Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    „Niepokoi  nas to, czego nie rozumiemy"
    Anatol France
                                   
        
        Wystarczy przyjrzeć się wydarzeniom dnia codziennego, by wypełnić się niepokojem. Tym bardziej, że współczesne media prześcigają się w ukazywaniu tego, co w nas najgorsze. Człowiek, twórca współczesnej cywilizacji, penetrator atomu i kosmosu, w wielkim stopniu nadal pozostaje zagadką sam dla siebie. Nie wie, ile w nim dobra, ile zła, co i w jakich okolicznościach się wyzwoli i nad nim zapanuje. Nie zna możliwości własnego umysłu i psychiki, wielka część naszego mózgu tkwi bowiem w uśpieniu, jakby wszechwładna Natura wiedziała, że nie jesteśmy jeszcze godni z niej korzystać.
        Niepokój egzystencjalny najgłębiej dotyka ludzi naznaczonych przez Naturę koniecznością tworzenia. Jednym z przedstawicieli tego szczególnego grona jest malarz, grafik, pisarz ikon, znany poeta i krytyk literacki Zbigniew Kresowaty z Wrocławia - autor tomu wierszy o niecodziennym, przyprawiającym o dreszcze tytule „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy".

    Okładka drugiej książki Magdaleny Gałkowskiej jest dość tajemnicza. Żeńska noga w obuwiu a obok czarny stwór lub czworonożny przedmiot podobny do bezgłowego psa, wszystko utopione w zimnym i wielkim błękicie. Tytułowa „Toca" była wodną torturą stosowaną przez inkwizycję, w odróżnieniu od tortury chińskiej, bardziej bolesną fizycznie niż psychicznie. Połykanie wody wraz z kawałkiem materiału doprowadzało na koniec do silnego bólu, zadawanego przez kata jednym ruchem ręki.
    Tom również wypełniony jest wodą – motywami rzeki, oceanem a także cierpieniem i rozczarowaniem. Klimat tych tekstów jest dość niepokojący a chwilami mroczny, nie przytłacza jednak czytelnika, gdyż pulsuje stałym, choć chłodnym tętnem. W wierszach tych nieprzerwanie pojawia się kobieta, którą pomimo wspólnych cech, nie można jednoznacznie określić i zakwalifikować. To kobieta – rzeka, która jest zmienna i płynna, a przez to przemyka przez palce. Już pierwszy wiersz z cytatem z Lady Lazarus Sylvii Plath, pt „kobieta ocean" wydaje się dobrym mottem dla całości:

    „–Czy wypijesz ze mną wino, czy wódkę?
    –1 piwo też."
    Grzegorz Misiewicz

    Rozmowy często są jałowe, dyskusje–nudne, opinie–banalne, a dowcipy–stare, obrośnięte mchem lub pajęczyną. I dzieje się tak właściwie we wszystkich środowiskach, nawet tam, gdzie spodziewamy się intelektualnych erupcji i satyrycznych gejzerów... A tymczasem otacza nas szarość, pospolitość, senność. A jednak zawsze z mniej lub bardziej słabnącą nadzieją oczekujemy, że nagle pojawi się ktoś, kto jednym zdaniem trafnym i nowym wywoła burzę oklasków i uśmiechów, przebudzi usypiających, sprowokuje niezdecydowanych, a wszystkim przypomni, że można rozmawiać i myśleć inaczej: spontanicznie i z humorem. A wtedy zmienią się nagle relacje, pojawi się wewnętrzna energia i zapał, i chęć przeciwstawienia się, polemiki, szermierki na słowa... Czy jednak na pewno tylko szermierki – eleganckiej walki na szpady, szable, florety?

    Ty, który nie masz dwudziestu lat
    Kimże jesteś, że wyciągasz dłoń do steru
    a nie wiesz nawet dokąd płynie ten okręt
    Wierzysz w swą szczęśliwą gwiazdę
    Ale co pozostanie, gdy skończy się noc?

    Napierają na mnie, otaczają mnie słowa, wizje, metafory, które stworzył JAROSŁAW ZIELIŃSKI. Dużo ich. Zadziwia ilość pytań, które poeta stawia sobie, ale i czytelnikowi. Jest bezlitosny w ich zadawaniu. To właśnie, zdaje się sugerować, odróżnia poezję od prozy. Nieustanna wiwisekcja. Kim jesteśmy, dokąd idziemy, czego pragniemy. Kim jestem – ja, kim jesteś – ty, kim jesteśmy – my, wy, oni.
    Dlatego lektura tomu Słowa i linie Jarosława Zielińskiego to bolesna lekcja dla wszystkich, którzy się z nim zetkną. Daty pod wierszami w tej książce nie są przypadkowe. Świadczą na przykład, że poeta już jako czternastolatek (tak jest) posiadał wysoką samoświadomość, że spoglądał na świat uważnie, bardzo uważnie, czuł się jego obywatelem, niektórzy mówią: kosmopolitą, co ma być niby pejoratywną oceną. Bo posłuchajmy owego czternastolatka:

    „Zza przymrużonych powiek / lepiej patrzeć na kreskę horyzontu…" – napisał w jednym ze swoich zwiewnych liryków Witold Stawski. Nie mamy wątpliwości, że to na pozór zwyczajne zdanie – jakby je zakwalifikowali językoznawcy – oznajmujące, pozbawione wyszukanych słów, przynależy do poezji. I nie tylko dlatego, że wyróżnia się dyskretną linią melodyczną, że jest w nim mowa o czymś tak nieuchwytnym, jak horyzont, że wreszcie jego semantyka oparta została na paradoksie, jednym z najważniejszych środków wyrazu poezji o przesłaniu filozoficznym. Wszystko to razem wszakże sprawia, że ów dwuwiersz zawiera w sobie jakieś niedopowiedzenie, właściwe jedynie poezji, niedopowiedzenie będące nie brakiem, lecz przeciwnie, pogłębieniem ukazywanych sensów.
    Pamiętam mądre zdanie Anny Kamieńskiej, wybitnej poetki i eseistki, że wielka metafora musi wyrastać z konkretu, gdyż w przeciwnym razie byłaby nieczytelna. Tylko niespełnieni poeci wymyślają metafory, prawdziwi wydobywają je z języka poprzez zestawiania słów, które – by odwołać się do starego Boileau – „dziwią się", że znalazły się obok siebie i właśnie to zdziwienie jest progiem poezji. Stąd język poetycki przemawia tylko do ludzi wrażliwych, wyróżniających się szczególnymi dyspozycjami, słuchem poetyckim, podobnie jak odbiorcy muzyki słuchem muzycznym. „Ci wrażliwi – powiedział kiedyś jeden z najpowszechniej czytanych poetów współczesnych, ks. Jan Twardowski – mogą być nieliczni, ale ponieważ są wrażliwi, są bardzo ważni, ważniejsi od licznych niewrażliwych."  
    Przekonanie, że „zza przymrużonych powiek lepiej patrzeć…" wydaje się kłócić ze zdrowym rozsądkiem, co niejako potwierdza znane powiedzenie „miej oczy szeroko otwarte". Kiedy jednak patrzymy na przykład w stronę słońca, odruchowo mrużymy oczy, nie tylko po to, by uchronić nasz wzrok przed porażającym blaskiem, ale żeby cokolwiek zobaczyć.
    Ten trop interpretacyjny potwierdza dalsza wypowiedź poety:

    Zza przymrużonych powiek
    lepiej patrzeć na kreskę horyzontu
    rozmazaną łzą plamę pól.
    Ciepłym kocem
    trzeba otulić wspomnienia.
    A wiatr?
    Nie zawsze niszczy,
    czasem przynosi zapachy nadziei
    i popycha do przodu.

        Nie mamy wątpliwości, że cały ten liryk to rozbudowana metafora, nabrzmiała wręcz od znaczeń. Z kolejnego wersu wynika, iż przymrużenie powiek związane jest nie tylko z wpatrywaniem się w umykający horyzont, ale i potrzebą ukrycia łzy, jaka napłynęła do oczu. To ona sprawia, że sięgające „kreski horyzontu" pola są „rozmazaną plamą".
        Motyw łzy jest tu niezwykle istotny. Liczba pojedyncza mówi wiele o emocjach poety. Władysław Broniewski, który łatwo ulegał wzruszeniom, pisał o „łzach niemęskich". Pojedyncza zaś łza nie ma z tym nic wspólnego. Podkreśla raczej opanowanie emocjonalne, niż poddanie się wzruszeniom, niemniej jednak określa charakter przeżyć zapisanych w tym wierszu. Nie zaskakuje już nas „ciepły koc" którym „trzeba otulić wspomnienia".
        Spróbujmy określić sytuację liryczną tej części wiersza Witolda Stawskiego:
    W jakiejś mniej lub bardziej konkretnej sytuacji, będącej zwykle progiem w życiu człowieka, bohater przywołuje wspomnienia, odległe, zza linii   horyzontu. Horyzont nieodłącznie kojarzy się nam z tym, co „po drugiej stronie", gdzie możemy wprawdzie sięgnąć myślą, wyobraźnią, pamięcią wreszcie, ale nie możemy „zamieszkać" choćby na krótko. To tak, jak z płomieniem świecy: możemy go przeciąć ręką, poczuć ciepło, ale nie możemy w nim pozostać.
        A jednak przynajmniej niektórzy z nas wynieśli z dzieciństwa inne doświadczenie horyzontu. Wiele razy biegliśmy w jego kierunku przekonani, że byleby dobiec, a znajdziemy się jeżeli nie w niebie, to w jakiejś tajemniczej krainie. I – czego mamy niemało świadectw w baśniach oraz poezji – nierzadko się to udawało!
        W naszej tradycji – to spostrzeżenie Adama Mickiewicza – najczęściej linię widnokręgu wyznaczał las. Zanurzając się w jego tajemniczym wnętrzu – tu najlepiej odwołać się do książek z dzieciństwa, na przykład Marii Konopnickiej (Na jagody, O krasnoludkach i sierotce Marysi) – przekraczaliśmy niejako horyzont i trafialiśmy w zupełnie inną rzeczywistość, nierealną i realną zarazem jak choćby… wspomnienia.
    Wspomnienia przywołane w tym wierszu należą do szczęśliwych, chociaż autor tego wprost nie ujawnia. Nieoczekiwanie zaś wprowadza do zarysowanego świata poetyckiego motyw wiatru, co może wydać się zaskakujące. Wprawdzie nietrudno byłoby wskazać bardzo konkretną przesłankę tego zabiegu – choćby znane powiedzenie o wietrze wiejącym w oczy, jednakże byłoby to zbyt proste. Oddajmy więc raz jeszcze głos autorowi: „Nie zawsze niszczy, / czasem przynosi zapachy nadziei / i popycha do przodu."
        Zakończenie to przełamuje nostalgiczną tonację pierwszej części. Wspomnienia nie zamykają bohatera w przeszłości, raczej dodają mu siły w przyjmowaniu nowych doświadczeń.
        W modlitewnej Pieśni wędrowca poeta otwarcie ujawnia swoje marzenia niekoniecznie ukryte za „kreską horyzontu":

    Daj mi Boże zasmakować kropel rosy
    gdzie na łące tylko drzewo i baśniowy zamek
    gdzie w kamień zaklęte stada owiec
    Pełnym haustem lawendy wypełnić płuca
    zerwać kwiat w zaczarowanym ogrodzie
    lub na popiołach wulkanu
    Daj chwilę wytchnienia na strzępach skał
    wyrosłych z bezmiaru morza
    Doprowadź mnie ścieżką wiatru na koniec świata
    by tam z rzucić z urwiska nieważne myśli
    Pomóż odnaleźć w zamarłych kamieniach ślady do furtki
    za którą ukryty świat dziecięcych bajek
    […]

    A kiedy zatracę się w rozmyślaniach
    nad zanikającym śladem
    podnieś mnie z pochylenia
    bo droga jeszcze przede mną
    W taflach szkła przesłoniętych firaną błękitu
    przejrzę się niczym w weneckim lustrze
    a Ty ucieszysz się że jestem po właściwej stronie.

    Strona 1 z 11