszu „do anioła":
(…) jakbyś nie wiedział co ze mną uczynić/po pierwsze ty prowadzisz/po drugie wszystko o mnie wiesz/przecież nie pytam/o drogę do raju.
Albo też w pozbawionym ironicznej nuty, refleksyjnym wierszu „wiadomość z pralni":
(…) nie chcę piór bezkrwawego anioła/białych stóp jak u piętaszka/nawet w chlebie pojawia się nóż/w końcu wiem od czego ten kwitek z pralni/znaleziony w trumnie w garniturze dziadka.
W tomiku przeważa ten drugi, jakby bardziej zrezygnowany sposób wyrażania relacji i kontaktu z Bogiem, gdzie autorka stwierdza, że już nie walczy mała i spalona jak piasek pustynny, lecz chwilę później deklaruje, że zawiśnie na krzyżu/za krzywe lustra za siebie za ciebie za nich.
Szerokie spektrum skrajnych zachowań wyraża głęboką niepewność we własną kondycję, zwłaszcza gdyby utraciło się tarczę wykutą ze słów. Podmiot liryczny uzmysławia sobie znikomość i marność, powolne zbliżanie się do kresu życia, ale równocześnie wie, że ma jeszcze coś do zrobienia, chce czegoś dokonać, poświęcić się komuś lub czemuś. Reminiscencje z dzieciństwa, które jest jedno i zawsze ostatnie, jest – z jednej strony ucieczką w beztroskie lata, a z drugiej – gorzkim dzieciństwem związanym z tragiczną śmiercią ojca, natomiast sam wiersz nie przynosi jednoznacznej oceny i pozostawia czytelnika samego. Autorka jakby chciała założyć nierozerwalną klamrę między doświadczeniem młodych lat, jego przełożeniem na późniejsze losy, a obecnym dorobkiem doświadczeń. Takie akordy pojawiają się w „opowieści o ciszy", gdzie w oparach gnilnego zapachu liści oraz nocy wdeptanej w gliniastą ziemię pojawiają się obok siebie dwa białe wróble wykąpane w śnieżnych liliach, bliscy, którzy odeszli bez swoich amuletów: czapki leninówki, amerykańskiej spinki, czy też zwiewnej apaszki. Wydźwięk tych wersów wskazuje, że owe przedmioty codziennego użytku urastają do rangi „czegoś" i są w opozycji do tytułowego „nic".
„Nic" jest zresztą swoistym leitmotivem, który pojawia się w wielu puentach. Stwierdzone przez autorkę wszędzie wszystko nic; ma to do siebie że nic więcej nie ma/nawet nic/do stracenia. W tekstach „nic" jest wszechobecne, reasumując paradoksalnie, iż nawet nic/nie jest trwałe. Stosując ten zabieg można odnieść wrażenie, że Sokołowska dokonuje pewnej dekonstrukcji zawartych w tekstach wartości, niwelując nadzieję albo przyjmując postawę realistyczną, tożsamą z manifestem sygnalizowanym na początku książki. Taka konstatacja zamykająca tomik sprawia, że całość można odczytać dwuznacznie.
Poetka nie ogranicza się jednak do jednego manifestu. W wierszu „przyjdzie czas" po kolei wzywa umarłe drzewa, zwierzęta, ryby, aby w końcu oznajmić:
(…) kiedyś zawołam wszystkich umarłych poetów/z chorobą długopisów – śmiertelną/przyjdą tutaj buszujący w niebieskim puchu/z konieczności/zapomnimy o bólu.
Wbrew pozorom, to rzadka sytuacja w tej poezji, gdzie podmiot liryczny stara się przełamać niemoc i nawoływać z romantyczną pasją. Z drugiej strony, trudno oprzeć się wrażeniu, iż najważniejszy jest tutaj człowiek. Człowiek, który jest podstawą rzeczy a wszystkie motywy i treści wydają się być tylko narzędziem, pretekstem i podłożem, aby dowieść słów Cycerona, iż nic człowiekowi nie wydaje się piękniejsze niż człowiek.
    Jak więc w tym uniwersum znaczeń i tropów umieścić podmiot liryczny? Najlepszą chyba wykładnię odnajdziemy w wierszu „imiona":
każdego dnia nadaje mi nowe imię/świt/dzisiaj jestem pestką.
Autorka nie ma zatem jednej twarzy ani jednego imienia, jest kameleonem, który zmienia barwy w zależności od okoliczności, ale nie jest też oportunistką. Stara się raczej być obiektywnym obserwatorem, twardym jądrem owocu jakim jest pestka, który możliwie najdotkliwiej przekaże prawdę słowami, tak przecież niedoskonałymi i bezradnymi.
    Zestaw wierszy zawartych w „Nic" jest zbiorem bodaj najbardziej osobistych tekstów Janiny Barbary Sokołowskiej, jakie miałem okazję przeczytać. Jakby potwierdzeniem całości wywodu jest tekst „cmentarz słów":

nigdy/nie pisz wierszy dla innych/dla bogatego snoba przebiegłej karierowiczki/nawet dla serca wyciekającego śliną (…) kalekie słowa wiercą dziurę w chmurach (…)
Są to słowa bardzo kategoryczne wypowiedziane przez osobę doświadczoną i świadomą ich wagi, gdyż poetka nie pisze pod tak zwaną „publikę", lecz dla własnego oczyszczenia. Później z pestki przemienia się w małż o twardej skorupie i miękkim wnętrzu, pisząc:
w tym gęstym morzu wierszy (…) faluję na zmarszczonej powierzchni/wewnątrz buduję dla siebie mały domek/z perły/wkrótce wypłynę nim na środek.
Czy tymi słowami chciałaby powiedzieć czytelnikowi, że chce się schować, odciąć od świata zewnętrznego? A może jest to dojście do pewnej granicy ekshibicjonizmu, który uprawia przecież każdy poeta.
    „Nic" jest książką bardzo surową w nastroju, pełną nieokreślonego do końca zagrożenia. Nie wiadomo czy jest to wyraz kapitulacji czy może rekapitulacji dotychczasowego życia i doświadczeń, zakończenie jakiegoś etapu albo też zamknięcie cyklu, bo przecież nic nasuwa na myśl nicość. Nieliczne przykłady ironii i humoru nie rozwiewają wcale ponurych mgieł zawieszonych między wersami. Tytułowe „Nic" odbieram jako opozycję do „Wszystko". Przeczytane teksty zawarte w tomiku nasunęły mi pewną analogię do krótkometrażowego filmu „Podróż" Daniela Szczechury – życie jako oczekiwanie, ciągła i monotonna podróż w czasie, podczas której zmienia się jedynie krajobraz za oknem. A docierając do celu, musimy niebawem wracać do początku. Książka Janiny Barbary Sokołowskiej ma chłodny wydźwięk i dominuje w niej ponury klimat. Czy zatem wszystko pozostawić w rękach Opatrzności i zdać się na łaskę a może na fatum? Zakończę słowami jednego z wierszy kończącego przedstawiany tomik „wola twoja":

to nic – powtarzasz – jakoś to będzie/wola twoja panie (…) na niebie z kości.

Janina Barbara Sokołowska, Nic, Advert Studio, Chorzów 2012

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież