Marcin Godawa - STOPERY

Remont dla oka dobry, nie dla ucha’
mruczał wracając z miasta, kiedy świder
jak lodołamacz na artykę ściany
wypływał, albo młot nie wiedzieć kiedy
zaczynał liczyć tempo przemijania
i powstawania. Wyrywanie kabli
odczuwał każdym nerwem, lecz znużenie
i tak jak wilgoć leżało najgłębiej.
Nie będzie chwili, która by nie mogła
zostać zarysowana gwoździem ani
parapetówka nie oznacza końca.

Wszystko się działo na tyle daleko,
że mógł na szczęście kładąc się na łóżku
spróbować jeszcze tego wynalazku:
kawałki wosku rozgrzane palcami
zastygły w uszach statuą wolności.
Myślał: ‘Niech zawsze będzie można uciec!
Jak się zaczyna cisza, gdy się nie da
rozstrzygnąć, czy tam pracują, czy może
poszli na przerwę... Czym jest w takim razie
to ciche z głębi, to coraz głośniejsze,
to coraz bliższe odrzuceniu koca?’
Stukanie serca niosło się po żyłach...

Już nie powtórzył tego nigdy więcej.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież