Marian Florków - Sutanny splamione krwią

Siedemdziesiąta rocznica rzezi na Wołyniu skłania do smutnych refleksji i do złowrogich wspomnień u ludzi starszych, pamiętających ze swojego dzieciństwa obrazy jak z krwawego horroru. Napisano już setki stron na temat tego ludobójstwa, które do dzisiejszego dnia nie zostało ani ukarane ani nawet potępione. Mało znanym rozdziałem w tej tragedii jest bezpośredni lub pośredni udział duchownych, zarówno greckokatolickich jak i prawosławnych.
W myśl przysłowia, że ryba psuje się od głowy, należy wnikliwej przyjrzeć się działalności głównej postaci cerkwi greckokatolickiej pierwszej połowy XX w. - metropolicie Andrzejowi Szeptyckiemu. Ten wykształcony skądinąd człowiek, okazał się być zaciekłym wrogiem nie tyle naszej wiary ojczystej, co samej polskości w Małopolsce Wschodniej.
Urodzony w 1865 w Galicji ukończył studia prawnicze w Krakowie, a doktorat z filozofii i teologii uzyskał w Rzymie. W latach 1895-88 był przełożonym klasztoru bazylianów. W roku 1899 zostaje biskupem stanisławowskim, a od roku 1900 arcybiskupem lwowskim i metropolitą halickim. Piastuje również inne funkcje. Do roku 1918 roku jest członkiem Izby Panów w parlamencie austriackim i wicemarszałkiem galicyjskiego Sejmu Krajowego. Wydał szereg listów pasterskich oraz przetłumaczył na język ukraiński utwory św. Bazylego.
Na tym kończą się pozytywne aspekty działalności tego duchownego, gdyż potem było już tylko gorzej.
Niektórzy badacze stosunków ukraińsko-polskich twierdzą, że dużą rolę na wzrost świadomości narodowej Ukraińców miała wojna polsko-ukraińska w 1918/19 roku. Wtedy prawie cały kler ruski szedł jakby zwartą ławą przeciw ludności łacińsko-polskiej. Już wtedy pojawiły się nawoływania księży unickich w Grochowach, Cisowej i innych miejscowościach do rzezi Polaków. Trybunami agitacyjnymi tych duszpasterzy były z reguły ambony cerkiewne.
Gdy w roku 1939 nasza Ojczyzna konała pod ciosami dwóch zespolonych wrogów, to właśnie wtedy trzecie, zdradzieckie skrzypce grał abp. A. Szeptycki. W podziemiach katedry greckokatolickiej p. w. św. Jura we Lwowie, będącej pod jego zarządem, ujawniono m.in. nielegalne składowanie znacznej ilości broni i amunicji pochodzenia niemieckiego. Po tragedii wrześniowej metropolita A. Szeptycki zalecał stawianie kurhanów (mogił) w każdej wsi wraz z przemówieniami i teatralnymi uroczystościami pogrzebowymi zmarłej Polski.
Tymczasem inni hierarchowie Cerkwi greckokatolickiej aprobują już działalność OUN – czyli banderowców i witają „zwycięską armię niemiecką". To samo czynią kierownicy Cerkwi prawosławnej na Wołyniu.
6 lipca 1941 roku abp A. Szeptycki zarządził modły dziękczynne we wszystkich cerkwiach archidiecezji za wyzwolenie Ukrainy i w intencji zwycięskiej hitlerowskiej armii, a gdy Niemcy zdobyli Kijów, wysłał nawet list gratulacyjny dla A. Hitlera. W kolejnych miesiącach udzielał audiencji wysokiemu funkcjonariuszowi hitlerowskiego SS i Abwehry oraz delegacji specjalnego batalionu „Nachtigall".
Gdy jednak sytuacja na froncie wschodnim zaczynała się zmieniać i Niemcy poczęli „brać nogi za pas", wówczas to cerkiewna chorągiewka pokazała swoje właściwe oblicze. W przeddzień zajęcia Lwowa przez wojska sowieckie, metropolita zwołuje sobór archidiecezjalny, na którym odczytuje wystąpienie potępiające zbrodnie banderowskie. Ale już w „Liście Pasterskim" z 10 sierpnia 1945 roku A. Szeptycki nie ustosunkował się do mordów masowych, które były dziełem OUN-UPA na Wołyniu. Z treści tego listu wynika, że nie potępił zarówno mordów ani ich sprawców. Za kulminację jego działalności należy uznać wysłanie hołdowniczego listu do J.W. Stalina, w którym dziękował za przyłączenie Lwowa i Kresów Wschodnich do ZSRR. Jawnym zaś przestępstwem metropolity było to, że przechowywał on lidera OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) Andrija Melnyka w swoim pałacu świętojurskim, a następnie ułatwił mu ucieczkę ze Lwowa po r. 1945 w stroju duchownego.
Działalności ukraińskich nacjonalistów cieszyła się więc dużym poparciem kleru greckokatolickiego, który wspierał ich nie tylko duchowo. Zdarzyło się, że uniccy księża powoływali się nawet na Biblię dla konieczności wytłumaczenia wymordowania Polaków. Nawoływali wiernych np. do „wyrywania kąkolu z pszenicy". Przez kąkol rozumieli Polaków, których trzeba było oddzielić (wyrwać i spalić) od pszenicy, czyli Ukraińców.
Według autora wielu książek o tematyce kresowej Edwarda Prusa „duchowieństwo ukraińskie podżegając do zbrodni, czyniło to wraz z poświęceniem święconą wodą siekier, noży, wideł i innych narzędzi w celu bezgrzesznego mordowania". Częstokroć wraz z „sakralizacją" narzędzi mordu, święcono również bochenki chleba, służące jako wici do rzezi polskich współmieszkańców, przenosząc je sztafetowo z wioski do wioski przez tzw. „pielgrzymów". Podczas uroczystości święcenia odczytywano list zapowiadający wypełnienie polską krwią rzek i jezior, „bo Ukraina musi być czysta jak łza lub szklanka wody". Krążący po wsiach święcony bochenek pełnił rolę „objednania" (zjednoczenia) i miał „jednoczyć lud ukraiński do usunięcia Lachów". Działo się w takich miejscowościach jak: Gończy Bród (pow. Kowel), Nowa Dąbrowa (gmina Hołuby) czy w Starych Koszerach (gmina Stare Koszery).
Znakiem gotowości do rzezi Polaków w danej wiosce było postawienie na skraju wsi krzyża, przy którym ukryta była lista osób przeznaczonych do fizycznego wyeliminowania.
Takimi oto metodami i zwyczajami kompromitującymi chrześcijaństwo, Cerkiew unicka stała się instrumentem politycznym ukraińskich szowinistów na Podolu, Podkarpaciu i częściowo prawosławnym Wołyniu.

Za czasopismem historyczno-publicystycznym „Na Rubieży" przytaczamy wiarygodne przykłady duchownych greckokatolickich, którzy nawoływali z ambony do mordów, grabieży i przemocy pod patronatem OUN-UPA:
- ks. Stefan Kleparczuk (Antonówka pow. Brody) nawoływał z ambony do mordowania Polaków, organizował w tym celu zbrojną bojówkę
- ks. Ołeksiuk (Wojniłów pow. Kałasz) głosił m.in. że „nie trzeba zważać na nic i nie kierować się sumieniem"
- ks. Michał Hołowiej (Olszaniak pow. Sambor), jego plebania była miejscem ugrupowań upowskich i ich zaopatrzeniem w żywność
- cerkiew w Koniuchach (pow. Brzeżawy); w piwnicy mieściły się sale wykładowe podchorążówki UPA
- plebania Miłków-Wola Miłkowska była siedzibą sądu UPA i tam zapadały okrutne wyroki
- ks. (parafia Wielkie Oczy) mówił o konieczności prowadzenia radykalnej walki z Polakami. Wezwał ich, aby „dobrze naostrzyli swoje topory i noże"
- ks. Piotr Sawrij (wieś Torskie pow. zaleszczyki) podczas kazania w lipcu 1941 wezwał do mordowania Polaków
- ks. greckokat. Jacyszyn (Toki) zachęcał z ambony do mordów
- ks. (dziekan) Tretiak aktywnie pomagał w Złoczowie 3 i 4 lipca 1941 roku banderowcom i policji ukraińskiej w zorganizowaniu pogromu Żydów, zginęło 1000 osób
- ks. Połahyćkyj (imię nieznane) w Monarzesterzyskach, stał na czele bojówek UPA, które 28 lutego 1944 r. napadły na ludność wsi Koroścoiastyn (pow. Buczacz). Brał udział w masowym zabójstwie. Razem z nim w bojówce była jego córka i kilka zakonnic. Twierdził na kazaniach, że „za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy grzechu nie będzie"
- ks. Romanowśkij (imię nieznane) był współorganizatorem mordu w wiosce Byczkowce (pow Czartków), w której zabito 63 Polaków
- ks. Wasyl Mandziuk był w składzie komendy stanicy OUN we wsi Synków (pow. zaleszczyński), brał udział w mordowaniu Polaków, Żydów i nielojalnych Ukraińców
- ks. Iwan Hryniach w Pawłowie kierował z lasu na Mielnikach bojówkami UPA przy mordowaniu Polaków i Żydów
- ks. proboszcz grek. ze wsi Hiobów zasiadał w UPO –wskim sądzie i ferował wyroki śmierci po uprzednim torturowaniu skazanych Polaków
- ks. Kunićkij (imię nieznane) ze wsi Czerwiszówka święcił w cerkwi noże banderowcom
- ks. Iwan Dioluch we wsi Dragonówka podczas kazania w cerkwi denerwował się, że nic się we wsi nie dzieje, a powinno paść w jego parafii przynajmniej 100 Polaków
- ks. Rajich (imię nieznane) we wsi Iławcze był jednym z głównych organizatorów mordu ludności polskiej, a jego 2 synów brało bezpośredni udział w grabieżach naszych rodaków
- diakon Duliba N. w Majdawie i jego syn byli organizatorami napadu na wieś, w której Ukraińcy wymordowali 154 Polaków
- ks. NN w Sławetynie święcił przeznaczone do mordowania Polaków karabiny, noże, siekiery, kosy i widły wykrzykując: „Aby żniwa były obfite."
- ks. Jurij Sawczuk z Piątkowej ściśle współpracował z bandami UPA i był kapelanem w sotni „Burłaka"
- ks. proboszcz Bury Jan ściśle współpracował z OUN i UPA. Pod konie 1939 r. i w lipcu 1941 r. dwukrotnie celebrował „pogrzeb Polski" i wykorzystywał uczucia religijne do szerzenia nienawiści
- ks. proboszcz Sterczak Władymyr w Swaryczewie był przywódcą organizacji i prowodyrem terenowej UPA
- ks. Dymitr Panasiewicz z Ustrzyk Dolnych również nawoływał do mordowania Polaków
- ks. Michaiło Hajduk ze wsi Hłudno przechowywał w cerkwi i jej dzwonnicy broń oraz amunicje należącą do jednej sotni UPA…

Lista ta zdaje się nie mieć końca, jednak rolą miesięcznika literackiego nie jest przedstawienie i zamieszczenie jej w całości. Nadmieniam natomiast, że krew na sutannach księży greckokatolickich i prawosławnych pojawiła się również w innych okolicznościach w pełnym tego słowa znaczeniu. Nacjonaliści ukraińscy spod znaku OUN nie tolerowali poczynań księży nielojalnych i mordowali ich zarówno okrutnie jak Polaków czy Żydów.
Ksiądz greckokatolicki bez względu na wcześniejsze zasługi mógł zginać z rąk banderowców np. za jedno z jedenastu określonych przez OUN i UPA przewinień:
- odprawianie mszy dla Polaków w kościele rzymskokatolickim,
- odmowa współpracy z UPA,
- potępianie podczas nabożeństw w kazaniach zbrodni ludobójstwa,
- sprzyjanie Polakom,
- zdradę sprawy ukraińskiej,
- publiczne potępianie napadu banderowców,
- udział w pogrzebach Polaków,
- nawoływanie do opamiętania,
- ostrzeganie i pomoc Polakom w ocaleniu życia,
- odmowę osobistego udziału w przygotowaniach do mordowaniu Polaków,
- nawoływanie do zgody.

Spośród kilkudziesięciu udokumentowanych przykładów takich zbrodni warto przytoczyć choćby kilka:
- ks. Serafin Horosiewicz – proboszcz parafii greckokatolickiej w Zabżu pow. Łuck, zginął z rąk UPA. Spalono go żywcem 26 lipca 1943 roku wraz z 4 Polakami w cerkwi, którą oblano benzyną i podpalono, za potępianie zbrodni na Polakach i za przyjaźń z polskim księdzem.
- ks. Michajło Telep – proboszcz w Rogoźnie został zamordowany w kwietniu 1944 r. wraz z rodziną (4 osoby) przez bojówkarzy UPA za publiczne potępianie napadu banderowców na wieś Pyszówka.
- ks. Tereszkun (i.n), Ukrainiec, został powieszony w parafii Zburzec pow. Buchacz, za „zdradę Ukrainy", za odmowę udziału w działalności UPA i za potępienie mordowania Polaków.
- ks. Panasiuk (i.n) z miasteczka Strusów był ożeniony z Polką. Został uprowadzony i utopiony w rzece Sert za potępienie w swoich kazaniach zbrodni dokonywanych przez UPA. Zamordowano również jego żonę, która była w zaawansowanej ciąży.
- W końcu 1942 r. zamordowano ks. Nifonttalledwedewa z Antonówki Szepelskiej pow. Łuck za odmowę osobistego udziału w przygotowaniach do mordowania Polaków.
Według źródeł Stowarzyszenia Upamiętniania Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (SUOZUN) we Wrocławiu latach 1939-1947 z rąk banderowców zginęło około 160 księży, 17 zakonników i 22 zakonnice. 20 osób zostało trwale okaleczonych, a ponad sto ratowało się ucieczką przed niechybną śmiercią. Liczby te obejmują księży zarówno grecko - jak i rzymskokatolickich oraz prawosławnych. Opinię o negatywnej roli duchowieństwa ukraińskiego potwierdził Instytut Pamięci Narodowej.
Cerkiew greckokatolicka i prawosławna mogła w tych burzliwych czasach wiele uczynić w sprawie rozładowania nacjonalistycznych i faszystowskich nastrojów w Małopolsce Wschodniej. Do tego jednak nie doszło i Cerkiew stała się instrumentem politycznym ukraińskich szowinistów. W rezultacie doszło do prawie całkowitego zespolenia Cerkwi unickiej z OUN, a wielu licznych działaczy tej zbrodniczej organizacji pochodziło z rodzin duchownych. Należeli do nich Iwan Hrynioch, J. Sećko, i właśnie Stefan Bandera, urodzony w 1908 r. syn Andrija – duchownego greckokatolickiego. Po latach z imieniem Bandery na ustach szli hajdamacy, nożownicy i siekiernicy, by rżnąć bezbronne polskie rodziny.

Bibliografia
1)    Adam Kubasik, Wizja arcybiskupa A. Szeptyckiego, Wydawnictwo Archidiecezji Lwowskiej, Lwów 1999
2)    Edward Prus, Herosi spod znaku tryzuba i atamani UPA
3)    Wybrane numery czasopisma „Na rubieży" w tym nr 110 z 2010 r.

Na zdjęciu: Metropolita Andrzej Szeptycki w 1930 roku

Na zdjęciu: Stefan Bandera – naczelnik OUM

Na zdjęciu: Drohobycz. Pomnik Stepana Bandury (1908-1959) przed gimnazjum, w którym pobierał nauki. Obecnie Publiczna Szkoła Średnia nr 7
Fot. Stefan Pastuszewski

Na zdjęciu: Duchowni greckokatoliccy celebrujący 18 lipca 1943 roku we Lwowie Mszę świętą dla ochotników Dywizji Strzeleckiej SS „Haływna"

Na zdjęciu: Lwów.  Katedra greckokatolicka pw. św. Jerzego z połowy XVIII wieku według projektu B. Meretyna. Na frontonie rzeźby św. Anafazego i Leona dłuta J.J. Pinkla (1795-1761)
Fot. Stefan Pastuszewski

Na zdjęciu: Grób nieznanego żołnierza UPA pod płotem Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież