Zofia Litwinowicz - OPUSZCZAM POŁUDNIOWE SŁOŃCE

Płynne cienie Wenecji, skrzydła złotych lwów,
Zastygają na masek kształt.
Nic nie mów!
Cichnie gondola i rybałt…
Wsłuchaj się w nadmiar cisz.
Umiera w paciorku murano. Wzwyż
I w głąb toń wąska, lecz głęboka
Jak Cannaregio uliczki, jak oka
Chłodu od wody, jak muśnięcie po twarzy!
Rozrasta się Pala d’Oro;
W wielości aniołów  waży
Wiarę i pełnię, i treść. Marco Polo
Wschód sprzedaje pod Porta dei Fiori.
Sekundy puchną jak słońce, jak brzoskwinia,
I spełnia się świat łagodny jak mirt. Gest
Gondoliera sunie, kwitnie powoli most, zatrzymał
Się okrzyk, jak ciemna miłość jest
Myśl. Castello kruche i ciepłe
Pachnie cynamonem. Croissanty, słodycz ciszy.
Dni jak labirynty, słyszysz,
Na obrazie wybrzeża. I nagle – gwar.
Ugina się most pod schyleniem czół
Wawrzynem, amalgamatem barw.
Kanały splątane jak włosy. Na pół
Łamię oliwek język giętki, Italii słoneczny splot.
Ciemnoskóry uśmiech po twarzy
Przebiega jak przez ulicę kot.
Buongiorno. Grazie. I witraży senne światło
Jak prośba: Vicino alla finestra…
Pałac, smyczek posłuszny, zwierciadło,
Słońca ramię dojrzałe – to wenecka orkiestra.
Opuszczam to południowe słońce,
Zatrzymane jak szkło na San Antonin.
Zostaje przestrzeń pamięci, cyprysem pachnące
Niebo, impresja, lazur, dotyk woni.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież