Andrzej Grabowski - Z cyklu - JAZDA BEZ TRZYMANIA

PRAWDA CZASU
W czasie gdy, jak twierdzą socjolodzy,  świat zdąża ku przepaści samounicestwienia, a człowiek osiągnął już granice własnego zaprzaństwa
i hipokryzji, wymierają , bez reszty, kryteria i zasady. Nic dziwnego, że takie pojęcia, jak miłość, braterstwo i współczucie odżywają sporadycznie od jednej akcji  medialnej po drugą niczym okazjonalne fajerwerki...
W kraju, w którym już dawno życie przerosło kabaret i wszelkie prognozy mistrzów nonsensu w składaniu jakichkolwiek deklaracji i tak mijają się z celem, bo w większości przypadków tzw. opinię społeczną ani to oziębi, ani ogrzeje... Chociaż wśród polityków jakakolwiek deklaratywność nadal będzie budzić emocje. Cóż, starzy gracze dobrze wiedzą, jak oswajać rzeczywistość, w której wszystko można obiecać, a niewiele dotrzymać. Stąd przywiązywanie wagi do publicznych wypowiedzi porównywalne jest do wiary w sumę wydanych odgłosów przez kukułkę na skraju lasu. A jednak, od zarania dziejów, w każdej sytuacji czepiamy się nawet najmniej realnej możliwości zmiany otaczającej nas rzeczywistości, usiłując schwytać ślad motyla w powietrzu. Bo z tej ułomności rodzi się nasz nieustanny optymizm, w którym budowniczowie zamków z piasku ciągle będą ofiarowywać  niedościgłe, bezustannie wymarzone. Bo taka jest już nasza niepoprawna konstrukcja i takie wyrażamy wciąż zapotrzebowanie.
Wiara, jakakolwiek by nie była może nie czyni cuda, ale pozwala na ich oczekiwanie.
Może dlatego tak wielu zajmuje się tym, co nieuchwytne i mało dostrzegalne. A co jednak przez lata na łamach, również i miesięcznika "AKANT" zostało przez doboszy epoki utrwalone. Literatura póki co, to ma do siebie, że utrwala nawet trzask bicza z piasku, odnotowuje wyssane z palca teorie i prognozy tych, którzy o tym sami dawno zdążyli zapomnieć. Ale zapisuje też to, co w wartościach ponadczasowych przekazywali nam poprzednicy, mistrzowie i nauczyciele, bliscy i napotkani na naszych ścieżkach zdobywania wiedzy i doświadczenia. Wszak z nich wszystkich jesteśmy ulepieni we własnym odczycie otoczenia i kolejnej próbie weryfikacji świata. Dlatego mimo wszystko i wbrew, warto, trzeba i należy mówić własnym głosem, porównywać z patrzącymi na to samo drzewo, wsłuchując się w ich opinie, aby nasz własny przekaz jaki chcemy ofiarować następcom był, jak najbogatszy. Choć i on będzie w czasie uzupełniany, oby tylko był na tyle
czytelny, że uchroni nas przed podniesieniem rąk do góry, kiedy nasi wielcy kłamcy przyznają się do tego, że od dawna zjadamy własny ogon, bo nikt niczego nie ofiarował nam za darmo.
Gigantyczny rozwój przede wszystkim niemieckiej gospodarki odbył się kosztem upadku lub zwinięcia się wielu dziedzin przemysłu w krajach byłego „demoludu". Geodeta, który chciał sprzedać stocznię szejkom, przyczyniając się do jej ostatecznego upadku, który przeskoczył niczym przysłowiowy „myrdek- pyrdek" kilka najprzeróżniejszych stanowisk, o żadnym z nich nie mając zielonego pojęcia, dziś grzeje tyłek na stołku szefa od czegoś czego jeszcze nie ma, ale być może będzie, wydzierając z państwowej (czyt. naszej) kiesy 100 – tysięczną pensję. On i jemu podobni mają zawsze na każdą okazję gęby pełne frazesów i recept, ale żaden z nich nie potrafi odpowiedzieć bezrobotnemu na najtrudniejsze z pytań "Jak i za co żyć?!"
25 % bezrobocia w Hiszpanii, powinno zapalić czerwone światełko
w głowach tych, którzy dalej opowiadają nam bajki Szeherezady. Gdyby nie to, że ponad 2,5 miliona ambitnych młodych ludzi wyjechało do Anglii, Szkocji
i Irlandii, nie wspominając już okrajach Beneluxu, prowadzilibyśmy w tym straceńczym rankingu braku odpowiedzialności i dojutrkostwa. Nie, nie liczcie na cud, on jest tylko możliwy w literaturze. Nikt z rządzących w naszym kraju nie ma pomysłu, jak wyrwać sie z tego nieszczęsnego zestawu naczyń połączonych, w którym rządzi słowo wytrych. Odmieniany przez wszystkie przypadki przy lada okazji KRYZYS niczym magiczne słowo "pomidor" bierze udział w tej grze w głupola, w którym wszyscy udają, że na "żółte papiery" zasłuży tylko ten, kto już w dzieciństwie przegrywał w Piotrusia.
Jeśli wpierw wyprzedało się nawet piasek z piaskownicy i zamknęło zakład produkcji wiaderek i łopatek nie powinno nikogo dziwić, że w przedszkolu grzebie się pod płotem łyżkami do zupy, bo i tej nie starcza ostatnio dla wszystkich. Jeśli jeszcze nie starczy na wodę i ogrzewanie zawsze będzie można przedszkole zamknąć. Przynajmniej bezrobotni rodzice będą mieli jakieś zajęcie. Urząd Pracy ponownie uzasadni swoją obecność. Urząd Statystyczny zachłyśnie się podsumowaniem. Rządzący popadną w euforię, a nam pozostanie znów ucieczka w literaturę „science fiction". Chyba, że to co nas otacza przebiega już zgodnie z wcześniej napisanym scenariuszem.
W takim razie, gdzie jest reżyser...? Bo chciałbym wiedzieć, jak długo potrwa ten serial.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież