Włodzimierz Ślęzak - Nieregularna perła

Nieregularna perła
Bydgoskie Sacré-Coeur to neobarokowa świątynia posiadająca pięknie brzmiące organy o neobarokowo-regencyjnym prospekcie,  choć o romantycznym charakterze dyspozycji, typowym dla Paula Voelknera, który zbudował te organy w 1912 i który to romantyczny charakter zachował się pomimo licznych późniejszych modernizacji tego wspaniałego instrumentu. Dobrze się stało, ze dzięki uprzejmości ( równie neobarokowego i tradycyjnego) proboszcza, x.prałata R.Kneblewskiego, ten właśnie instrument zabrzmiał w drugim dniu naszego festiwalu. Przywykła już do  organów z kościoła św. Trójcy ( tam bowiem zwykle odbywały się poprzednie koncerty)  festiwalowa publiczność zyskała w ten sposób możliwość porównania  dwóch instrumentów tego samego bydgoskiego organmistrza-Voelknera, dostrzeżenia wpływu akustyki pomieszczenia na  walory brzmieniowe poszczególnych registrów i ich zestawów. Można też było porównać, jak romantyczny instrument o neobarokowym prospekcie sprawdzi się w utworach barokowych ( dwóch chorałach J.S.Bacha z Orgelbuchlein i passacaglii D.Buxtehudego), a jak w romantycznym Ave Maria von Arcadelt F. Liszta. Utwory organowe wykonywane były na przemian z wokalnymi, jednak w tym omówieniu warto wyodrębnić uwagi odnoszące się do wykonawstwa literatury organowej w której instrument traktowany jest solistycznie od tych, które dotyczą utworów wokalnych z akompaniamentem organów.
Barroco- to po portugalsku perła o nieregularnym kształcie, od tego słowa pochodzi nazwa epoki. I właśnie takimi perłami o nieregularnym kształcie były wykonania Mikołaja Kołodzieja, który zasiadał za kontuarem organów. Król instrumentów jest – w porównaniu z klawesynem czy fortepianem- władcą na tyle bezlitosnym, co potężnym, obnażającym z całą surowością  drobne niedokladnosci tekstowe, nieprecyzyjnie zagrane ozdobniki, niuanse artykulacji i frazowania. Bardzo interesująco zabrzmiał Liszt, głosy smyczkujące ( gamba, salicional, geigen principal, gemshorm, labialna schalmei, fugara, aeolina) miały tu okazję do zademonstrowania swoich walorów kolorystycznych. Wartko i klarownie budowana była- mimo drobnych usterek- forma passacagli z kulminacyjnym wejsciem tematu w pedale powierzonym potężnemu i majestatycznemu puzonowi 16'. Z uwagi na ten okazały charakter jako trafną ocenić należy decyzję przesuniecia tego właśnie utworu na koniec koncertu- wbrew kolejności wynikającej z programu w drukowanych folderach.
Najwięcej niedosytu pozostawiły chyba chorały. Trudno było publiczności odnaleźć w nich ten zrezygnowany, liryczny spokój , tę organiczną jedność emocji i konstrukcji, którą cechuje się bachowska kantylena wpleciona w polifoniczną tkankę głosów, które kontrapunktycznie komentują treści chorału, nadając melodii cantus firmus wielowymiarowy, widziany w kilkakrotnej perspektywie, sens.
Jednak i  takie ( choc nie w pełni satysfakcjonujące) doświadczenie należy uznać za wzbogacające słuchacza , przywracające jakby pierwotną funkcję owych przygrywek chorałowych, które w zamyśle miały być przecież nie tylko pieszczącymi ucho arcydziełami barokowej retoryki muzycznej, teorii afektów i polifonicznej kalkulacji- ale właśnie utylitarnie traktowanymi przygrywkami. Być może w okresie, gdy Orgelbuchlein powstawała, luterańscy organiści liturgiczni interpretowali te przygrywki podobnie jak Michał Kołodziej, z typową dla gry liturgicznej troską o miarowy, porządkujący przebiegi ruch basu i zamierzonym unikaniu wszystkiego, co mogłoby ten- dyscyplinujący kongregację- puls zakłócić.
W utworach wokalnych mogliśmy delektować się niepowtarzalnym, ciemnym i szlachetnym w barwie sopranem dr Katarzyny Matuszak. Renate Behle- juror Międzynarodowego Konkursu  im. Roberta Stolza  w Hamburgu stwierdził „ Może być Pani ozdobą każdej  sceny w Europie". Tym bardziej należy docenić, że ten interesujący głos stał się ozdobą również XVII edycji naszego festiwalu. Po raz kolejny usłyszeliśmy w świeżej interpretacji dobrze znane i lubiane pozucje jak Lascia ch'io pianga z opery Rinaldo G.F. Haendla, Agnus Dei z Mszy Koronacyjnej W.A. Mozarta, Panis Angelicus z maszy Cezara Francka i Ave Maria w opracowaniu F. Schuberta jak i C. Saint- Saensa. Mniej znaną pozycja repertuarową był fragment Offertorium z Mszy Polskiej Jana Maklakiewicza.
Akompaniator sprawnie towarzyszył solistce, z pełną swiadomością stosował środki artykulacyjne pomagające w utrzymaniu precyzji rytmicznej. Dosć ryzykowny ( i mogący narazić na zarzut niestylowości)  był odwazny zabieg zastosowania głosu smyczkującego we wstępie  do arii Haendla- organy , których używał Haendel głosów smyczkowych nie posiadały. Pamiętajmy jednak, że jest to organowa transkrypcja partytury operowej, a w operowej orkiestrze instrumenty smyczkowe oczywiście występowały. Towarzyszac tak znakomitej solistce Michał mógł sobie pozwolic na zastosowanie jaśniejszej rejestracji u Mozarta. Dwustopowy flet- raczej nie zalecany przy towarzyszeniu głosom wysokim, nie przykrył śpiewaczki, lecz raczej podkreślał  radosny charakter mozartowskiej muzyki. Również w pozostałych utworach współpraca akompaniatora i solistki była niezła i podporządkowana zgodnej , stylistycznie uzasadnionej, koncepcji wykonawczej.
Szkoda, że takich pereł- choćby barokowo nieregularnych- tegoroczny festiwal nie oferuje więcej. Miejmy nadzieję, że dawne bogactwo i blask, możliwość zapoznawania się z grą i śpiewem młodych organistów i wokalistów z różnych ośrodków, ich porównywania, rozłożenie tego w czasie kilku dygodni, aby był czas na głębszą interioryzację doznań estetycznych – po okresie minimalizmu i demontażu znowu powrócą ze zregenerowaną siłą. Pamiętajmy, że Musica spiritus movens, co w trudnych czasach degrengolady nabiera znaczenia o niekwestionowanj aktualności....