Jarosław Sułkowski - W sądzie1

Sędzia
Oskarżony (Bożydar)
Prokurator
Protokolant

Na scenę wchodzą: oskarżony, obrońca, prokurator, policjant i protokolant.
PROTOKOLANT
Proszę wstać, sąd idzie.
Wchodzi sędzia.
SĘDZIA
Uderza młotkiem w stół.
Siad! Otwieram rozprawę.
Wszyscy siadają.
Mówcie szybko o co chodzi, bo w domu zostawiłam bigos na gazie.
PROKURATOR
Oskarżony, postawiony, doprowadzony dopuścił się czynu haniebnego.
SĘDZIA
Co ty nie powiesz! A co zrobił?
PROKURATOR
Zjadł sąsiada.
SĘDZIA
Oskarżony wstanie, podejdzie. Oskarżony powie, kim jest. Jak się oskarżony nazywa?
OSKARŻONY
Dzień dobry. Ładną mamy pogodę. Tylko ten wiatr tak mi włosy potargał. Ma pani interesujący habit. Jest pani franciszkaninem?
SĘDZIA
Nie jestem żadną panią... to znaczy – jestem, ale nie jestem. Imię i nazwisko.
OSKARŻONY
Bożydar Męczymorda. Miło mi.
SĘDZIA
Dwa lata za imię i trzy za nazwisko. Razem siedem. Protokolant – zapisać!
Protokolant zapisuje.
Czym się zajmujesz, panie Bożydarze Męczymordo?
OSKARŻONY
Zajmuję się różnymi zajęciami. Najbardziej jednak zajmuję się filatelistyką.
SĘDZIA
Czyli czym?
OSKARŻONY
Zbieram znaczki pocztowe.
SĘDZIA
Aha, a po co?
OSKARŻONY
To moja pasja.
SĘDZIA
Pasta? Głupia pasta!
OSKARŻONY
Pasja. Nie żadna pasta.
SĘDZIA
Czego mi tu! Milcz bałwochwalco i deptaczu prawa. Pięć lat za obrazę sądu. Razem trzynaście.
Zapisać w protokole.
Protokolant zapisuje.
OBROŃCA
Pragnę nadmienić, że sąd działa poza prawem. Sąd nie słyszy, co mówi oskarżony i za to skazuje oskarżonego?
SĘDZIA
Milcz, bo każę ogołocić i splądrować kancelarię. A twoje nadmienienie o czymkolwiek obchodzi mnie tyle, co pasztet z mopsa wuja Toma.
Prokurator prosi o zabranie głosu.
Gadaj. Tylko ładnie gadaj.
PROKURATOR
Ten oto człowiek...
Wskazuje na oskarżonego.
... w sposób bestialski pożarł sąsiada, niejakiego Teofila Żyłę. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia, nie zachowując kanibalskiego obyczaju pożerania. Napadł na wspomnianego obywatela Żyłę Teofila w pralni publicznej, kiedy ten prał i odgryzł mu głowę.
SĘDZIA
I co?
PROKURATOR
I Żyła Teofil nie doprał tego, co prał, więc długo nie poprał, a na pranie miał tego dnia ochotę niemal okrutną. Wkrótce spostrzegł, że nie ma głowy, zatem doszedł do logicznego wnioski, że dalsze pranie, nawet pół – i ćwierćpranie byłoby nieco kłopotliwym zajęciem.
SĘDZIA
Odgryzł głowę? Jak to odgryzł! Przecież to nie jest możliwe. Chyba coś kręcisz, pajacu!
PROKURATOR
Odgryzienie głowy jest możliwe, bo oskarżony dał sobie dużo czasu na odgryzanie. Odgryzał 28 godzin – bardzo konsekwentnie i poważnie potraktował odgryzanie. Świadkowie zeznali, że odgryzał jak cholera i na chama, choć wcale niespiesznie, ale uczciwie odgryzał i wcale nie zamierzał nie odgryzać – dopóki nie uzna, że głowa jest absolutnie odgryziona, a nie tylko nadgryziona, podgryziona, przegryziona czy pogryziona...
SĘDZIA
Wściekle wali młotem w deskę.
Dość! Pajacu! Zaraz cię tym młotem trzepnę. Składniej mów, bo mam bigos na gazie i zaraz muszę lecieć.
PROKURATOR
Pożarł sąsiada, przeżuł starannie i bezszelestnie strawił.
SĘDZIA
Do obrońcy.
Teraz ty, ale pamiętaj – bigos na gazie!
OBROŃCA
A ja uważam, że winny postawionych zarzutów Bożydar M. jest niewinny, bo winny nie ponosi winy za to, że zawinił, pożerając sąsiada, który w testamencie napisał: Chcę, aby mnie pożarł jakiś filatelista. Oto ten testament. Czyli Żyła chciał, a Bożydar nie chciał, chociaż wyglądał jakby też chciał, lub chciał niechcący czy może bardziej niechcący chciał. Innymi słowy chcenie Żyły ewidentnie kontrastowało z niechceniem Bożydara...
Sędzia łapie się za głowę. Jest coraz bardziej zdenerwowana nie kończącą się opowieścią.
... tak czy owak Bożydar swym niechceniem wyszedł naprzeciw chceniu Żyły i...
Sędzia nie wytrzymuje. Wyciąga spod stołu karabin i strzela do obrońcy. Ten pada...
Chciał...nie chciał... chciał...
i tymi słowy kończy swój żywot.
SĘDZIA
Ostrzegałam pajaca – miał się streszczać.
Do prokuratora.
No teraz ty dajesz, ale...
PROKURATOR
Trzęsąc się ze strachu.
... wiem – bigos na gazie...
Milczy przez chwilę.
Już skończyłem...
Sędzia w końcu rozchmurza swe oblicze. Po chwili prokurator.
Chociaż...
Sędzia wali młotem i już chwyta strzelbę. Prokurator wystraszony.
...skończyłem. Amen.
SĘDZIA
Do Bożydara.
Teraz ty. Kończ.
BOŻYDAR
Wysoki sądzie,
Sąd jest w BŁĄDZIE,
Chociaż – przyznać wypada,
Owszem, zeznaję – zjadłem sąsiada,
Lecz na mój rachunek własny,
Bo sąsiad ten był strasznie żylasty.2
SĘDZIA
Słyszeliście, co powiedział. Ogłaszam, że Bożydar jest częściowo winny, a częściowo niewinny, toteż skazuję cię, Bożydarze, synu Wiktoryna Męczymordy i Leokadii Męczymordy z domu Mokradło na częściową karę śmierci.
BOŻYDAR
A co to znaczy?
SĘDZIA
Dowiesz się, kiedy przeżyjesz...
Koniec nasiadówy.
Wali młotem w stół tak, że cały się rozpada.
Won, do domu. Policjant Podać Bożydarowi bizmut – dożylnie.
Wszyscy wychodzą. Na scenie sędzia. Wygrzebuje z ruin stołu ubite kotlety.
Kotleciki do bigosu. Mój bigos! Na gazie!
Wybiega z krzykiem.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież