Jan Tulik - „Karczma…" gwarna a lata szron się srebrzy…

I wciąż ta nuta nostalgii, ta nić wiążąca romantyczne wątki z naszą realnością, z oblepiającą nas rzeczywistością. Na 65. rocznicę urodzin poety, barda i krzepkiego w organizacji literackich imprez Andrzeja Grabowskiego, wydawnictwo „Ad oculos" sprawiło niespodziankę – wydało zbiór wierszy poety, którego przed trzema dziesiątkami lat zauważył Ernest Bryll a ten sam redaktor debiutu Andrzej Żmuda dopilnował rzeczonego wydania „A to już nasze są rozmowy" *). Obaj – poeta-redaktor Żmuda i może ostatni z pięknych romantyków Ernest Bryll - zostali obdarowani dedykacjami, a wiersz „Ballada dla mistrza" został wzmocniony dedykacją: Arcymistrzowi Ernestowi. To godne uwagi, wszak jakże wielu z nas zapomina o swych mistrzach, o kolegach, zwłaszcza starszych, po piórze, którym coś zawdzięczamy. A przecież nigdy nie jest tak, że samiśmy z siebie – zawsze jakiś okruch, to pajda literackiego chleba, była nam ofiarowana.
Stąd życzliwa dedykacja pod tytułem „Zaszronieni – ballada" Annie i Bogusiowi Diduchom, stąd wiersz „Minstrel" poświęcony Przyjaciołom z zespołu „ostatnia wieczerza w karczmie przeznaczonej do rozbiórki". A dla przypomnienia dodajmy: to właśnie Diduch jest duszą zespołu, który wiele utworów Grabowskiego wyśpiewał i wciąż śpiewa. Ponadto „Karczma…" od lat sekunduje poetom podczas ich peregrynacji na Pogórzu.
Może i temporalne klimaty sprawiły, że zbiór ten ma odcień siwej już melancholii. Ma zapis „Tradycji" w najlepszym tego słowa pojęciu. To tomik niczym obraz wieczerzy przy od dawna zastawianym stole. Do stołu tego zaprosił poeta wielu przyjaciół, dedykując im wiersze, to wspominając Ich – z dużej litery, wszak wielu z Nich już „po tamtej stronie błękitu" – jak Grabowski podkreśla.
Egzystencjalne refleksje pisarz ten (przecież poeta Andrzej Grabowski to również autor min. dziesiątków powieści dla dzieci) stara się przełamać, albo może raczej zrównoważyć nutą optymizmu:
a ty tkwij w zachwycie
na życie co dnia
Tkwij mimo żywiołów, które ledwo zapisują niewypowiedziane słowa („W okruszku" – utwór dedykowany Marysi i Rysiowi Ulickim).
Wiele tu aluzji do tradycji – literackiej, a to do pokrętnej naszej historii, która wciąż się wije jak uwięziona jaszczurka, która jakby tkwiła w „Błędnym kole" Malczewskiego, to zastygała w chocholim tańcu. Nota bene ilustracje Artura Grabowskiego (syna poety) wyraziście nawiązują do tych wątków, stają się graficznymi depozytariuszami naszej tradycji.
Owe migotania historii i wątków narodowej tradycji skupiają wokół siebie i przy sobie echa rodzinnego domu, wspomnienia rodziców i najbliższych, którzy już odsłużyli swój czas.
Miniona epoka dla poety ma znamię jesieni, jako pory pełnej zadumy, często smutku – przecież to pora przemijania. Lecz Andrzej Grabowski, tak jak i w codziennym życiu, nie poddaje się. W jego twórczości rozkwita co raz na nowo jakiś krzew, kwiat; ponownie budzi się obumarła roślina. Bo według niego istnieje jakiś rodzaj „Zmartwychwstania" (tytuł wiersza z dedykacją dla Mojej Grażynki), bo jednak wciąż budzi się świt, wstaje jasność; to Nadzieja. Ona czuwa wbrew złym prognozom, na przekór apokaliptycznym proroctwom, Oto jednocześnie wychynięcie z groźnego obłoku nieufności, jeśli - jak powiada poeta - trwamy  Z piętnem Tomasza skrywanym wstydliwie („Piszemy").
Stąd pewnie idea łączenia wszelkiego życia, nie tylko człowieczego, w jeden organizm, we wspólny cud istnienia. Dlatego pozornie na antypodach, a jednak w pełni uczuć ludzkich, pojawia się kategoria empatii wobec „braci mniejszych". „Bezsilność" to wiersz dedykowany Najwierniejszej PYSI.
Pochowałem Cię w zimnej ziemi
wraz z nadzieją na zmartwychwstanie
To skarga, to ukryty płacz mężczyzny po utracie przyjaciela, najwierniejszej psiny.
Wahanie się od mroku do światła Nadziei może szczególnie ukazane zostało w nostalgicznym wierszu „I bez…". Nie jest to wiersz „rozliczeniowy", ale jednak to refleksje tyczący minionego czasu, jakiś zarys bilansu dekad, które nigdy nie powrócą, jak każdy przeszły moment, skoro już minął. Andrzej Grabowski, Kawaler Orderu Uśmiechu, mimo wszystko, chyli się na stronę Nadziei. Przekonuje czytelnika, i jednocześnie konkretnego adresata wiersza, że przecież ktoś za naszymi plecami stoi, czuwa, i kimkolwiek będzie ten Anioł Stróż, czy może sam Stwórca – nie pozostajemy w zimnej kosmicznej pustce sami:

Nie, to nie wola Boża,
to niepojęte przestworza
ogarniają ten pył, co po nas
i jaki był przed nami
ale nie martw się, nie łkaj,
nie jesteśmy sami.



Jan Tulik

*)  Andrzej Grabowski „A to już nasze są rozmowy". Ad oculos, Warszawa – Rzeszów 2012. Ilustracje Artur Grabowski. Tomik wydany z okazji 65-lecia urodzin Autora, w nakładzie 100 egz.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież