JAROSŁAW HEBEL - Czytając biografię Hłaski

Do dzisiaj Marek Hłasko (1934-69) uchodzi za wielką i zasłużoną ikonę literatury polskiej, wokół której nagromadziło się wiele mitów i nie zawsze prawdziwych legend. Chociaż dość powszechnie znany jest jego życiorys, z przyciągającą uwagą czytelnik zapoznaje się ze znakomicie napisaną biografią autora „Pięknych dwudziestoletnich" przez Andrzeja Czyżewskiego, ciotecznego brata pisarza. Wokół postaci Marka Hłaski narosło wiele nieporozumień, wypływających także ze złośliwości, często szkalujących pisarza i kolportowanych „pocztą pantoflową" przez inaczej mu życzliwych. Można odnieść wrażenie, że biograf Hłaski próbuje odmitologizować postać pisarza i przedstawić ją w świetle faktów i dokumentów, a więc w aureoli prawdy, co jednak i tak zawsze musi zakończyć się mniej lub bardziej natężonym subiektywizmem w postrzeganiu jego osoby. Nie można jednak mieć wątpliwości, że wielką wartością książki Czyżewskiego są niepublikowane dotąd zdjęcia i dokumenty z życia Hłaski, jednego z najbardziej utalentowanych naszych pisarzy.


Już za swojego życia Marek Hłasko był porównywany do Jamesa Deana, podczas gdy literacko upatrywano w nim talentu na miarę Ernesta Hemingweya, Faulknera, Steinbecka, Styrona czy Caldwalla. Urodził się w Warszawie 14 stycznia 1934 r. w szpitalu na Solcu. Jego rodzice mieszkali wtedy przy Śniadeckich 17, skąd 26 grudnia 1935 r. udali się na chrzciny w towarzystwie rodziców chrzestnych ze swoim już prawie dwuletnim synkiem do pobliskiego kościoła Zbawiciela. Znana jest anegdota, jak przyszły pisarz udzielił chrzczącemu go księdzu odpowiedzi przeczącej na pytanie, czy chce wyrzec się złego ducha. Po tragicznej śmierci Hłaski w Wiesbaden (1969), a wcześniej po opuszczeniu kraju i zostaniu skazanym na dożywotnią banicję, bez prawa powrotu, na swój sposób zabawną historyjkę z chrztu pisarza można odczytywać jako przepowiednię jego spełnionego złego losu.
Dzisiaj już wiemy, że sam Władysław Gomułka domagał się nawet zamknięcia Hłaski, gdyby jednak autor „Pierwszego kroku w chmurach" miał powrócić do kraju z emigracji. Domagający się więc nie wpuszczenia pisarza z powrotem do „ludowej ojczyzny", paradoksalnie działali w jego obronie. Ciekawostką może być, że napis na powązkowskim grobie Marka Hłaski wykuł sam Himilsbach. Zawiera się w nim cała prawda na temat jego życia po opuszczeniu Polski, gdy bywał poddawany ostrym atakom i gdy oficjalnie nikt publicznie nie zabrał głosu w obronie pisarza, to właśnie wtedy „Wszyscy byli odwróceni". Dzisiaj już wiemy, po podjętej i nie przepuszczonej przez cenzurę próbie obrony Hłaski przez Marię Dobrowską czy Bogdana Suchodolskiego, że nie wszyscy odwrócili się od „buntownika bez powodu". Nie jest też tajemnicą, że jego prawdziwym przyjacielem pozostał także Henryk Bereza.
Można by pytać, czytając biografię Marka Hłaski, jak wyglądała Warszawa czasów autora „Pięknych dwudziestoletnich"? Gdyby wybrać część Warszawy, która była Hłasce najbliższa, nie bez powodu mógłby to być Marymont. Wiadomo jednak, że do upadku Powstania Warszawskiego (1944), mały Marek Hłasko mieszkał wraz z matką Marią w Warszawie pod różnymi adresami – na Chłodnej, Wilczej czy Ciepłej. Później, gdy w życiu Marii Hłasko na dobre pojawił się Kazimierz Gryczkiewicz, przyszła kolei na Wrocław, Białystok czy internat dla Marka w Legnicy. Na początku lat 50-tych, wszyscy troje razem znowu zamieszkali przy Mickiewicza 17, na warszawskim Żoliborzu. Dopiero po jakimś czasie Marek otrzymał mieszkanie na warszawskiej Ochocie przy Częstochowskiej 16/18, gdzie jednak miał nie czuć się dobrze. Mieszkanie to zostało mu odebrane, gdy w lutym 1958 roku wyjechał do Paryża do Maissons-Laffitte na zaproszenie Jerzego Giedroycia, a następnie poprosił o azyl polityczny w Berlinie Zachodnim.
Do dzisiaj istnieje spór, który z utworów Hłaski uznaje się za jego prawdziwy debiut. Wynika on z tego, że jego pierwszym tekstem, który ukazał się w druku, była „Baza sokołowska", drukowana w odcinkach w „Sztandarze Młodych". Pierwszą książką jednak, która ukazała się w druku, był tom opowiadań „Pierwszy krok w chmurach". Za jego najważniejszą książkę bardzo wielu uważa jednak „Pięknych dwudziestoletnich", nie do końca prawdziwą literacką biografię pisarza. Do śmierci Stalina życie kulturalno-społeczne było wyjątkowo przesiąknięte komunistyczną ideologią i kultem wodza sowieckiej rewolucji. Hłasko uciekał w swojej twórczości od socrealizmu, co widać np. w jego powieści „Następny do raju". Pięknie opowiada w niej smutną, nawet przerażającą, ale na pewno ujmującą i przykuwającą uwagę historię o pracy i życiu kierowców ciężarówek. Pisarz nie pokazuje nam szczęśliwych ludzi, lecz obnażając socrealistyczny schemat pojmowania sztuki, z artystyczną wrażliwością nakreślając portrety ludzi w pełni przegranych.
Marek Hłasko już za swojego życia przeniknął ze swoją twórczością w obręb sztuki filmowej. Wojciech Has zekranizował mistrzowskie opowiadanie pisarza „Pętla", w którym główną rolę zagrał Gustaw Holoubek. W utworze tym w pełni odzwierciedla się jednak fascynacja młodego Hłaski twórczością Fiodora Dostojewskiego. Nikt tak dogłębnie nie zobrazował w polskiej literaturze stanu duszy alkoholika, jak zrobił to Hłasko w swoim arcymistrzowskim opowiadaniu. Hłasko nie był zadowolony z innych ekranizacji swoich utworów - „Ósmego dnia tygodnia" w reżyserii Aleksandra Forda i „Bazy ludzi umarłych" Czesława Petelskiego. W napisanym jednym z listów pisarz nie ukrywał, że „Ósmy dzień tygodnia" było kiepskim opowiadaniem, ale można było z niego zrobić dobry film. Inaczej było z „Bazą ludzi umarłych", w której poprawki naniesione przez twórców filmu do tego stopnia zirytowały autora opowiadania, że zażądał usunięcia własnego nazwiska z jego stopki.
Wiele nowych informacji odnośnie życia Hłaski wnoszą dwa ostatnie rozdziały książki. Autor dotarł do materiałów IPN, z których wynika, że od momentu zdobycia sławy do końca życia pisarz był inwigilowany przez tajnych współpracowników organów bezpieczeństwa. Szczególnie paskudnie na tym tle wyróżnił się agent o pseudonimie „Henryk", czyli Władysław Tubielewicz, który donosił na Hłaskę poprzez pisanie raportów z Izraela. Autor nie ukrywa jednak, że sam Hłasko jako kilkunastoletni chłopak podpisał deklarację współpracy z Milicją Obywatelską. Incydent ten nie miał jednak charakteru politycznego i w żadnym razie nie można mówić o Hłasce jako o tajnym współpracowniku organów bezpieczeństwa PRL. W niczym nie umniejsza ta sprawa jego wizerunku jako zbuntowanego pisarza wobec szarej, ponurej PRL-owskiej beznadziejności. Autor biografii Marka Hłaski bardzo surowo rozprawia się z książką Barbary Stanisławczyk „Miłosne gry Marka Hłaski", w której pełno jest półprawd, tworzących nie do końca prawdziwych legend pisarza, często rozpowiadanych przez ludzi go nieznających. Na twarzy czytelnika musi także pojawić się uśmiech, kiedy czyta o podejrzewaniu przez organy bezpieczeństwa PRL także Marka Hłaskę o porwanie i zamordowanie Bohdana Piaseckiego, syna szefa PAXu i przedwojennej faszyzującej ONR-Falangi. 
Czyżewski burzy w swojej książce mit Hłaski jako wiecznego awanturnika, ordynarnego chama i bywalca podrzędnych knajp, a nawet spelun. W jego książce czytelnik nie znajdzie tych wielu anegdot, których głównym bohaterem od dawna jest Marek Hłasko. Widzimy w niej raczej zdyscyplinowanego młodego chłopaka, który z wielką starannością starał się prowadzić korespondencje z dużo starszymi od siebie ludźmi. Z dużą pieczołowitością poprawiał swoje teksty i pracował nad osiągnięciem przez nie pożądanego przez niego kształtu. Co by jednak nie mówić, tak naprawdę Hłasko był żywym człowiekiem z krwi i kości, który miał swoje zalety i wady, o czym należy pamiętać.
Być może mniej znanym faktem w życiorysie pisarza jest kochanie się w nim przez Jerzego Andrzejewskiego i Wilhelma Macha. Było to jednak uczucie zupełnie bez wzajemności, zwyczajnie ignorowane przez Hłaskę. Jego pierwszą wielką miłością była do dzisiaj nieco tajemnicza Wanda, uczucie do której było motywem napisanego przez niego opowiadania „Pamiętasz, Wanda..." i opublikowanego dopiero po śmierci pisarza. Oglądając opublikowane zdjęcia Hłaski z Agnieszką Osiecką z Kazimierza nad Wisłą, widzimy młodego romantycznego chłopaka, pełnego radości i chęci życia. Dzisiaj już wiemy, że tak naprawdę kochał Hankę Golde i to wtedy chyba napisał, że „Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko, co następuje potem, jest tylko szukaniem tej utraconej miłości". Odszedł od Soni Ziemann, ale nie został zaakceptowany przez rodzinę Esther Steinbach w Izraelu. Ciekawe, że nikt jednak nie pamięta o Zuli Dywińskiej, którą można by nazwać korespondencyjną przyjaciółką pisarza, powiernicą jego spraw osobistych i sercowych.  
Świetnie czyta się całą książkę, która wciąga czytelnika niemal z narokotyczną siłą. Z całą pewnością biografia Marka Hłaski wpisuje się w klimat podtrzymywania pamięci o autorze „Pięknych dwudziestoletnich". Od wielu lat działa już internetowa strona, poświęcona życiu i twórczości pisarza, którą redaguje Robert Sadowski wspólnie z Kamilą Sowińską. W 40-lecie śmierci pisarza został odrestaurowany nagrobek Hłaski na warszawskich Powązkach. Podczas akcji „Teraz Hłasko" odbywały się liczne imprezy, które miały na celu przypominać życie i twórczość autora „Pierwszego kroku w chmurach" czy „Pętli". Całkiem niedawno zaś, na rogu Foksal i Kopernika, została ponownie otworzona legendarna knajpa „Kameralna", w której częstym gościem bywał Marek Hłasko, obok wielu innych znakomitości ze światka artystyczno-literackiego – Iwaszkiewicza, Andrzejewskiego czy Igora Newerlego. Jak wynika z wielu artykułów prasowych, właścicielowi „Kameralnej" zależy na odtworzeniu atmosfery tamtej powojennej knajpy. W restauracji znajduje się sala im. Marka Hłaski, co wpisuje się w kultywowanie pamięci o autorze „Pięknych dwudziestoletnich". 



RECENZJA: Andrzej Czyżewski, „Piękny dwudziestoletni. Biografia Marka Hłaski", Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, 583 ss.



 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież