Danuta Sułkowska - Szukanie ocalenia

Tytuł moich refleksji o najnowszym tomiku poetyckim Joanny Rzodkiewicz „Dwoisty kaprys", jest cytatem z jednego ze składających się na niego wierszy. To utwór „Opłukiwanie truskawek", w którym najbardziej wyraziście i wprost zapisana jest prawda o ulotności życia i nieustającej walce wszystkiego, co żywe, o jego zachowanie. Myśl ta przewija się przez całą książkę. Dyskretnie, bo przeważnie na pierwszy plan wysuwają się inne sprawy. Czasem dość odległe. Ale tylko pozornie.
Podczas lektury omawianej publikacji, często ma się wrażenie „zatrzymania w kadrze" różnych, bardzo ważnych, niezwykłych, lub po prostu pięknych momentów. To, stosowane w głównej mierze do fotografii określenie, możemy potraktować metaforycznie i odnieść do innych dziedzin sztuki, np. filmu, malarstwa, czy grafiki. A także, jeśli zechcemy, do poezji.
Niewątpliwie owo uczucie „zatrzymania w kadrze", pojawia się w tym wydawnictwie tak często i jest tak nieodparte dlatego, że część wierszy została zainspirowana fotografiami. Są to zdjęcia Leszka Lisieckiego; wewnątrz tomiku czarno-białe, na okładce kolorowe. Te w różnych odcieniach czerni i szarości są dosyć niezwykłe, ponieważ na pierwszy rzut oka wyglądają jak wykonane szybkimi kreskami szkice, bardziej dokładne rysunki, grafika, lub namalowane jakąś dosyć trudną do zidentyfikowania techniką, ilustracje. Artysta fotografik poddał swoje prace bardzo ciekawej, twórczej „obróbce". Stąd po pobieżnym przejrzeniu książki i przeczytaniu niektórych wierszy skojarzenie z różnymi dziedzinami sztuki.
Zacznijmy wszakże od okładki. Znajduje się na niej bardzo piękna fotografia, przedstawiająca bezlistną gałązkę z dwoma czerwonymi, mokrymi owocami. Przeczytajmy zainspirowany nią tytułowy wiersz:
dwa różowe koraliki
uczepione ramion
strudzonej gałązki
jarzą się
na spopielałym tle
wciąż niegotowe
by upadać

czy to jesienny katar
czy owocowe łzy
skraplają się
poza ramy fotografii
na moją kartkę

Ileż prostoty, a jaka wielość treści! Ten poetycki obraz natury utrwalonej na fotografii, skłania do wielu bardzo ciekawych refleksji o przemijaniu, a także o niegotowości do odejść i rozstań. Ludzie pióra pomyślą, że jest w tym tekście coś doskonale im znanego z własnego doświadczenia – ów magiczny moment gdy natura, zdarzenia, sprawy przemawiają do nich tak silnie, że po prostu czują się zmuszeni do pisania.
Widać zatem, iż utwory inspirowane fotografiami nie są jedynie literackimi opisami tego, co na zdjęciach zarejestrowano. Trudno zresztą mówić o opisach, gdyż poetyckie obrazy są symboliczne, w większości można je nazwać zaledwie słownymi szkicami. Ponadto żaden nie istnieje sam dla siebie, lecz stanowi punkt wyjścia do pogłębionej refleksji dotyczącej istotnych problemów egzystencjalnych.
Czasem przy tej okazji poetka odwołuje się do filozofów, jak w wierszu „Panta rei", gdzie znajdujemy przemyślenia Heraklita z Efezu oraz Henri Bergsona, z którego koncepcją „pędu życiowego" jako siły motorycznej – przyczyny aktywności istot żywych autorka, jak się zdaje, w pełni się zgadza pisząc: „(…) wszystkie ogniwa życia / napędzane elan vital / zatopione w źrenicach natury / przenikają się (…)".
Nie akceptuje jednak tak charakterystycznego obecnie pośpiechu, nieustannego zabiegania, zbyt szybkiego tempa życia. W wierszu „Ostatnie płatki" stwierdza, iż „(…) tak traci się / tu / i teraz". Z całą pewnością ma na myśli fakt, iż przez ciągły, niecierpliwy i gorączkowy wyścig z czasem – aby zdążyć wszystko załatwić, wywiązać się z obowiązków, zrobić dobrze, albo tylko miernie, (byle tylko uznać coś za wykonane), nie dostrzega się piękna otaczającego świata, nie znajduje się chwili na refleksję, (stąd w cytowanym wierszu „zadeptana pointa"), zaniedbuje się kontakty z bliskimi.
Właśnie bliskim autorce osobom poświęcona jest środkowa część tomiku. Są tam m.in. bardzo ciepłe, serdeczne utwory dla Ojca i Dziadków poetki, dla Anny Kajtochowej oraz koleżanki Wandy. Podmiot liryczny przywołuje w nich minione chwile, wspomina znane, ważne dla siebie miejsca, zwierza się, iż wciąż czuje obecność bliskich sobie ludzi, mimo ich nieobecności. To też jest szukanie ocalania.
Wśród wierszy z dedykacją zwróciły moją szczególną uwagę bardzo interesujące rozważania dotyczące kobiety. Wynika z nich, że niezależnie od upływu wieków, zmian kulturowych, etc –  to, co w jej naturze najważniejsze, pozostaje niezmienne. Oto jak brzmią ostatnie strofy utworu dla profesor Krystyny Slany:
(…)
za pół wieku moja koleżanka
spojrzy wstecz i z ulgą stwierdzi
dobrze być współczesną kobietą

czy na pewno?
przecież w miłości i namiętności
nadal będzie płonąć
albo wybierze alternatywne niewolnictwo

 Pora na wspomniany we wstępie wiersz „Opłukiwanie truskawek". Przytoczę go w całości:
Rozpaczliwie szukają ocalenia
jedna wspięła się już
na śliską krawędź
inne krążą chaotycznie
po słodkich policzkach truskawek

W obliczu nagłej katastrofy
jakie modły wznosisz
mała mrówcza istoto
zagubiona w kobiałce wszechświata?

Pod ciężarem kropli wody
rozgrywa się dramat istnienia

Zbyt silny strumień
chwila nieuwagi
może kaprys boskiej ręki
spłucze cię
w kosmiczny niebyt

Przedstawiona w wierszu wizja, może wydawać się zbyt katastroficzna, niemniej jest najzupełniej realna. Bo, jak by powiedział geograf z „Małego Księcia" Antoine'a de Saint-Exupéry – życie jest efemeryczne. I nie muszę tu oczywiście dodawać, że przez „mrówczą istotę" należy rozumieć dowolne żywe stworzenie.
Ciekawe, że w książce nie ma buntu przeciwko wyrokom boskim, zrządzeniom losu, czy też prawom natury. Jest za to spokojna, rzeczowa konstatacja faktów i pogodzenie się z nieuniknionym. Więcej – jest w stosunku do Najwyższego zrozumienie i coś, czego nie można nazwać inaczej, jak tylko empatią. Czytamy o tym w utworze otwierającym tomik: „Współczuję / z całego serca / i wspieram / w tych trudnych chwilach / kiedy podejmujesz decyzje / za które nienawidzi Cię / człowiek w cierpieniu / trzymam za rękę / i modlę się za Ciebie / - Boże".
Warto wspomnieć jeszcze o innych, ważnych sprawach, zapewne mocno zajmujących autorkę, skoro poświęciła im wiersze. Należy do nich m.in. zagadnienie nietolerancji dla inności. Mowa o tym w wierszu „Błąd", którego bohater liryczny „(…) nie rozróżnia / nieznanych krain adaptacji / więc zakładają mu obrożę / bije skrzydłami / o smycz / zbyt krótką (…)". Jakże drastyczna scena! I jestem pewna, iż nie chodzi tu tylko o przedstawionego w niej chłopca z syndromem FAS.
Oczywiście nie brak w tym zbiorze pogodnych, krzepiących wątków i jasnych punktów. Ale generalnie relacje międzyludzkie i  współczesny człowiek nie prezentują się w nim zbyt optymistycznie. Szczególnie w wierszu „Współczesny", gdzie czytamy:
(…)
buduje coraz wyższy
mur z reguł
aby mechanicznie
sprostać wymaganiom
fizycznie obecny
wewnętrznie niegotowy
zastyga
w odrętwieniu

bo mniej mogą go dotknąć
tak samo przerażeni
zbytnią bliskością

Reasumując, stwierdzam z całym przekonaniem, iż „Dwoisty kaprys" Joanny Rzodkiewicz wart jest polecenia czytelnikom i to nie tylko ze względu na urodę składających się na niego wierszy, lecz nade wszystko na ważne przesłania dotyczące istotnych zagadnień współczesności, uniwersalnych, aktualnych w każdym czasie problemów, a nade wszystko wartości każdego życia i szacunku dla niego. Dobrze jest w obecnych, trudnych czasach starać się ocalać – życie, wspomnienia, dobre chwile i inne wartości.


……………………………………………….
Joanna Rzodkiewicz: Dwoisty kaprys, Wydawnictwo SIGNO, Kraków 2012, ss. 48