Andrzej Grabowski - Z cyklu JAZDA BEZ TRZYMANIA

Pomysły rodem znad Wisły.
W kraju w którym żyjemy – wszystko jest możliwe, nawet to, co nie śniło się najtęższym filozofom i to obojętnie czy wyznawali doktrynę Św. Augustyna, prawdy Kanta czy też ulegli bardziej współczesnym mądralom usiłującym zapomnieć o ponadczasowej prawdzie Sokratesa.
W mojej Ojczyźnie, za którą wielu oddawało to, co najcenniejsze dziś niejeden tę najwyższą wartość potrafi wycenić, a nawet „przecenić" na targowisku wyprzedaży dostosowując do własnej najprymitywniejszej filozofii „jak żyć na koszt innych." A dotyczy to sprzedajnych doktrynerów i podnajemców koryta, którym mordy puchną od pustych frazesów. A tych mają nieograniczony wręcz zestaw na każdą okazję. Jeśli jeden z drugim zbawca i dobroczyńca przekonuje mnie, że tak bardzo poświęca się dla mnie i innych członków tego stada, którego systematycznie okrada i to w biały dzień wykorzystując tak skonstruowane zarządzenia i przepisy, że na odległość pachną szwindlem, przekrętem wykorzystującym nieżyciowe (czytaj „nie służące społeczeństwu, a więc nadużywające praw jednostki) prawo, to krew mnie nagła zalewa na tę hipokryzję. Wszak jeszcze żadne grabie w rękach koryciarzy nie grabiły od siebie. Jak i nikt z rządzicieli nie uodpornił się na pokusę wywyższenia własnych racji ponad pogląd innych (bo nie po to rwał się do koryta). Jeszcze nikt z mądrali nie przyznał się do tego, że każda władza niesie za sobą sto pokus narzucania otoczeniu własnego punktu widzenia, a już żaden nie rozdał biednym tego, co sam miał w nadmiarze. O tym, że Rząd nad nami czuwa, a jego Ministrowie są pełni rewelacyjnych pomysłów dowiadujemy się przy każdej okazji do kolejnej konferencji...
– Nie minęły jeszcze echa zaplanowanej zbójeckiej składki do budżetu, jaką rząd ma zamiar wydrzeć z kieszeni kierowców, gdy nasi mądrale znów i po raz kolejny w trosce o nas chcą podjąć tym razem walkę z narastającym zanieczyszczeniem powietrza. Smog wisi nad Krakowem, dusi się śródmieście Warszawy, krztuszą się Katowice...I tylko patrzeć jak pojawią się kolejne utopijne pomysły. Jeszcze nikt nie policzył ile to rodzimych firm robi interes na „źródlanej wodzie", a podatek od czystego powietrza to też nieźle brzmi... Bowiem tylko sam Lucyfer mógł podpowiedzieć zbójeckie metody ministrowi
Rostowskiemu, że można sobie zaplanować ilość wykroczeń drogowych z których trzeba wyciągnąć forsę z kieszeni przemieszczających się za kółkiem obywateli. Przykład idzie z góry.
Nie tak dalej, jak wczoraj pewien przybyły na teren mojego miasteczka „szeryf"
 próbował namówić mnie do dobrowolnej składki za to, że zatrzymałem
się w miejscu, w którym od kilkudziesięciu lat stają mieszkańcy zaopatrując się
przed szeregiem rozmieszczonych sklepów. I to po prawidłowej stronie przy
jednokierunkowym ruchu okrężnym kilkupasmowej jezdni wokół Rynku.
Wracając jednak do nieprzewidywalnych projektów...Skoro wszystko można
wyliczyć to tylko patrzeć, jak następnym krokiem będzie zaplanowany zarobek
na zwiększonej ilości „Izb wytrzeźwień", oraz nieograniczony dochód od
przeniesienia się na łono Abrahama pewnej części obciążających budżet
emerytów i rencistów. Proste zmniejszenie deficytu. Wystarczy potrzebujących
odstawić od niektórych leków. Dla dobra budżetu można też zaplanować, kilka
innych spektakularnych posunięć, ale nie ja jestem tu od wymyślania i
podpowiedzi, bo nie będę sam pod sobą podcinał gałęzi na której siedzę... Jednak
patrząc genialnym spryciulom na ręce wiele przewidywać mogę…
Nawet gdyby w kraju nie dochodziło do nowych pożal się Boże politycznych inscenizacji, to i tak problemów nam nie brak. Bo afera goni aferę. A głupotą ściga się naprzemian z niekompetencją, bo kolesie do czego się nie dotkną to spieprzyć potrafią. A może czas najwyższy przekonać to towarzystwo, wspólnoty kłamstwa i hipokryzji, aby wreszcie wzięli sobie od nas urlop i wylecieli jak najdalej.
Ale nie wiem czy w międzyczasie nasi spece od latania poradzą sobie z pikującym na łeb LOTEM? Czy też nadal będą spokojnie patrzeć, jak Lufthansa wypycha ich z największego lotniska we Frankfurcie używając bezczelnych, lecz skutecznych sztuczek. A to w zimę pas w porę jest nieodmieciony, więc nasz samolot wylatuje z opóźnieniem, co skutkuje brakiem połączeń tranzytowych dla pasażerów, a LOT musi na własny koszt zapewnić noclegi i wyżywienie. A to innym razem służby naziemne i powietrzne akurat bawią się we „włoski strajk" lub mnożą, jak na zamówienie inne przeszkody, które uniemożliwiają naszym samolotom zmieszczenie się w czasie.
Stąd walenie w tarabany dzisiaj, gdy jesteśmy już o krok od wyeliminowania nas z rynku lotniczego jest mocno spóźnione. Gdzie byliście, trudnie, do tej pory,  gdy wpuszczano was w kanały długów? Stopniowo krok po kroku tracimy grunt pod nogami, a teraz nawet i przestrzeń powietrzną. Może w naszych barwach zostanie nam chociaż ruch szybowcowo– balonowy? Wszystko jest możliwe, jeszcze parę rzeczy da się spieprzyć, jeszcze można paru kolesiów przewieść na karuzeli stanowisk, jeszcze nie wszyscy kuzyni i szwagrowie pożywili się resztkami ze wspólnej kasy. Jeszcze czeka nas niejeden festiwal hipokryzji, draństwa, hucpy i oszukaństwa.