• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ewa Klajman-Gomolińska - Jaka jesteś akantowa prozo?

    Ewa Klajman-Gomolińska

    Jaka jesteś akantowa prozo?

    W inaugurującym rok 2007 numerze „Akantu" zamieszczone zostały reprezentacyjne fragmenty prozy Jolanty Nowakowskiej pt. „Czterdzieści dni i czterdzieści nocy". Stanowią one studium psychologiczne człowieka pogrążonego w samotności własnej i wyalienowanego ze świata rzeczywistego, a że progiem, niestety obligatoryjnym, jest w takiej fazie przebywania choroba psychiczna – obecność mówiącego bałwana w domu głównego bohatera jest schizofrenicznym symptomem. W przypadkach klinicznych sam proces chorobowy nie zostaje najczęściej zauważany przez pacjenta, więc bohater Nowakowskiej też nie zauważał jak w jego domu zaczął pojawiać się śnieg...

    „O tyle jesteś, o ile idziesz", „...wtedy, gdy stoisz, idziesz" – te słowa przenieść można na całoroczne łamy „Akantu", pisma, które w regularnie ukazujących się numerach raczyło czytelników poezją, prozą, recenzjami i szkicami z różnych dziedzin ( literatura, historia, polityka, socjologia, filozofia, a nawet psychologia czytania i odbioru książki) oraz wkładką – „Świat Inflant" pismo literacko-naukowe. I chociaż, dalej podążając za Jolantą Nowakowską „I nie z każdym możesz o tym porozmawiać, nie z każdym pomilczeć", spróbujmy nazwać fundamenty i pokazać mury współczesnych polskich prozaików publikujących w „Akancie" roku 2007.

    Zdolność bohatera „Czterdzieści dni i czterdzieści nocy" polegającą na przemieszczaniu się w przestrzeni świata rzeczywistego i świata z kalendarza posiada również, tyle że w wersji mocno udoskonalonej, bohater opowiadania Stanisława Chyczyńskiego „Półbaśń o Arielu"(numer wrześniowy). Ariel jest aniołem, którego celem jest czynić dobrze w różnych obszarach historii; potrafi więc on przemieszczać się swobodnie w czasie, by nieść pomoc i to nie tylko ludziom. Ariel ratuje również życie wilka; jednakże wdzięczność zwierzęcia jest znacznie głębsza i serdeczniejsza niż ludzka...Jak anioły to i dwunastu apostołów pod postacią dwunastoosobowej rodziny na syberyjskim zesłaniu w „Dwunastym garnuszku" Zbigniewa Domino (luty 2007). Wstrząsający obraz, który można nazwać za Gustawem Herlingiem – Grudzińskim „innym światem", w którym „ludzie ludziom zgotowali ten los" (Zofia Nałkowska „Medaliony"). Literatura łagrowa znana jest poza przywołaną pozycją Herlinga – Grudzińskiego również z lektur m.in. Andrzeja Niezabitowskiego, Piotra Pietkiewicza, Edwarda Polaka, Edwarda Toczka, Stanisława Sieka, Izabelli Sariusz – Skąpskiej czy Marii Magdaleny Lukas. I właśnie w tym ziemskim piekle kilkunastoosobowa rodzina przygarnia do siebie zbłąkanego sierotę, w stanie wskazującym na szybką śmierć głodową, i każdy z domowników odlewa mu do kubka po dwie łyżki zupy – swojej jedynej porcji. Anioły i ludzie są przemieszani na tym ziemskim padole i pukając do obcych drzwi, nigdy nie wiadomo, czy za nimi mieszka człowiek czy ucieleśniony anioł. Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

    Historia często jest esencją akantowej prozy. Tak jest w opowiadaniu Jana Rutkiewicza „Ostland" (luty 2007) czy w powieści Dariusza Tomasza Lebiody „Bromberg", której fragmenty opublikowało pismo w czerwcowym numerze pt. „Jesień w Brombergu". Akcja rozgrywa się w połowie września 1939r., bohaterka – piętnastoletnia Józia jest świadkiem makabrycznego wydarzenia, mającego miejsce w niedzielę po nabożeństwie. Zemsta Ingrid Braun za zastrzelenie jej ojca, który kierował niemieckimi bojówkami, strzelającymi z wież kościoła ewangelickiego doprowadziła do zamordowania wielu niewinnych, całkowicie przypadkowych ludzi przez niemieckich faszystów. Niezmiernie trudno jest pisać na tematy podejmowane często przez innych, ale wprawne i bogate pióro Dariusza Tomasza Lebiody sprawia, że jego prozę czyta się z dużym zainteresowaniem. Dla równowagi w tymże numerze można znaleźć „Bardzo dramatyczne sceny" Jarosława Sułkowskiego według „Ferdydurke" Witolda Gombrowicza. Udana stylizacja i godne podjęcie Gombrowicza z zachowaniem całego absurdu i krytycyzmu wobec rzeczywistości. A jeśli o absurdzie mowa to nie może zabraknąć „Konferencji prasowej" Jerzego Suchanka (kwiecień 2007), bacznego obserwatora świata i natury człowieka. Autor z dużą dozą humoru oraz ironii naniósł ludzkie charaktery z ich wadami i słabościami pod postacią zwierząt, które są bohaterami tej półbajki, nasuwającej mimowolnie przed oczy czytelnika bajkowych bohaterów Ignacego Krasickiego.

    Całość opowieści utrzymana jest w antropomorfizacji ze znamionami zarówno figlików jak i satyry zjawisk i zachowań. Interesująca jest semantyka nazw własnych postaci (Gajowy Lis To – Pikuś, królik Tupador, Leśniczy Ot – Psikus) oraz kalamburowe dominanty.

    Bajkowy klimat nosi również opowiadanie Jacka Butlewskiego „Wąsy dziadka" z wrześniowego numeru „Akantu". Czarownica, miotła i kot Leopold to niezbędne atrybuty, by samotność i odrzucenie, które są dla głównej bohaterki – Matyldy nie do zniesienia, znośnymi się stały. Czasami rzeczywistość ze swoimi twardymi i bezwzględnymi prawami zostawia tylko jedną furtkę, za którą jest świat niedostępny dla „szkiełka i oka" a stanowiący jedyne rozwiązanie głodu i pustki. Ale nie wszyscy znajdują na swej drodze klucz do owej furtki. Nie znalazła go bohaterka utworu Lucjana Zuzi „Starość"(listopad 2007). Maria próbuje dopracować do emerytury, skrywając, z różnym skutkiem, swoją starość uniemożliwiającą jej wykonywanie codziennych obowiązków zawodowych i domowych. Bardzo smutne a jednocześnie realistyczne opowiadanie odsłaniające całą bezduszność świata, w którym nie ma miejsca dla słabych, chorych i starych. Świata, w którym my jesteśmy dzięki „tym starym" i w którym my będziemy już tak niedługo „tymi starymi" i choć to banalna prawda refrenem powtarzana w każdych wiekach to nic z niej pozytywnego nie wynika. Bo trzeba najpierw otworzyć serca. Serce daje miłość, przyjaźń i więź, których nie zerwą czas ani choroby. Ale droga do serca wiedzie z drugiego serca, a nie z substytutów jakimi są np. narkotyki. „Skok w przepaść" Marcina Radwańskiego (wrzesień 2007) to opowieść o staczaniu się w przepaść bez możliwości powrotu. O nieodwracalnych zależnościach, których nieodwracalności człowiek do końca zauważać nie chce. Iluzja, że panujmy nad sytuacją daje nam poczucie władzy, z którą czujemy się bezpiecznej w każdym miejscu w szeregu życia. Życia, które miewa swoje lepsze dni i wpuszcza do swoich korytarzy trochę słońca. Tak dzieje się w „Jedynej miłości" Magdaleny Kuśmierczyk (listopad 2007), gdzie niemożliwe i skazane z góry na niepowodzenie staje się szczęściem i wielkim uczuciem. Bohaterem utworu jest Mariusz – marynarz, wdowiec, nie zakładający nawet, że w jego życiu może zapłonąć miłość, choć pragnący tego w głębi serca. Miłość pojawiła się w jego życiu, gdy nie miał już nadziei i gdy nic nie wskazywało na to, że to ta będzie tą jedyną...

    Takiego szczęścia nie ma aktorka Agnieszka – bohaterka kontrowersyjnego opowiadania Grażyny Wojcieszko "Żona suflera" (lipiec 2007). Kontrowersyjnego z racji podjętego tematu homoseksualizmu i związanych z nim nierozstrzygniętych kwestii tj. samo zakwalifikowanie pojęcia – homoseksualizm jako dysfunkcja popędu, niereproduktywne homożeństwa, rozwody par tej samej płci. Interesujące u Wojcieszko jest zagęszczanie kobiecej intuicji, która teoretycznie bez realnych podstaw wyczuwa coś i boi się czegoś nie określonego bliżej. Konkretyzacja tego stanu nie następuje aż do odsłonięcia kurtyny głównej problemu, gdyż ten nie ma twarzy w kosmosie strachów żony suflera. Według niektórych psychologów zdrada może wywołać u partnera stres zbliżony do odczuwanego po śmierci swojej połowy. Zdrada na płaszczyźnie homoseksualnej, jeśli koliduje wyraźnie z przyjęciem takiego stanu jako możliwy i dopuszczalny, będzie może bardziej boleć, może bardziej poniżać i upodlać. W każdym razie zdrada zawsze jest i będzie jakąś formą odejścia, dyskusyjne na ile ostatecznego, bo rekonstrukcje na ogół są klęską. Odejście bliskiej osoby w mniejszym lub większym stopniu implikuje nasze z nią odejście. O tym opowiada Alicja Kubiak w „Za szklanymi drzwiami" (kwiecień 2007). Opasanie i trawienie śmiercią. Nieuchronność dotknięcia śmierci poprzez utratę bliskiej osoby. „Nie możesz zatrzymać nieuniknionego. Światem żądzą odwieczne prawa, których nie wolno łamać. Każdy ma do spełnienia jakąś rolę, ta ofiara ma ratować kilka innych istnień."

    „...pierwszy śnieg tej zimy zdążył zasypać jego ślady..." a to już z opowiadania Anny Meller „Pokój" (wrzesień 2007) traktującym o dramatycznym głodzie miłości. O desperackich próbach zagłuszenia ciszy, zapełnienia pustki, o sercu wycieńczonym bez kropli miłości. Przypadkowe zespolenia cielesne dają tę iluzję chwilową, że to on i że to ona. Oszukiwanie siebie jako sposób na siebie. Pół roku wcześniej Anna Wyrwik w „Tygrysie za płotem" pisze „Brak mędrców, brak autorytetów, brak miłości, brak wiedzy". Nędzna ta ludzka samotnia w pustym świecie, a przecież jak konstatuje narratorka zawsze mogło lub miało być inaczej. Samotność jako choroba ma kliniczne objawy z indywidualizacją zaznaczoną pacjenta; krótko ujmując różne, np. u bohaterki Jarosława Górnego „Pani Basia" (grudzień 2007) przełożyła się ona na nałóg alkoholowy.

    Stefan Pastuszewski porusza tematy najbardziej newralgiczne, dotykające jestestwa każdego, razem i z osobna, próbuje na nowo definiować zamknięte filozoficzną klamrą te bardziej i mniej oczywiste. „Istotą wszystkiego jest życie. Chwila kroplą życia. Życie jest Bogiem. Wszystko się zmienia, porusza, unicestwia, a raczej przechodzi w inną formę bytu i właśnie ten ruch jest Bogiem. Ruch jest cudowny; wszystko inne jest pospolitością..." z „Dialogów o....(4)". Według autora zatem życie jest tkanką pierwotną i ostateczną, zaś jej wszechobecność i wszech czasowość zowie się jej Kapłanem, naszym Bogiem. Takie wnioski pozwalają pełniej zrozumieć miłość Pastuszewskiego do wnuka Sebastiana, znajdującego się w stanie ruchu permanentnego. Dzieci z racji mniejszego obcowania z grzechem, na który jesteśmy skazani (co daje nam podstawy o ubieganie się zbawienia i życia wiecznego) są swą czystością bliższe Bogu. Prozaik Pastuszewski w opowiadaniu cytuje poetę Pastuszewskiego, bo mu widać do siebie najbliżej, bo rozumie się z sobą najpełniej „Matka rodzi syna, a kobieta mężczyznę". Żeby były orły i sokoły czyli mężczyźni prawdziwi muszą być najpierw kobiety. Po co rycerzowi ma rdzewieć zbroja, skoro dama jest już tylko pik albo karo.

    W „Dialogach o..." jest także o kościele, o Konradach Wallenrodach, o katolicyzmie, a jak katolicyzm to i Żydzi, o powołaniu, hierarchii tej kościelnej i niekoniecznie. „...naród ten [Żydzi] jest wyjątkowo ruchliwy intelektualnie i ambitny finansowo. A wszystko to dlatego, że od wieków żyjąc w diasporze, na wygnaniu został zmuszony – aby przetrwać – do mobilizacji wszelkich sił psychicznych i umysłowych, a one są przecież podstawową bronią człowieka." („Dialogi o ...(3)"). To jedna z wielu prób zrozumienia funkcjonowania w różnym miejscu i różnym czasie dzieci Abrahama. Usytuowania samego kościoła katolickiego na gruncie judaizmu.

    „Akant" roku 2007 przyniósł czytelnikom szeroki przekrój prozy autorów znanych, mniej znanych i debiutantów – w tym miejscu pozdrawiam Adama Boberskiego, którego opowiadania „Sny Pana Bazylego" (sierpień 2007) pochodzącego z jego debiutanckiej książki „Zapiski zmarłego w domu" nie omówiłam z uwagi na moją obszerną recenzję całego tomu (Ewa Klajman – Gomolińska „Stan idealny?" listopad 2007).

    Proza 2007 jest dowodem na to, że pisarze nigdy nie pozwolą na zepchnięcie życia w niepamięć, że nie oddadzą niesprawiedliwości czasów tych czy owych do hospicjum. Ich praca jest kwieciem pocieszenia dla tych, którym z miłości pękło serce i myśleli, że nikt tego nie słyszał. Jest zapalonym zniczem dla tych bezimiennych, którzy zamykając oczy nie pomyśleli, że ktoś uchyli ich powieki na chwilę swego maszynopisu. Jest ramieniem wsparcia

    dla tych, którzy parzą sobie herbatę w dwóch kubkach, by własna samotność tak od razu nie rzucała się w oczy. Jest nauczycielką historii dla tych, którzy mieli pod górkę do szkoły i zawsze szli do niej dłużej niż wracali.

    Jeśli w roku 2007 choć jedna osoba odłożyła przygotowaną porcję narkotyku, choć jedna staruszka poczuła się potrzebna, choć jeden zaprzęgnięty w życie człowiek zastanowił się, czym to życie tak naprawdę jest i jeśli choć jedna kobieta krzyknęła za swoim mężczyzną: "będę na ciebie czekała", a każda z tych osób czytała choć raz miesięcznik literacki „Akant" to znaczy, że otrzymaliście Państwo najważniejsze dla pisarzy podziękowanie.

    Również tego autora