Janusz Orlikowski - Tam (2)

Nieco inaczej jest w czyśćcu. Dusze tam obecne, również obdarzone wiedzą czym jest Dobro i Zło gdy Sad Ostateczny,  lecz nie znają czym jest Niebo i czym Piekło. Odbierają swój stan jako przejściowy. Są jakby nie na swoim miejscu, lecz miejsce które zajmują jest jak najbardziej im właściwe. To powoduje dyskomfort potęgowany tym, że po Sądzie  Dobro, gdy już znalazły się w Czyśćcu na powrót obecne jest w nich na tyle, ile sami poczynili, natomiast Zło w sposób całościowy. Ktoś rzeknie: to niesprawiedliwe, powinni być obarczeni tylko własnym Złem. To niemożliwe, gdyby tak było działo by się to wbrew zasadzie bezinteresowności. Ich umysły zawężone tylko do własnych Dobrych i Złych uczynków działałyby interesownie, co do własnego zbawienia. Taki ich umysłowy świat nie różnił by się wiele od tego jakim dysponowali na ziemi.  Różnica by polegała tylko na tym, że inne były proporcje dobra i zła za życia, a inne Dobra i Zła tam. Taki „zawężony świat" nie dawałby możliwości odkupienia win, gdyż je można tylko poprzez widzenie całego Zła, nie tylko częściowego. No więc niech dysponują dla równowagi również całym Dobrem, ktoś powie. To tym bardziej jest niemożliwe w Czyśćcu. W piekle tak, bo stamtąd nie ma odwrotu i całe Dobro tam jest konieczne, by było cierpienie. O co chodzi? Gdyby pneumy w Czyśćcu były obdarzone całym Dobrem to przecież, zgodnie z nauką chrześcijańską Dobro w ostatecznym rozrachunku pokonuje Zło. Bóg jako istota Najwyższa, Wszechpotężna jest również Dobrem, a dusza tym tu nagrodzona zniosłaby automatycznie Zło. Cóż więc za cierpienie, co za pokuta? To byłoby Niebo, o którym za chwilę, równość Bogu. Zatem jedynym rozwiązaniem jest, aby dusza dysponowała własnym Dobrem (jakby niezgrabnie powiedzieć – częścią Absolutu) , a obecność Zła po to by naprawa była faktycznie możliwa. Pokuta, cierpienie, głębokie poczucie winy, skrucha właśnie poprzez ową cześć Absolutu, który daje predyspozycje do tego by chcieć powodować samo Dobro.
Czy czasem nie mamy wrażenia, że ktoś nie z tego świata informuje nas o czymś? Nie tyle nas ostrzega, ile właśnie udaje mu się obdarzać pewną informacją, co do przyszłych zdarzeń? Mnie  to dotyczy. Choćby na początku 2012 roku, a było to, pamiętam, w mojej pracy, w mojej sali matematycznej gimnazjum podczas przerwy między lekcjami. Pierwsze dni po Nowym Roku i człowiek chcąc nie chcąc zadaje sobie pytanie jaki ten rok będzie. Ni stąd ni zowąd usłyszałem nie swój głos, nie był to głos wewnętrzny, impuls, czy też działanie mojego daimoniona. Głos powiedział stanowczo: trudny. I tak było w istocie. Długa choroba, szpital. To, myślę, głos z czyśćca. Tam bowiem pneumy nie mają mocy zmieniania zdarzeń tu na ziemi, aczkolwiek mogą słać właśnie informacje co do przyszłych złych zdarzeń, bowiem znane jest im Zło całego świata.  To niektóre czyny na drodze do odkupienia. Inne znane są tylko Bogu tak jak i droga z Czyśćca do Piekła lub do Nieba.
Każda dusza na swoim miejscu. Każda w swej istocie doskonała. Nie porusza się, bowiem ruch w ludzkim znaczeniu nie jest jej do niczego potrzebny. Na Sądzie Ostatecznym, gdy jeszcze wiedziała co to Dobro, a co Zło, teraz już drugie pierwszym zniesione. I czy nie takie jest znaczenie śmierci Chrystusa na krzyżu i zmartwychwstania, odkupienia wszystkich win ludzkości? Zło zniesione, gdyż nie może ono być w niebie bowiem jego zasłużeni wybrańcy nie mogliby by być szczęśliwi. A są. I chociaż być może syn nie spotyka tam ojca, matka swojej matki, mąż żony, dyrektor podwładnego, przyjaciel przyjaciela, bądź jest odwrotnie, to są szczęśliwi. W niebie jest spełnienie wszystkich najskrytszych marzeń i fantazji jakie były udziałem człowieka na ziemi, jeżeli tylko działy się one w tym co Dobre.
Jest tu pani Jadwiga, która po rozwodzie z mężem  związała się z panem Krystianem którego tu nie ma, gdyż okupuje czyściec. Ona jest z nim, chociaż on nie jest z nią. To niczemu nie przeszkadza, bowiem czysta Dobra pneuma jest obecna tak, jakby on tu był, bowiem dla niej faktycznie jest. Spędza z nim najpiękniejsze, upojne noce doznając cudownych rozkoszy. Jest tu ich łóżko posłane pościelą z błękitnej satyny na którą, Krystian mówił, szkoda pieniędzy. Ubrana jest w jedwabną, w kolorze dojrzałych wiśni bieliznę, a sypialnia jest pełna różnokolorowych kwiatów, słychać jej ulubioną, kontemplacyjną, indyjską muzykę i palą się świece dotykając delikatnym światłem sprzętów sypialni... Nie, to nie tak. Okazuje się, że Bóg jest bardziej hojny. Zamiast łóżka jest miejsce rozkoszy, które w jej doskonałym umyśle jawi się jako coś o wiele bardziej atrakcyjnego. Nie ma na sobie tej bielizny, jest inna, utkana przez aniołów tak jak i to miejsce, na którym się kochają. Kolorystyka stworzona kolorami odpowiednimi dla Raju. Lecz nie tego, jaki znany nam jest z obrazów wybitnych malarzy na ziemi. Słyszą anielską muzykę o wiele bardziej odpowiednią dla ich, by rzec, anielsko – erotycznego stanu. Ich ciała, których w obiektywnej tam Rzeczywistości nie ma, gdyż byłyby widoczne dla wszystkich obecnych tam dusz, są subiektywnie tylko dla nich w tej samej Rzeczywistości. Oni nie widzą też innych ciał. Dotyk jest tchnieniem i wielokrotnie wzmożony. Pan Krystian nie jest w satynowym szlafroku, który zawsze chciała mu kupić, ale nie chciał, bo za drogi. Ubrały go, tak jak i ją, anioły. Ten widok pobudza panią Jadwigę jeszcze bardziej, lecz nie jest to pragnienie, pożądanie znane jej z ziemi, które było cierpieniem. To wspomniane dotyk – tchnienie. Są już nadzy... On jednak nie odczuwa czynionej sobie wzajemnie rozkoszy, tylko ona wiedząc tak, jakby i jej partner tak samo czuł. Pan Krystian jest przecież w czyśćcu, stąd jego stan umysłu jest, by tak rzec, przystosowany tylko poprzez tę część Dobra, które sam poczynił. To pozwala mu jednak na większe tam starania, tak jak i wszystkim innym pneumom tam obecnym. Gdyby był w piekle żadnych starań by nie mógł czynić, co nie przeszkadza pani Jadwidze. Takie jest faktyczne znaczenie powiedzenia: spotkamy się wszyscy w Niebie. Miłość Szczęśliwa, Niebiańska.
Jest tam pan Adam, który zawsze chciał mieszkać przy piaszczystej, szerokiej plaży ciepłego morza; w małej zatoce otoczonej górami w zieleni, po których wspinają się skąpane w słońcu na błękitnym niebie białe domy, gospodarstwa. Na niewielkim tarasie domu wokół którego średniej wielkości palmy, a przed którym, za tarasem, tylko drobnoziarnisty w kolorze słomkowym piasek, a dalej turkusowa słona woda dotykająca leniwie brzegu, chciał siedzieć popijając Brendy i czekać na wschód słońca, które wkrótce pojawi się na horyzoncie zatoki na wprost. Czekać wraz ze swoją małżonką, z którą po miłosnej nocy ciepło zbliżającego się dnia i w nich nie pozwoliło spać. Tylko dzieci by spały w najlepsze po całodziennej zabawie na plaży i w wodzie. Był to weekend. By mógł pracować w tamtejszym urzędzie tak długo, aby tylko wystarczało czasu dla żony i dzieci. Jako podwładny dyrektora by zniósł wszystkie upokorzenia, jakie teraz znosi. I tu Bóg okazał się bardziej hojny. Bo wszystko w powiększeniu, barwy natury Niebiańskie, a pracować – nie pracuje, bo to Raj. Widzi jednak też swojego dyrektora, który również tu jest, lecz w innym krajobrazie. To obraz urzędu, który funkcjonuje idealnie.
Jest tam babcia Ania otoczona wszystkimi, pięciorgiem wnucząt, z których z trojgiem za życia kontakt był utrudniony, ponieważ pierwsza córka z mężem wyjechali za granicę w poszukiwaniu godnego życia. I jest tam i druga córka oraz drugi zięć, pomimo że ona ma miejsce w piekle, a on w czyśćcu. Wszyscy żyją jeszcze na ziemi, lecz jest z nimi, bo  tam wszystko dzieje się w jednoczasie, w wiecznie trwającej aktualności. Dzięki hojności Boga teraz kontakt ze wszystkimi jest doskonały, nawet z drugą córką i zięciem. Babcia Ania jest tu ze swym mężem Stefanem, który zginał w czasie wojny trzy lata po ich ślubie. Nadrabiają bezpowrotnie stracony czas. Ich miłość kwitnie jak u pani Jadwigi i pana Krystiana, pana Adama i jego żony.
Obok siebie siedzą, popijając boski napój, książę Siddhartha, który porzucił żonę i królestwo swego ojca, aby w faktycznym świecie pełnym ludzkich nieszczęść doznać stanu nirwany, czyli Budda,  urodzony w stajence w Betlejem Jezus Chrystus czyniący cuda, ostatni prorok islamu Mahomet, pogański święty Sokrates za życia otruty cykutą, bez przeszkód dogadujący się teraz ze swą żoną Ksantypą, a przygląda się temu pewien rabin. W ogóle, skoro już o tym, wielu tam proroków i świętych są z Bogiem, których tu nie wymieniam, bo nie wiem nawet czy ta wizja jest Prawdą i czy wszyscy są tam święci ustanowieni przez ten, czy tamten Kościół. I, by tak zupełnie z odmiennego bieguna, czy są tam politycy rozprawiający o eutanazji, aborcji i środkach antykoncepcyjnych, czy panowie światowej gospodarki.    
Stąd, może zauważył w trakcie lektury Czytelnik, przedstawiając piekło, czyściec i niebo piszę te słowa małymi literami w odróżnieniu od Piekła, Czyśćca i Nieba jako pojęć nie obecnych w czasie, pojęć wiecznych. Inaczej nie można będąc istotą stworzoną i tu na ziemi. Tylko tam gdzie moja pewność i dla odróżnienia od myślenia właściwego człowiekowi bez wychylenia na zewnątrz pojawia się duża litera.
„Ty nie przyjdziesz już do nas/ to my do Ciebie przyjdziemy", napis na jednym z pomników  grobu na cmentarzu w Łagiewnikach Małych, niedaleko Dobrodzienia, przypomnę. Ile ufności trzeba w obliczu Sądu Ostatecznego, aby napisać takie słowa. Nie ważne, czy autor był wystarczająco świadomy tego, co zapisał. Czy kierowała nim gorliwa wiara, czy tylko chęć, żeby tak było, marzenie. Nie mnie o tym rozstrzygać, ani, sądzę, komukolwiek na ziemi. Warto natomiast pomyśleć, że kierował nim daimonion.

                                                                                             
                                                                                           
                                                                                                                                                                                              
             
                                                           
     
   

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora