Michał Pasternak - Czterej niezwykli artyści i ich inspiracje

Najnowsza książka Jolanty Baziak Wyczółkowski, Przybyszewscy, Munch
i Vigeland – fryz powstała pod wyraźnym wpływem jej pobytu w Norwegii oraz inspiracji twórczością i życiem Leona Wyczółkowskiego.
Życiorysy omawianych czterech artystów stanowią główny wątek publikacji. Zostały one pokazane zajmująco. Autorka decydując się na opisanie także ich życia prywatnego daleko wykracza poza suchą notę encyklopedyczną. Dzięki temu przedstawia pełniejszy obraz życia i twórczości owych wybitnych przedstawicieli życia artystycznego tamtego czasu. Czytając ich życiorysy możemy prześledzić także źródła fascynacji twórczych i wzajemnych wpływów.
Zdecydowanie najwięcej miejsca poświęcono przedstawieniu życia i aktywności Leona Wyczółkowskiego. Autorka ceni wyjątkowo jego dzieła. Podziwianie licznych obrazów i rycin mistrza dostępnych w bydgoskim muzeum stanowi dla niej zawsze głębokie przeżycie. Kolejnym powodem wyboru tego konkretnie malarza było ustanowienie roku 2012 jego imieniem. Czytając książkę możemy dowiedzieć się dlaczego akurat miasto nad Brdą posiada kolekcję dzieł Wyczółkowskiego, jedną z największych w Polsce.
Sam Wyczółkowski, wybitnie utalentowany twórca, poza malarstwem zajmował się grafiką, fotografią, a nawet rzeźbą. Fakt ten wzbudza głęboki podziw autorki. Wybór tego akurat artysty podyktowany został jeszcze i tym, że Wyczółkowski ostatnie lata swojego życia spędził na Kujawach we dworku w Gościeradzu. Spoczywa, zgodnie ze swoją wolą, na cmentarzu parafialnym w pobliskim Wtelnie, mimo zgonu w Warszawie.
 Pomieszczone w książce reprodukcje obrazów Wyczóła, jak i fotografie mistrza stanowią ciekawe dopełnienie narracji. Reprodukowane prace pochodzą ze zbiorów jego imienia w Bydgoszczy. Interesująco wygląda również stara chałupa i kamień na polu, sfotografowane przez Jolantę Baziak w miejscu urodzenia się Leona Wyczółkowskiego, miejscu o którym – zdaje się – zapomniano.
Przyroda stanowiła jeden z najważniejszych motywów przedstawień Wyczółkowskiego. Szczególnie drzewa były mu bliskie. Temat ten powtarza się w wielu pracach. Dęby i cisy stanowiły dla niego symbole potęgi i niezwykłego piękna przyrody. W publikacji podziwiać możemy kilka szkiców o tej tematyce. Kwitnące jabłonie czy dęby rogalińskie wyglądają jak żywe.
Autorka, poruszając wątek drzew, odwołuje się do znanej z mitologii skandynawskiej koncepcji Drzewa Życia. Uważa je za symbol nieskończoności. Stanowi to pewne niedopatrzenie. W skandynawskich mitach nie jest ono wieczne, gdyż razem ze światem zostanie kiedyś zniszczone podczas zaciętych walk bogów Asgardu z olbrzymami.
Przedstawienie zarówno życiorysów jak i twórczości Stanisława Przybyszewskiego, Edvarda Muncha oraz Gustava Vigelanda buduje drugą równie ważną część omawianych esejów. Dokonanie takiego podziału podyktowane zostało faktem, iż dzieje trzech artystów przeplatały się ze sobą, a ich twórczość oddziaływała na siebie wzajemnie. Ukazanie losów Dagny, żony Stanisława Przybyszewskiego, jak i norweskiego środowiska artystycznego odzwierciedla ich dekadencki styl życia. Co więcej, artyści ci przedstawieni zostali jako ludzie z krwi i kości. Stanowi to walor publikacji. Pokazanie ich ludzkich słabości do pięknych kobiet czy suto zakrapianych przyjęć, pozytywnie wpływa na odbiór całości. Dzięki temu wydają się oni bliżsi czytelnikowi. Obecnie często spotykamy się z tendencją do „pomnikowego" przedstawienia biografii wybitnych ludzi. Jest to błąd moim zdaniem, ponieważ aby być rzetelnym, należy wydobyć zarówno blaski jak i cienie ciążące na życiorysach tamtych osób.
               Stanisław Przybyszewski, Edvard Munch i Gustaw Vigeland – każdy z nich był w swoim czasie zakochany do szaleństwa w pięknej Norweżce. To ona właśnie zainspirowała wiele ich dzieł. Jej wizerunek możemy odnaleźć chociażby na obrazie Muncha Madonna, rzeźbie Vigelanda Walc II, a także książce Przybyszewskiego pt. Moi współcześni. Kobieta ta w tamtych czasach była muzą dla wielu artystów. Jej uroda i styl życia pociągał ich.
Wybór akurat tych czterech artystów zapewne został podyktowany tym, że każdy z nich zajmował się w swoim życiu kilkoma dziedzinami sztuki. Gdyby Wyczółkowskiemu dane było osobiście poznać Muncha czy Vigelanda – sztuka zdecydowanie byłaby nicią porozumienia między nimi. Z jednej strony norweski malarz skandalista, a z drugiej polski mistrz pędzla stanowią dwa przeciwne bieguny jeżeli chodzi o usposobienie czy podejście do życia. Z drugiej strony jednak odnaleźć możemy wiele podobnych zainteresowań artystycznych, tematów, motywów, takich jak obrazy batalistyczne czy upodobanie do portretów. Niebagatelne pozostały po nich „wielkie testamenty", zestawione i odnotowane przez autorkę z dbałością o szczegóły.
Publikacja Wyczółkowski, Przybyszewscy, Munch i Vigeland – fryz jest napisana rzetelnie i z wyczuwalną empatią. Opatrzona została krótkimi wzmiankami encyklopedycznymi na temat artystów, dodatkowo uzupełnionymi o ich fotografie – dla mniej w historii sztuki zawansowanych. Każda z jej części po rozwinięciu mogłaby stanowić oddzielną całość.
Widać wyraźnie, że pobyt w Norwegi natchnął autorkę do napisania tej książki z konkretną myślą przewodnią. Obok obrazu Leona Wyczółkowskiego Kościół Drewniany umieszczone zostało zdjęcie drewnianego kościoła w norweskim mieście Urnes. Obie świątynie są do siebie bardzo podobne. Reprodukcje obrazów zamieszczonych w niniejszej publikacji charakteryzują się wysoką jakością wydruku. Cieszą oczy żywe kolory płócien. Sam wybór dzieł został dokładnie przemyślany. Nie zabrakło sztandarowych dzieł takich jak Krzyk Muncha czy Generał Władysław Jung Wyczółkowskiego. Umieszczenie precyzyjnie wybranych przez autorkę fotografii Muncha i Wyczółkowskiego pozwala spojrzeć na malarzy jak na zwyczajnych ludzi. W szczególności fotografia Wyczółkowskiego przy sztaludze od razu rzuca się w oczy. Przedstawienie artysty przy pracy, w pięknym krajobrazie Kujaw jest z jednej strony proste w formie, a z drugiej niezwykle sugestywne. Podkreśla zarówno jego wielką pasję do malarstwa jak i przywiązanie do piękna polskiej przyrody.  
Jolanta Baziak zdecydowanie najmniej miejsca poświęciła Vigelandowi. Wątek ten mógł być nieco szerzej rozwinięty z tego chociażby powodu, że Vigeland jest najbardziej znanym norweskim rzeźbiarzem przełomu XIX i XX wieku, a mało o nim wiemy z braku literatury, nie mówiąc o monografii w naszym rodzimym języku. Szkoda też, że autorka nie pokusiła się, z wyjątkiem twórczości Wyczółkowskiego, na dokładniejsze zapoznanie czytelnika z dorobkiem reszty przedstawionych w książce twórców, odsyłając jedynie do sutej bibliografii. W publikacji ukazane zostały ich najwybitniejsze osiągnięcia. Jednak z zamierzenia nie miała to być monografia, a szkice o sztuce zbudowane na zasadzie tytułowego fryzu, tego co najistotniejsze. Należy również dodać, iż wielu informacji zawartych w przypisach książki nie znajdziemy w żadnej z monografii omawianych artystów, są to dane porządkujące dotychczasowe informacje badaczy, (niekiedy podawane sprzecznie), ponadto uwspółcześniające, w szczególności w kwestii wystaw Norwegów w Polsce.
          Czytelnika spotyka w „ostatniej notatce" niespodzianka, zapis w języku angielskim, islandzkim oraz norweskim – obok fotografii dębu Leona Wyczółkowskiego, sadzonego w Bydgoszczy 10.10.2012 i reprodukcji Krzyku Edvarda Muncha, litografii z 1895 roku, pomieszczono wyszparowaną z grafiki Salome (parafraza), akwaforty z 1894 Muncha, główkę Przybyszewskiego, „smutnego szatana", w tym przypadku w ramach żartu graficznego. Ciekawym zabiegiem edytorskim, według koncepcji samej autorki, jest ponadto potraktowanie przedstawień księżyca, który pojawia się w nader licznych pracach Muncha, niczym polskie „i", vide: s. 61, 82 i 83 – zastosowane na okładce publikacji.   


Jolanta Baziak, Wyczółkowski, Przybyszewscy, Munch i Vigeland – fryz, Bydgoszcz 2012, Instytut Wydawniczy „Świadectwo", ss. 95.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora