• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Wojciech Kawiński - Czarny miesiąc

    idzie się w zniknienie
    między trawy cienie

    pod ścianą ulewy
    słychać nieba śpiewy

    położyć się nie usnąć
    mimo szmerów pusto

    oko wygwieżdżone
    pod naszą obronę

    dojrzy co rozmyte
    ptasią porą świtem

    bez ruchu odleci
    na skrzydłach zamieci

    a że czarna ona
    nas już nie przekona  

    * * *
    Zmusił cię sen. Jawa prze-
    budziła.

    Z gałęzi świtu zdjęte liście,
    ktoś upuścił na trawę.

    Od-słyszała się cisza. Jej oddech
    w tle

    zaświecił kropelkami rosy,
    nie-łagodnie.

    Abyś zaczął być. Śnić rzeczy-
    wiście

    w mało jawny sposób.
    Typowy antyrealizm. Nawet
    po części liryczny –
    jakby–

    Brak motywacji

    Każda śmierć
    to początek życia,
    dlatego –
    nie mam już nic do ukrycia

    powiedział starzec,
    wychodząc ze swojego domu
    donikąd – a przecież
    los go kiedyś wspomógł

    dziwną słonecznością,
    być może ostatnią –
    jasność wejdzie w lepkie chmury,
    siły go okradną

    bo każdy osobno
    musi się gramolić, jak żuk –
    na powierzchnię zamkniętą,
    poza próg  

    Różne pasma te same klawisze

    1.    Relacja
    z ręki do ręki
    z oka do oka
    z trzewi do jamy  

    wartko płynie
    nie-jawnie płonie
    jakby szelest elementów
    był iluzją

    2.    Glosa dla glosy
    obłęd dla pożytku
    sąd  dla samego
    procesu sądzenia

    ma się tak do siebie
    jak papier do ognia
    jak siła mięśni
    do sochy lub radła

    3.    Daj słowo
          i tak honoru nie znajdziesz
          w mroźnym
          polu znaczeń

               na ekranu
               ruchliwej stronie
               ujrzysz
               wersety skażone

    Segmenty i kategorie

    Dzień jest był zginął
    tyle ich odeszło w milczeniu
    A.    Czerniawski
    I
    Mogę się cieszyć, ze
    przeżyłem: własnych rodziców, brata
    który nie istniał, epokę
    głupszą niż prosta wymówka
    mądrego filozofa,
    kilka psów:
    Wierniejszych niż pamięć
    przyjaciół, cztery, może dziesięć
    kobiet, nie-
    miłości życia –
    II
    mogę się cieszyć, coraz słabiej
    i głupiej:
    że nie dotknęły mnie wyraziście
    typowe choroby dzieciństwa, za to
    młodość
    była opowieścią ślepego o
    kolorach,
    albo gorzej: plamą
    trudno zmywalną
    z dość kiepskim
    ciągiem dalszym
    III
    ci, którzy nie wierzą
    w moją posiwiałą nie-wiarę
    piszą dzisiaj
    czarne scenariusze:
    mogą się cieszyć
    ze zgryzoty innych, a nawet
    cywilizowane metody
    obdarzać pogardą –
    IV
    przypomnienia to są wypominki
    czeszące niedostrzegalnie
    fale dni, ślady po duszach i ciałach :
    podobne bo wy-
    marłe
    słowa, w nowych dekoracjach, ty
    światło czarne –
     

    Również tego autora