Włodzimierz Ślężak -Wśród zdemontowanych piszczałek

XVII edycja festiwalu młodych organistów i wokalistów rozpoczęła się w charakterystycznej scenerii- wyjęte z organów piszczałki opierały się o ściany empory i pokazywały  słuchaczom swoje milczące, wypoczęte i zblazowane bezczynnością wargi. Gościnne i zapewniające dobry pogłos mury luterańskiej świątyni tym razem wypełniły się chóralnym śpiewem młodych wykonawców z bydgoskiego UKW. Pod kierunkiem dyrektora Instytutu Edukacji Muzycznej dra hab. Bernarda Mendlika chór wykonał 6 pozycji repertuarowych. Na wstępie zabrzmiał pierwszy polski hymn królewski, Gaude Mater Polonia. Publiczność wysłuchała go na stojąco. Melodia tego hymnu zapożyczona została z gregoriańskiej O salutaris hostia, a tekst łaciński napisał w 1253 Wincenty z Kielc, dominikanin z Raciborza,z okazji kanonizacji biskupa Stanisława ze Szczepanowa ( 1030-1079), jako część rymowanego oficjum o św. Stanisławie.
    Po raz pierwszy pieśń  ta została wykonana w maju 1254 podczas uroczystości kanonizacyjnych, potem śpiewało ją rycerstwo polskie z okazji zwycięstw, towarzyszyła różnym uroczystościom patriotycznym, a i obecnie wykorzystywana jest podczas inauguracji roku akademickiego, zwykle już w układzie czterogłosowym. Pierwsza znana harmonizacja w stylu wczesnego baroku pochodzi od Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego (1667-1734) zwanego polskim Haendlem. Dziś częściej jednak wykonuje się ją w XIX-wiecznym opracowaniu Teofila Tomasza  Klonowskiego (1805-1876) i właśnie w tej współcześniejszej wersji mieliśmy okazję po raz kolejny ją sobie przypomnieć. Znanym i cenionym przebojem Złotego Wieku muzyki polskiej jest Już się zmierzcha Wacława z Szamotuł (1526-1560) utrzymana w kunsztownym stylu polifonicznym szkół niderlandzkich. Pierwodruk Łazarza Andrysowicza ukazał się w Krakowie około 1556 a utwór wciąż urzeka słuchaczy mistrzowskim połączeniem melodycznej inwencji, kontrapunktycznej ścisłości i nastrojowej ekspresji. Nie oparł się temu czarowi i nasz współczesny kompozytor, Henryk Mikołaj Górecki ( 1933-2010) , cytując tenor renesansowego arcydzieła w aż trzech swoich kompozycjach: Chorał w formie kanonu ( bez nr opusu) (1961/1984) na kwartet smyczkowy, Muzyka staropolska op. 24 ,(1969) na orkiestrę i I kwartet smyczkowy Już się zmierzcha op.62 (1988). Nie oparła się i publiczność , z satysfakcją słuchając interpretacji B. Mendlika i bydgoskich chórzystów. Kolejną pozycją było Parce Domine Feliksa  Nowowiejskiego (1877-1946), już z okresu Młodej Polski, kompozytora dobrze znanego organistom głównie ze swych dziewięciu symfonii organowych. Utwór ten stawia przed chórem wymóg operowania szeroką paletą cieniowań dynamicznych od ff do najsublelniejszego ppp, a także operuje zmienną ilością głosów od 4 do 6. Następnie wraz z chórem przeniesliśmy się już w świat muzyki XX-wiecznej. Zdenek Lukas (1928-2007) skomponował swoje Pater Noster op. 263 w 1994 w czeskim Jilovem. Utwór utrzymany jest w polifonizującej fakturze 5-głosowej . Twórczość chóralna Lukasa cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza wśród zespolów amatorskich , które chętnie włączają do swego repertuaru jego kompozycje. Warto jednak wiedzieć, że oprócz 354 opusów popularnych utworów wokalnych i tanecznych kompozytor ten ma w dorobku ponad 20 pozycji orkiestrowych, w tym 7 symfonii, operę Falkensztejn i muzykę do komedii Szekspira Miarka za miarkę, wystawione w Pilźnie, a także aż 9 pozycji klawesynowych i koncerty na różne instrumenty.
Podobnie archaizujący styl, właściwy dla muzyki religijnej odnaleźli słuchacze w Angelus Domini Pawła Łukaszewskiego (*1968), profesora w Katedrze Kompozycji  Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie, który w latach 1994-1996 był uczestnikiem Podyplomowego Studium Dyrygentury Chóralnej prowadzonego przez nasza bydgoska Akademię Muzyczną. Autorem ostatniej pozycji tej części jest młody slowacki kompozytor Peter Spilak (*1979) z Uniwersytetu Mateja Bela w Banskej Bystrici. Jego Ave Maria pozwoliło chórowi sprawdzić się wykonawstwie przebiegów polirytmicznych i bardziej dysonansowych współbrzmieniach.
   Na tym zakończyły się występy a capella. W drugiej części wieczoru mieliśmy okazję posłuchać większej formy, a mianowicie Stabat Mater op. 138 g-moll Josefa Gabriela Rheinbergera (1839-1901) na czterogłosowy chór z towarzyszeniem organów. Z braku jednak organów Michał Wachowiak musiał wykonać akompaniament na specjalnie na tę okazję przywiezionym z UKW dwumanuałowym cyfraku Rodgersa. Wprawdzie Rodgers jest – jak na cyfraka- instrumentem niezłym, ale nienagłośniony zewnętrznie i źle ustawiony ( zakryty chórem) brzmiał dość bezbarwnie- jakby skromnie dając do zrozumienia, że jest przecież  tylko substytutem i atrapą , a nie królem instrumentów. Oryginalna partytura Rheinbergera wymaga jeszcze instrumentów smyczkowych – uproszczona aranżacja, której słuchaliśmy, pochodzi od E.J. Biedermana. Za pulpitem dyrygenckim zastąpił B. Mendlika  dr Benedykt Odya, który dość sprawnie poprowadził utwór, zachowując integralność wieloczęściowej formy i panując nad całością.
W sumie koncert był nieco krótszy niż zwykle. Skrócona  i bardziej uboga  będzie również cała bieżąca edycja festiwalu. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowy krok wstecz i że – tak jak zdemontowane piszczałki powrócą na wiatrownice, aby jeszcze wspanialej brzmieć- tak i festiwal, do którego bydgoszczanie już przywykli, oprze się prawu wzrostu entropii, przezwycięży kryzysową degrengoladę i powróci do takiej świetności,  jaka osiągnął w swoim dotychczasowym rozwoju. Jest on bowiem w muzycznym krajobrazie Bydgoszczy bardzo potrzebny, a z uwagi na swą unikatową formułę trudny do zastąpienia.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież