Tadeusz Drat - Ich matki, nasze problemy…

Na temat naszego, polskiego postrzegania historii napisano tomy. Niczego to nie zmieniło, niczego nie nauczyło. Kochamy być NAJ!! Najmężniejsi, najbardziej waleczni, najbardziej honorowi itp., itd…
Nic to, że takie myślenie łatwo zakwalifikować jako nonsensowne. My Polacy, to kochamy i już! Henryk Sienkiewicz pisząc swoje arcydzieła „ku pokrzepieniu serc" działał w innych czasach. Nie było Polski, germanizacja zbierała ponure żniwo. Wychowałem się na Sienkiewiczu i do końca moich dni pozostanie on dla mnie niedoścignionym wzorcem pisarza. Nieważne, że często mijał się z faktami, że tworzył mity. Tamte czasy tego wymagały. Czasy się jednak zmieniły. Mamy własne państwo w świetnych, etnicznie uzasadnionych granicach. Jesteśmy częścią zjednoczonej Europy. Mamy niepowtarzalną szansę wyjścia ze wschodnioeuropejskiego zaścianka. Jeden wszak warunek – nie możemy nadal uważać się za pępek świata. Zresztą żaden naród, żadne państwo, choćby najpotężniejsze nie ma takiego prawa! Zapyta ktoś – po co ten wstęp. Do czego dąży autor? W przeciwieństwie do wszelakiej maści historyków, odniosę się do teraźniejszości. Wyświetlony w TVP niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie," wzbudził emocje wśród historyków, ludzi mediów, a zapewne też zwyczajnych widzów. To jednak ci „zwyczajni widzowie" ogromną większością /blisko 67%/ uznali, że film należało pokazać w polskiej telewizji. Kłaniam im się nisko. To oni, a nie zawodowi politykierzy mają decydować o tym, co jest dobre, a co złe. W całym – zresztą – spektrum publicznej aktywności. Niemcy się w filmie wybielają. Tak, to fakt. Proszę mi jednak pokazać naród, który tego nie robi, który nie wybiela swoich czynów z przeszłości. Nie czas tu i miejsce, żeby przytaczać stosowne przykłady. Kto chce, kto czyta, kto myśli rozsądnie, ten zna ich mnóstwo. Zresztą wytykanie różnym nacjom zjawisko mijania się z prawdą do niczego nie prowadzi. Chociaż, owszem – do potęgowania wzajemnej antypatii, a czasami wręcz nienawiści. Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak taki mądry, pracowity i poukładany naród – jak się zawsze wydawało – Niemcy, dali się ogłupić Hitlerowi. Las wyciągniętych rąk i ludzie skandujący z obłędem w oczach Heil Hitler. To do dzisiaj szokuje. Ale nie wątpię, że wielu z nich zadrżała ręka, kiedy mieli strzelać do jeńców, kobiet i dzieci. Żaden naród nie składa się z samych zatwardziałych zbrodniarzy, nawet Niemcy w czasie nazistowskiego obłędu.
A teraz tzw. polski wątek. Są ogromne pretensje do pokazania zachowań polskiej partyzantki. Że antysemicka. Tak się dziwnie składa, że dwa tygodnie przed emisją tego niemieckiego filmu stałem się posiadaczem kolekcjonerskiego tomu „Przewodnik Katolicki" z 1937 roku. Skala nienawiści do Żydów, z jaką się tam można spotkać, po prostu poraża. Zainteresowanych odsyłam do lektury tychże gazet. Gdybyż to jeszcze było wydawane gdzieś na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej, gdzie populacja Żydów była największa. Ale nie! Rzecz jest wydawana w Poznaniu, gdzie Żydów, podobnie jak w Bydgoszczy, wielu nie było. W tym kontekście nie może dziwić fakt, że statystyczny partyzant, wywodzący się przecież głównie ze środowiska wiejskiego, miał negatywne nastawienie do Żydów. Oskarżanie Polaków jako współwinnych holocaustu jest obrzydliwym nadużyciem. Dopatrywanie się antysemityzmu w naszym narodzie w tamtych czasach, ma niestety historyczne uzasadnienie. Moim – naiwnym zapewne – zamiarem jest propozycja zaprzestania grzebania w historii w celu siania nienawiści i skłócania narodów. Popatrzmy na nasze stosunki z sąsiadami. Rusofobia święci koszmarne triumfy. Z Litwą nie układa się dobrze. O Białorusi nie ma co wspominać. Ukraina, to nasza i ich rana od 400 lat. Niemcy?? Tak nie może być! To tragedia, która grzebie nasze szanse w Europie. Z tego należy się jak najszybciej otrząsnąć. Powtórzę – nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy pępkiem świata, a tym bardziej jego sumieniem. Kochajmy nasz kraj, bo na to zasługuje. Na inne narody patrzmy jak na partnerów, może nawet przyjaciół. Uczmy tego nasze młode pokolenie. Oni są bardziej otwarci na świat. Nasze historyczne „anse" nie do końca ich obchodzą. Może to jest właściwa droga? Na pewno, nie uczmy nienawiści do „innych". Tego historia, ta realna, nienapisana przez usłużnych historyków, nigdy nam nie wybaczy.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież