Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Andrzej Lewandowski - Trojanie w Soplicowie

    Kiedy kilkanaście lat temu sięgnąłem po Iliadę, chciałem  jedynie odświeżyć sobie w pamięci jej treść, nie oczekując żadnych  szczególnych niespodzianek. Początek lektury też niczego ekscytującego nie zapowiadał. Wartko toczyły się wersy 13-zgłoskowca, którym tłumacz zastąpił heksametr oryginału. Jednakże już początek księgi drugiej podziałał na mnie niby ukłucie szpilką:
                              Inni spali bogowie i ziemscy rycerze,
                              Oczu jedynie Zeusa sen słodki nie bierze;*
                                               (Iliada, księga 2, wersy 1-2)
    Przecież ja te wersy znam! Skąd? Oczywiście z księgi jedenastej Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, gdzie pojawiają się one w nieznacznie tylko zmienionej formie:
                              Spali: gospodarz domu, wodze i żołnierze;
                              Oczu tylko Wojskiego sen słodki nie bierze;
                                               (Pan Tadeusz, księga 11, wersy 99-100)
    Przypadkową zbieżność uznałem za wykluczoną, pozostawała tylko jedna możliwość: zapożyczenie.
    Autorem czytanego przekładu Iliady był Franciszek Ksawery Dmochowski, który ukończył go na ponad trzydzieści lat przed napisaniem przez Mickiewicza naszego narodowego poematu. Nie było wątpliwości, kto od kogo zapożyczył te wersy. Pozostawało jednak pytanie : świadomie czy nieświadomie. Ta druga możliwość była dla mnie bardzo prawdopodobna, gdyż znałem ją z własnego doświadczenia.
    Rozpoczynając przed laty pracę nad przekładem Eugeniusza Oniegina Aleksandra Puszkina, powtórzyłem bezwiednie sześć pierwszych wersów nieukończonego przekładu Juliana Tuwima, które gdzieś głęboko w mojej podświadomości, czekały kilkadziesiąt lat na tę okazję.
    Zabawne, że Tomas Venclova, pisząc o moim przekładzie na łamach miesięcznika Inostrannaja Literatura, uznał tę „wpadkę" za świadomy hołd złożony wielkiemu poprzednikowi.
    Postanowiłem, powodowany czystą ciekawością, rozwiązać samodzielnie wspomnianą zagadkę, śledząc tekst Homerowego eposu.
    Byłem w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż znałem na pamięć pełny tekst Pana Tadeusza.
    Rezultaty detektywistycznych dociekań przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Zaprezentowałem je wówczas kilkakrotnie w wygłaszanych w Toruniu prelekcjach, których treść bardzo szokowała słuchaczy.
    Dziś chcę się podzielić swoją niezwykłą przygodą z Czytelnikami AKANT-u.
                  Zacznijmy od najbardziej chyba spektakularnego przykładu zapożyczenia. Wiele argumentów przemawia za tym, że księga dziewiąta Pana Tadeusza jest dość swobodną, żartobliwą parafrazą Homerowego eposu. W obydwu przypadkach przyczyną konfliktu i długotrwałych krwawych bojów jest kobieta.
    Wojna trojańska toczy się z powodu uprowadzenia przez Parysa, syna króla Troi Priama, pięknej Heleny, żony króla Sparty Menelaosa.
    W Soplicowie zarzewiem konfliktu stają się zbyt obcesowe „zaloty" pijanego Majora Płuta do Telimeny, które kończą się spoliczkowaniem go przez Tadeusza.
    Pod Troją, w dziewiątym roku zażartych i niezwykle krwawych walk, strony dochodzą do rozsądnego wniosku, aby konflikt rozstrzygnąć przez bezpośredni pojedynek Menelaosa z Parysem. Podobna propozycja pada z ust Tadeusza w stronę Majora, na zasłanym trupami dziedzińcu Soplicowskiego dworku:
                     Nie tchórzę ja przed tobą, wynidź no zza płotów,
                     Dostałeś w twarz, jam przecie bić się z tobą gotów!
                     Po co krwi rozlew! Między nami była zwada,
                     Niechajże ją rozstrzygnie pistolet lub szpada.
                                               (P.T., k.9, w. 603-606)
    Co prawda za sprawą tchórzostwa Majora Płuta i zapalczywości Hrabiego, dochodzi w Soplicowie do pojedynku tego ostatniego z kapitanem Rykowem, ale finał w obydwu przypadkach jest ten sam.
    Rycerska umowa zostaje złamana za sprawą zdrady.
    Do walki Achajów z Trojanami ingerują bogowie olimpijscy, którzy swoje sympatie dzielą między walczącymi stronami, decydując o przebiegu wydarzeń.
    W kluczowym momencie starcia pod murami Troi, Atena namawia do zdrady jednego z jej obrońców – Pandara.
                             Do niego Pallas rzecze: „Synu Likaona,
                             Czy twoja, co ci rzeknę, prawica wykona?
                             Wypuść na Menelaja z łuku zgubną strzałę;
                             Pozyskasz stąd u Trojan znakomitą chwałę,
                             Od Parysa w nagrodę takiego uczynku
                             Wielkiego się spodziewać możesz upominku."
                                                 (I.,k.4, w. 91-96)
    Podobnie w Soplicowie:
                              Ale Płut, Tadeusza widząc przed swym frontem,
                              Naradzał się po cichu z gifrejterem Gontem,
                              Który w rocie uchodził za pierwszego strzelca.
                              „Gonto, rzekł Major, widzisz ty tego wisielca?
                              Jeśli mu wsadzisz kulę, tam pod piątym żebrem,
                              To dostaniesz ode mnie cztery ruble srebrem."
                                                (P.T., k.9, w. 649-654)
    Cóż, słowa bardziej żołnierskie i propozycja nagrody bardziej konkretna, ale sens ten sam.
    A jaki jest dalszy ciąg wydarzeń? Pod Troją
                            Ten łuk napina Pandar i do ziemi chyli;
                             Wierni go towarzysze tarczami okryli.
                                                (I., k.4, w. 113-114)
    A w Soplicowie:
                              Gont odwodzi karabin, do zamka się chyli,
                              Wierni go towarzysze płaszczami okryli.
                                                 (P.T., k.9, w. 655-656)
    Tylko broń została uwspółcześniona, a tarcze zastąpione żołnierskimi szynelami.
    Mamy tu do czynienia z wielopiętrowym zapożyczeniem, gdyż Mickiewicz przejął z Iliady nie tylko ogólny zarys fabuły, ale także bardziej szczegółowe wątki i – co najdziwniejsze – przejął z przekładu Dmochowskiego gotowe wersy, nieznacznie je tylko modyfikując.
                  Przyjrzyjmy się kilku zapożyczeniom zaczerpniętym wprost z Homera. Pomijam tutaj rzeczy powszechnie znane jak np. wzorowana na starożytnych eposach forma poematu, czy podobieństwo serwisu Wojskiego do tarczy Achillesa.
    Jedna z najbarwniejszych drugoplanowych postaci Pana Tadeusza,  Maciej Dobrzyński zwany Chrzcicielem, wojujący dość nietypową dla XIX-to wiecznego szlachcica bronią, czyli potężną maczugą zwaną Kropidłem, nie jest tworem wyobraźni Mickiewicza. Zszedł on na karty poematu wprost z Iliady, gdzie wspominany jest król jednego z miast Beocji Arejtoos noszący przydomek Korynetes, czyli „zbrojny w maczugę", od jedynej broni jaką posługiwał się w walce.
                              Staje pierwszy, a w ręku broń Arejta trzyma,
                              Którego i dziewice i męże przed wiekiem
                              Nazywali z ogromną maczugą człowiekiem.
                              Bo nie łukiem on walczył ani dzidą długą,
                              Ale żelazną szyki rozrywał maczugą.
                                                (I., k.7, w. 140-144)
    Osobliwy oręż Chrzciciela określony jest w Panu Tadeuszu jako:
                                           (…) długie, sążniowate drzewo,
                               Uzbrojone w krzemienie i w guzy i sęki
                               ( Nikt by go nie podźwignął prócz Chrzciciela ręki).
                                               (P.T., k.9, w. 456-458)
    Warto zwrócić uwagę, że podobnymi słowami:
                                                         (…) długa i ogromna dzida
                               Której by nikt nie dźwignął prócz ręki Pelida.
                                                (I., k.19, w. 389-390)
    określona jest w przekładzie Dmochowskiego włócznia Achillesa.
     Widać wyraźne podobieństwo Wojskiego do króla Pylos – Nestora.          Obydwaj starcy, cieszący się autorytetem wśród towarzyszy, mają podobną skłonność do gadulstwa i wspominania czasów swej młodości. Używają też podobnych sformułowań:
                               Ach jak smutna dla ziemi Achajskiej żałoba!
                                                (I., k.7, w. 128)
                              O, jak mnie to starego i smuci i dziwi!
                                               (P.T., k.1, w. 784)
      Zauważmy, że „salomonowy" wyrok Wojskiego w sporze o Kusego i Sokoła:
                                                         (…) Dziś równą odprawę
                               Wezmą pieski, bo równą pozyskali sławę,
                               Równa była ich rączość, równa była praca (…)
                                                (P.T., k.11, w. 513-515)
    jest powtórzeniem rozstrzygnięcia, jakim Achilles kończy wyrównaną walkę zapaśniczą Ajasa z Odysem w czasie igrzysk urządzonych po pogrzebie Patroklosa.
                              Przestańcie! Dłużej waszych sił wycieńczać szkoda:
                              Równe obu zwycięstwo i równa nagroda.
                                                (I., k.23, w. 739-740)
    Dość dziwne jest zachowanie Konewki, który długo
                              Nie chciał bić się; powiadał, że sobie nie ufa
                              Na czczo; szedł więc, gdzie stała spirytusu kufa,
                              Ręką jak łyżką strumień do ust sobie chylił;
                              Dopiero gdy się dobrze rozgrzał i posilił (…)
                                                 (P.T., k.9, w. 539-542)
    przyłączył się do bitwy, wpływając w znacznym stopniu na jej losy. Jest to zapewne żartobliwa aluzja do rad mądrego Odysa:
                              Nikt nie dotrzyma pola do słońca zachodu,
                              Kto cierpi we wnętrznościach przykre czucie głodu;
                              Przy najdzielniejszym sercu członki mu słabieją,
                              Pod głodem i pragnieniem kolana się chwieją.
                                                 (I., k.19, w. 159-163)
                  Szczególną urodę mają dla dzisiejszego czytelnika Iliady tzw. „porównania homeryckie". Pełne poezji sceny rolnicze, łowieckie, krajobrazy, zjawiska przyrody, odniesienia do świata zwierzęcego są miłymi przerywnikami w długich opisach krwawych zmagań i urozmaicają narrację. Są one silną stroną przekładu Dmochowskiego, który nie skrępowany koniecznością wplatania w wiersz niezliczonych imion bogów i ludzi, mógł w nich pokazać prawdziwie lwi pazur poetycki.
    Mickiewicz bardzo często i ze znakomitym rezultatem artystycznym posługuje się w Panu Tadeuszu homeryckimi porównaniami. Stylistycznie są one bardzo często podobne do porównań u Homera i Dmochowskiego. Kiedy zestawimy obok siebie początki kilku takich porównań:
                               Jako wilk, obskoczony znienacka przy ścierwie,
                               Rzuca się oślep w zgraję, co mu ucztę przerwie (…)
                               Tak orlik, jedną szponę gdy wbije w zająca,
                               Drugą, by wstrzymać zwierza, o drzewo uczepi,
                               A zając, targnąwszy się, orła wpół rozszczepi (…)
                                A jak śmiałe odyńce, kiedy ich psy gonią
                                Zwracają się i kłami walecznie się bronią (…)
                                Jak jastrząb, wszystkie ptaki celujący lotem
                                Prędko leci za krzywym gołębicy zwrotem (…)
    nie łatwo będzie czytelnikom odgadnąć, że dwa pierwsze z nich pochodzą od Mickiewicza (P.T., k.5, w. 752-753 ; k.9, w. 445-447), a dwa pozostałe zaczerpnięte są z przekładu Dmochowskiego (I.,k.11, w. 325-326 ; k.22, w.143-144).
    Zdarza się Mickiewiczowi zapożyczyć całe porównanie, jak choćby w poniższym przykładzie:
                                                  (…) Jak w ogrodzie żmija
                                Dwoistym żądłem zioło zatrute wypija,
                                Potem skręci się w kłębek i na drodze legnie,
                                Grożąc stopie, co na nią nieostrożnie biegnie:
                                Tak Tadeusz, opity trucizną zazdrości,
                                Zdawał się obojętny, a pękał ze złości.
                                                (P.T., k.5, w. 407-412)
    Jest to powtórzenie homeryckiego porównania:
                                 Jak wąż, gdy się trucizną ze złych ziół napoi
                                 Pełen jadu, przy swojej jaskini się toczy,
                                 A wszędzie obracając zapalone oczy,
                                 Niecierpliwy złość wywrzeć, czuwa na człowieka,
                                 Tak Hektor, pełen ognia, na miejscu swym czeka.
                                                (I., k.22, w. 96-100)
                    Zapożyczenia rymów nie są w poezji czymś rzadkim i szczególnie ekscytującym, jednakże w omawianym przypadku kilka z nich zasługuje na uwagę. Oto fragment opisu pojedynku Menelaosa z Parysem:
                               Choć twarda miedź, tęgiego ciosu nie odpiera,
                               Przebija puklerz dzida i kirys przedziera.
                               I z boku wedle wnętrza szatę mu przewierci;
                               Schylił się zręcznie Parys i wydarł się śmierci.
                                                 (I., k.3, w. 359-362)
    Rym: wierci – śmierci, który Dmochowski powtórzył jeszcze dwukrotnie, wplatając go w prawie identyczne opisy starć wojowników, Mickiewicz wykorzystał bardzo zręcznie i dowcipnie, kiedy biegły w tej sztuce walki Wojski rzuca nożem w Rykowa:
                                                     (…)   nóż w powietrzu świsnął
                                 Między głowy i pierwej uderzył, niż błysnął.
                                 Uderza w dno gitary, na wylot ją wierci
                                 Schylił się na bok Ryków i tak uszedł śmierci (…)
                                                 (P.T., k.9, w. 311-314)
    Jeszcze raz, w nieco zmodyfikowanej postaci, wykorzystał Mickiewicz ten rym opisując bójkę w sieni Horeszkowskiego zamku, kiedy to Gerwazy rzuca pękiem kluczy w Protazego:
                               Pęk żelaza wyleciał jako kamień z procy,
                               Pewnie łeb Protazemu rozbiłby na ćwierci;
                               Szczęściem schylił się Woźny i wydarł się śmierci.
                                                  (P.T., k.5, w. 645-647)
    Opis „sportowego" starcia Ajasa z Diomedesem rozpoczyna się od słów:
                               Wdziawszy na boku zbroję, śmiałym idą krokiem,
                               Groźnym oba na siebie poglądając okiem.
                                                  (I., k.23, w. 813-814)
    Podobnie rozpoczyna się opis pojedynku Hrabiego z Rykowem:
                                Hrabia i Ryków idą, obróceni bokiem,
                                Prawą ręką i prawym grożąc sobie okiem.
                                                  (P.T., k.9, w. 641-642)
    Rym : ojca–zabojca jest szczególnie godny uwagi, gdyż w obydwu utworach występuje w najdramatyczniejszych ich scenach.
    W Iliadzie odnajdujemy go w opisie spotkania Achillesa z sędziwym królem Troi Priamem, który całując ręce zabójcy swego ukochanego syna Hektora, błaga o wydanie jego zwłok. Achilles zwraca się do niego takimi oto słowami:
                              Żadnym nie będąc wsparciem dla starego ojca,
                              Tu siedzę, twój niszczyciel, twych synów zabojca.
                                                 (I., k.24, w. 547-548)
    W Panu Tadeuszu wspomniany rym pojawia się w księdze dziesiątej, kiedy bliski już śmierci ksiądz Robak rezygnuje (w ofierze za swe dawne grzechy) z wyjawienia Tadeuszowi, że jest jego ojcem.
                               I po cóż by miał wiedzieć biedny, że ma ojca,
                               Który się skrył przed światem , jak łotr, jak zabojca?
                                                (P.T., k.10, w. 434-435)
                   Sądzę, że ta garść przykładów, wybranych z licznych spostrzeżeń poczynionych w trakcie lektury Iliady , jest dostatecznym dowodem na to, że Mickiewicz w pracy nad swoim poematem korzystał obficie zarówno z Iliady, jak i z przekładu Dmochowskiego.
    Dlaczego jednak tak starannie ukrywa ten fakt, skoro podobne zapożyczenia z Eneidy Wergiliusza ujawnia wręcz ostentacyjnie. Zapewne niewielu czytelników zauważyłoby, że wyrzuty, które w księdze ósmej poematu czyni Telimena Tadeuszowi, są parodią żalów opuszczonej przez Eneasza królowej Kartaginy Dydony, gdyby Mickiewicz nie zasygnalizował tego w podtytułach księgi, słowami Nowa Dydo.
    Wojski, który fortelem zapobiega szaleńczemu pojedynkowi Domeyki z Doweyką, mówi wprost, że wykorzystuje identyczny fortel wspomnianej królowej Dydony (por. zakończenie księgi 4 Pana Tadeusza).
    Prawie wszyscy komentatorzy zgodnie podkreślają niechętny stosunek Mickiewicza do poezji Dmochowskiego i jego przekładu Iliady, cytując słowa poety z eseju „O krytykach i recenzentach warszawskich": Talent tłumacza Iliady, lubo pozbawiony mocy oryginalnej, zachował pewną śmiałość i życie (…) chociaż do języka poetyckiego stosował, więcej niż należało, prawidła gramatyki francuskiej.
    Te postawę Mickiewicza jest łatwo zrozumieć. Wielki Romantyk niechętnie przyznawał się do ulegania wpływom klasycyzującego poety stanisławowskiego, a mając głęboko ugruntowane poczucie własnej wielkości, niezbyt skłonny był przyznawać, że podwaliny pod słynny 13- zgłoskowiec Pana Tadeusza kładł swym przekładem Iliady Franciszek Ksawery Dmochowski.
                    Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przedstawione w niniejszym tekście zapożyczenia są tak skrzętnie przemilczane przez komentatorów Mickiewiczowskiego arcydzieła. Próżno szukać ich nawet w drobiazgowych przypisach do krytycznych wydań dzieł Mickiewicza.
    Wspominają o nich – i to bardzo rzadko – jedynie komentatorzy Iliady w przekładzie Dmochowskiego. Pisze o nich także Tadeusz Sinko, który w opublikowanym w roku 1957 dziele Mickiewicz i antyk pozbawił mnie pierwszeństwa części moich „odkryć" (o czym dowiedziałem się dopiero po kilku latach.)
    Myślę, że kluczem do zrozumienia tego zjawiska jest okrzyk jednej ze słuchaczek mojej prelekcji o Trojanach w Soplicowie – czy godzi się nam tego słuchać!  Otóż to! Wcześnie uczyniono z Mickiewicza pomnik, nietykalną świętość narodową. Zbyt łatwo szermuje się określeniem „szarganie świętości", jak to było choćby w przypadku reakcji na niewinny żart, jakim była sztuka Sławomira Mrożka Śmierć Porucznika. Jakże niechętnie komentatorzy Pana Tadeusza rozwijają uczynioną przez Mickiewicza jakby mimochodem uwagę w objaśnieniach do księgi czwartej: Niektóre miejsca w pieśni czwartej są pióra Stefana Witwickiego. A przecież dotyczy ona wspaniałego opisu zaczynającego się słowami: Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy (…)
    Istnienie zapożyczeń z Homera nie przynosi ujmy arcydziełu Mickiewicza. Przeciwnie, ukazują one jego głębokie zakorzenienie w tradycji europejskiej kultury, przeczą podnoszonym czasem zarzutom „zaściankowości" utworu. Korzystanie z doświadczeń Dmochowskiego, czy włączenie do tekstu poematu fragmentu pochodzącego od Witwickiego, osadzają silniej arcydzieło Mickiewicza w bogatym ciągu rozwoju naszej literatury narodowej.
                 Pozostaje mi jeszcze odpowiedzieć na jedno pytanie, które nasuwa się zapewne Czytelnikom. Czy w Panu Tadeuszu są również zapożyczenia z Odysei?
    Zapożyczeń tekstowych nie ma, gdyż przekład Odysei dokonany 13- zgłoskowcem przez Lucjana Siemieńskiego ukazał się dopiero w 1873 roku.
    Nie wyklucza to jednak zapożyczeń sytuacyjnych, gdyż treść Odysei musiała być znana Mickiewiczowi.
    Oto jedno z nich. Tytułowy bohater eposu Homera ścigany gniewem Posejdona zostaje wyrzucony przez morze na wybrzeże krainy Feaków. Tam spędza noc. Rankiem pojawia się w pobliżu, w towarzystwie innych  dziewcząt, młodziutka córka króla Feaków Nauzykaja. Widząc ją Odyseusz wychyla się z krzaków posiniaczony, pokryty solą i zasłaniając swą nagość ułamaną gałęzią, tak przemawia:
                               Błagam cię, czyś jest bóstwem, czy panną śmiertelną?
                               Jeśliś jedną z tych bogiń w niebiesiech udzielną,
                               Tedy zdasz mi się córą wielkiego Kroniona,
                               Z Artemidy kibicią i wzrostem jak ona.
                               A jeśliś jest śmiertelną mieszkanką padołu,
                               Błogosławiony ojciec z twą matką pospołu.
                                               (Odyseja, p. 6, przekład L. Siemieńskiego)
    Te patetyczne słowa w zestawieniu z postacią wygłaszającego je nagusa z gałęzią w dłoni, mają niewątpliwy choć niezamierzony przez autora, ładunek komizmu.
    Zauważył to zapewne Mickiewicz, który w księdze trzeciej Pana Tadeusza
    umieścił łudząco podobną scenę. Oto w ogródku Zosi przed oczami zdziwionej dziewczyny wyskakuje z łopucha powalany ziemią, z „listkami ziela i kosmykami trawy" we włosach Hrabia, wygłaszając taką oto pompatyczną przemowę:
                              O ty! rzekł, jakimkolwiek uczczę cię imieniem,
                              Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem!
                              Mów! własna-li cię wola na ziemię sprowadza
                              Obca-li więzi ciebie na padole władza etc.
                                                (P.T., k.3, w. 113-124)
    Scena ta, jak i dalszy ciąg zdarzeń mają w sobie wiele komizmu, tym razem w pełni zamierzonego przez autora.
                    I tym odnalezieniem bohatera Odysei w łopuchu Soplicowskiego ogródka kończę ten szkic, nie mający żadnych  pseudo-naukowych ambicji, a będący jedynie garścią refleksji uważnego czytelnika.
     *   Wszystkie cytaty za: Homer, Iliada, Wyd. Literackie, Kraków 1974; Adam Mickiewicz, Dzieła, t. IV, Czytelnik 1949

                                
                                
                                
                                 


                               


                                                

                                                 
     
                  
                     
                                                                                                                                   

    Również tego autora