Ariana Nagórska - Dialogi z serii pt. Warsztatowy zawrót głowy

– Jestem tylko skromną amatorką, dlatego chętnie słucham uwag. Może pani wszystko wyrzucić, a się nie obrażę, bo w nocy napiszę nowe. Tylko w jednym nie ustąpię.
– Pewnie w kwestii jak najszybszego wydania tomiku?
– Oj, niestety nie. To szybko nie będzie. Mamy luty, a dotację od burmistrza udało mi się załatwić dopiero na maj! Przez ten czas bogatsza koleżanka już dwie książki wypuści. Ale ona na tych z urzędu oglądać się nie musi. Nie to co ja, biedna emerytka. A wie pani, jakiego mądrego mam wnusia? Jak go zapytałam…
– Dosyć! Czekają inni, więc do rzeczy. W jakiej to sprawie powiedziała pani, że nie ustąpi?
– Ja tak powiedziałam? Nie pamiętam…
– No dobrze. Proszę wybrać jeden utwór.
– Tylko jeden? No to wybieram ten, co do którego będę się upierać.
– A jednak!
– Nie rozumiem…
– Dlaczego ten utwór wydaje się pani taki ważny?
– Bo to jest wiersz o drzewie.
– Z tego, co wcześniej przejrzałam, zorientowałam się, że prawie wszystkie ma pani o drzewach.
– O tak! Ale ten jest o drzewie, które zawsze mijam idąc na spacer.
– A to drzewo z czymś się pani wiąże?
– Z czym?
– Na przykład z jakimś wydarzeniem, ze wspomnieniami…
– Tak. Zawsze je mijam idąc na spacer.
– Tylko to jedno pani mija?
– Wszystkie mijam, ale ten wiersz mam akurat o tym.
– Dlaczego, do licha?!
– Bo tak jakoś wyszło.

 
                                                          *  *  *

– Jak pani chce, to niech sobie najpierw poczyta to… No i co?
– Zaraz!
– No to może tego drugiego?
– Nie! Bierzemy się za ten pierwszy. Już na początku strzelił pan kulą w płot.
– Znaczy jak? Celnie czy niecelnie?
– To już pan musi wiedzieć, czy akurat w płot celował!
– Płotu tam nie było. Sama łąka w horyzoncie. To i chciałem uchwycić krajobraz.
– Uchwyt słaby, więc puścił.
– Ja wiem, czemu nie trzymało. Robił tu kiedyś warsztaty taki facet, co mi bezczelnie kawałek wyrzucił. Wyobraża sobie pani?!! Kawałek ze samego środka!
– I tak życzliwy, że puentę zostawił.
– Ten kawałek z końca? Jakby mnie to wyrzucił, chybabym go pierdyknął! Niech pani poczeka, zaraz tam dopiszę.
– Tam, to znaczy gdzie?
– We środku, gdzie sukinsyn grzebał!
– Nie szkoda panu nerwów na warsztaty?
– Prawdziwy poeta musi być nerwowy. Jakby nie był, to natchnienie nie przyjdzie. Bez nerwów może być taki, co tylko czyta. Nawet z poetą sety nie obali, bo ma za słabą głowę.
– A poeta zawsze ma mocną?
– Jak wypije, to tak!


                                                            *  *  *

– Kiedyś jak wszyscy pisałam o przyrodzie. Wie pani, kwiaty, zwierzęta i takie tam. Każdy umie, bo to łatwizna. Ale na dziś to się już specjalizuję inaczej. O Bogu mi najlepiej idzie. W kościele nie pozwalają czytać, bo za trudne. Chcą z rymami i tak bardziej wsiowo. To niech im kościelny napisze! Ja żadnych wierszy na warsztaty nie przyniosłam, bo były pisane pod natchnieniem Ducha Świętego i  nie wolno zmieniać.
– No to po co pani przyszła?
– A jakbym nie przyszła, toby pani wiedziała, że jestem poetką?
– Gdyby Duch zechciał, oświeciłby mnie w tej kwestii i bez pani wizyty.
– Może tak, a może nie. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
– O fiksum-dyrdum, co za niespodzianka! Znienacka odlotowo pani tego powiedzonka użyła. W wierszach o Bogu też ma pani taką śrubę?
– Nie wiem, bo to siła wyższa przeze mnie mówi. Ja tylko zapisuję.
– Czyli Pan Bóg strzela, a pani kule nosi?
– Nie mogę. Lekarz zabronił mi dźwigać.


                                                            *  *  *
– Pani jako krytyk nawet sobie nie wyobraża, co przeżywa poeta.
– Krytyk w Polsce wyobraźni mieć nie potrzebuje.
– Ale dla poety byłoby lepiej, gdyby choć trochę miał!
– No to musi pani poszukać innego krytyka.
– Wolę myśleć pozytywnie, że coś tam jednak w końcu pani skojarzy.
– Sama z siebie na pewno nie skojarzę nic. To pani jako poetka ma mi dać do wiwatu!
– Rozrywkowo nie piszę, więc żarty na bok.
– Na który bok?
– Jest pani konkretna jak jakiś statystyk albo za przeproszeniem matematyk! Jak pani może oceniać poezję?
– Dopóty dzban wodę nosi, dopóki się sam nie rozwodni.


                                                           *  *  *
– Zawsze piszę ostro i w bawełnę nie zakręcam!
– Mówi się nie owijam.
– Ale że w bawełnę, to dobrze powiedziałem, no nie?
– No tak.
– Mam cztery wyrazy na tytuł tomika i przyszłem spytać, który jest najmocniejszy: Rozróba, Demolka, Draka czy Rozpierducha?
– Podam panu w kolejności od najostrzejszego do najłagodniejszego: Rozpierducha, Demolka, Rozróba, Draka.
– No to chcę go nazwać Rozpierducha. Może być?
– Może, ale jeśli tytuł nie będzie pasował do zawartości książki, to wyjdzie panu humor mimo woli.
– W tych zasranych czasach gdzie mnie tam humor! Dowalę z kopa aż się porzygają!
– Kto?
– Te co będą czytać!
– Wydaje mi się, że pan oprócz bluzgania nie ma innych silnych środków wyrazu. Tymczasem można wcale nie bluzgać, a jak pan to powiedział „dowalić z kopa".
– A porzygają się wtedy?
– Metaforycznie da się to tak ująć.

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org