Jan Burakowski - Prawnuk Ludwika Waryńskiego wydaje córkę za mąż.

28 września 2012 roku miało miejsce jedno z głośniejszych – a może i najgłośniejsze? – wydarzenie roku w Polsce w dziedzinie obyczajowej ale z marginesami biznesowymi i politycznymi – ślub „prezydentówny" Aleksandry Kwaśniewskiej, absolwentki psychologii, od 6 lat pracującej w telewizji, z Jakubem Badachem – popularnym muzykiem (wokalista  i kompozytor), kilkakrotnym zdobywcą „Fryderyków".
      Uroczystość miała niezwykle okazałą oprawę. Mszę koncelebrowało 4 duchownych, z asystą wojskową przy ołtarzu (!). W czasie mszy odczytano specjalne przesłanie od papieża Benedykta XVI. Młodym wręczono dar od papieża (różaniec). Goście weselni (około 400) byli wpuszczani do kościoła, a potem do autokarów wiozących ich na ucztę weselną, tylko za okazaniem zaproszeń, które skrupulatnie sprawdzali BOR-owcy (Aleksander Kwaśniewski, jako były prezydent, posiada ochronę BOR). Wśród tych 400-tu, dopatrzyć się można było, poza członkami rodzin państwa młodych, ich przyjaciółmi i kolegami z pracy (telewizja, show biznes) mnóstwo osób ze ścisłej czołówki polskiej polityki, gospodarki i kultury – jednocześnie przyjaciół Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Szczególnie „mocna" była reprezentacja biznesu, w Katedrze Polowej znalazła się większość z pierwszej 20-ki najbogatszych Polaków, wśród nich Jan Kulczyk, Ryszard Krauze, Zbigniew Niemczycki, Jerzy Starak. Po mszy autokary odwiozły gości do Serocka, gdzie w luksusowym hotelu „Narvil" uczta weselna trwała do białego rana.
    Ślub i wesele Aleksandry (Oli) i Jakuba (Kuby) dostarczyły obfitego materiału środkom masowego przekazu. Tabloidy i czasopisma „kobiece" „żywiły się" tematem kilka tygodni, ujawniając coraz to nowe szczegóły z uroczystości i życia prywatnego młodej pary, od kołyski po noc poślubną – ilustrowane setkami bardzo kolorowych fotografii. Szczegółowo opisano przebieg uroczystości, zachowanie się „młodych" i ich rodziców, reakcje znakomitych gości, stroje, menu na uczcie weselnej (z wyliczeniem kosztów). Łączne koszta uroczystości szacuje się na około 500 tysięcy złotych – w tym m.in.: uczta weselna 250 tysięcy, suknia panny młodej (z włoskiej jedwabnej tafty, z ręcznie wszytymi 400 kryształami Svarowskiego) 14 tysięcy, obrączki z polerowanej platyny – 13 tysięcy (obrączka panny młodej dodatkowo z diamentem). Koszta te jak zauważył trzeźwo (choć rozpalony do białości atmosferą wesela) znany polityk SLD, nie zubożą młodej pary ani ich rodziców. Goście ofiarowali „ogromną górę" prezentów, często o znacznej wartości (dzieła sztuki, biżuteria) oraz sporo „kopertówek". A jak sądzi wspomniany polityk, w kopercie od Jana Kulczyka nie było chyba 100 zł – już raczej czek na 100 tysięcy. Z uwagi na rodowód panny młodej niektóre firmy zrezygnowały z zapłaty (m.in. młodzi otrzymali gratis obrączki a goście weselni piwo a la Obama).
    Od tematu nie stroniły też czasopisma opiniotwórcze, zamieszczając – poza smakowitymi relacjami, także refleksje ogólniejsze. Np. „Polityka" poświęciła mu dwa duże artykuły w numerze 39/2012, a także nawiązywała do tego tematu, w różnych aspektach, w dalszych numerach. Zdzisław Pietrasik uważa, że ślub ten interesuje opinię publiczną nie tylko z uwagi na rodowód panny młodej, ale sygnalizuje też szersze zjawiska i procesy obyczajowe i kulturowe współczesnego społeczeństwa. Zwrócono uwagę na uderzające podobieństwo reżyserii tego ślubu do małżeństwa w królewskiej rodzinie brytyjskiej - księcia Williama i Katheriny. Przypomniano, że jest to nie pierwszy przypadek przymiarek Kwaśniewskich do arystokracji. – Już w 2001 r. Ola błyszczała urodą i kreacją na balu debiutantek w Paryżu – wśród księżniczek, hrabianek i baronówien. Pietrasik sądzi, że Polacy wręcz tęsknią za współczesną arystokracją. Janina Paradowska ocenia to prywatne wydarzenie jako krok na drodze powrotu Aleksandra Kwaśniewskiego do wielkiej polityki. „Rodzina Kwaśniewskich w pełnej krasie wróciła na wszystkie medialne czołówki i cała Polska mogła zobaczyć klasę byłej prezydenckiej pary (…). Sam były prezydent wywiadów na ten temat nie unikał". („Polityka", Nr 49/2012)
    Ślub Oli i Kuby spotkał się z życzliwym przyjęciem opinii publicznej. Prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego oceniana jest na ogół pozytywnie (szczególnie forma sprawowania urzędu). Cała trójka Kwaśniewskich ma opinię ludzi inteligentnych, ambitnych, kulturalnych – tęsknoty arystokratyczne łączy harmonijnie z umiejętnością „ludzkiego stosunku do maluczkich". Potwierdzają to i moje osobiste doświadczenia. Pisałem do Aleksandra Kwaśniewskiego kilkukrotnie z „dobrymi radami" (poczynając jeszcze od czasów przedprezydenckich) lub przesyłając mu moje książki. Za każdym razem, ja, „anonimowy" zwykły obywatel, otrzymywałem uprzejme podziękowanie, czasem nawet z wyjaśnieniem motywów takich a nie innych decyzji. Inni politycy na ogół nie tracili czasu na takie głupoty. – Oczywiście ten i ów sarka, że dokonania i format polityka tej klasy co Aleksander Kwaśniewski nie wymagają wspomagania przez tabloidy. Albo, że trochę dziwi forma romantyzmu wybrana przez parę młodą (bo to jej autorski pomysł!) – w blasku jupiterów, tłumie paparazzich, z górą prezentów i kopertówek. Ale to detale. De gustibus non disputandum. Prawdopodobnie już bezpowrotnie minęły czasy, gdy romantyzm miłości kojarzył się z niezapomnianymi wieczorami na ławce w parku, ukochanym klękającym przed wybraną z pąsową różą w ręku. Podobnie jak autorytet polityka wynikający głównie z jego programem i umiejętności wprowadzania go w życie.
    Na takich konstatacjach można by uwagi o „wydarzeniu roku" zakończyć życząc młodej parze wiele szczęścia, gdyby nie konteksty historyczne a poniekąd i rodzinne Aleksandra Kwaśniewskiego. Inne niż gdyby ślub brał np. potomek Bronisława Komorowskiego, Tadeusza Mazowieckiego lub Lecha Wałęsy.
    Aleksander Kwaśniewski rozpoczynał swoją błyskotliwą karierę w PRL-u. W wieku 31 lat został ministrem (1985) a wkrótce potem członkiem ścisłego kierownictwa rządu i rządzącej partii. Gdy realny socjalizm upadał „pod własnym ciężarem" i rozwiązywano Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, ostatni władcy – „grabarze" PRL-u – Wojciech Jaruzelski i Mieczysław Rakowski namaścili niejako Kwaśniewskiego z nadzieją, że zdoła dokonać tego, czego oni nie potrafili – dostosuje polską lewicę do wyzwań nowych czasów      i uwolni od garbu narosłego w ostatnich latach PRL a szczególnie w strasznej „dekadzie Jaruzelskiego". Stanął na czele powołanej bezpośrednio po rozwiązaniu PZPR, Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej – przemianowanej rychło na Sojusz Lewicy Demokratycznej. – I wydawało się, że dokona tego, co niemożliwe. – Społeczeństwo polskie, przerażone pierwszymi skutkami realizacji „reform" Leszka Balcerowicza chciało odesłać jak najszybciej do lamusa historii herosów „Solidarności" i ich doradców z KOR-u, dziś rządzących państwem. Do władzy doszli „postkomuniści" z SLD: już w 1993 r. wspólnie       z PSL-em tworzą rząd. W 2001 r. SLD, wspólnie z Partią Pracy, uzyskał miażdzącą przewagę 41,4 % głosów w wyborach do Sejmu. W 1995 r. Aleksander Kwaśniewski zwycięża w wyborach prezydenckich legendarnego Lecha Wałęsę i dzierży urząd prezydencki przez 10 lat.
    Aleksander Kwaśniewski i SLD zakpili z wyborców. Te „kpiny" będą kosztować naród polski bardzo dużo. Oczywiście nie mogli cofnąć Polski do „realnego socjalizmu" ale dzierżąc władzą przez ponad 10 lat i obejmując władzę we wczesnym okresie transformacji ustrojowej, mieli wszelkie możliwości wpływu na kształt polskiego kapitalizmu oraz ocenę PRL-u. A wybór był szeroki – od dzikiego kapitalizmu i iberoamerykańskiego (właśnie niszczonego przez ruchy demokratyczne) do skandynawskiego – ukształtowanego przy walnym udziale socjaldemokracji. Wybrali wariant neoliberalny proponowany przez Leszka Balcerowicza, bliski XIX – wiecznym wzorcom dzikiego kapitalizmu (czyli coś co po doświadczeniach XX-wiecznych wydawało się nie do pomyślenia). I Kwaśniewski i inni czołowi przywódcy SLD – Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Józef Oleksy – uznali, że kapitalizm jest najdoskonalszym z ustrojów a jedynym regulatorem rozwoju społeczno-politycznego powinny być prawa rynku. Nim wyborcy zorientowali się jaką lewicą jest SLD   i ugrupowanie to odsunęli, prawdopodobnie na zawsze, od władzy,  „postkomuniści" zdziałali wiele. – W pełni zrealizowali „pakiet Balcerowicza", który dość podejrzliwie traktował nawet Tadeusz Mazowiecki. Do końca rozbili struktury gospodarcze i społeczne PRL-u, beztrosko wylewając z kąpielą sporo całkiem udanych dzieci. To pod skrzydłami SLD najszybciej postępowała „modernizacja" i „restrukturyzacja" polskiej gospodarki skutkująca masowym bezrobociem i milionową emigracją zarobkową. To wtedy z grabieży złomów po PRL-u błyskawicznie rosły fortuny polskich biznesmenów. Np. w 1996 roku, w rok po objęciu prezydentury przez Aleksandra Kwaśniewskiego, Jan Kulczyk – dziś serdeczny przyjaciel rodziny, kupił od państwa polskiego udziały w telefonii komórkowej za 16 milionów dolarów by je w 1999 r. odsprzedać firmom zagranicznym za 800 mln dolarów (stopa zysku – 5000 %). Podobnie rosły fortuny Krauzego, Żaka, Niemczyckiego.
    Aleksander Kwaśniewski to człowiek sympatyczny ale nie skłonny poświęcać kariery dla sentymentów.  Nie skorzystał ze swoich uprawnień by przerwać żenujący spektakl sądu nad generałem Wojciechem Jaruzelskim i innymi politykami z okresu PRL-u – choć byli oni jego patronami i niegdyś serdecznymi przyjaciółmi przez wiele lat. Dopuścił też do powołania Instytutu Pamięci Narodowej, którego głównym zadaniem jest szkalowanie PRL-u. Jako prezydent państwa jest Wielkim Mistrzem i przewodniczącym kapituły najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego. Dysponował nim z rozmachem – w ciągu 10 lat jego prezydentury przyznano Order Orła Białego 68 osobom (3-krotnie więcej niż przez cały okres II Rzeczypospolitej). Wyróżniono nim wielu działaczy ruchu solidarnościowego i duchownych III Rzeczypospolitej a także pośmiertnie polityków i wojskowych – ale ani jednego polityka, działacza gospodarczego czy społecznego z okresu PRL-u, nawet tych, którzy zasłużyli się dla obrad Okrągłego Stołu i bezkolizyjnego przekazania władzy opozycji.
    Tak więc Aleksander Kwaśniewski uczynił wiele- chyba wszystko co możliwe – by odciąć się od tradycji socjalistycznych i komunistycznych. Ale, czy tego chce czy nie chce, musi być z nimi kojarzony z uwagi na genezę i pierwszy etap swej kariery. A polskie tradycje socjalistyczne i komunistyczne są – wbrew temu co dziś wypisują młodzi idioci z „Uważam Rze" – ogromne. Na przestrzeni 150 lat ruchu socjalistycznego, który w decydującym stopniu przyczynił się do „uczłowieczenia" świata byli Polacy. We wszystkich jego nurtach i rozgałęzieniach, drogach i rozdrożach - od ortodoksyjnego marksizmu do anarchizmu. W 1871 r. bojownikami Komuny Paryskiej dowodzili generałowie Jarosław Dąbrowski          i Walery Wróblewski. Kilka lat później Walery Wróblewski został sekretarzem Komitetu Wyborczego I Międzynarodówki Komunistycznej. Socjaliści polscy, odegrali ogromną rolę nie tylko na ziemiach polskich ale także w ruchu rewolucyjnym w mocarstwach zaborczych – Róża Luksemburg i Julian Marchlewski w Niemczech, Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i wielu innych w Rosji. W składzie pierwszego rzędu bolszewickiego było kilku Polaków. Polacy byli wykonawcami najgłośniejszych anarchistycznych zamachów terrorystycznych końca XIX i początków XX wieku: 13 marca 1887 r. Ignacy Hryniewiecki zabił cara Aleksandra II a 6 września 1901 r. Leon Czołgosz postrzelił śmiertelnie prezydenta USA Williama McKinley’a.
    Karierę Aleksandra Kwaśniewskiego trzeba przyjąć do wiadomości, bo „dialektyka" dziejów socjalizmu zna wiele przypadków, gdy ofiarni bojownicy socjalistyczni kończyli jako dyktatorzy reżimów, które trudno uznać za mające coś wspólnego z socjalizmem. A jednak przykro, gdy przywódca, którego szczyty kariery zostały okupione kosztem milionów Polaków, którzy mu zaufali, epatuje przyjaźnią z bogaczami, fontanną z czekolady w hotelu Narvil i różańcem od papieża dla swojej córki.
    Droga kariery Kwaśniewskich może być też symbolem zaprzeczeniem powiedzonka, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni". Czasem pada bardzo daleko. I Jolanta i Aleksander nie są potomkami arystokratów czy drobnomieszczańskich dorobkiewiczów – wywodzą się z rodzin inteligenckich o kresowych korzeniach (Wilno, Wołyń) i socjalistycznych tradycjach. Więc skąd te ciągoty do „wyższych sfer" i błyskotek? Znajoma doktora Zdzisława Kwaśniewskiego wspomina, że kiedyś na stole w jego mieszkaniu w Białogardzie dostrzegła tom poezji Juliana Tuwima z kilkoma zakładkami w „Kwiatach polskich". „W tym poemacie jest wiele piękna nie tylko poetyckiego ale i marzeń o lepszym świecie" – powiedział czytelnik „Kwiatów". – Być może jedna z zakładek oznaczała stronę na której doktor wyczytał:
    „Ziemi, gdy z martwych się obudzi
      I brzask wolności ją ozłoci,
      Daj rządy mądrych dobrych ludzi,
      Mocnych w mądrości i dobroci.
      A kiedy lud na nogi stanie,
      Niechaj podniesie pięść żylastą!
      Daj pracującym we władanie
      Plon pracy ich we wsiach i miastach,
      Bankierstwo rozpędź i spraw, Panie,
      By pieniądz w pieniądz nie pozostał".
Zdzisław Kwaśniewski starał się na swoim skromnym odcinku te marzenia Poety, pisane w czasie wojny, realizować. I chyba nie przypuszczał, że syn będzie serdecznym przyjacielem bankierów i wiele zrobi by w ich sejfach pieniądz w pieniądz porastał.                            

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież